Powykładowo

No więc wczoraj po szóstej odbył się pierwszy wykład z okazji nowo tworzonego opolskiego luga. Co ciekawe publiczność nawet dopisała. Całość składała się z trzech części. Pierwsza - "jak tu się fajnie klika", druga - "brphgwji bitkiper krwdg Stallman unqurtd jądro grwdsd patche..." oraz trzecia - "wtf is plug & rwo".
Początek był taki, jak miał być. Dwóch prowadzących pokazywało podstawowe programy jakie są potrzebne przy pracy z komputerem. W czasie, gdy jeden klikał w kde, drugi omawiał aktualną aplikację. Imho rzecz bliska ideałowi. Krótko, zwięźle, dobra synchronizacja zawartości ekranu z soundtrackiem. Przyczepię się tylko o (a) częste podchodzenie do stołu z kartką na której był wypunktowany plan oraz (b) następnym razem każdemu prelegentowi rozdysponuję jakiś długopis, żeby mieli co robić z rękoma (to jest problem, jak się na stojąco mówi i nie ma czegoś w rękach... człowiek zaczyna albo nadmiernie gestykulować, albo się bawić ubraniem). Ale to już rzecz, której można wymagać od zawodowego wykładowcy, także jak już wspomniałem, jest to czepianie się.
Drugi wykład miał być bardziej zaawansowany, tzn. wspomnienie o ideologicznej otoczce, możliwości pracy na konsoli, etc. Niestety wyszło to gorzej niż tragicznie. O ile wyświetlana prezentacja trzymała się kupy, o tyle prowadzący kompletnie zgubił wątek przewodni (zakładając, że takowy w ogóle miał), skutkiem czego słuchaczom zaserwowano kakafonię najprzeróżniejszych pojęć i terminów z których ja z trudem wyłapywałem sens (no a poza tym były tendencyjne, zwłaszcza z tym uwielbieniem dla gnu :). Jeśli ktoś nie wiedział o czym prelegent mówił, to z owego mówienia się nie dowiedział. Ot sztuka dla sztuki.
Trzecia część... no cóż. Pomysł był dobry, żeby w krótki sposób przedstawić w ogóle istnienie organizacji typu plug, rwo, czy isoc. Kluczowym jest tu słowo krótki. Niestety prelegent za bardzo rzecz rozciągał i zahaczał o tematy o których nie miał zbytniego pojęcia. Skutkiem czego mimochodem nagadał sporo bzdur. Ludziom niezorientowanym na szczęście znaczna ilość nieścisłości nie przeszkadzała, ale będzie problem, jeśli się okaże, że (a) robili notatki, lub (b) zapamiętywali dosłownie. No i ustać w miejscu nie umiał, skutkiem czego cała widownia patrzyła jak chodził tam i spowrotem, tam i spowrotem, tam i spowrotem, tam i spowrotem, tam i... I jeszcze jedno - fajnie mi się słuchało o honeju, czy pani prezes, przedstawianych w kategoriach mitycznych stworów, zza siedmiu gór i siedmiu strażników, uczłowieczanych przez kogoś sprawiającego wrażenie mocno zaskoczonego faktem, że ów maszkary nie okazywały się jednak nadludźmi (to apropo spotkania face2face z okazji jesieni lajnuksowej :).

I pamiętajcie drodzy prelegenci, że konstruktywna krytyka nie powinna być brana osobiście :).

  1. 1. cezar

    samo życie :-(

  2. 2. Jagu

    marudzisz, jak na 1 raz bylo niezle :)

Adde commentarium: (textile lite)