Zieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeew

26 VII 2003, 07:16:24
Matce zegarek chodzi o godzinę nie tak jak trzeba i zamiast o ósmej, obudziła mnie o siódmej. Ledwo żyję. No, ale przynajmniej będę miał czas na ogolenie się.

Good bye

25 VII 2003, 23:21:22
Jutro rano jadę na tydzień do rodzinki. Zaraz jeszcze muszę naskrobać mały AC roadmap na najbliższy czas. Zieeeeeeeeeew, ale jestem śpiący.

A właśnie - dzisiejsze jazdy całkiem całkiem. Fakt, że nie zauważyłem stopu, ale poza tym było ok. No i jeszcze miałem problemy z redukcją biegu... zbyt szybko próbowałem wbić niższy i samochód dostawał czkawki. Później już zwracałem na to większą uwagę :). Ale już zajebiście było przy czterdziestce wbić jedynkę zamiast trójki :). A na placu stuprocentowa skuteczność manewrów. Jeszcze się nauczylem ruszać pod górkę - ani razu mi nie zgasł/cofnąl się.

Over and out.

Damn

24 VII 2003, 20:34:08
Dzisiaj jazda poszła całkiem całkiem tylko raz na rondzie nie zauważyłem samochodu dostawczego, który wyjeżdżał z ulicy 10 metrów ode mnie. Kilku przechodniów jedynie bym zahaczył (brak wyczucia jeśli chodzi o hamowanie i ruszanie), także nie było źle.

Niestety z samego rana (koło południa :) zwaliła się rodzinka wracająca z wypoczynku mającego miejsce z dala od domu i stwierdziła, że ma jeszcze tydzień urlopu i trzeba do nich się wybrać. Innymi słowy tydzień w plecy, co mnie cholernie wkurza zważywszy, że jest to akurat ten tydzień potrzebny na uruchomienie builderów Acze. Wrrrrrrrrrr. A byłem święcie przekonany, że zdążę przed końcem miesiąca :/. No cóż. Shit happens. Mam nadzieję, że nikt mnie za to nie zje.

Wrrrr

23 VII 2003, 18:37:59
Było to tak. Po kilkuset metrach zatrzymało mnie gwałtowne hamulcowanie instruktora. Miałem przed maską z 10 ludzi, których w środku dnia przy idealnej widoczności po prostu nie zarejestrowałem. Bym ich przejechał, mimo, że patrzyłem się prosto na nich.
Jeden zakręt później znowu hamulcowanie. Za późno do mnie dotarło, że tamten znak, to jest zakaz wjazdu. No nic, skręcamy w prawo. Na następnym skrzyżowaniu hamulcowanie instruktora - nie zauważyłem nakazu skrętu w lewo. Parę skrzyżowań później skręt w prawo na rondzie - popatrzyłem w lewo i jadę... hamulcowanie. Sekundę później przed maską przemykają mi dwa samochody jadące kilkadziesięt kilometrów na godzinę. Popatrzyłem w lewo, ale i tak ich nie widziałem.
Później jeszcze parę razy wbijanie biegu na nie dokońca przyciśniętym sprzęgle (ledwo słyszalne zgrzytanie), jedno wbicie jedynki na praktycznie nie wciśniętym sprzęgle (pierwszy raz mi się to zdarzyło... ale przynajmniej wiem już jak to brzmi) oraz zatrzymanie się bezpośrednio przed znakiem STOP zamiast przy linii bezwarunkowego zatrzymania (tzn. zatrzymałem się, żeby sobie pooglądać widoki, bo byłem zbyt daleko od skrzyżowania). Cośtam jeszcze było, ale już nie pamiętam.
Po powrocie na plac manewrowy - parkowanie równoległe. Na dziesięć prób udało mi się raz. Wczoraj na 10 prób *nie* udało mi się dwa razy. Wkurwiłem się. No to robimy wjazd tyłem do garażu. Na początku ustawiłem się nie przy tej linii co trzeba. Ale co tam. No to skręcamy - za wcześnie, za późno, za wcześnie, za późno, a chuj z tym teraz robię zawsze za wcześnie, a później koryguję. O dziwo działało. Z wjazdem przodem już problemów raczej brak.

Podsumowując - kilka ofiar śmiertelnych (w tym ja), złamane parę przepisów oraz trzy samochody do kasacji. I to wszystko w godzinę. Co będzie tańsze, jeździć zawsze z instruktorem, czy po prostu wynająć szofera?
Jutro się wpakuję w pierwszy znak jaki znajdę i będę miał wreszcie święty spokój. Wrrrr.

I nie chodzi tu bynajmniej o to, że miałem zły dzień (chociaż fakt, że miałem). Ja po prostu mam tendencję do niezauważania znaków i pojazdów. O ile ze znakami jeszcze da się przeżyć, to już z pojazdami gorzej. Parę jazd temu po wykonaniu zakrętu instruktor spytał się mnie, czy widziałem tamtą ciężarówkę. Yyyyyyyyy... jaką ciężarówkę?
A jeździć na rowerze po mieście przestałem wtedy, gdy w biały dzień, popatrzywszy przed siebie, ruszyłem przez skrzyżowanie, po czym zostałem otrąbiony przez samochód który ostro hamując zatrzymał się dwa metry przede mną. W biały dzień, na pustej drodze nie zauważyłem samochodu. Na chwilę obecną na skrzyżowaniach na których nie mam pierwszeństwa nie panikuję tylko dlatego, że w razie czego instruktor będzie deptał po hamulcach. Osobiście najchętniej bym się przy każdym skrzyżowaniu zatrzymywał, ale się nie da. Poza tym spora szansa, że mi później samochód zgaśnie.

Z bardziej optymistycznych rzeczy - cieciwa i agaran zrezygnowali z PLD. A mi się tcp_wrappers na ppc nie buduje hgw dlaczego. Wrrrrrrr.

Bruuuuuuuum

23 VII 2003, 01:12:28
Dzisiaj któtko - w Tico się bardzo fajnie operuje pedałami zwłaszcza przy starcie, a po kolejnej godzinie w Puntiaku stwierdziłem, że niedobory sprzęgła można rekompensować odpowiednim operowaniem gazem. I to rzeczywiście działa. Fakt, że czasami startuję jak Kuhar, czy inny Hołowczyc, ale lepsze to, niż gaśnięcie samochodu. A na placu manewrowym znowu dwie nowości i, tradycyjnie już, brak problemów :)
Oczywiście zaliczyłem różne wpadki, ale skoro już płynnie operuję biegami (autoredukcja przy zmniejszaniu prędkości, etc.), to zwracanie uwagi na znaki typu STOP jest już tylko kwestią czasu :)

22 VII 2003, 10:24:59
Notkę napisałem wczoraj, także odnośniki czasowe są przesunięte o jeden dzień :)
--------
Dzisiaj miałem trzecią i czwartą godzinę jazd. Ale od początku.
Wczoraj (dzisiaj) poszedłem spać po drugiej. Do samochodu wsiąść miałem o dziesiątej rano, więc nie było innego wyjścia, jak wstać przed dziewiątą. Po tak ogromnej liczbie godzin snu, byłem dosyć struty, także pamiętając jakiś artykuł w bodajże "Polityce" na temat napojów energetycznych, kupiłem sobie takowy (wyglądał jak bateria i tak też się nazywał). Paskudztwo było paskudne, ale najwyraźniej podziałało, bo jak do tej pory jestem raczej obudzony.
Jazda była całkiem całkiem, pomijając kilka wpadek. Główną przyczyną owych wpadek jest to, że nie jestem w stanie ruszyć z miejsca w jakimś rozsądnym przedziale czasowym. Punto, którym jeżdżę, jest przerobione na gaz i na dodatek ma podwójne pedały (druga para dla instruktora). Skutek jest taki, że na nogi jest niewiele miejsca (strasznie rozbudowany... eee... desktop kierowcy :) i nie jestem w stanie sprawnie operować sprzęgłem. O ile przy normalnej jeździe to jakoś specjalnie nie przeszkadza (a przy światłach mam jednak trochę czasu na wystartowanie... no chyba, że skręcam w lewo :), to już wjazd na rondo był horrorem. Rondo to jest wymysł szatana i pomysłodawcę powinno się rozstrzelać. Ale pierw trochę pomęczyć. Bleeee. Samochody za tobą, obok ciebie, przed tobą, wokół ciebie. Cały czas trzeba skręcać w lewo, a później jeszcze odbić w prawo. Pfuj. Ale to się jeszcze da przeżyć. Problemem jest wjazd na owo rondo (na wszystkich rondach w Opolu ci na karuzeli mają pierwszeństwo), który przy mojej prędkości ruszania graniczy praktycznie z cudem. Pomęczywszy się godzinkę na mieście (miałem chyba z dwie bardziej spektakularne wpadki oraz parę zgaśnięć) stwierdzam, że generalnie nie było źle (nigdy mi nie wpadło do głowy stresować się czymś takim), pomijając ów brak możności operowania pedałem. A i jeszcze jedno. Po ostatniej jeździe obiecałem sobie, że podwyższę sobie siedzisko i spróbuję zobaczyć maskę. Nope. Nie da się. Widać tylko kawałek wybrzuszenia zaraz przy przedniej szybie i nic poza tym.
Po powrocie na plac manewrowy miałem wjazd przodem na 'skośny' parking oraz odtylny wjazd do garażu. Bułka z masłem. Tyle tylko, że już mnie skóra na lewej stopie piekła od naciskania na to cholerne sprzęgło.

Po kursie zwyczajowe wdepnięcie do dziadków i trochę opowieści z placu boju. Dziadkowi coś się nie podobały te moje problemy ze sprzęgłem więc primo zaoferował, bym następnym razem założył jego sztywnopodeszwowe sandały, a secundo przeszliśmy zobaczyć wnętrze jego Tico. Zakochałem się. Tico jest zdecydowanie bardziej 'surowe' i 'chude' jeśli chodzi o wnętrze. Ale zdecydowanie je preferuję ponad to cholerne Punto. Primo - pedały nie trzeba deptać tak mocno, secundo - jest duużo miejsca na nogi, tertio - wystarczy wsiąść i widzi się całą maskę samochodu no i wreszcie quatro - skrzynia biegów chodzi bardzo luźno. Umówiłem się z dziadkiem, że jutro godzinę przed normalną jazdą (która to jest w południe), podjedzie on po mnie i poćwiczymy na jakimś odludziu. Nice.
A właśnie. Wracając do domu oglądałem wszystkie samochody jakie napotkałem i żaden to nie było Punto. Dopiero prawie pod samym domem znalazłem to co chciałem. I rzeczywiście - ten samochód ma strasznie małą widoczność na przedniej szybie (co jest wkurzające na zakrętach, bo dosyć szeroka boczna belka zasłania ci akurat ten punkt chodnika, z którego najprawdopodobniej wyskoczy przechodzień) i dosyć ciasno wokół pedałów. Tak na oko nie mogłem stwierdzić, czy rzeczywiście jest tak ciasno, czy też u mnie to jest wina tych nadmiarowych pedałów, ale jedno jest pewne - zdecydowanie wolę Tico od Punta, mimo, że to drugie jest z założenia samochodem o wyższym standardzie. Bajery bajerami, ale łatwość kierowania ponad wszystko.
Jutrzejszy dzień zapowiada się ciekawie.
--------
No i już jest jutrzejszy dzień, a za pół godziny jedenasta :)

Hihihi

20 VII 2003, 18:26:02
No to po negocjacjach z kloczkiem. On już nigdy nie będzie współpracował z innymi, bo po prostu nawet to co się stało nie uświadomiło mu, że popełnił gdzieś błąd. Nadal jest święcie przekonany, że to nie jest ani trochę jego wina. Nie jestem tym ani trochę zaskoczony, jeśli ktoś chciałby wiedzieć :)

A miałem iść spać...

20 VII 2003, 01:54:00
Od czego by tu zacząć... No to może od początku. Otóż dzisiaj (tzn. wczoraj) poszedłem dosyć późno spać, skutkiem czego dzisiaj (tzn. wczoraj) chodziłem bardzo niewyspany i w ogóle nie miałem na nic ochoty. Jeszcze na dodatek zaczęła mnie głowa pobolewać, więc bodajże koło ósmej, albo dziewiątej wieczorej, wyłączyłem komputer i zagłębiłem się w lekturze "Czy powiemy prezydentowi?" Jeffrey'a Archera. Książka rzeczywiście bardzo wciągająca... po pierwszych dwudziestu stronach akcja nabiera takiego tempa, że trudno się oderwać, a zdenerwowanie, podniecenie i w ogóle wszystkie emocje głównego bohatera są odczuwalne we własnym organiźmie. W sumie zdziwiło mnie, że tego typu powieść zawiera się na tak małej ilości stron, ale sprawdziłem, czy jest ostatnia strona - jest, czy na przedostatniej jest koniec rozdziału - jest. Czyli wszystko ok. Czytam, czytam, czytam, 10 stron przed końcem, a rozwiązania wątku niet. Patrzę ja na spis treści (owa ostatnia strona) i oczywiście okazało się, że prawie połowy książki nie ma :/. Wypożyczyłem Lawrenca to załapałem się na pół całości (drugi tom), zacząłem czytać Archera, to też pół książki nie ma. Wrrrr. Rozpocząłem przeszukiwanie szafki z książkami w poszukiwaniu zagubionej treści. Przeszukałem połowę (tę mniejszą), wyszukałem sobie jeszcze parę interesujących tytułów, ale celu poszukiwań nie osiągnąłem. Dobra, jakoś przeżyję do rana, to przeszukam drugą połowę szafki - w końcu i tak miałem dzisiaj wcześniej pójść spać i się wyspać. Co w telewizji? Ano przez całe moje poszukiwania leciał sobie "Striptiz" na który od czasu do czasu kątem oka spoglądałem. Po poszukiwaniach pooglądałem jeszcze trochę, stwierdziłem, że nie będę tego oglądał po raz trzeci, wyłączyłem telewizor i poszedłem spać. Heh. Ale to nie tak prosto. Jak się przez parę tygodni chodzi spać nie wcześniej, jak o drugiej, to zaśnięcie o pół do pierwszej to nie lada sztuka. No a takie leżenie bez celu jest bezcelowe (hehe) więc zacząłem sobie myśleć. Pierwszym spostrzeżeniem było to, że w sumie przez pół godziny oglądania biustów, bioder, nóg, pośladków i to w wersji lśniącej potem, właściwie ani razu nie pomyślałem o seksie. Heh. Takie rzeczy to się zdarzają czterdziestolatkom, a nie mnie. Kolejna myśl - przecież ja już mam osiemnaście lat. Jestem przynajmniej z prawnego punktu widzenia dorosły. Fakt, że cały czas myślę o sobie jako o dziecku, nie zmienia tego, że już choćby z konieczności, muszę się jak tenże dorosły zachowywać (czego najbardziej widocznym objawem jest kurs prawa jazdy). I znowu wyobraźnia sobie poszybowała. Osiemnaście lat, dwadzieścia... hmmm. Magiczna liczba. I co dalej? Prawdę mówiąc nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Aż do teraz. Zawsze byłem optymistą i na dodatek do skromnych się nie zaliczam. Mam świadomość, że to co wiem, czy też do tej pory zrobiłem powinno mi praktycznie zapewnić karierę zawodową. Co jak co, ale jeśli naprawdę będę musiał znaleźć pracę, to powinno mi się to udać. O. I do tego sprowadzały się wszystkie moje myślowe wybiegi w przyszłość. Prawdę mówiąc sam nie wiem. Nie jestem w stanie określić nic poza oczekiwaniami/planami zawodowymi jeśli chodzi o moje dalsze życie. Miłość? Rodzina? Abstrakcja. Najprawdopodobniej dołączę do tych wszystkich trzydziestolatków którzy z desperacją patrzą na kalendarz i miotają się przez brak partnera życiowego, ale póki co wychodzę z założenia, że jeśli owa miłość, o której piszą wszyscy poeci świata, jest rzeczywiście coś warta, to przyjdzie niezależnie od tego, czy będę jej szukał, czy też nie. Logika podpowiada, że czas zrewiduje moje poglądy, ale opieranie tego typu planów życiowych na logice, zamiast na doświadczeniu (które to właśnie przyjdzie z czasem), jest... nielogiczne. Innymi słowy nie będę udawał doświadczonego w sprawach, na które jestem za młody, żeby je znać, i będę nadal myślał li tylko o własnym życiu zawodowym, tak jak to robiłem przez ostatnie iks lat. O.

Te wszystkie powyższe rozważania, przelatując przez moją głowę, wreszcie zmusiły mnie, by wstać, odpalić komputer i je spisać. Ale czy rzeczywiście są tego warte? Przywołując tutaj powieść o której napisałem na samym początku - jest ona napisana tak, że trudno się od niej oderwać. Niewiele osób potrafi w ten sposób pisać. Czy ja tak potrafię? Bo jeśli nie, to jaki jest sens tego pisania? Notki o pld pewnie niektórych ciekawią ot po prostu, żeby mieć informacje z pierwszej ręki. Ale cała reszta? Gdybym nie brał pod uwagę faktu, że ktoś te moje wypociny czyta, to bym ich po prostu nie pisał, bo i po co? Albo bym pisał, ale nigdzie nie publikował (czyli bym nie pisał, bo nigdy bym się nie zmusił do pisania pamiętnika li tylko dla siebie). Ile osób tak naprawdę dotrwało do końca tej notki? Ile osób dotrwało, ale tylko dlatego, że większą część tekstu po prostu przelecieli wzrokiem? Nawet o najbardziej nudnych rzeczach można pisać w sposób ciekawy, a przecież trudno transkrypt moich luźnych procesów myślowych uznać za ciekawy dla kogokolwiek, poza mną. Pozostaje więc tylko styl... interesujący dla czytelnika. Ale ja tego nie wiem, bo nie mnie to oceniać.

Za dziesięć druga. Nici z mojego wyspania się. Za oknami pierw wyła syrena alarmowa, teraz słychać jakiś pojazd na sygnale. Dobranoc państwu.

pi pi si

19 VII 2003, 01:43:23
No to teraz z braku laku robię znowu builder. Tym razem na ppc. Wrrrrrrr. Kiedy to się wreszcie skończy. Na dodatek b50tka jest tak cholernie wolna, że się posiekać idzie. Fakt, że serwer jest generalnie dosyć zajęty, ale wrrrrrrrrr. Na szczęście cieciwa miał już zbudowanego gcc, bo jakby nie miał, to by było źle.

Miałem jeszcze coś napisać, ale już nie pamiętam co.

Goooł łeeeeeeeeest

18 VII 2003, 01:27:22
Kernel 2.4.20 na alphie się zbudował po którejś z kolei po prawce. Oczywiście się nie bootuje, także niepotrzebnie się męczyłem :).
Buildery x86 są skończone. Tak skończone skończone. Wszystkie biblioteki i inne pakieciki się ładnie budują etc.etc. Teraz trzeba jeszcze pod to podłączyć malekithową automatykę. Ale to jut... jak wstanę.
Dobranoc.

Fadant

17 VII 2003, 17:27:41
Musiałem zarzucić pldowe zajęcia na rzecz małego testu moich umiejętności programistycznych (pracodawca). Na początek mały programik wyciągający określone parametry z podanego serwera snmp. Oczywiście nie ręcznie, tylko przy pomocy biblioteki ucd-snmp (lub net-snmp, ale w trybie odtylnej kompatybilności). Na początku mnie trochę zamurowało, ale oczywiście całość okazała się dosyć nieskomplikowana. Po spędzeniu połowy nocy na postawieniu serwera snmp (oczywiście jak na złość okazało się, że wszystkie moje środowiska do budowania albo leżą, albo są kompletnie niekompatybilne z moim domowym systemem, tenże system domowy nie jest wystarczająco kompletny do kompilacji, a poza tym moje łącze dostało czkawki i ściąganie czegokolwiek było mordęgą), wreszcie mi się to udało. Ale demon nie działał, chociaż był środek nocy. Z braku perl-devel nie miałem jak sobie skompilować skryptu do wygenerowania konfiguracji. Po pewnym czasie jęczenia na ircu poratował mnie znajomy swoją konfiguracją :). W sumie kodu praktycznie nie napisałem żadnego, ale do czwartej na ranem bawiłem się różnymi programikami snmp (to jest zajefajne :), przeglądałem ich źródła i, o zgrozo, pooglądałem sobie źródła libsnmp. Gdybym wtedy wiedział...
Dzisiaj wstałem tak gdzieś koło jedenastej, po czym zabrałem się za już właściwe kodowanie. Pamiętając, że snmp_sess_init() wywołuje gdzieś w środku init_mib(), nie przyszło mi do głowy ręcznie wywołać tej funkcji. No i nic nie działało, a mnie cholera brała, bo kod był praktycznie identyczny z analogicznymi, działającymi, przykładami. Półtorej godziny później, wypróbowawszy już wszystkie znane mi sposoby debugowania, porównywałem kod działający z niedziałającym niejako linijka po linijce. I okazało się, że wrapper na getopt wbudowany w libsnmp niejawnie robi coś, co powoduje, że całość kodu działa. Pogrzebłem w kodzie tego wrappera, pogrzebałem i nic - nie miałem pojęcia co on za czary odprawia. Pooglądałem jeszcze raz wykaz funkcji i coś mnie tknęło. Dodałem wywołanie init_mib() do swojego kodu i voila. Zaczął działać. Ale przecież init_mib() jest wywoływany przez snmp_sess_init()!!! Otóż nie do końca - wywoływany jest init_mib_internal(). Wrrrrrrrr. Mam nauczkę, żeby nie przywiązywać zbytniej wagi do tego, co jest napisane w kodzie danej biblioteki :). No i następnym razem będę wyczulony na tego typu błędy.

A teraz wracamy do pldowych obowiązków. Kolejna poprawka na kernel 2.4 na alphie (może teraz się już skompiluje), a poza tym niebudujący się docbook-utils, który mnie dzieli od skończenia builderów x86.

Damn

16 VII 2003, 14:49:44
Do buildera alpha łącze szwankuje i nie mam jak dokończyć jajka 2.4, żeby się chciało budować :/. No to poszedłem dorobić te parę pakietów na x86 - docbook-utils się nie buduje. Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr. Teraz do sklepu, na wykłady prawojazdowe i koło siódmej dopiero wracam do domu. Ble.

Jajajajajaja

16 VII 2003, 00:14:11
Jazd dzisiaj nie miałem, bo gaz który został ostatnio do samochodu szkoleniowego zatankowany (chyba wtedy jak instruktor kazał mi jechać na stację), pozatykał wszystkie filtry :). Wszystko przełożone na tydzień następny.

Pingi przez większość dnia miałem niemiłosierne... jak ja kocham mojego ispa. W każdym razie na x86 mi się ixy zbudowały, a teraz walczę ze skompilowaniem jajka 2.4.20 na alphie. Jeeeeeezu. W vanillowych jajkach tyle rzeczy jest skopane, że się w głowie nie mieści. Poprawiania i poprawiania. Zaraz będę musiał się posiłkować plikiem z 2.2, którego w 2.4 nie ma skutkiem czego całość się nie kompiluje. Bosz.

Od zera do bohatera

14 VII 2003, 14:35:51
Robienie tych builderów idzie mi zdecydowanie sprawniej, niż myślałem, że mi będzie szło. Obecnie mieli się python, który to po zbudowaniu pozwoli mi już w ogóle wywalić db3 z systemu. A jest to jeden z żelaznych punktów Acze :). Później pewnie wezmę się za tetexa (kobyła niemiłosierna), no a później już niedobitki.

Poza tym awansowałem na release managera (razem z cięciwą) Acze. Hmmm. Nie sugerujcie się zbytnio tym, co sądzicie, że tytuł tego wpisu znaczy. O tym będzie osobny elaborat, ale dopiero wtedy, jak będę miał natchnienie.

No i z górki

13 VII 2003, 18:59:50
Przyszedł rmf i naprawił builder 686. No to teraz nadganiam z pakietami i później z górki :)

Victory!

13 VII 2003, 17:51:45
Yeah. Na 586 jest już nowy rpm i nowy glibc i wszystko działa jak trzeba :). Teraz robię to samo na 386, a później to już standardowa iteracja, żeby przebudować większość kluczowych pakietów. Niestety będę musiał później poczekać na kogoś z rootem, żeby mi naprawił 686, ale nie mam zamiaru stracić całego dnia tylko z tego powodu. Po prostu 686 będzie miało jednodniowe opóźnienie w stosunku do reszty dopóki się całość nie wyrówna.

Wrrr

13 VII 2003, 15:33:20
Na builderze 686 zainstalowałem nowego glibca niejako 'obok' starego (z konfliktami) w nadziei, że rpm nie zauważy. Zauważył - przestał reagować na polecenia instalacji/upgrejdu. No to nie pozostało mi nic jak odinstalować nowego glibca i dalej korzystać ze starego póki nie wymyślę czegoś innego... tyle tylko, ze po deinstalacji nowego (mimo, że stary jest nadal obecny w systemie) builder przestał działać. Jupi. Znowu rozwaliłem builder (na szczęście tylko jeden, a nie trzy na raz :).
Obecnie na 586 próbuję podejścia ze zbudowaniem nowego rpma na starym glibcu, zupgrejdowania go, po czym instalacji nowego glibca i trzymania kciuków za to, żeby nowy rpm, budowany na starym glibcu, chciał działać też na nowym. No cóż.
Biorąc pod uwagę to, jak te wszystkie buildery są 'czułe', porzuciłem od razu plan zainstalowania podstawowych rzeczy z nesta, bo jednak szanse na rozwalenie wszystkiego były by całkiem spore. Jednak w przypadku jeśli powyższy plan się nie powiedzie i rozwalę także builder 586, nie pozostanie mi nic innego, jak spróbowanie nesta na 386. Ble.

Cholera

12 VII 2003, 23:00:13
Gdyby mi się wczoraj zechciało jednak sprawdzić tego strejsa z msgmft to bym po 30 sekundach wiedział, że należy zdowngrejdować iconv do wersji kompatybilnej z glibcem. Ale, że mi się nie chciało to jestem dobę w plecy. Na dodatek cały czas ep09 jest zajeżdżane czymś i wątpię, czy mi się glibcy do jutra pobudują na wszystkich trzech arch :/

Otwarcie i bez lęku powiem wam jak zginął

12 VII 2003, 21:23:06
Primo na kompie to jeno maile przeczytałem. Poza tym nie miałem na nic ochoty. Zaraz się za te cholerne localesy biorę. Na dodatek mam na oku sprawdzenie do czego nadaje się obecny openoffice.spec. Patche się nie nakładają :)

Dzisiaj trochę manewrowania po placu, przy czym pierw wypad na miasto coby "podgazować" (samochód jest przerobiony na gaz :). W sumie tylko jazda po łuku tam i spowrotem. Poza łuk mi się nie udało wyjechać, tylko muszę dopracować zatrzymywanie się przed linią. Na koniec instruktor stwierdził, że jest dobrze. Oczywiście najciekawsze są spostrzeżenia następujące już po jeździe. Dzisiaj to były: odsunąć fotel do tyłu, żeby było wygodniej obsługiwać pedały; podwyższyć fotel, żeby widzieć maskę; przy jeździe na półsprzęgle używać gazu, bo domyślne obroty silnika są zgaśnięciogenne, a używanie gazu i tak nie wpływa znacząco na prędkość takiej jazdy. I jeszcze jedno - używanie tenisówek rzeczywiście pozwoliło lepiej operować pedałami. Przynajmniej czułem, że mam coś pod butem.

Odnośnie zaś samego tematu. Przeczytałem w parę godzin pewien kryminał. Podobał się zwłaszcza, że opisano środowisko mocno inteligenckie i oczywiście było sporo główkowania. Już pomijając jak fajnie się czyta spostrzeżenia jakże bliskie własnym, całość była oczywiście naszpikowana czymś, co jest powszechnie znane jako kultura wysoka. Cytaty ze sztuk antycznych, etc.etc. Miło (przydatnie/snobistycznie) jest znać takie rzeczy, przy czym zastawiam się na ile jest to wyuczenie się co bardziej oklepanych cytatów, ponad znajomość podstaw np. łaciny, albo przecztanie wszystkich ważniejszych dramatów/wierszy/opowieści/etc.etc. Hmmm.

Locale

12 VII 2003, 00:52:50
No i gips. W ogóle nie działa budowanie locales na x86. Zupdejtowałem ac/am/lt/gettxt i nic :/ Tak się nie da nic zrobić, bo musiałbym wykosić localesy z wszystkich specy. Niestety niewykonalne :/
Będę musiał jutro coś wymyślić.

Brum brum

11 VII 2003, 22:10:32
Dzisiaj miałem pierwszą jazdę z okazji prawa jazdy. Po paruminutowej teorii i parukrotnym stop, start wyjechałem na jakieś wioski, a do ośrodka wróciłem praktycznie przez centrum miasta. Hmmmmmm. Wkurzający jest kompletny brak wyczucia. Jadąc już w mieście próbowałem zmieniać biegi płynnie, co oczywiście się skończyło standardowymi problemami w stylu mordowanie silnika i gaśnięcie samochodu (szkoda mi było tych kierowców za mną). Wniosek - póki mi to automagicznie nie wejdzie w krew, będe musiał się za każdym razem zastanawiać co robię. Ble. To tak jakbym za każdym razem musiał się gapić na klawiaturę przy pisaniu :/
Jutro o dziesiątej rano kolejna godzina. Ble. Tym razem zamiast jazdy po ulicach będzie plac manewrowy. Jechać przed siebie jest prosto... pomiedzy słupkami, to już pewnie będzie problem :/

Zieeeeew

10 VII 2003, 04:15:12
Ptaki ćwierkają, na dworze coraz jaśniej, będą problemy z zaśnięciem. W każdym razie wszystkie trzy buildery przeżyły wywalanie ~530 paczek z każdej i mają się całkiem nieźle. Na noc planowałem zapuścić budowanie kerneli co mi trochę długo zajęło. Jeszcze na dodatek kernel na i386 się wywalił i musiałem go lekko poprawić (gcc33 jest bardziej restrykcyjne jeśli chodzi o kod). Moja pierwsza poprawka na jajko. *smark* *smark*
Dobranoc.

Ups

10 VII 2003, 00:33:35
Właśnie wyinstalowałem z chroota i386 530 pakietów przy pomocy jednego wywołania rpma. Rpm pochłaniał ram w setkach megabajtów i mimo, że już dawno przestał działać, to ram i tak nadal był pochłaniany. Zostało go 2mb (z 948 :). Zaraz będę robił to samo na i586. Zobaczymy, czy zacznie swapować (oby nie).

gcc

09 VII 2003, 02:31:06
Przypomniałem sobie o tym, że nie uzupełniłem informacji odnośnie mojego alphowego buga w gcc. Ciekawym, czy autorzy wymyślą co to może być.

It's coming

08 VII 2003, 19:59:50
Hmmmmm. Wróciłem z kolejnego wykładu z okazji prawa jazdy. Nawet nie było takie strasznie nudne, ale ja byłem strasznie śpiący :). W każdym razie w piątek o godzinie 13:00 mam pierwszą jazdę. Zieeeeeeeeeew.

A póki co czekam na natchnienie coby dokończyć relację ze zlotu pldowego.

Jeszcze jedno - djrzulf jest taki słodki, gdy zachowuje się jak skończony idiota.

I'm back

04 VII 2003, 16:00:23
Byłem ja sobie na dworcu pekape żeby pojechać do Wawy. Mój pociąg do Katowic miał 20 minut opóźnienia, więc o dojechaniu na czas do Wawy mogłem zapomnieć. Dostałem 100% zwrotu za bilety (właściwie to mógłbym przysiądz, że zapłaciłem 72,36zł, a dostałem 72,37zł :) więc też stratny nie jestem. Jutro o 4:50 jest autobus do Wawy (za 40zł, czyli dwa razy taniej), a na miejscu będę kole 10:00 czyli akurat jak trzeba. Jeszcze gausus będzie na mnie czekał gdzieś w pobliżu, coby mnie odeskortować na MIMUW. Jest dobrze :)

Zlot

03 VII 2003, 22:55:07
Teraz trza się umyć i iśc spać. Jutro na pociąg i modlić się, żebym nie minął się z przesiadką w Kielcach, bo będę miał przesrane.

Następny raport w niedzielę wieczorem jak wrócę. Chyba, że mnie ktoś po drodze ukradnie.

Kurwa mać

03 VII 2003, 18:25:33
Właśnie wydałem 72zł na to, żeby dojechać do warszawy. Jak sobie pomyślę, że muszę jeszcze opłacić drogę powrotną to mnie kurwica bierze. I po co ja się zdecydowałem, żeby pojechać na ten zlot :/ Zapłacę jakieś 200 zł za jeden weekend. Jeszcze na przesiadkę w Katowicach mam 15 minut... zakładając, że dojadę na czas. Wrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr.

Nie lubię

03 VII 2003, 01:02:55
Ludzi którzy przy próbie dyskusji stwierdzają 'z tobą to nie ma sensu gadać'. Najchętniej bym zastrzelił.
A już szczytem są ludzie zwalający na innych winę za własne porażki. "A bo to jest przecież taki genialny pomysł, tylko nikt tego nie widzi, a to wszystko przez tego wielkiego złego mmazura". Do takich to bym nie strzelał. Takim to bym powyrywał wszystkie kończyny, a później patrzył jak próbują uciekać.

I'll do my crying in the rain

02 VII 2003, 21:45:56
Dzisiejszy wykład z okazji prawa jazdy był ciekawszy niż wczorajszy. Czuję się zdecydowanie mądrzejszy :).
Nie wiem, czy już pisałem, ale wbrew tego co mówią w telewizji kursy mi się wydają całkiem przyjemne. Pani... eee... hmmm... Biuro Obsługi Klienta prezentuje się bardzo miło, nic nie jest klientowi narzucane, wykładowca jest uprzejmy... Żyć nie umierać. Jedyne co mi nie odpowiadało to kontrola lekarska - wszedł taki pan do pokoju podpisanego Kierownik, po czym zapraszał ludzi. "Kontrola" trwała 4 minuty przez które ów doktor przepisywał to co napisałem na formularzu, na jakiś trochę inaczej wyglądający formularz. Gadkę miał coś ala kolesie z ulicy... może przeczytał jakiś niby kurs sołszal inżynieryngu (z miernym skutiem). Z drugiej strony na półce za nim stało kilkanaście egzemplarzy z wydawnictwa Nowa Fantastyka (czy jak oni się tam zwą... robili Pratcheta w każdym razie) oraz jakiś Lem. Jestem w kropce.
A i jeszcze jedno. Na wykładzie było 13 osób z czego aż cztery (ze mną włącznie) były płci męskiej. Świat zwariował. (zanim zapytacie: te ładniejsze były już zaobrączkowane :)
« | »