Nietechniczna notka

Dzisiaj rano się obudziłem jak zwykle niewyspany (mam to przez cały dzień). Komputera postanowiłem nie ruszać przez co najmniej kilka godzin (rano == po dziesiątej jakby ktoś się pytał). Na dzień dobry dowiedziałem się, że chory na raka sąsiad (lat koło pięćdziesiąt) parę godzin wcześniej zmarł (zależało mu, żeby święta spędzić z rodziną), a drugi sąsiad (lat koło dwudziestu), typowy przedstawiciel bezmózgiej części społeczeństwa, wrócił rano nachlany i naćpany, rozwalił parę kwiatków na klatce schodowej, po czym w kajdankach i na bosaka został odstawiony przez policję w wiadome miejsce. Wesołych świąt.
Śmierć sąsiada, tak samo jak śmierć babci (zresztą też na raka) cztery lata temu, nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Ja chyba cholera jakiś sztywny jestem.

W ramach nieuruchamiania komputera pooglądałem sobie film (autentycznie autentyczny i oparty na faktycznych faktach) o tym, jak w czasie którejś wojny (chyba Koreańskiej, a w każdym razie jakiejś azjatyckiej) załoga pewnego lotniskowca ("Point Cruise") znalazła na lądzie noworodka. Chłopiec był wyziębiony, wygłodzony i pół koreańczykiem, pół amerykaninem. Przewidując, że jako obywatel niezbyt czystej krwi, nie przeżyje w roli sieroty, dzielna załoga postanowiła zabrać małego do hameryki. Paszport dla naszego maleństwa został wygrany przez irlandzkiego kapelana okrętowego w pokera z koreańskim urzędnikiem przy czynnym udziale wyborowej whiskey (dozgonna wdzięczność dla osoby, która mi powie, jak w tym zdaniu powstawiać przecinki). Natomiast wiza wjazdowa do usa została wydana na osobiste polecenie wu ce prezydenta Nixona. Wszystko oczywiście skończyło się happy endem, chociaż się nie zapowiadało.
Tak mnie to rozckliwiło, że aż idąc zanurkować w wannie, zaopatrzyłem się w kilka wierszy KKB oraz podręcznik do polskiego z dużą zawartością liryki, że ją tak nazwę, wojennej. Nie jestem w stanie wyrazić, jak bardzo niezwykłym było w moim przypadku to zachowanie. W każdym razie po ca czterych wierszach mi dalsza ochota przeszła. A już cholera myślałem, że może wreszcie zacznie mi się poezja podobać. No cóż. Wracamy do starego, dobrego, prozaicznego (od prozy, a nie bycia prozaicznym, albo prozaku) siebie. sigh

A, byłbym zapomniał sobie pomarudzić. Otóż ostatnio coś mnie prhn nie śmieszy. Ani mi się wypocin kloczka na pcolu czytać nie chce. Hmmm. Święta idą.

  1. 1. DarkStar

    Paszport dla naszego maleństwa został wygrany przez irlandzkiego kapelana okrętowego, w pokera z koreańskim urzędnikiem, przy czynnym udziale wyborowej whiskey. Hm.. ;)

  2. 2. fixxxer

    Mnie się wydaje że ma zostać tylko ostatni. Albo może i w ogóle nie powinno być ;) // fixxxer

  3. 3. DarkStar

    Ciezki orzech.. ja zgadywalem, ale calkiem prawdopodobne, ze masz racje :D

  4. 4. msh

    Ja obstawiam tak: Paszport dla naszego maleństwa został wygrany przez irlandzkiego kapelana okrętowego w pokera, z koreańskim urzędnikiem, przy czynnym udziale wyborowej whiskey. Ale ja nigdy nie bylam dobra z przecinkow;) Za to widziałam ten film:) KKB ssie;)

Adde commentarium: (textile lite)