Ble

30 XI 2003, 23:09
Obiecywałem sobie, że w lokalnym lugu się udzielał nie będę, ale chyba nie mam wyboru. No cóż. Robienie za dobrego samarytanina też coś warte.

Mysql vs. ja 1:0. Zobaczymy co będzie przy następnej rundzie.

Powykładowo

28 XI 2003, 21:49
No więc wczoraj po szóstej odbył się pierwszy wykład z okazji nowo tworzonego opolskiego luga. Co ciekawe publiczność nawet dopisała. Całość składała się z trzech części. Pierwsza - "jak tu się fajnie klika", druga - "brphgwji bitkiper krwdg Stallman unqurtd jądro grwdsd patche..." oraz trzecia - "wtf is plug & rwo".
Początek był taki, jak miał być. Dwóch prowadzących pokazywało podstawowe programy jakie są potrzebne przy pracy z komputerem. W czasie, gdy jeden klikał w kde, drugi omawiał aktualną aplikację. Imho rzecz bliska ideałowi. Krótko, zwięźle, dobra synchronizacja zawartości ekranu z soundtrackiem. Przyczepię się tylko o (a) częste podchodzenie do stołu z kartką na której był wypunktowany plan oraz (b) następnym razem każdemu prelegentowi rozdysponuję jakiś długopis, żeby mieli co robić z rękoma (to jest problem, jak się na stojąco mówi i nie ma czegoś w rękach... człowiek zaczyna albo nadmiernie gestykulować, albo się bawić ubraniem). Ale to już rzecz, której można wymagać od zawodowego wykładowcy, także jak już wspomniałem, jest to czepianie się.
Drugi wykład miał być bardziej zaawansowany, tzn. wspomnienie o ideologicznej otoczce, możliwości pracy na konsoli, etc. Niestety wyszło to gorzej niż tragicznie. O ile wyświetlana prezentacja trzymała się kupy, o tyle prowadzący kompletnie zgubił wątek przewodni (zakładając, że takowy w ogóle miał), skutkiem czego słuchaczom zaserwowano kakafonię najprzeróżniejszych pojęć i terminów z których ja z trudem wyłapywałem sens (no a poza tym były tendencyjne, zwłaszcza z tym uwielbieniem dla gnu :). Jeśli ktoś nie wiedział o czym prelegent mówił, to z owego mówienia się nie dowiedział. Ot sztuka dla sztuki.
Trzecia część... no cóż. Pomysł był dobry, żeby w krótki sposób przedstawić w ogóle istnienie organizacji typu plug, rwo, czy isoc. Kluczowym jest tu słowo krótki. Niestety prelegent za bardzo rzecz rozciągał i zahaczał o tematy o których nie miał zbytniego pojęcia. Skutkiem czego mimochodem nagadał sporo bzdur. Ludziom niezorientowanym na szczęście znaczna ilość nieścisłości nie przeszkadzała, ale będzie problem, jeśli się okaże, że (a) robili notatki, lub (b) zapamiętywali dosłownie. No i ustać w miejscu nie umiał, skutkiem czego cała widownia patrzyła jak chodził tam i spowrotem, tam i spowrotem, tam i spowrotem, tam i spowrotem, tam i... I jeszcze jedno - fajnie mi się słuchało o honeju, czy pani prezes, przedstawianych w kategoriach mitycznych stworów, zza siedmiu gór i siedmiu strażników, uczłowieczanych przez kogoś sprawiającego wrażenie mocno zaskoczonego faktem, że ów maszkary nie okazywały się jednak nadludźmi (to apropo spotkania face2face z okazji jesieni lajnuksowej :).

I pamiętajcie drodzy prelegenci, że konstruktywna krytyka nie powinna być brana osobiście :).

We we weeeeesołe jest życie kaleki

27 XI 2003, 15:57
Jak uniknąć wojska? Wystarczy zbadać źródło bólów niektórych stawów i dostać odpowiednie papierki od specjalisty. Przy okazji wychodzą bardzo ciekawe powody. Mianowicie okazało się, że... uwaga uwaga... mam lewą nogę krótszą o 1,5-2 cm :). Wojsko raczej mnie nie będzie chciało. Jaka szkoda :). Generalnie rzecz biorąc to nie jest jakaś błachostka, bo powoduje stałe skrzywienie kręgosłupa (ortopeda zalecił wkładkę do buta), ale skoro żyłem tak przez 18 lat, to jeszcze z paredziesiąt pożyję. Na dodatek podejrzenie przebycia jakiś martwic guzów pięt i czegośtam piszczelowego. Brzmi groźnie. Ciekawym co z tego wszystkiego wyniknie.
Jak się już dowiedziałem straszliwej prawdy, to wreszcie dostałem wytłumaczenie odnośnie niektórych moich 'preferencji' przy siadaniu, staniu, etc. Zawsze się zastanawiałem, skąd one się brały. A teraz już wiem :)

Zieeeew

26 XI 2003, 23:04
Straciłem całe dzisiaj na dooglądanie obu matryc. Dwójka była fajna, zwłaszcza rozmowa z architektem (koncepcja, że to wszystko było jedną wielką manipulacją, jest dosyć ciekawa). Trójka natomiast mi się najmniej podobała. Primo początek był taki trochę... denny (Uaaaaaaa... zgubiliśmy neo! Ja chcę mojego neo!), później to była jedna wielka napierdalanka i generalnie 0 dyskusji. Tylko bum bum bum (fakt, że miałem już trochę dosyć, także to też na odbiór miało wpływ :). No i ten koniec taki... niesmaczny. Ja wiem, że żeby jakikolwiek utwór był traktowany poważnie, to główny bohater musi stracić ukochaną (tudzież kilku bliskich znajomych), albo w kilku wzruszających scenach sam zginąć broniąc czegośtam (tutaj mieliśmy oba rozwiązania), ale jak już im się chciało kręcić trzy części to mogli kurde chociaż jakiś ćwierć happy end zrobić. A tak, to z matrixa I do III dożył tylko Morfeusz. Fakt, że też sobie kogoś przygruchał, ale nie dość, że cyberośmiornice wysiekły sporą część górników, to jeszcze hgw co z tym World Peace w ogóle będzie. I z czego będą żyły te wszystkie tostery, jeśli farmerzy będą musieli odłączyć roślinki od sztucznego wspomagania i wypuścić na wolność.

A właśnie. Główna bohaterka poprzedniego wpisu - domnienama żona Marcina B., złożyła oficjalne dementi w sprawie owego zaobrączkowania. No cóż. Pomyłki się zdarzają.

Finito

24 XI 2003, 21:16
Wczoraj skończyłem co miałem skończyć, zrobiłem dokumentację i się nie wyspałem. Teraz mam w nagrodę głowoból. Poza tym spróbuję popoprawiać workaroundy, które stworzyłem i zamienić je na coś koszernego. Ale to jutro najwcześniej. Spaaaaaaaać.

Żona marcusowa dogryzać kloczkowi - dobra żona. Żona marcusowa dogryzać niżej podpisanemu - niedobra żona. Raz dobra żona, raz niedobra żona. Żona zmienną być.
A w ogóle to jak żona marcusowa móc dogryzać niżej podpisanemu! Niżej podpisany mieć iq 105 i być ponad średnia! Mnóstwo niedobra żona. Marcus mieć gust do złych żon. Żon lubiących się znęcać nad niżej podpisanymi. Niżej podpisani czują się pokrzywdzeni. Hlip hlip.

Cięcia

22 XI 2003, 19:02
Wypisałem się z wszystkich nieczytanych list mailingowych. Bardzo miło, jak nowe maile pokazują się tylko w czterych-sześciu folderach, a nie dziesięciu. Zdecydowanie mniej klikania.
A teraz wracamy do gonienia się z czasem. By skończyć do jutra program móc, moc wielka być musi w twórcy.

Oświecenie

20 XI 2003, 23:50
W poprzednim wpisie stwierdziłem, że ci co się sprzeciwili (czyli wszyscy, którzy zabrali głos w dyskusji), się mylą, a ci, którzy nic nie powiedzili, uważają, że mam rację. Wygodne rozumowanie, nie sądzicie?
Faktem jest, że może i moje pomysły okazały by się sukcesem, ale wprowadzanie ich na siłę wygenerowałoby (już generuje) na tyle duży opór materii, że sporym ryzykiem było by próbować. Kloczek uważał, że wie lepiej i wymuszał to swoje wiedzenie na innych... z wiadomym skutkiem. O mało nie zrobiłem tego samego.
W każdym razie chyba znalazłem złoty środek. Jutro złapię Avernego i sprawdzę co on na to.

Absolute power... is even more fun

20 XI 2003, 19:18
Jeśli opinia wyrażona na liście dyskusyjnej jest krytykowana, to znaczy, że trzeba się zastanowić. Jeśli nie jest, to najprawdopodobniej jest słuszna, albo wszyscy poszli narzekać, gdzieś, gdzie opiniodawca nie słyszy (nie jestem w pld od dziś i wiem, jak to wygląda). Przy czym słów poparcia brakuje. Bardzo. Tak, według siebie mam rację, nikt się nie przyczepia, więc pewnie też większość uważa, że mam rację, ale jakże miłe by było, gdyby ktoś o tym napisał. "Tak, zgadzam się.", "Popieram." Jeszcze gdyby to był ktoś ze starszyzny plemiennej. Choćby jeden.
Na dodatek nie wolno stwarzać wrażenia, że się trzyma stołka dla samego trzymania stołka. Robienie za szefa ssie.

Byłbym zapomniał

20 XI 2003, 00:45
Po raz pierwszy ktoś mojego koszulkowo-pldowego bociana zidentyfikował jako bociana, a nie jako czaplę/cokolwiek. Punkt dla mojej babci. A już straciłem nadzieję.

Kto wie

20 XI 2003, 00:43
A może jednak nie abdykuję. Denerwujący jest fakt, że jeśli się czegoś nie zrobi, to innym blokuje się pracę, ale ponieważ jestem właściwie jedynym będącym w stanie zrobić to co trzeba, tak jak trzeba (tzn. zgodnie z moim planem), więc alternatyw nie ma. Muszę zwiększyć własną wydajność. Muszę.

Cause knowledge is hollow.

19 XI 2003, 21:40
Nie umiem szacować czasu potrzebnego na napisanie czegoś. Zdecydowanie nie potrafię. Na dodatek rozkręcam się dopiero po godzinie ósmej wieczorem (jakiś tydzień temu mam wpis na joggerze z szóstej rano... nie, nie dlatego, że wcześnie wstałem). Będę musiał to jakoś zlikwidować. Generalnie trzymanie odpalonego klienta irca i emaila strasznie rozprasza. To fakt. Teraz wiem, czemu qboosh żadnego z tych wynalazków nie używa. Może to to. Jutro sprawdzę.
Skoro jestem przy dniu jutrzejszym - miły sprawdzian z polskiego z szebernastu tysięcy epok. Jakiekolwiek próby uczenia się mijają się z celem. Khm. No cóż. Wyłączamy irssi, wyłączamy kmaila i idziemy kodować. Kodu kodu.

Btw: temat jest z pewnej piosnki. Bardzo dobrej piosnki. Idę słuchać resztę płyty, bo zapowiada się wielce ciekawie.

Damn

17 XI 2003, 23:37
Pozbyłem się zarostu okołotwarzowego. Nie czuję się już w pełni mężczyzną.

Trawa, wszytko trawa

17 XI 2003, 19:53
Od czwartku wszystkie moje posiłki smakują tak samo - nie smakują w ogóle. Nie ma dla mnie smaku mięso, nie ma dla mnie smaku ulubiona jajkownica z grzybami, nie ma dla mnie smaku mooooooocny sos chrzanowy (mam nadzieję, że sobie nim niczego nie uszkodziłem). Życie bez smaków ssie :/

Chyba abdykuję

16 XI 2003, 22:00
Ciekawym jak będzie się PLD rozwijać pod cudzymi rządami.

aaaaaaaaaaaaapsik

14 XI 2003, 23:22
Brat chory, matka chora, to ja też. Ominął mnie sprawdzian z matematyki przez to. Ojej.

Done

13 XI 2003, 15:48
Wczoraj skończyłem wywalanie gliba i wszystko jest teraz na wektorach i stringach. Ślicznie. Poza tym dorobiłem jeszcze trochę funkcjonalności. Jeśli wszystko pójdzie jak trzeba, to możliwe, że odgrzeję któryś stary pomysł i sprawdzę, czy będzie mi się chciało go zakodować w c++. Ależ C jest biednym językiem.

String rządzi

11 XI 2003, 18:42
Nie ma bata. Wywalam gliba w piiiiizdu i przepisuję wszystko na stringi i wektory :)

Stworzyłem potwora

11 XI 2003, 05:38
Napisałem większość kodu przy pomocy gliba i standardowych konstrukcji C, a gdy przyszło do klejenia z resztą kodu, to się okazało, że owa reszta to jest C++ w czystej postaci. To jest zboczenie, ale aż mi przykro patrzeć na obiektowy kod (jakieś templejty, wektory, aż mi się w oczach od tego świeci), który robi nagłe dup i wpada w strukturalny szajs. Znaczy pal licho, że pierwsze pół kodu jest na wektorach i stringach, drugie pół na GStringu i GSList, a trzecie pół na zwykłych pointerach do chara... wkurzające jest to, że ja to wszystko muszę między sobą konwertować (fakt faktem i tak bym musiał, bo bindowe biblioteki są tylko C, ale to jest raptem parę funkcji, a nie cały kod). Wrrr.
Chociaż trzeba przyznać, że nawet gdybym wcześniej się pokapował, to by dużo nie dało, bo (a) nie lubię konstrukcji C++ -wyglądają jak lazania (tak to jest, jak się znaki interpunkcyjne kończą, a trzeba jeszcze trochę funkcjonalności dorobić :) oraz (b) do gliba mam tyyyyle dokumentacji na gnomich stronach, a do C++ tylko stara dobra Bjarnowa cegła, strasząca z półki technobełkotem. Brrrr. Czy standardowa biblioteka do cpp ma jakiś porządny reference gdzieś na wuwie? Z przykładami? (napatrzyłem się już trochę na typowo C++owe konstrukcje, ale nadal muszę się zastanawiać, żeby zrozumieć co dany kod znaczy).

Hmmmmm

10 XI 2003, 17:13
11 listopada 2003 - poniedziałek. Jutro muszę iść do szkoły i strasznie mnie to wkurza.
Tak proszę państwa. 11 listopada to wtorek. Tyle tylko, że dowiedziałem się o tym 15 minut temu. Jakkolwiek głupio, że przez tydzień żyłem w nieświadomości, to nieoczekiwana dobra wiadomość jest całkiem miła. Jupi.

Przypomniałem sobie

09 XI 2003, 12:51
dlaczego mam stresa związanego z programowaniem czegokolwiek. Moja wydajność jest po prostu tragiczna. Najlepiej mi idzie wtedy, gdy mam na raz do zrobienia 5 rzeczy i muszę pracować turowo. Częste switche powodują, że cały czas coś robię. Natomiast jak mam cały dzień do dyspozycji i trzy rzeczy do roboty (leniuchowanie, pld i programowanie), to aż żal dupę ściska. No ale cóż. Się dowód ma, to trzeba być odpowiedzialnym i mieścić się w terminach. Pracu pracu.

Zieeew

07 XI 2003, 01:47
Wróciłem ze spotkania organizującego się dopiero lokalnego lugu. Oczywiście było to w 95% sączenie piwa (którego nie sączyłem, bo gorzkie). Ciekawym jak się to wszystko rozwinie. Nawiasem mówiąc po moim stwierdzeniu, że obecnie sieci neuronowe są do dupy, bo szeregowy admin i tak z nich żadnego pożytku nie ma, zostałem prawie że zakrzyczany, że jak ja tak mogę. Później zeszło na komputery kwantowe z podobnym przebiegiem. Ja rozumiem, że z geekowego punktu widzenia te rzeczy są strasznie zajebiste, ale to nie musi chyba kolidować z ich praktyczną bezwartościowością w zastosowaniach codziennych (jeśli się nie jest na przykład jakimś super chemikiem, który potrzebuje systemu eksperckiego na codzień).

Wracam ja do domu po kilku godzinach, a tutaj zalew pakietów do budowania w pld. Widać ludzie sobie do serca moje "call for packets" wzięli. I dobrze.

Dzisiaj do szkółki niet. Od trzech dni się nie wysypiam, dzisiaj przespałbym 5 godzin, a jutro tylko dwie godziny matematyki, które bym po prostu przewegetował. Strata czasu.

Dostałem pierwsze komercyjne zlecenie programistyczne (pkzp). Wygląda ciekawie. Robię różne dziwne rzeczy, ale nie wiem dlaczego mam przy tym jakiegoś stresa. A nóż mi się nie uda. Brrr. Trzeba się otrząsnąć. Znacie jakieś lgplowe/bsdowe biblioteki do modyfikowania named.conf (i może przy okazji plików stref)?

Hmmm

05 XI 2003, 19:11
Matka wróciła ze szkolenia z okazji nowej pracy. A ja się przy okazji dowiedziałem skąd się biorą zamówienia na różne programiki/bazy danych/etc.

Note to self

02 XI 2003, 02:56
Primo nie zwracać uwagi na innych kierowców w pojeździe i nie oczekiwać od nich konkretnych odpowiedzi. Wrrr.
Secundo nie oglądać filmów Tarantino. Z tych co widziałem do tej pory, żaden nie był wart straconego czasu.
Dobranoc.
« prev | next »