2old

Wczoraj przez przypadek podsłuchałem rozmowę dwóch... eee... gimnazjalistów, albo max pierwsze klasa liceum (ze wzskazaniem na gimnazjum). Jeden opowiadał drugiemu jak to jest paskudnie, bo trzeba cały czas obsługiwać zdarzenia (pewnie chodziło o windowsa), a pod linuksem, to wystarczy zbindować socket, odforkować się i zapomnieć o obsłudze połączeń. W jakimś kontekście pewnie to miałoby sens. Primo jestem zawiedziony, że nawet we własnym liceum nie mam monopolu na wiedzę, co to jest fork, a secundo ja chyba już się stary robię.
Jeszcze na dodatek właśnie ktoś wszedł na irca z hosta cookiecrk.org i się obudziły wspomnienia (jak się ma 18 lat, to wspomnienia sprzed lat pięciu, to jak z poprzedniej epoki). Głupie uczucie.

Całe dzisiaj spędziłem na ogólnym grzebaniu w nagłówkach jądra 2.6, żeby zrobić z nich coś nadającego się do używania w userspace. Przede mną jeszcze długa droga, ale stan ogólnej używalności powinienem osiągnąć jutro (i dobrze, bo już na mnie krzyczą, że się różne rzeczy nie chcą kompilować przez skopane nagłówki na builderach). Ale zanim będzie się można tym pochwalić na powiedzmy lkml, to jeszcze sporo toksycznych odpadów w Odrze upłynie (a muszę się pochwalić na lkml, bo jeszcze mi nie odbiło, żeby samodzielnie, ręcznie maintainować takie nagłówki). Blah. Nie mógł tego ktoś wcześniej zrobić? Wrrrr.

W ciągu ostatnich kilku dni odkryłem zalety ignora na ircu. Otóż 99% ircowych pogawędek jest na tyle nieistotnych, że można by je było w spokoju pominąć. Więc jeśli nie podoba mi się choćby sposób stawiania przecinka przez daną osobę, to po wafla ma mnie ten przecinek kłuć w oczy? "And ignore for all."

Ble. Znowu się nie wyśpię.

Adde commentarium: (textile lite)