Zwyczajny wpis

Wczoraj wieczorem przyszła roztrzęsiona sąsiadka (matka dwudziestolatka z poprzedniego odcinka) z tragiczną wiadomością, że synalek wytrzeźwiał i go wypuścili. Spała u nas.
Rano budziłem się na raty. Pierw dziadek przywiózł karpie. Spać. Później córka zmarłego w poprzednim odcinku sąsiada wypłakiwała się w drzwiach z wiadomych przyczyn. Spać.
Obudziwszy się czekała mnie wyprawa do hypermarketu. Nienawidzę. Jeśli nie ma ludzi to jeszcze ujdzie, ale bezpośrednio przed świętami to idzie się posiekać. Najlepszy był łysy kasjer przy dziale z alkoholami. Jaaaa toooo się woooolnoooo ruuuuuuszaaaaaam, aaaaaaleeee teeeen faaaaaaceeeeet toooooo juuuuuuuuuż przeeeegiiiiiinaaaaał.

Po powrocie też nie dadzą leniowi spokoju. Kazali klepać mięso. Mój pierwszy raz. Ale fajnie się waliło. Matka kazała mocno walić. Skończyło się na rozwaleniu tłuczka i zmasakrowaniu pierwszych dwóch kawałków ("Nie rób dziur!"). Następne już mordowałem ręcznie (kijek z tłuczka poszedł w odstawkę, a ja waliłem pięścią zaciśniętą na tym czymś do walenia). Upierdzieliłem pół łazienki przy okazji, ale wyżyłem się za wszystkie czasy. Przy okazji 'wytłukłem' wszystkie znane mi melodie z hymnami Polski i USA włącznie (z przerażniem stwierdziłem, że nie znam muzyki to Dojczland Dojlczland óber ales). Don't tell anyone, but I think I killed it.
Później przyszła kolej na karpie. Na szczęście były już nieżywe, bo ja bym nie zabił (niby zwykła ryba, ale ma coś niepokojącego w oczach). Matka kroiła na kawałki. A jakie wiązanki przy okazji puszczała. Nawet musiałem przy pomocy młotka pomóc kroić jakąś kość. Fuj.
Ukoronowaniem robótek ręcznych było obieranie cebuli. Byłem tak wzruszony swoją niespotykaną pracowitością, że aż się przy okazji popłakałem. Hlip hlip.
Teraz mi pachnie smażony karp. Mniaaaam.

A w moim małym świecie komputerowym - poprawka poprawki na automatykę. Teraz już nie powinno się wywalać. Został już tylko jeden błąd, ale pierw ktoś mi musi powiedzieć jak do wiszącego pythonowego skryptu podłączyć się jakimś pydebuggerem, żeby mi powiedział na której komendzie wisi.
Poza tym qboosh do glibc-kernel-headers dodał jakieś rzeczy zapewniające kompatybilność z 2.4, a ja nałożyłem poprawki, żeby całość odpowiadała stanem nagłówkom z 2.6.0. Robią się te nagłówki coraz fajniejsze.

  1. 1. ona

    ciekawe, ciekawe... jak dla mnie ryby to mają ości nie kości, ale to szczegół.. a zabicie rybki no cóż, bierzesz młotek i trzask drania w łepetynę, po 50 ukatrupionej rybce przestaje to na Tobie robić wrażenie...

  2. 2. cezar

    "Nawet musiałem przy pomocy młotka pomóc kroić jakąś kość." To na pewno był karp? A kiedy ostatnio widziałeś młodszego brata? ;-) A karpie są łatwe w zabijaniu bo przynajmniej jak już umrą to ostatecznie. W odróżnieniu np od takiego węgorza... c.

Adde commentarium: (textile lite)