Developers developers developers developers
Tak czytam Zgodowe wpisy i czytam... No więc:
Jeśli się jest zawodowym programistą, potrafi się wyznaczyć sobie jakieś dalekosiężne cele, a później się koduje przez parę miesięcy zanim to zacznie działać, to super. Ale takich ludzi jest naprawdę bardzo mało. Podstawowa zasada w OpenSource jest taka, że jak najszybciej powinieneś wyprodukować działający kod. W przeciwnym wypadku ryzykujesz porzucenie projektu który kompletnie nic jeszcze nie robi (bariera psychologiczna: lepiej rozwijać coś, co już mi jest do czegokolwiek przydatne, niż coś, co za dwa miesiące będzie działać... albo i nie). I później rozwój polega na dodawaniu nowej funkcjonalności, co często wymaga przepisywania części kodu, gdyż stary kod był tylko szybką prowizorką. Linux (i wiele innych obecnie dojrzałych projektów opensource) jest dobrym przykładem, że taki sposób rozwoju pozwala stworzyć kod wysokiej jakości. Najprawdopodobniej trwa to zdecydowanie dłużej, niż gdyby od początku pisano z odpowiednimi założeniami, ale zdecydowanie zwiększa szansę na to, że ów kod w ogóle powstanie.
Podsumowując. Lepiej mieć dużą liczbę hakerów produkujących przez pewien czas kod marnej jakości, ale w końcu dochodzących do celu, niż niewielką liczbę zawodowych programistów marki Zgoda (no offence :), którzy nie byli by w stanie wyprodukować nawet połowy tych programów, które obecnie są w opensource dostępne. I smoku ma rację, że najlepszym przykładem jest Linux. Gdyby nie pryszczaty studencina i jego gigantyczna prowizorka, to używalibyśmy wszyscy... no właśnie czego? Hurda? Wolne żarty (wolne as in liberty not price :).
Jeśli się jest zawodowym programistą, potrafi się wyznaczyć sobie jakieś dalekosiężne cele, a później się koduje przez parę miesięcy zanim to zacznie działać, to super. Ale takich ludzi jest naprawdę bardzo mało. Podstawowa zasada w OpenSource jest taka, że jak najszybciej powinieneś wyprodukować działający kod. W przeciwnym wypadku ryzykujesz porzucenie projektu który kompletnie nic jeszcze nie robi (bariera psychologiczna: lepiej rozwijać coś, co już mi jest do czegokolwiek przydatne, niż coś, co za dwa miesiące będzie działać... albo i nie). I później rozwój polega na dodawaniu nowej funkcjonalności, co często wymaga przepisywania części kodu, gdyż stary kod był tylko szybką prowizorką. Linux (i wiele innych obecnie dojrzałych projektów opensource) jest dobrym przykładem, że taki sposób rozwoju pozwala stworzyć kod wysokiej jakości. Najprawdopodobniej trwa to zdecydowanie dłużej, niż gdyby od początku pisano z odpowiednimi założeniami, ale zdecydowanie zwiększa szansę na to, że ów kod w ogóle powstanie.
Podsumowując. Lepiej mieć dużą liczbę hakerów produkujących przez pewien czas kod marnej jakości, ale w końcu dochodzących do celu, niż niewielką liczbę zawodowych programistów marki Zgoda (no offence :), którzy nie byli by w stanie wyprodukować nawet połowy tych programów, które obecnie są w opensource dostępne. I smoku ma rację, że najlepszym przykładem jest Linux. Gdyby nie pryszczaty studencina i jego gigantyczna prowizorka, to używalibyśmy wszyscy... no właśnie czego? Hurda? Wolne żarty (wolne as in liberty not price :).
