Czy twoje dziecko to potrafi?

31 XII 2003, 01:11:57
Dzisiaj dowiedziałem się bardzo ciekawej rzeczy na temat własnego, trzyletniego brata. Otóż odpaliłem sobie na pięć minut quake2 w celach relaksacyjnych i po zdobyciu pierwszego fraga brat popatrzył na fragolicznik i stwierdził "pierwszy". Hmmmm. Dobra mały, a co powiesz teraz (buuuum). "Drugi". Omg! Skubaniec rozpoznaje cyfry, ale jakim cudem on się ich nauczył! No to spróbujmy jeszcze raz (buuuum). "Polsat". No to już wiem jak :)
Okazuje się, że zna cyfry od jedynki, przez polsat i tvn, aż do czwórki (czwórka == cyfra 5, gdyż pod tym mam ustawione TV4 na telewizorach). Szóstki nie rozpoznał, ale siódemkę i owszem. Dalszych testów nie przeprowadzano, ale dzisiejsza obserwacja potwierdziła tylko moje wcześniejsze spotrzeżenia, że rozpoznaje cyfry pokazujące się w telewizorze i najprawopodobniej też to, co jest na pilocie. Matka stwierdziła, że inteligenty jest, ale przecież bezcelowym jest uczenie takich rzeczy tak małego dziecka. W sumie fakt.

Dzień dobry

25 XII 2003, 20:30:46
Właśnie wstałem. Od ostatnich paru dni pogoda taka, że przy spaniu 10 godzin i tak non stop jestem śpiący, wczoraj i dzisiaj spałem ~8 godzin no i skutek taki, że dzisiaj po powrocie od dziadków (obiad) padłem jak Franz. O siódmej wstałem, przebrałem się w bardziej odpowiedni do spania strój i postanowiłem spać do rana, ale niestety nie chciało się dać. Teraz jestem ziewający i siedzący przed komputerem i chyba jednak idę lulu za maksymalnie dwie godziny. Czuję się jak zwłoki.

Wczorajsza wigilia była ciekawa. Smażone karpie nie okazały się aż tak dobre, jak to sobie wyobrażałem, ale nieśmiertelny barszcz był jak zwykle pyszny. W domu znowu taaaaaakie góry jedzenia i ciekawym kto to będzie jadł. I kiedy. W każdym razie pod choinką czekała na mnie czekolada (zjadłem od razu). Brat też dostał m.in. czekoladę (zjadłem od razu). Cholera jasna i teraz cały czas mam wyrzuty sumienia, bo co brat (lat trzy) dostanie słodycze, to ja mu wszystkie zjadam. Niestety silniejsze ode mnie. Chociaż tyle dobrze, że on za słodkim specjalnie nie przepada i woli mnie karmić. Co nie zmienia faktu, że i tak czuję się jak świnia.
Ale wracając do prezentów. No więc częścią zasadniczą mojego prezentu była kasa na opłacenie z góry następnego roku stałego dostępu do interneta. Wszyscy na moim ispie psy wieszają, ale muszę przyznać, że pomijając okresy awarii i reorganizacji sieci, to chodzi to całkiem całkiem. Irytujące jest tylko ograniczenie transferu do 14kb, zwłaszcza porównując do obecnej neostrady.
Ale wracając do świąt. No cóż. Czar prysł już gdzieś tak rok-dwa lata temu. Miło, kolacja z rodziną, ale jednak jak się było młodszym, to zdecydowanie inaczej odbierało się święta. *sigh*
(znowu mi się mozilla na flashu zwiesiła... wrrrr)

Nawet nie dadzą spokojnie ponicnierobić. Primo reiserfs bez przyczyny wpieprzył kilkadziesiąt pakietów na głównym pldowym ftpie. Secundo mam już z trzy zgłoszenia o błędach w nagłówkach. Teraz rozumiem dlaczego Linus twierdzi, że nagłówki kernelowe nie powinny być używane w userlandzie i należy stworzyć ich zupełnie odrebną wersję.
Myśl o końcu wolnego mnie przeraża.

Zwyczajny wpis

22 XII 2003, 20:08:00
Wczoraj wieczorem przyszła roztrzęsiona sąsiadka (matka dwudziestolatka z poprzedniego odcinka) z tragiczną wiadomością, że synalek wytrzeźwiał i go wypuścili. Spała u nas.
Rano budziłem się na raty. Pierw dziadek przywiózł karpie. Spać. Później córka zmarłego w poprzednim odcinku sąsiada wypłakiwała się w drzwiach z wiadomych przyczyn. Spać.
Obudziwszy się czekała mnie wyprawa do hypermarketu. Nienawidzę. Jeśli nie ma ludzi to jeszcze ujdzie, ale bezpośrednio przed świętami to idzie się posiekać. Najlepszy był łysy kasjer przy dziale z alkoholami. Jaaaa toooo się woooolnoooo ruuuuuuszaaaaaam, aaaaaaleeee teeeen faaaaaaceeeeet toooooo juuuuuuuuuż przeeeegiiiiiinaaaaał.

Po powrocie też nie dadzą leniowi spokoju. Kazali klepać mięso. Mój pierwszy raz. Ale fajnie się waliło. Matka kazała mocno walić. Skończyło się na rozwaleniu tłuczka i zmasakrowaniu pierwszych dwóch kawałków ("Nie rób dziur!"). Następne już mordowałem ręcznie (kijek z tłuczka poszedł w odstawkę, a ja waliłem pięścią zaciśniętą na tym czymś do walenia). Upierdzieliłem pół łazienki przy okazji, ale wyżyłem się za wszystkie czasy. Przy okazji 'wytłukłem' wszystkie znane mi melodie z hymnami Polski i USA włącznie (z przerażniem stwierdziłem, że nie znam muzyki to Dojczland Dojlczland óber ales). Don't tell anyone, but I think I killed it.
Później przyszła kolej na karpie. Na szczęście były już nieżywe, bo ja bym nie zabił (niby zwykła ryba, ale ma coś niepokojącego w oczach). Matka kroiła na kawałki. A jakie wiązanki przy okazji puszczała. Nawet musiałem przy pomocy młotka pomóc kroić jakąś kość. Fuj.
Ukoronowaniem robótek ręcznych było obieranie cebuli. Byłem tak wzruszony swoją niespotykaną pracowitością, że aż się przy okazji popłakałem. Hlip hlip.
Teraz mi pachnie smażony karp. Mniaaaam.

A w moim małym świecie komputerowym - poprawka poprawki na automatykę. Teraz już nie powinno się wywalać. Został już tylko jeden błąd, ale pierw ktoś mi musi powiedzieć jak do wiszącego pythonowego skryptu podłączyć się jakimś pydebuggerem, żeby mi powiedział na której komendzie wisi.
Poza tym qboosh do glibc-kernel-headers dodał jakieś rzeczy zapewniające kompatybilność z 2.4, a ja nałożyłem poprawki, żeby całość odpowiadała stanem nagłówkom z 2.6.0. Robią się te nagłówki coraz fajniejsze.

Nietechniczna notka

21 XII 2003, 21:18:54
Dzisiaj rano się obudziłem jak zwykle niewyspany (mam to przez cały dzień). Komputera postanowiłem nie ruszać przez co najmniej kilka godzin (rano == po dziesiątej jakby ktoś się pytał). Na dzień dobry dowiedziałem się, że chory na raka sąsiad (lat koło pięćdziesiąt) parę godzin wcześniej zmarł (zależało mu, żeby święta spędzić z rodziną), a drugi sąsiad (lat koło dwudziestu), typowy przedstawiciel bezmózgiej części społeczeństwa, wrócił rano nachlany i naćpany, rozwalił parę kwiatków na klatce schodowej, po czym w kajdankach i na bosaka został odstawiony przez policję w wiadome miejsce. Wesołych świąt.
Śmierć sąsiada, tak samo jak śmierć babci (zresztą też na raka) cztery lata temu, nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Ja chyba cholera jakiś sztywny jestem.

W ramach nieuruchamiania komputera pooglądałem sobie film (autentycznie autentyczny i oparty na faktycznych faktach) o tym, jak w czasie którejś wojny (chyba Koreańskiej, a w każdym razie jakiejś azjatyckiej) załoga pewnego lotniskowca ("Point Cruise") znalazła na lądzie noworodka. Chłopiec był wyziębiony, wygłodzony i pół koreańczykiem, pół amerykaninem. Przewidując, że jako obywatel niezbyt czystej krwi, nie przeżyje w roli sieroty, dzielna załoga postanowiła zabrać małego do hameryki. Paszport dla naszego maleństwa został wygrany przez irlandzkiego kapelana okrętowego w pokera z koreańskim urzędnikiem przy czynnym udziale wyborowej whiskey (dozgonna wdzięczność dla osoby, która mi powie, jak w tym zdaniu powstawiać przecinki). Natomiast wiza wjazdowa do usa została wydana na osobiste polecenie wu ce prezydenta Nixona. Wszystko oczywiście skończyło się happy endem, chociaż się nie zapowiadało.
Tak mnie to rozckliwiło, że aż idąc zanurkować w wannie, zaopatrzyłem się w kilka wierszy KKB oraz podręcznik do polskiego z dużą zawartością liryki, że ją tak nazwę, wojennej. Nie jestem w stanie wyrazić, jak bardzo niezwykłym było w moim przypadku to zachowanie. W każdym razie po ca czterych wierszach mi dalsza ochota przeszła. A już cholera myślałem, że może wreszcie zacznie mi się poezja podobać. No cóż. Wracamy do starego, dobrego, prozaicznego (od prozy, a nie bycia prozaicznym, albo prozaku) siebie. sigh

A, byłbym zapomniał sobie pomarudzić. Otóż ostatnio coś mnie prhn nie śmieszy. Ani mi się wypocin kloczka na pcolu czytać nie chce. Hmmm. Święta idą.

Interesting

20 XII 2003, 19:09:36
Arekm dorobił jedną funkcję do automatyki, a ja wreszcie skończyłem ogólne przygotowanie nagłówków jądra. Przy okazji budowania glibca na nowych nagłówkach wyszedł babol w owej automatyce. Poprawka owego babola nałożyła się na nie do końca przetestowaną poprawkę arka, no i oczywiście znowu skończyło się grzebaniem w automatyce.

Nagłówki natomiast zaczynają się robić ciekawe. Qboosh znowu znalazł jakiś problem. Idę grzebać.

Właśnie skończyłem oglądać kolejny odcinek Boston Public. Hmmm. Jednym z wątków był znowu Harvey Lipschultz (czy jakto się tam pisze) aka stary, dziwny nauczyciel. Moja polonistka jest w wieku emerytalnym, niedosłyszy ("Proszę pani, jaki był tytuł tej lektury?", "Tak, masz rację"), jest przekonana, że wszyscy ją nagrywają ("Schowaj ten magnetofon!", "Eeeeeee... ale to jest etui do okularów"), a poza tym jej aparat słuchowy chyba ma wbudowane radio ("Wyłączcie te komórki, bo mam zakłócenia!"). Wczoraj się dowiedziałem, że ma w szkole 5 godzin tygodniowo. Ciekawe... tyle samo moja klasa ma polskiego.

Blah

17 XII 2003, 20:31:44
Miałem dzisiaj dokończyć robienie nagłówków, ale coś mi się nie wydaje, żeby mi się miało udać. Jutro pewnie też nie (jutro mam sprawdzian i kartkówkę, a pojutrze jeszcze jeden sprawdzian... do tego sprawdziany są duże, a ja mam tragiczne oceny). Będę musiał zrobić przez weekend, bo to nie może tak być, że się przez tydzień część rzeczy nie kompiluje, bo nagłówki kaput. Ale przynajmniej qboosh poprawił i2c :)

O. Jajcuś zaczął grzebać przy swoich amd64 coby było na tym też pld. Jeszcze jedna architektura do opieki. Zaczynam się zastanawiać, czy dobrym pomysłem jest synchroniczne utrzymywanie wszystkich tych architektur. Gdyby miało być asynchronicznie, to by szybko się bajzel zrobił, a jak jest synchroniczne, to też są problemy. Tak źle i tak niedobrze. Ciekawym jak to robią w debianie (mają dwa razy więcej architektur :).

No a ja ryju ryju i spać. Nie lubię się uczyć. Bardzo.

2old

16 XII 2003, 22:45:24
Wczoraj przez przypadek podsłuchałem rozmowę dwóch... eee... gimnazjalistów, albo max pierwsze klasa liceum (ze wzskazaniem na gimnazjum). Jeden opowiadał drugiemu jak to jest paskudnie, bo trzeba cały czas obsługiwać zdarzenia (pewnie chodziło o windowsa), a pod linuksem, to wystarczy zbindować socket, odforkować się i zapomnieć o obsłudze połączeń. W jakimś kontekście pewnie to miałoby sens. Primo jestem zawiedziony, że nawet we własnym liceum nie mam monopolu na wiedzę, co to jest fork, a secundo ja chyba już się stary robię.
Jeszcze na dodatek właśnie ktoś wszedł na irca z hosta cookiecrk.org i się obudziły wspomnienia (jak się ma 18 lat, to wspomnienia sprzed lat pięciu, to jak z poprzedniej epoki). Głupie uczucie.

Całe dzisiaj spędziłem na ogólnym grzebaniu w nagłówkach jądra 2.6, żeby zrobić z nich coś nadającego się do używania w userspace. Przede mną jeszcze długa droga, ale stan ogólnej używalności powinienem osiągnąć jutro (i dobrze, bo już na mnie krzyczą, że się różne rzeczy nie chcą kompilować przez skopane nagłówki na builderach). Ale zanim będzie się można tym pochwalić na powiedzmy lkml, to jeszcze sporo toksycznych odpadów w Odrze upłynie (a muszę się pochwalić na lkml, bo jeszcze mi nie odbiło, żeby samodzielnie, ręcznie maintainować takie nagłówki). Blah. Nie mógł tego ktoś wcześniej zrobić? Wrrrr.

W ciągu ostatnich kilku dni odkryłem zalety ignora na ircu. Otóż 99% ircowych pogawędek jest na tyle nieistotnych, że można by je było w spokoju pominąć. Więc jeśli nie podoba mi się choćby sposób stawiania przecinka przez daną osobę, to po wafla ma mnie ten przecinek kłuć w oczy? "And ignore for all."

Ble. Znowu się nie wyśpię.

TODO

15 XII 2003, 00:27:16
Żebym nie zapomniał - przerzucić wreszcie paczki do głównego drzewka, naprawić nagłówki z okazji cdrom.h i przejrzeć alsę pod kątem oczyszczenia z kernel specific nagłówków i wydelegowania paczki z samym userlandem (chyba tylko alsa-lib tego potrzebowała, ale kto wie).
I niech ktoś będzie tak miły i napisze mi do tego wpisu komentarz, cobym miał pewność, że jutro tutaj zajrzę. Danke.

Parę słów do ojca prowadzącego

15 XII 2003, 00:23:23
Gdy rozpocząłem swoją karierę w liceum, szlag mnie jasny trafiał, że muszę codziennie oglądać tę bandę idiotów na oczy (chodzi o moją klasę). Jak każda zorganizowana grupa idiotów, wypatrzyli sobie co bardziej odstające jednostki i usilnie, z uporem maniaka, uprzykrzali im życie. Egzemplarz pierwszy - niski, chudy, w okularach. Wytrzymał tydzień, po czym przeniósł się do innej klasy. Egzemplarz drugi - nie niski, nie chudy i nie w okularach. Za to (naiwniak) myślący, że jeśli się dostał do porządnego liceum, to i reszta grupy będzie trzymała jakiś poziom. Przeliczył się. Naiwniak. Szczery aż do bólu ("Dzień dobry, nazywam się iksiński, nie lubię sportu, pić alkoholu i nie zachowuję się jak ten idiota w trzeciej ławce") oczywiście już od pierwszego dnia, niejako na własne życzenie (cytat z poprzedniego nawiasu) dołączył do egzemplarza pierwszego. Różnica między nimi polegała na tym, że egzemplarz pierwszy nie miał ani warunków fizycznych, ani psychicznych. Egzemplarz drugi natomiast był bardzo dobry w ignorowaniu zaczepek, a poza tym szybko okazało się, że jest silniejszy od 95% stanu klasy. Podziałało. Wszyscy odpuścili, poza jedną jednostką, która nadal próbowała szczęścia. Lecz po paru tygodniach ignorowania, też zaczepki jej się znudziły.
Cóż. Dzieci. Młodzi i głupi.
Osoby z którymi teraz mam do czynienia zachowują się w sposób identyczny. Tyle, że młodzi to oni już nie są.

Nie wiem, czy to natura człowieka, czy tylko Polaka, że jakiekolwiek odstawanie od ogółu, będzie surowo karane. Ale wróćmy do głównych bohaterów, czyli mojej klasy. Otóż wszyscy mają po lat 18 i teoretycznie wyrośli już z takich zachowań. Teoretycznie. Jeśli tylko w większej grupie zobaczą egzemplarz pierwszy (lekcje wychowania fizycznego przychodzą do głowy) i mają jakiś dobry pretekst, to ogólnej radości nie ma końca. Oczywiście nie jest to nic bezpośrednio ofensywnego... raczej bardziej subtelne (acz głośne) drwiny. W pełni zauważają je tylko pedagodzy, bezpośrednio zainteresowany oraz kilka osób postronnych. Grupa drwiąca natomiast, będąc prawnie dorosłą, a na dodatek mając inteligencję parukrotnie wyższą od analogicznej grupy dresów, nie zdaje sobie sprawy z własnej motywacji i i tak zachowuje się jak owe dresy. Subtelniej, ale, pomijając aspekt fizyczny (egzemplarzowi nie grozi utrata zębów), bez większej różnicy. To samo jest w przypadku groźby użycia siły fizycznej. Dwóch teoretycznie uśmiechniętych licealistów, pyta się znajomego znajomego, o jego poglądów na temat muzyki techno. Jeden ma 190 i waży 100 kilo, drugi jest mniejszy, ale ma wygląd elegantszego dresa i obaj pod tym uśmiechem kryją groźbę. Znajomy znajomego kręci się i wierci, aż w końcu wybąkuje odpowiedź, niezbyt zgodną z jego własnymi przekonaniami, ale przynajmniej nie narażającą go na dalsze 'przesłuchania'. Niżej podpisany ze skruchą przyznaje, że zamiast przyjść znajomemu znajomego z odsieczą, obserwował, z punktu widzenia antropologa, całe zdarzenie.
No cóż. W większości pochodząca z niebiednych domów i do granic możliwości rozpieszczona młodzież, jako subtelniejsze dresy. Tragiczne w tym wszystkim jest to, że oni wszyscy są inteligentni i mogli by z tego skorzystać, gdyby tylko zechciało im się pomyśleć nad własną motywacją.

Niestety nie wszystko zawsze działa jak trzeba. Często żyją oni sobie dalej, nadal nieświadomi własnych wad (w tym wieku, to się już nazywa chamstwem) i na pierwszy rzut oka nieodróżnialni od reszty społeczeństwa. Ale wystarczy jakiś powód... pretekst... byle ich aktywować.

Rozejrzyj się czytelniku. Może gdzieś niedaleko ciebie jest właśnie taki osobnik. Kto wie, może nawet jakiś pojawił się o tutaj, poniżej, w komentarzach.

Spraw kilka

14 XII 2003, 17:00:56
Primo mam problem z makulaturą. Na szczęście nie do tego stopnia, co antymon, ale zawsze. Do tego dylemat - chociaż usilnie z tym walczę, to i tak mam sentyment do tych kilkudziesięciu numerów "Secret Service". Ale będę twardy i to wywalę. Kiedyś.

Przed chwilą na tvp1 leciało "Life on Air - 50 years of David Attenborough". Ciekawe, zabawne. Jedyne co mi przeszkadza, to świadomość, że on ma już prawie 80 lat.

Gowa mnie lekko boli

13 XII 2003, 13:33:03
Nowy sąsiad wpadł na genialny pomysł wiercenia w sobotę przed południem. Przez jakieś dwie godziny wiertarkę było słychać w całym bloku. Idiota.

13:12 -!- mode/#pld [+b *!*mmazur@*.pub.kernel.pl] by speedy_
13:12 -!- mmazur was kicked from #pld by speedy_ [spierdalaj]
13:13 -!- mode/#pld [+b *!*mmazur@*.pub.kernel.pl] by speedy_
13:13 -!- mmazur was kicked from #pld by speedy_ [wypierdalaj]
13:21 -!- mode/#pld [+b *!*mmazur@*.pub.kernel.pl] by speedy_
13:21 -!- mmazur was kicked from #pld by speedy_ [speedy_]
13:23 -!- mode/#pld [+b *!*mmazur@*.pub.kernel.pl] by speedy_
13:23 -!- mmazur was kicked from #pld by speedy_ [speedy_]
13:24 -!- mode/#pld [+b *!*mmazur@*.pub.kernel.pl] by speedy_
13:24 -!- mmazur was kicked from #pld by Smocek [Banned]
Idiota. Zresztą what else is new.

Właśnie na 7thguardzie wylądowało info na temat udostępnienia projektu transparentnego proxy dla gadu gadu. Z tego co wyczytałem jest to zrobione zgodnie z 'moim' pomysłem. Ciekawym, czy gdybym ów pomysł wtedy opatentował... :)
Jeśli ktoś ma wątpliwości to
[mmazur@home mmazur]$ ls -l devel/myprojects/ggproxy/ggproxy
-rwx------    1 mmazur   users        9175 2003-01-01 19:58 devel/myprojects/ggproxy/ggproxy
ten plik potrafi robić za transparentne proxy dla jednego połączenia gg. I to transfer dcc zza maskarady powiódł się w 100%. A wszyscy chyba widzą datę utworzenia? :)

Interesting

12 XII 2003, 15:40:24
Wczoraj wróciłem do domu kole północy. Pierw współprowadziłem wykład na temat instalacji mendrejka, a później niektórzy wybrali się na piwo i inne napoje. Wykład wyszedł jako tako. Tragicznych błędów nie było, ale (a) był nudny (co może być ciekawego w instalowaniu linuksa) oraz (b) trochę niedopracowany. No, ale człek się na błędach uczy. Np. synchronizacja prowadzących musi być dobrze przygotowana przed wykładem, bo wymienianie uwag w trakcie jest właściwie niemożliwe. Poza tym żeby zachowywać się właściwie przy mówieniu do publiki trzeba jednak trochę się naćwiczyć.

Siedzenie w... eee... pubie (?) studenckim było dosyć ciekawe. Dowiedziałem się np., że pewien człek przeprowadził spoofowanie pakietów w taki sposób, że na jego sdi szły kopie pakietów przeznaczonych na jakiśtam serwer gdzieś w internecie. Opowiadał te farmazony z takim przekonaniem, że aż kawałek mojego mózgu chciał uwierzyć.

Zimno był jak jasna cholera, ale jakoś dotarłem do domu. A tam jak zwykle pierdolenie co poniektórych pldowiczów pod moim adresem. Tyle, że tym razem po pijaku. Próby 'wytłumaczenia', że tak się nie zachowuje nie pomogły. Któryś nawet wpadł na genialny pomysł zadzwonić do mnie o pierwszej w nocy, żeby móc sobie pobredzić do słuchawki. Wyśmiałem i wyłączyłem telefon. No cóż, takie uroki pld, że część osób zachowuje się jak bydło. I jakoś nie dociera, że zachowanie ala dres większość osób irytuje.

Sialala

10 XII 2003, 21:42:11
Dzisiejszy dzień był ciekawy. Otóż zaraz po szkółce (w której nawiasem mówiąc napisałem pół sprawdzianu z matematyki... jak zwykle) pojechałem ze zdjęciami kolan i stóp do ortopedy. Niestety uparła się ze mną pojechać rodzicielka. Na miejscu lekarza, bym ją wywalił za drzwi, no ale facet jednak miał sporo cierpliwości. Spędził pół godziny na tłumaczeniu, że mam tam różne wrodzone wady, ale (a) one w niczym nie przeszkadzają oraz (b) nic się z nimi nie robi. Grrr. Sam bym tam siedział góra 10 minut.

Wróciwszy do domu spore zaskoczenie. Udało mi się przerobić dzienną porcję newsów w niecałe pół godziny. Jednak drastyczne ograniczenie czytanych listy dyskusyjnych bardzo się opłaciło. Oczywiście jak codzień cośtam w pld nie działa i trzeba ręcznie poprawiać (dzisiaj padło na kde). Ale zanim owe rzeczy popoprawiałem, to pierw ułożyłem puzle będące prezentem dla mojego 3letniego brata. Jak to dobrze mieć młodszych braci. Zwłaszcza takich nie przepadających za słodyczami :)

Jutro sprawdzian z polskiego. A ja się jak zwykle nie uczę. Super. Po co, skoro i tak matury nie zdam.

A w pld jak zwykle evil plany wywalenia mnie z posady. Taki folklor. Chyba muszę już to powoli zacząć ignorować.

Nie mam pomysłu na temat

08 XII 2003, 00:28:58
Wreszcie definitywnie skończyłem ów program, który pisałem od miesiąca. Od miesiąca... O ile część pierwsza (zasadnicza) rzeczywiście wymagała ode mnie dwóch tygodni pracy (tak to jest, jak się pisze 'po godzinach'), co też można zrzucić na garb kilku pomyłek, z których użycie gliba w C++ było najgłupszą, o tyle część druga (likwidowanie workaroundów) pozostanie czarną plamą. Aż wstyd, że wygenerowanie kilku kilobajtów kodu zajęło mi następne dwa tygodnie. Ale tak to jest, jak sobie człowiek wmówi, że żeby napisać przemyślany i bezpieczny kod, to nie można tego robić w dwudziestu ratach, tylko trzeba się wziąść i za jednym, góra dwoma posiedzeniami zrobić. No cóż. Ważne, że w końcu zrobione i działa jak powinno.

Wreszcie też dorobiłem pokazywanie zawartości builderów pld na buildlogs.pld-linux.org. Męczyli mnie o to od dłuższego czasu już.

Poza tym jabber-gg-transport przypomniał o swoim istnieniu. Wiecie czemu dzisiaj nie chciały transporty działać? Ano temu, że główny serwer gg zaczął w jakiś sposób preferować połączenia szyfrowane, a libgadu najwyraźniej sobie z tym niezbyt radziło (przynajmniej stara wersja libgadu, dla której transport został napisany). Wystarczyło w konfiguracji do każdej sekcji server dopisać tls="no" i po problemie.
Z mojej dzisiejszej rozmowy z Jajcusiem wynika, że Legenda Polskiego Jabbera (hihi) kompletnie już straciła zainteresowanie transportem i jeśli przyjdzie robić jakieś updejty (a bo protokół się zmienił, or sth), to będę to musiał robić ja, albo smoku. Blah. Prawdę mówiąc nie chciało by mi się. Mój serwer działa, ja nic w nim nie ruszam i tak ma być. O. Gdybym miał tę wygodę, że wszyscy znajomi wynieśli by się na jabbera, to bym też zaczął na to lać, jak Jajcuś. No ale. Teraz trzeba wnosić modły do autora gg, żeby nic nie zmieniał zbytnio.

A teraz spać, bo znowu będę jutro jak zombie. Miałem jeszcze napisać o tym, że nie zdam matury, a nawet jeśli, to nie dostanę się na studia, ale temat nie ucieknie.

Dziennik pokładowy blablablabla

04 XII 2003, 22:11:57
Powoli mi się krystalizuje koncepcja wyglądu oskryptowania do zarządzania ftpem w pld. Następne grzebanie tam będzie się wiązało z dopisaniem następnego kawałka. I tak w ciągu kilku tygodni powinno to dojść do wersji ostatecznej.

Fixxxer zassał i przetestował instalkę mendrejka i mówi, że strasznie to fajne. Z jego opowiadań wynika, że rzeczywiście bardzo dopieszczone. Najwyraźniej ta dystrybucja okaże się dobrym wyborem jako podstawa do wykładu na tworzącym się opolskim lugu. Nice. Jedyny problem, to fakt, że przez ~20 minut kopiowania pakietów będzie trzeba jakoś zająć obecnych. Coś się wymyśli :)

Jak zwykle powinienem się teraz uczyć. Ale nawet perspektywa dostania nieporządanej oceny nie jest mnie w stanie zmobilizować do zapamiętywania treści i problematyki "Ferdydurke", albo "Procesu". Czy ci ludzie nie mogli byli uprawiać zwykłej, bezmózgowej beletrystyki? Podobno, cholera, wizjonerzy epoki, a żaden z nich nie wpadł na to (uaaa... 'wpadł na to'... muszę ćwiczyć styl, jak mi polonistka zawsze 'powtarza'), że serwują następnym pokoleniom ciężkostrawne tomiska, za które młodzież jest jeszcze na dodatek oceniana ("Sklepy cynamonowe" przebijają nawet "Ferdydurke" jeśli idzie o aczytelność i aprzydatność do czegokolwiek).

Nawiasem mówiąc w trakcie dzisiejszej, wyjątkowo nieciekawej (hey... what else is new), lekcji polskiego znowu zderzyłem się z myślą o sprawdzeniu się w roli twórcy prozy. Takiej beletrystycznej oczywiście, ale dla bardziej wymagającego czytelnika. I po raz kolejny doszedłem do jedynie słusznego wniosku, że pisanie to jest po pierwsze rzemiosło, na którym się nie znam, a poza tym kilka (możliwe, że) dobrych pomysłów nie jest w stanie wypełnić całej powieści. Z drugiej strony powieść to jest od razu rzucanie się na głęboką wodę. Czemu by nie zacząć od formy krótszej, wymagającej mniejszej wprawy i na tym przetestować własne umiejętności (jakaś nowelka, czy coś)...
Pilch jednak ma rację. Jeśli człowiek chce zacząć pisać, to ma tego nie robić. Jeśli uważa, że nie może żyć bez pisania, to i tak ma nie pisać. Wannabe pisarzy jest tyle, że mimo tak 'brutalnych' zasad ci, którzy powinni, i tak wypłyną.
« | »