The act of enlightment
Jak to jest, że człowiek inteligentny dochodzi do różnych skomplikowanych wniosków? Ano wkłada sobie do głowy jakiś problem, po czym czeka na olśnienie. A przynajmniej ja tak robię. Niestety jest to metoda bardzo nieefektywna, gdyż zależy w stu procentach od 'widzimisię' mojego mózgu. Więc co z tym zrobić? Ano sugestię co z tym zrobić dostałem przy okazji oglądania (i czytania) "Imienia Róży" wiadomego autora. Niestety wtedy nie doznałem owego olśnienia i nie zaprzątałem sobie tym głowy przez następne kilka lat. Pojedyncze wnioski na temat istoty inteligencji oraz sztuki wnioskowania zdarzały się, ale nigdy nie doszedłem do ogólnej koncepcji. Aż do bodajże wczoraj...
No więc przyjmijmy definicję, wedle której inteligencja jest to sztuka kojarzenia faktów, czy też różnych abstrakcyjnych pojęć. I co zauważamy? Ano to, że ludzkość od dawien dawna przeznaczała spore zasoby na usystematyzowanie owych faktów i abstraktów, i całkiem nieźle jej to szło. Co za tym idzie, i jest to stwierdzenie kluczowe, zostały też opracowane metody analizy ogólnej oraz, co ważniejsze, specyficzne dla danej dziedziny wiedzy. I tak każdy dowództwa musi przejść szkolenie z zakresu taktyki oraz strategii (wliczając różne podejścia do sprawy, co pociąga za sobą konieczność przestudiowania większości wielkich strategów, mimo, a właściwie zwłaszcza, że często prezentowali oni podejścia skrajnie odmienne), matematyk musi poznać logikę, metody analizy matematycznej, metody dowodzenia, a średniowieczny uczony mnich musi umieć zastosować powyższe metody matematyczne do analizy twierdzeń z wszech miar humanistycznych (i podstawą jest tu oczywiście logika). Jako przykład zasady ogólnej podam twierdzenie kogośtam (niestety erudytą nie jestem), że najprostsze rozwiązania są przeważnie prawdziwe (trudno się nie zgodzić). Dzięki tego typu schematom myślenia (zdarzyło wam się kiedyś oskarżyć kogoś o schematyczne myślenie?) można usystematyzować pracę mózgu i nawet jeśli nie dojdzie się do oczekiwanych wniosków, to przynajmniej ma się pewność, że wyczerpało się znaczną większość (jeśli nie wszystkie) możliwe rozwiązania. Nie muszę chyba wspominać, że do powyższego potrzebna jest wiedza i to taka, którą z założenia zdobywa się w szkole wyższej.
Jako dowód poprawności powyższych wniosków mogę podać jedynie genezę ich powstania. Otóż czytając "Siedem Filarów Mądrości" pokonywałem akurat rozdział, w którym autor przedstawiał całość swojego rozumowania oraz wnioski do jakich doszedł, przy czym tok rozumowania opierał się jak najbardziej na systematycznej analizie faktów, oraz porównywania ich ze znaną mu wiedzą książkową. Czytając to pomyślałem sobie jak to fajnie by było móc nadać swojemu rozumowaniu tak optymalny tok, zamiast tylko siedzieć i czekać na olśnienie... i wtedy przyszło olśnienie.
Hura! Odkryłem zasadę działania studiów. Poszerzanie horyzontów, systematyzowanie działania mózgu, poznawanie toku rozumowania ludzi, którzy stworzyli naszą kulturę (analiza Platona jako sztandarowy przykład), etc.etc. No, ale wiedza książkowa wymaga jednak zapamiętania, a ja jestem leniem i mi się nie będzie chciało. O. (jeśli przy okazji ostatniego zdania ktoś sobie wybił zęby, spadając z intelektualnych wyżyn, w depresje życia codziennego, to od razu uprzedzam, że nie refunduję dentysty)
Nie muszę chyba wspominać, że osoby potrafiące tworzyć spójne systemy kategoryzacji/analizy danej dziedziny wiedzy, są przez nas przeważnie etykietowani mianem geniuszy (wspomniany już wyżej nieśmiertelny Platon niech znowu robi za przykład).
Dobranoc.
No więc przyjmijmy definicję, wedle której inteligencja jest to sztuka kojarzenia faktów, czy też różnych abstrakcyjnych pojęć. I co zauważamy? Ano to, że ludzkość od dawien dawna przeznaczała spore zasoby na usystematyzowanie owych faktów i abstraktów, i całkiem nieźle jej to szło. Co za tym idzie, i jest to stwierdzenie kluczowe, zostały też opracowane metody analizy ogólnej oraz, co ważniejsze, specyficzne dla danej dziedziny wiedzy. I tak każdy dowództwa musi przejść szkolenie z zakresu taktyki oraz strategii (wliczając różne podejścia do sprawy, co pociąga za sobą konieczność przestudiowania większości wielkich strategów, mimo, a właściwie zwłaszcza, że często prezentowali oni podejścia skrajnie odmienne), matematyk musi poznać logikę, metody analizy matematycznej, metody dowodzenia, a średniowieczny uczony mnich musi umieć zastosować powyższe metody matematyczne do analizy twierdzeń z wszech miar humanistycznych (i podstawą jest tu oczywiście logika). Jako przykład zasady ogólnej podam twierdzenie kogośtam (niestety erudytą nie jestem), że najprostsze rozwiązania są przeważnie prawdziwe (trudno się nie zgodzić). Dzięki tego typu schematom myślenia (zdarzyło wam się kiedyś oskarżyć kogoś o schematyczne myślenie?) można usystematyzować pracę mózgu i nawet jeśli nie dojdzie się do oczekiwanych wniosków, to przynajmniej ma się pewność, że wyczerpało się znaczną większość (jeśli nie wszystkie) możliwe rozwiązania. Nie muszę chyba wspominać, że do powyższego potrzebna jest wiedza i to taka, którą z założenia zdobywa się w szkole wyższej.
Jako dowód poprawności powyższych wniosków mogę podać jedynie genezę ich powstania. Otóż czytając "Siedem Filarów Mądrości" pokonywałem akurat rozdział, w którym autor przedstawiał całość swojego rozumowania oraz wnioski do jakich doszedł, przy czym tok rozumowania opierał się jak najbardziej na systematycznej analizie faktów, oraz porównywania ich ze znaną mu wiedzą książkową. Czytając to pomyślałem sobie jak to fajnie by było móc nadać swojemu rozumowaniu tak optymalny tok, zamiast tylko siedzieć i czekać na olśnienie... i wtedy przyszło olśnienie.
Hura! Odkryłem zasadę działania studiów. Poszerzanie horyzontów, systematyzowanie działania mózgu, poznawanie toku rozumowania ludzi, którzy stworzyli naszą kulturę (analiza Platona jako sztandarowy przykład), etc.etc. No, ale wiedza książkowa wymaga jednak zapamiętania, a ja jestem leniem i mi się nie będzie chciało. O. (jeśli przy okazji ostatniego zdania ktoś sobie wybił zęby, spadając z intelektualnych wyżyn, w depresje życia codziennego, to od razu uprzedzam, że nie refunduję dentysty)
Nie muszę chyba wspominać, że osoby potrafiące tworzyć spójne systemy kategoryzacji/analizy danej dziedziny wiedzy, są przez nas przeważnie etykietowani mianem geniuszy (wspomniany już wyżej nieśmiertelny Platon niech znowu robi za przykład).
Dobranoc.

22 VIII 2003 o 08:54:55
Twoim przeznaczeniem jest filozofia na UKSW. Będą Cię tam lubić (mnie lubili).
22 VIII 2003 o 09:24:33
Studia? Nauczyć się czegoś na studiach? Hmmm... Owszem, nauczysz się "czegoś", ale "tego" w programie nikt nie umieszczał. ;) Ciśnie mi się na zęby określenie idealista (w kontekście studiów), ale fakt, wiedzę (poza programową) zdobędziesz. I kontakty. Te dwie rzeczy są cenniejsze od tego, co wg programu powinieneś w siebie wpompować (no tak, znowu wieloznaczność). ;>
22 VIII 2003 o 13:36:01
Ja wiem jak się ma to co opisałem do rzeczywistości :) Dlatego też na jakiekolwiek studia nie mam najmniejszej ochoty, gdyż jeśli jakiś temat mnie interesuje, to zdecydowanie preferuję poczytanie sobie. A może by tak nie iść na informatykę, tylko na psychologię? hmmmmmm
24 VIII 2003 o 01:58:24
Hmm, prawdę mówiąć późno już i nic z powyższego nie kapuję, może jutro przyjdzie olśnienie :P Albo lepiej Lśnienie(TM), e zgubiłem toporek a i tak tępy był :/