Jak człowiek przez półtorej doby zjada tyle, ile standardowo je na śniadanie, to jest całkiem fajnie. Już się tego głodu nawet nie odczuwa. Najgorsze jest to, że niby ma się ochotę na coś, podziobie się dwa kęsy i się odstawia. Mam w planach zjeść jutro duże, porządne śniadanie. Oby.
Eureka
30 X 2003, 01:50:31
Od paru godzin zastanawiam się co to za dziwne mulenie w żołądku. Ja po prostu jestem głodny, tyle tylko, że w bardzo dziwny sposób to odczuwam :). No cóż - jeszcze się na tyle dobrze czuję, żeby nie ryzykować jedzenia czegoś o tej porze i w tym stanie. Trzeba by było coś spać iść.
Chorym
30 X 2003, 00:24:51
I to tak denerwująco. Pierw polazłem spać po południu i przespałem jakąś godzinę. Później się okazało, że mam problemy z żołądkiem. Na dodatek temperatura coś koło 38,5 skutkiem czego czułem się jak na antarktyce. Ale jakoś zasnąłem. Budzę się... już rano? Nope. Dwudziesta z kawałkami. I żołądek mnie obudził. Krople miętowe, lulu. Budzę się... już rano? Nie - dwudziesta druga. Tym razem jest mi za gorąco i temu się obudziłem. Idę pooglądać kawałek filmu, przy okazji wypiję Polopirynę C (paaaaaaaaaaaaskudztwo) przed spaniem, żeby mi ból głowy zelżał i przestało być gorąco. No cóż - polopirynka spowodowała znowu kłopoty z żołądkiem. Znowu krople miętowe, kładziemy się, czujemy, że coś nie tak, dostajemy ślinotoku i lecimy do kibla przewidując co zaraz powinno nastąpić. Na szczęście udało mi się w trybie przyspieszonym opanować technikę mieszania zawartości żołądka, co zapobiegło, wydawało by się, nieuniknionemu (szczegółów technicznych oszczędzę). No to może wreszcie spać? E-e. Biorąc pod uwagę ilość godzin już przeze mnie przespanych, gdybym się o dwudziestej trzeciej położył, to wstał bym koło szóstej rano. Moja burżujska natura mi na to nie pozwala. Pójdę spać później.
Jutro ze szkoły oczywiście nici. Biorąc pod uwagę, że tydzień temu w czwartek i piątek też mnie nie było, istnieje spora szansa, że polonistka zapomni jak wyglądam.
O. Żołądek znowu coś się odzywa. Hmmm. Chyba jednak źle zrobiłem nie pozbywając się jego zawartości, gdy miałem okazję. No cóż. Przy odrobinie szczęścia do jutra mi przejdzie. Ale będę musiał przez najbliższe kilka dni uważać co jem :/
Jutro ze szkoły oczywiście nici. Biorąc pod uwagę, że tydzień temu w czwartek i piątek też mnie nie było, istnieje spora szansa, że polonistka zapomni jak wyglądam.
O. Żołądek znowu coś się odzywa. Hmmm. Chyba jednak źle zrobiłem nie pozbywając się jego zawartości, gdy miałem okazję. No cóż. Przy odrobinie szczęścia do jutra mi przejdzie. Ale będę musiał przez najbliższe kilka dni uważać co jem :/
Wybielacz
29 X 2003, 16:22:55
Jeśli do końca tygodnia nie zautomatyzuję procesu generowania indeksów w Ac i przenoszenia pakietów do głównego drzewka, to możecie na mnie krzyczeć.
Spaaaaaaaaaaać.
Spaaaaaaaaaaać.
Wróciłem
27 X 2003, 20:50:07
Z jesieni padnięty. Wczoraj poszedłem spać o dziewiątej. Muszę trochę poopowiadać, ale to nie dzisiaj... nie mam natchnienia.
Jutro sprawdzian z trygonometrii. Nie umiem
nic. Kompletnie. Lenistwo to jest to.
Jutro sprawdzian z trygonometrii. Nie umiem
nic. Kompletnie. Lenistwo to jest to.
Ni mo mnie
24 X 2003, 10:05:12
Za jakieś pół godziny jadę na jesień linuksową. Nie ma mnie do niedzieli. Ciekawym co się popsuje w tym czasie.
EOT
23 X 2003, 22:30:42
No i pofjelmowaliśmy sobie ze spidim. Generalnie chodziło o to, że ja jestem bezdzietny geek, który nic tylko siedzi przed komputerem, a on jest biedny, zapracowany i dlatego jak on chce, to ja mam robić jego robotę za niego. Ja mu w kolejnych mailach tłumaczyłem, że to tak nie działa, a on mnie w rewanżu wyzywał od dzieciaków i w ogóle było ciekawie. Generalnie jestem z siebie dumny, bo docinki ograniczam do niezbędnych do podtrzymania konwersacji, a gdy jego ostatni mail składał się już w 100% z flejmu, to tylko raz pomyślałem o odpowiedzeniu mu (czego oczywiście nie zrobiłem). Wyrabiam się. Samokontrola. Teraz jeszcze trochę medytacji i mogę iść spać.
Haaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaammmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm. Haammmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm. *chrapu* *chrap*
Haaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaammmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm. Haammmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm. *chrapu* *chrap*
Puuuuuush!
23 X 2003, 21:12:13
Z okazji padania cvsu i ep09 (główne maszyny) wszystkie buildery dostały zatwardzenia i procesy im od wczoraj wiszą. Trzeba ręcznie przepchać. A spidi nadal obstaje przy swoim. Hehe.
Muahaha wiedziałem :)
23 X 2003, 13:34:23
Wiedziałem, że jeśli publicznie oskarżę spidiego, to się okaże, że jest niewinny. I się okazało. Teraz mnie sądem straszy. JA CHCĘ BYĆ ZNOWU NIELETNI.
shutdown -h now "Mam okres"
22 X 2003, 23:04:24
Spidi szukał guza na ircu. Jak go znalazł to powyłączał wszystkie części infrastruktury pld do jakich miał dostęp. Ciekawym, czy jego pracodawca wie, że zatrudnił duże dziecko. Gdyby nie to, że nie mam zamiaru się takimi rzeczami denerwować, to bym zaczął marudzić. Na przykład - jakim cudem ten projekt przeżył do tej pory, jest rzeczą niepojętą. Szkoda gadać. Idę spać.
The winner takes it all
22 X 2003, 20:39:05
Dziś bawiłem się trochę nowym serwerem. Stwierdziłem, że spróbuję go użyć jako workstacji, skoro sprzęt już na to pozwala. Zainstalowałem iksy, stwierdziłem, że z jakiegoś dziwnego powodu domyślny konfig do iksów w pld jest pusty i zabrałem się za robienie owego konfiga. X -config niestety wypluło, że niet, bo cośtam cośtam moja karta. Pldconf ładnie skonfigurował różne rzeczy, ale już sekcji do karty graficznej niet. Poprosiłem kogoś na #pld, żeby mi dał swój konfig i takowy otrzymałem. Zrobiłem s/ati/s3virge/, startx i voila! Działa! Tylko czemu do jasnej cholery nie działa klawiatura (myszki nie miałem jak sprawdzić, bo najzwyczajniej w świecie nie jest ona podłączona do serwera :). OMG - ten głupi sterownik do karty graficznej mi zwiesił system na sztywno. UAAAAAAAAAAAAAAA. Chociaż zaraz - nie grzebałem w ustawieniach klawiatury. No tak. Pewnie gamoń szuka klawiatury na jakimś biednym porcie, a ona jest do psa (czyt. 'pe esa') podłączona. Wrrr. Musiałem się w trybie przyspieszonym zalogować z komputera obok, wykillować iksy i uciekać na obiad, coby się nie spóźnić. Za tydzień powinno już działać. Ha!
Poza tym od wczoraj mam na angielskim pasjonujące zadania w których tematem przewodnim jest ABBA. Historia zespołu w pigułce. I tekst jednego z utworów. Słuchając się tego nie zauważa - niektóre z tych piosenek są smutne.
Poza tym od wczoraj mam na angielskim pasjonujące zadania w których tematem przewodnim jest ABBA. Historia zespołu w pigułce. I tekst jednego z utworów. Słuchając się tego nie zauważa - niektóre z tych piosenek są smutne.
Jestem debilem
19 X 2003, 22:22:20
Według tvnu mam iq 105. Zgodnie z tabelką mensy jestem przeciętnie inteligentny i grupą dla mnie reprezentatywną są uczniowie do lat piętnastu. Właśnie się tym faktem delektuję.
Jesteśmy najlepsiejsi
15 X 2003, 22:13:05
Dzisiaj w telewizorze w głównym wydaniu wiadomości z okazji Billa Gatesa była Plugawa Pani Prezes w koszulce PLD (bociek jakby ktoś nie wiedział). Czego to dowodzi? Że jesteśmy najlepsiejsi, mamy swoje grupy lobbyngowe w mediach i żadne inne dystrybucje nam nie podskoczą. O.
Wrrrrr
14 X 2003, 22:42:21
Dzisiaj dzień nauczyciela bodajże, więc cały dzień wolny. Mogłem (a) pójść do lekarza sprawdzić co z moimi stawami i (b) porobić zadania z okazji czwartkowego i piątkowego sprawdzianu z matematyki. Oczywiście nie zrobiłem nic, mimo, że za matematykę się zabierałem. Blaaaaah.
W niedzielę był wyjazd na grzyby. Ja prowadziłem (z wyjątkiem drogi przez las na której pewnie bym zgubił zawieszenie). Ograbiwszy las z części jadalnych wsiadłem do Tico i pojechałem (inną drogą, nie ryzykując uszkodzenia samochodu). 200metrowy odcinek błotny polegał na tym, że żeby jechać prosto musiałem dosyć mocno skręcić kierownicą. No cóż - nierówności terenu. Wyjechawszy na drogę o powierzchni gładszej coś mi zaczęło stukać. Prawa przednia opona. Znaczy to jednak nie nierówności terenu mnie znosiły na prawo :)
Kolejne kilka osób dostało prawa posyłania zleceń. Tiwek ma zabawę :)
W niedzielę był wyjazd na grzyby. Ja prowadziłem (z wyjątkiem drogi przez las na której pewnie bym zgubił zawieszenie). Ograbiwszy las z części jadalnych wsiadłem do Tico i pojechałem (inną drogą, nie ryzykując uszkodzenia samochodu). 200metrowy odcinek błotny polegał na tym, że żeby jechać prosto musiałem dosyć mocno skręcić kierownicą. No cóż - nierówności terenu. Wyjechawszy na drogę o powierzchni gładszej coś mi zaczęło stukać. Prawa przednia opona. Znaczy to jednak nie nierówności terenu mnie znosiły na prawo :)
Kolejne kilka osób dostało prawa posyłania zleceń. Tiwek ma zabawę :)
No work, me fix
11 X 2003, 00:33:13
Zagrodzky najwyraźniej zrobił coś ze swoim serwerkiem i to coś zaskutkowało wywaleniem się automatyki builderowej. Nie wiem prawdę mówiąc jak to naprawić. Forwarduję do malekitha i niech on się martwi. Ale te buildery cholera mają awaryjność niesamowitą. Jak nie urok to sraczka. Mam nadzieję, że to się wreszcie jakoś uspokoi.
Na ircu dopadł mnie jakiś user z prośbą o voica na kanale, bo chce się o coś zapytać. Tradycyjnie odesłałem na #pldhelp. Jedni mówią 'ok thx' i korzystają z rady, a inni stwierdzają, że już byli, ale nikt im nie potrafił pomóc. No i takim daję głos. Ten wybrał bramkę numer trzy - zostałem zwyzywany od 31337 i zagrożono mi, że wróci do freebsd, zamiast dalej się bawić z pld. Uświadomiwszy delikwenta, że kolejny user pld jest mi kompletnie zbędny i w nosie mam jego dylematy, ponownie zasugerowałem odwiedzenia kanału dla użytkowników. Twardziel jednak nadal uważał, że Jemu Się Należy (tm), bo on jest deweloper - nie w pld, ale gdzieśtam i owszem deweloper. Zignorowałem.
Teraz dwa punkty widzenia. Pierwszy - a co mi szkodziło tego voica mu dać (pewnie jestem zarozumiały mastaha i lubię się znęcać nad userami). Drugi - a czemu on jeden ma być jakimś wyjątkiem (użytkowników jest wielu i właśnie z myślą o nich został specjalnie założony kanał). Oczywiście prawidłowym punktem widzenia jest punkt drugi. Bo przecież nie jestem zarozumiały. Z drugiej strony - gdybym nawet był, to publicznie i tak bym temu zaprzeczał :)
Na ircu dopadł mnie jakiś user z prośbą o voica na kanale, bo chce się o coś zapytać. Tradycyjnie odesłałem na #pldhelp. Jedni mówią 'ok thx' i korzystają z rady, a inni stwierdzają, że już byli, ale nikt im nie potrafił pomóc. No i takim daję głos. Ten wybrał bramkę numer trzy - zostałem zwyzywany od 31337 i zagrożono mi, że wróci do freebsd, zamiast dalej się bawić z pld. Uświadomiwszy delikwenta, że kolejny user pld jest mi kompletnie zbędny i w nosie mam jego dylematy, ponownie zasugerowałem odwiedzenia kanału dla użytkowników. Twardziel jednak nadal uważał, że Jemu Się Należy (tm), bo on jest deweloper - nie w pld, ale gdzieśtam i owszem deweloper. Zignorowałem.
Teraz dwa punkty widzenia. Pierwszy - a co mi szkodziło tego voica mu dać (pewnie jestem zarozumiały mastaha i lubię się znęcać nad userami). Drugi - a czemu on jeden ma być jakimś wyjątkiem (użytkowników jest wielu i właśnie z myślą o nich został specjalnie założony kanał). Oczywiście prawidłowym punktem widzenia jest punkt drugi. Bo przecież nie jestem zarozumiały. Z drugiej strony - gdybym nawet był, to publicznie i tak bym temu zaprzeczał :)
Film mi się urwał
08 X 2003, 13:13:54
A było to tak... Z okazji posiadania słabych stawów przed wysłaniem mnie do odpowiedniego lekarza zarządzono badanie krwi na okazję jakiegoś zapalenia or sth (pieprzyć słabe stawy, wystarczy nie biegać po schodach i nie robić pompek, ale w polsce jest kurwa niewolnictwo). Dzisiaj rano się stawiłem ładnie na badanie, cały happy, że ledwo żyję z niewyspania i na dodatek jestem głodny. Poczekałem sobie chwilkę, zostałem bardzo ładnie nakłuty, kazano przytrzymać gazę i odstawiono do poczekalni. Ok. Coś się dzieje. Zaczynam mdleć. Nihil novi, najwyraźniej jestem niskociśnieniowiec, zawroty głowy mam na tyle często, że nie robią na mnie większego wrażenia, a ostatnim razem jak mi pobierano krew miałem gorączkę i wystarczyło wsadzić łeb między nogi, a mdlenie przechodziło. No cóż. Nie chciało przejść. Zaczęło mnie to wkurzać, więc postanowiłem wyjść na zewnątrz z nadzieją, że przejdzie. Przy czym pierw należało się ubrać, a w tym przeszkadzał mi fakt, że nadal gazą uciskałem żyłę. Może już przestało krwawić? Ojj.. niestety nie... krwawi. I wtedy zacząłem się zastanawiać nad tym, że widok własnej krwi nie robi na mnie nigdy żadnego wrażenia, ale biorąc pod uwagę okoliczności, to chyba nie był najszczęśliwszy pomysł. Nie pozostało nic innego jak walczyć z mdleniem dalej. Głębokie wdechy, głowa między nogi, zaczynamy myśleć o pierdółkach, dup. Następne co pamiętam, to widok pani doktor i zarejestrowane uderzenie w czoło :) Najwyraźniej osunąłem się na krzesło obok. Kazano mi leżeć, zmierzono ciśnienie (80 na ileśtam), podano ciepłą wodę mocno słodką i w ogóle stałem się centrum zainteresowania (o tej porze w przychodni ruch mały, więc miałem do dyspozycji trzy lekarki :). Następne badanie wykazało już normalne ciśnienie, ale po standardowym dialogu pacjent, lekarz (tzn. ja się już czuję dobrze, a one mi wybijają z głowy pójście do domu), wysłano mnie na ekg. No niech im będzie. Ekg oczywiście nic nie wykazało, a mi kazano usiąść i znowu dać się kłuć. Hmmmm. To mi się nie podoba. W momencie w którym pokapowałem się, że chcą mi nakłuwać palce, doszło do 'odmowy pacjenta'. Panie nagle zrobiły się strasznie 'chłodne', a ja mogłem wreszcie pójść do domu :)
Podsumowanie. Z całego życia pamiętam cztery sytuacje w których czułem, że mogę zemdleć. Pierwsza ładnych parę lat temu, gdy bylem chory i mi krew pobierali. Drugi, niewiele później, gdy siedząc w gorącej wannie rozciachałem sobie palca jakimś szkłem i zaczęło mi piszczeć w uszach. Trzeci, bodajże rok temu na wu-efie miałem bojowe zadanie podciągać się na jakimś drążku na ocenę. Podciągnąłem się ileśtam razy i za którymś razem po prostu poczułem, że lepiej drążek puścić. Byłem cały blady. Po dogłębnej analizie sytuacji doszedłem do jedynie słusznego wniosku, że w pełni skoncentrowany na wysiłku fizycznym zapomniałem o bardzo ważnej rzeczy - oddychaniu (tak proszę państwa, istnieją gamonie potrafiące zrobić coś takiego). No i ostatni raz dzisiaj, gdy po raz pierwszy przegrałem z własnym organizmem! Fuck! Komentarz lekarki był taki, że wystarczy tylko 10 godzin nie jeść, bo moje 'grubo powyżej 12' najwyraźniej doprowadziło do zbyt niskiego poziomu cukru we krwi. Jako, że chodziłem do szkoły za czasów obowiązkowych szczepień, kłuli mnie niezliczoną ilość razy bez żadnych tego typu reakcji, więc pewnie miała rację.
Poza tym najchętniej zastrzeliłbym psychola, który wymyślił pobieranie krwi z opuszka palca! Przecież to jest cholera jasna sadyzm! Już pieprzyć, czy to boli, czy też nie (ile razy sobie ktoś przeciął palec), ale czuję automatyczną panikę, jak ktoś chce mi za moją zgodą nakłóć jedną z najbardziej unerwionych części ciała. Równie dobrze mogliby mi pobierać krew z wargi. Fuuuuuuuuuuuuj.
(ale to fajne uczucie jak człowiek jeszcze myśli, ale już nie ma kontaktu z otoczeniem, a po obudzeniu słyszy wszystko jak przez ścianę i w ogóle ma przytępione zmysły :)
Podsumowanie. Z całego życia pamiętam cztery sytuacje w których czułem, że mogę zemdleć. Pierwsza ładnych parę lat temu, gdy bylem chory i mi krew pobierali. Drugi, niewiele później, gdy siedząc w gorącej wannie rozciachałem sobie palca jakimś szkłem i zaczęło mi piszczeć w uszach. Trzeci, bodajże rok temu na wu-efie miałem bojowe zadanie podciągać się na jakimś drążku na ocenę. Podciągnąłem się ileśtam razy i za którymś razem po prostu poczułem, że lepiej drążek puścić. Byłem cały blady. Po dogłębnej analizie sytuacji doszedłem do jedynie słusznego wniosku, że w pełni skoncentrowany na wysiłku fizycznym zapomniałem o bardzo ważnej rzeczy - oddychaniu (tak proszę państwa, istnieją gamonie potrafiące zrobić coś takiego). No i ostatni raz dzisiaj, gdy po raz pierwszy przegrałem z własnym organizmem! Fuck! Komentarz lekarki był taki, że wystarczy tylko 10 godzin nie jeść, bo moje 'grubo powyżej 12' najwyraźniej doprowadziło do zbyt niskiego poziomu cukru we krwi. Jako, że chodziłem do szkoły za czasów obowiązkowych szczepień, kłuli mnie niezliczoną ilość razy bez żadnych tego typu reakcji, więc pewnie miała rację.
Poza tym najchętniej zastrzeliłbym psychola, który wymyślił pobieranie krwi z opuszka palca! Przecież to jest cholera jasna sadyzm! Już pieprzyć, czy to boli, czy też nie (ile razy sobie ktoś przeciął palec), ale czuję automatyczną panikę, jak ktoś chce mi za moją zgodą nakłóć jedną z najbardziej unerwionych części ciała. Równie dobrze mogliby mi pobierać krew z wargi. Fuuuuuuuuuuuuj.
(ale to fajne uczucie jak człowiek jeszcze myśli, ale już nie ma kontaktu z otoczeniem, a po obudzeniu słyszy wszystko jak przez ścianę i w ogóle ma przytępione zmysły :)
Odradza się zbliżanie do jezdni
06 X 2003, 16:56:33
Od początku. Najpierw poszedłem na rejestrację z okazji wojska. Muszę przyznać, że było całkiem znośnie. Odpierdzielony budyneczek, jakieś trzy panie w środku i w ogóle całkiem znośnie. Dałem dowodzik, wysłuchałem jakiegoś wykładu z kasety (Obywatelu! Cośtam cośtam cośtam o powszechnym obowiązku obrony rzeczypospolitej artykuł jakiś tam ustawy jakiejśtam! Masz obowiązek cośtam cośtam cośtam, a jeśli nie chcesz to możesz cośtam cośtam cośtam i cośtam innego. Blahblahblahblah! Powtarzam po raz drugi - jest niezwykle ważne, żebyś blahblahblahblah!), odebrałem dowodzik, jakąś kartkę, wpisałem się do księgi gości i mogłem iść. Pięćdziesiąt metrów dalej był Urząd Miasta w którym to był pokoik w którym to obywatele odbierają prawa jazdy. Wszedłem, miło schludnie, a za biurkiem jakiś przystojniak i miło wyglądająca blondyneczka (chodzi mi o kolor włosów). Odezwała się do mnie owa kobieta, powiedziałem o co mi chodzi, a ona z uśmiechem stwierdziła, że prawo jazdy jest, ale muszę iść kupić sześciozłotowy znaczek pocztowy. No niech im będzie. Szybko do kasy, spowrotem do pokoiku i stałem się posiadaczem kawałka plastiku i drugiego kawałka plastiku robiącego za etui (dżizus... nigdy tego słowa nie pisałem). No to teraz do dziadków na obiad...
Po obiedzie trza się zbierać do domku i przy okazji przydało by się przetestować, czy nowo nabyte uprawnienia przekładają się na umiejętności praktyczne. Deu Tico wzywa. Jeszcze na dodatek okrężna trasa, żeby się dłużej jechało (i nie trzeba było się ładować na główną ulicę w mieście :), trochę nas wytłukło (dwie ulice wyglądały tragicznie), ale generalnie szło mi całkiem nieźle. Trochę za mocno gaz przy starcie, ale lepiej mocno przygazować, niż się zatrzymać na środku skrzyżowania :). Mało płynne ruchy imho, hamulec zdecydowanie mniej czuły niż w Punto i Micrze, w ogóle wszystko inaczej, ale jakoś jechałem. Ze dwa razy się niepotrzebnie zatrzymałem przed skrzyżowaniem, ale lepiej się niepotrzebnie zatrzymać niż władować pod jakiś samochód. Mała biegłość jazdy mnie trochę denerwowała i trochę marudziłem w trakcie, ale dziadek najwyraźniej stwierdził, że idzie mi dobrze. Będąc już na własnym osiedlu czułem się strasznie niepewnie bo dookoła samochody, ludzie wchodzący na jezdnie, dzieci, wrrrrrr. Za dużo się działo. Ale w takich wypadkach docenia się wąskie, miejskie autka, bo się człowiek nie martwi, że przyhaczy w coś :). Było nieźle. Practice makes masssssster.
Po obiedzie trza się zbierać do domku i przy okazji przydało by się przetestować, czy nowo nabyte uprawnienia przekładają się na umiejętności praktyczne. Deu Tico wzywa. Jeszcze na dodatek okrężna trasa, żeby się dłużej jechało (i nie trzeba było się ładować na główną ulicę w mieście :), trochę nas wytłukło (dwie ulice wyglądały tragicznie), ale generalnie szło mi całkiem nieźle. Trochę za mocno gaz przy starcie, ale lepiej mocno przygazować, niż się zatrzymać na środku skrzyżowania :). Mało płynne ruchy imho, hamulec zdecydowanie mniej czuły niż w Punto i Micrze, w ogóle wszystko inaczej, ale jakoś jechałem. Ze dwa razy się niepotrzebnie zatrzymałem przed skrzyżowaniem, ale lepiej się niepotrzebnie zatrzymać niż władować pod jakiś samochód. Mała biegłość jazdy mnie trochę denerwowała i trochę marudziłem w trakcie, ale dziadek najwyraźniej stwierdził, że idzie mi dobrze. Będąc już na własnym osiedlu czułem się strasznie niepewnie bo dookoła samochody, ludzie wchodzący na jezdnie, dzieci, wrrrrrr. Za dużo się działo. Ale w takich wypadkach docenia się wąskie, miejskie autka, bo się człowiek nie martwi, że przyhaczy w coś :). Było nieźle. Practice makes masssssster.
1v2
05 X 2003, 13:29:02
Wczoraj z niewiadomych przyczyn zjadło mi konfig w psi. Później było już tylko lepiej.
Na początku podebugowałem quake'a 2, bo z niewiadomych przyczyn na niektórych serwerach się wywalał. Najpierw gdb mi powiedziało, że wina leży po stronie linkera. Znajomy poradził, by użyć elektrycznych opłotków i pomogło - wina leży po stronie biblioteki openglowej. Nvidiowskiej. Binarnej. Kupa. Przy dlclose, ponownym dlopen i próbie powtórnego odpalenia grafiki całość robi segfolta. Wniosek - trzeba wyeliminować robienie restartu grafiki przy łączeniu się do niektórych serwerów. Domyślenie się co jest triggerem zajęło im parę minut. Po następnych kilku minutach znalazłem odpowiedni kod (czy ja już mówiłem, że q2 jest zajebiście napisane?). W sumie na całość poświęciłem jakieś dwadzieścia minut. Problem w tym, że następną godzinę zajęło mi domyślenie się, że kod na który patrzę jest tym, czego szukam :). Ważne, że się udało i w nocy sobie wreszcie prograłem na jakimś lepszym serwerze.
Zaraz po tym jak poprawiłem kfaka okazalo się, że się wreszcie qt przemieliło na sparcu! No to koniec wolności i znowu trzeba puszczać zlecenia, żeby się buildery nie nudziły. Blah.
Na początku podebugowałem quake'a 2, bo z niewiadomych przyczyn na niektórych serwerach się wywalał. Najpierw gdb mi powiedziało, że wina leży po stronie linkera. Znajomy poradził, by użyć elektrycznych opłotków i pomogło - wina leży po stronie biblioteki openglowej. Nvidiowskiej. Binarnej. Kupa. Przy dlclose, ponownym dlopen i próbie powtórnego odpalenia grafiki całość robi segfolta. Wniosek - trzeba wyeliminować robienie restartu grafiki przy łączeniu się do niektórych serwerów. Domyślenie się co jest triggerem zajęło im parę minut. Po następnych kilku minutach znalazłem odpowiedni kod (czy ja już mówiłem, że q2 jest zajebiście napisane?). W sumie na całość poświęciłem jakieś dwadzieścia minut. Problem w tym, że następną godzinę zajęło mi domyślenie się, że kod na który patrzę jest tym, czego szukam :). Ważne, że się udało i w nocy sobie wreszcie prograłem na jakimś lepszym serwerze.
Zaraz po tym jak poprawiłem kfaka okazalo się, że się wreszcie qt przemieliło na sparcu! No to koniec wolności i znowu trzeba puszczać zlecenia, żeby się buildery nie nudziły. Blah.
Cholerny skwark
03 X 2003, 18:30:55
Uwziął się na mnie. Dzisiaj znowu się budowanie wywaliło, tym razem jakiś internal error z okazji assemblera. KURWA. A na dodatek nie mogę się na niego zalogować. Niby na pingi odpowiada, wuwuwu mu chodzi, ale po ssh ni cholery i zleceń nie widzi. Cholerny świat.
Uff
02 X 2003, 21:42:45
Na szczęście na builderach był działający file, także problemów nie ma.
A ja się dowiedziałem, że libpcap potrafi filtrować niejako wewnątrzkernelowo, czyli szybciej, niż ja mogę w userspace. Do tego jest używalny z libnetem, który to potrafi pakiety wysyłać. Blah. Będzie to trzeba przepisać.
Wszystko ładnie działa oprócz dwóch rzeczy: primo interfejs ethernetowy postawiony za pomocą vtuna nie odpowiada na arp requesty. Jakoś przeżyję, bo mogę to zaemulować. Drugi problem jest większy - właściwy interfejs odpowiada swoim własnym MACiem na zapytania o ipik z wirtualnego interfejsu. Trzeba będzie w /proc pogrzebać.
A ja się dowiedziałem, że libpcap potrafi filtrować niejako wewnątrzkernelowo, czyli szybciej, niż ja mogę w userspace. Do tego jest używalny z libnetem, który to potrafi pakiety wysyłać. Blah. Będzie to trzeba przepisać.
Wszystko ładnie działa oprócz dwóch rzeczy: primo interfejs ethernetowy postawiony za pomocą vtuna nie odpowiada na arp requesty. Jakoś przeżyję, bo mogę to zaemulować. Drugi problem jest większy - właściwy interfejs odpowiada swoim własnym MACiem na zapytania o ipik z wirtualnego interfejsu. Trzeba będzie w /proc pogrzebać.
Fuck
02 X 2003, 15:32:35
Pół godziny temu siadł sparc (i to siadł na twardo), skutkiem czego zostało przerwane budowanie qta. A pewnie by się zbudował dzisiaj w nocy. WRRRRRRRRRR. No nic. Puściłem jeszcze raz i pewnie się zbuduje gdzieś tak w sobotę. Dodatkowy dzień wolny.
Aflinta puszczał jak leci i ponad połowa rzeczy mu się nie zbudowała ze względu na brak zależności. Mówi, że nie ma czasu latać po ftpie i szukać, czy wszystko jest na miejscu. W sumie fakt, ale to raczej powinien jakoś po koleii robić, a nie tak na pałę. Teraz ja będę musiał z tych jego pakietów wybierać te, które się zbudowały. Trzeba będzie jakiegoś skrypta napisać. Albo dopisać odpowiednie rzeczy do tego, co już jest.
Arekm powysyłał jakieś poprawki na file mówiąc, że do tej pory był zepsuty i się źle zależności generowały. Jeśli się okaże, że będzie trzeba przebudowywać wszystkie dotychczas posłane pakiety przez to, to się posiekam.
A z moim wirtualnym ethernetem jestem w kropce. Libpcap nie miał potrzebnej mi funkcjonalności, za to miał ją kod sieciowy z ethercapa. Ethercapowy kod z koleii to jest w znacznej części wykastrowany kod libcapa i to wykastrowany z tej funkcjonalności, która mi jest też potrzebna. Mam zerową ochotę na grzebanie w libpcapie, ale na tym się pewnie skończy.
Aflinta puszczał jak leci i ponad połowa rzeczy mu się nie zbudowała ze względu na brak zależności. Mówi, że nie ma czasu latać po ftpie i szukać, czy wszystko jest na miejscu. W sumie fakt, ale to raczej powinien jakoś po koleii robić, a nie tak na pałę. Teraz ja będę musiał z tych jego pakietów wybierać te, które się zbudowały. Trzeba będzie jakiegoś skrypta napisać. Albo dopisać odpowiednie rzeczy do tego, co już jest.
Arekm powysyłał jakieś poprawki na file mówiąc, że do tej pory był zepsuty i się źle zależności generowały. Jeśli się okaże, że będzie trzeba przebudowywać wszystkie dotychczas posłane pakiety przez to, to się posiekam.
A z moim wirtualnym ethernetem jestem w kropce. Libpcap nie miał potrzebnej mi funkcjonalności, za to miał ją kod sieciowy z ethercapa. Ethercapowy kod z koleii to jest w znacznej części wykastrowany kod libcapa i to wykastrowany z tej funkcjonalności, która mi jest też potrzebna. Mam zerową ochotę na grzebanie w libpcapie, ale na tym się pewnie skończy.
Kompilu kompilu
01 X 2003, 19:53:50
Djurban marudził, że musi być nowe qt, żeby się zajął kde. Niech mu będzie. Buildery zajęte do piątku (przez super wolny sparc niestety), także mam jutro wolne. Ponieważ kde 3.1.4 nie ma vfolders możliwe, że do ac wejdzie snap z kde 3.2. Jeśli będzie działało, to ja nie mam nic przeciwko.
Mkochano cośtam marudzi i rzuca kurwami. Kretyn. Ledwo się powstrzymuję, żeby mu nie odpowiedzieć.
A ja wolny czas powinienem wykorzystać na ten mój wirtualny ethernet. Ciekawym, czy mi się uda.
Mkochano cośtam marudzi i rzuca kurwami. Kretyn. Ledwo się powstrzymuję, żeby mu nie odpowiedzieć.
A ja wolny czas powinienem wykorzystać na ten mój wirtualny ethernet. Ciekawym, czy mi się uda.
