Postęp ssie

27 I 2004, 19:48:16
Do szkoły doszły nowe komputery. Sztuk osiem. A składają się z czegoś intelowego około 2.4Ghz, 0,5gb pamięci, dźiforsów ileśtam ze 128mb ramu (z tvoutem!) i 80gb dysków. Płakać się chce. Dyski będą oczywiście leżały odłogiem, bo nie da się ich choćby w 5% wykorzystać. Pamięci są jednokostkowe i też g. z nimi można zrobić. Jedyne cośmy z informatykiem wymyślili, to żeby jedną kostkę wykorzystać na serwer nfsowy (przy czym tam też będzie stacja :), a drugą wsadzić do serweroroutera. No a pozostałe nadmiarowe paręset mega zostanie wykorzystane na cachowanie binarki openoffica po tym, jak się już odpali :/

Autowykrywanie sprzętu jest zdecydowanie fajne. W przypadku instalowania stacji graficznych właściwie niezastąpione. Na serwery przydało by się autowykrywanie sprzętu, ale tylko sugerujące adminowi jakie moduły załadować. Spać.

Free

25 I 2004, 00:58:27
No cóż. Już nie jestem release managerem pld. Przekazałem funkcję avernemu. Ciekawym, czy rzeczywiście uda mu się zrealizować jego plany.
Ja przez ostatnie parę godzin zwalczam nieodpartą pokusę pogrzebania przy pldowym ftpie. Czegoś jakby mi brakuje. Ale po pół roku to chyba nie dziwne. Jeszcze tylko jutro przeniosę builder sparca na nową maszynę i to chyba będzie koniec moich prac tego typu... chociaż... w sumie jestem najlepiej wykwalifikowany i mam dostęp do całej infrastruktury (w końcu ją stawiałem), także kto wie, pewnie będę przydatny.

Za to zabrałem się za rzeczy, których nie robiłem już od dawien dawna. Poprawiłem dwie niedoróbki w specu do openoffice (które nawiasem mówiąc właśnie się mieli), pogrzebałem przy icewmie, żeby lepiej działał. Miłe. Zamiast poprawiać 'bo się nie kompiluje, a ja muszę przenieść do głównego drzewka na ftpie, bo muszę', poprawiam bo mi jest potrzebne (nie do końca mi, ale moim userom, ale to w sumie na jedno wychodzi). Jutro muszę zrobić lokalną kopię tych rpmów, które będą mi potrzebne i w ciągu tygodnia przybędzie w tym kraju jeszcze jedno liceum z pracownią linuksową. Jak się nad tym zastanowić, to nawet miłe, że coś po sobie zostawię.

Zdanie urzędu

21 I 2004, 23:26:50
Najprawdopodobniej gdzieś koło weekendu PLD2.0 zostanie oficjalnie ogłoszone "problemem" Avernego. A ja po pół roku będę miał wreszcie święty spokój i po przyjściu do domu nie będą na mnie czekały żadne obowiązki :)
No i oczywiście będę miał czas, żeby się na poważnie wziąść za maintainowanie glibc-kernel-headers to po pierwsze primo, a po drugie primo zajmę się pewnym evil projektem, który niedawno wymyśliłem (a na który najwyraźniej honej się napalił). Szczegóły już niedługo :)

Dobranoc

20 I 2004, 23:14:19
Mój kochany isp dzisiaj stwierdził, że problem najprawdopodobniej był na łączach tepsiańskich, a jeśli zgłosi się tepsie awarię przed godziną dwunastą, to jest szansa, że zrobią tego samego dnia. Łącze działało jakąś godzinę później. Albo nasz kochany monopolista zachorował, albo awaria jednak była u ispa :)

Wymęczyłem wreszcie tekst opisujący sposób zarządzania pldowym ftpem i wyszło całości jakieś osiem kilo. Niestety po napisaniu tegoż tekstu, muszę jeszcze napisać uzupełnienie odnośnie różnych ciekawych rzeczy związanych z mrożeniem pld2.0 i jak to wpłynie na infrastrukturę. Dżizas, ale mi się nie chce. A jeszcze do końca tygodnia trzeba przetestować nis i nfs. Jutro. Nis i nfs jutro. Zapuszczę też jutro budowanko openoffica i przy sprzyjających wiatrach w piątek wezmę jakąś przymiarkę do instalacji lajnuksów w szkole. Czas mi się cholera kończy.

Jak pech to pech

19 I 2004, 20:55:30
Primo siadło łącze do mojego serwera, skutkiem czego przez jakieś trzy godziny poczta do mnie nie dochodziła + nie mam dostępu do poczty, która na tym serwerze leży od wczoraj. Na dodatek mam tam zaczętą robotę, do której dostać się oczywiście nie mogę. Poza tym używałem tego serwera jako smtp, mój zapasowy smtp właściwie nie działa, a wysyłanie nim poczty przez ssh serwer /usr/sbin/sendmail powoduje, że maillisty na mnie krzyczą, żem nie zapisany. Fajnie się czyta wątki bez początku :/
Żeby tego było mało, to główny serwer mailowy pld trafił na listę spamcopa, co oczywiście spowodowało sporo utrudnień. Ble.

A ja miałem napisać jak się zarządza ftpem w pld, coby inni też wiedzieli. Wczoraj. No cóż, do jutra na 100% będzie.

Z cyklu "mam tego dość"

18 I 2004, 02:37:31
Tym razem zagościłem na łamach pewnego 'artykułu' na 7thguardzie pod tytułem "chodźmy i zróbcie". Przeszedłbym nad nim do porządku dziennego (już mi całkiem dobrze idzie szybkie rozpoznawanie tekstów "fajnie by było, gdyby ktoś zrobił" w celu ich zignorowania), gdyby nie to, że poza pierwszym przeczytałem też ostatni akapit (dwa najkrótsze). W wizjach autora na temat rzeczy, które inni mogli by zrobić, znalazłem się też ja, jako ten, który mógłby tylko przeszkadzać w ochoczym rzuceniu się reszty pldziarzy, do realizacji tegoż świetlanego planu (już mi się cholera ironia w zdaniu nie mieści). Honej (& antymon) - ja wiem jaki jest 7thguard i też mi się podoba fakt, że każdy z dostępem do bazy może napisać co mu na sercu leży. Ale po jakiego grzyba publikować pierdoły, za które na listach pldowych autor by został zabity śmiechem (jak wieeeeelu przed nim) i to jeszcze z wstawkami personalnymi.
Autor wpadł mi parę miesięcy wcześniej w oko, próbując tłumaczyć dlaczego zdosował serwer na którym miał konto (coś w stylu "bo chciałem sprawdzić, czy rzeczywiście tak dobrze zabezpieczony"). Wtedy moją odpowiedzią było, że ma szczęście, że to nie ja jestem jego adminem. Teraz rzecz wygląda podobnie - masz szczęście, że nie jestem adminem 7thguarda.

Mam pewne spostrzeżenie odnośnie kierowania czymkolwiek. Otóż głównym zadaniem takiego np. Millera nie jest współpraca z własnym rządem, tylko uważanie, żeby zbytnio się nie skonflikcić z opozycją. Pół roku temu byłem święcie przekonany, że przynajmniej w projekcie opensource różnego rodzaju cackanie się z co poniektórymi i bawienie się w politykę, będzie niepotrzebne. Przecież to banda geeków, którym powinna wystarczyć rozmowa techniczna (i jeśli nie wszystkie decyzje odpowiadają ich wyobrażeniom, to jakoś przejdą nad tym do porządku). Tiaaa. Marzenia. Ta banda geeków dzieli się na dwie części. Pierwsza, dosyć spokojna, z którą miło się współpracuje. Druga, bardzo wokalna, przy której jeśli od początku się nie uważa na to, co się mówi, to później przeradzają się w drużynę A, która potrafi bardzo uprzykrzyć życie. A już struganie przez co poniektórych wariata jest niesamowicie irytujące, bo jak czterym osobom na raz udowodnić, że się nie jest wielbłądem, nie wkurwiwszy się przy okazji.
Generalnie rzecz się kończy tym, że parę osób zostaje zignorowanych, bo w jakichkolwiek 'dyskusjach' jestem z góry na przegranej pozycji. Po prostu niezależnie od tego kto ma rację, to ona i tak utonie w sporej ilości pierdolenia o dupie maryni, ale jeśli szeregowiec pierdoli o dupie maryni, to pierdoli o dupier maryni, podczas gdy pierdolenie o dupie maryni przez kierownika świadczy o tym, że z niego dupa, a nie kierownik, skoro się wdaje w potyczki z szeregowcami (ciekawym ile osób się w komentarzach przypieprzy do terminologii). I w taki sposób rosną worki treningowe (vide pierwszy akapit tego wpisu).

Ale jedno jest pewne - takie doświadczenia przydają się na reszte życia. Ot po prostu drugi raz niektórych błędów nie popełnię.

Disclaimer: nigdzie nie napisałem, że jestem czysty jak łza superhero, a wręcz przeciwnie (i bynajmniej nie chodzi też o to, że "nie potrafiłem się obchodzić z tymi wrednymi"). Jeśli ktoś uważa, że ja jestem w ogóle evil, to sobie najprawdopodobniej i tak zinterpretuje powyższe wypociny zgodnie z własnymi poglądami, ale w związku z tym proszony jest o zachowanie ewentualnych przemyśleń dla siebie, bo i tak nic odkrywczego nie wymyśli.

I pamiętajcie drogie dzieci: dowolne zachowanie można zawsze zinterpretować na niekorzyść zachowującego się. Pytanie tylko, co to daje... i w czym przeszkadza.

Z codziennego życia: dzisiaj teoretycznie miałem lekcje, ale zamiast siedzieć w szkolnej ławce siedziałem przed szkolnym serwerem i robiłem upgrejd jajka z 2.4.20 do 2.4.24, gdyż to pierwsze najdalej w 60 minut o odpaleniu nisa robiło oopsa. Nowe jajko od parunastu godzin sprawuje się dobrze i wygląda na to, że będzie grzeczne. Oby, bo jak oopsnie w środku weekendu, to będę nieszczęśliwy.
Poza tym wydałem glibc-kernel-headers 2.6.1.0 (sporo poprawek + updejt do jajka 2.6.1) i jestem strasznie nieszczęśliwy, bo jutro nie będę miał czasu praktycznie na nic, a na poniedziałek mam w cholerę roboty. Damn.

Spać

15 I 2004, 23:10:16
Pytanie: co instalujecie małym dzieciom do zabawy na komputerze? Bo mój brat tux racera nie załapał, a odkąd potrafił sam się obsłużyć, to pyka w quake'a 2 i przydało by się jakieś urozmaicenie.

Na listach pldowych znowu wątek o tym, że Ac się nie rozwija. Hehe. Averne dłubie przy iso i bootkietkach, ja się bawię ftpem, glibc-kernel-headers i problemami życia codziennego (a bo to się popsuło i trzeba naprawić, a bo tamto, etc.), qboosh i jajcuś gnębią glibca i rpma (jeszcze zostało parę ważnych kwestii), adasi i cieciwa sobie grzebią w jajkach. Wszystko się jakoś toczy, a główny problem z tym, że nad kluczowymi częściami pracuje dosyć wąska grupa ludzi i choć jest sporo osób, które pewnie też mogły by się tym zająć, to primo pewnie trochę by im zajęło 'wdrożenie się', a secundo i tak mogliby wygenerować dodatkowe błędy. Ot projekt open source. Będzie kiedy będzie.

Muszę się wyzbyć skrupułów przed likwidowaniem wysokich uptime'ów. Praktyka czyni mistrza, także właśnie zrestartowałem serwer (oczywiście potrzeba była :).

Przez przypadek trafiłem na stronę koleżanki z klasy. Kwintesencja infantylności. Ostrzegam, że bardzo ciężkostrawne.

Kwisatz Haderach

11 I 2004, 00:08:33
Przepis na wciągającą powieść sf/fantasy:
- Trzymać się konwencji. W fantasy można właściwie wszystko, ale w sf trzeba by się już napocić, żeby wytłumaczyć fireballa z palca.
- Nie przesadzać z opisami - dialogi napędzają fabułę.
- Główny bohater musi mieć jakąś Wielką Tajemnicę (tm) odkrywaną powoli w trakcie fabuły. Najlepiej, żeby było to coś tak wymiatającego, że nawet piętnaście długich opisów nie zdradzało by czytelnikowi o co właściwie chodzi.
- Któryś z Good Guys Inc. zdecydowanie musi zginąć.
- Jeśli główny bohater jest niedoświadczony, to musi mieć przynajmniej jednego mentora, który ma sporo na sumieniu (tzn. w środku jest dobrym człowiekiem, ale jak przychodzi co do czego, to nie ma skrupułów).
- Oczywiście bardzo w cenie są inteligentne dialogi i przemyślenia postaci. Ciekawość wymyślonego świata swoją drogą, ale Hercules P., czy inny Joe Alex udowodnili, że fantastyczny świat jest zupełnie zbędny do zaciekawienia czytelnika... wystarczy intryga.
- Bardzo, ale to bardzo dobre wrażenie robi Przeznaczenie (c) oraz kwestia jego nieuchronności. I to nie na zasadzie "young Skywalker fetch my your father's head", tylko przynajmniej dwie postacie mówiące z namaszczeniem wręcz boskim, ale zupełnie sprzeczne rzeczy. A główny bohater ma do wyboru (a) nie ujawniać własnego zdania na ten temat, lub (b) prędzej, czy później dojść do wniosku, że to jest albo pierdolenie starych zramolałych wiedźm, albo że rzeczywiście któraś ma (po części) rację. Dobrym przykładem jest Mejtrix II z wygłaszającym swoje tezy Architektem, których trudno nie przyjąć za jedynie słuszne oraz późniejszy komentarz Postgres... tfu... Oracla w stylu "Oh he's just an old fool and sees nothing beyond his equations".
- Jeszcze odnośnie głównej intrygi - bardzo dobrze jest śledzić zbliżanie się Dobrego i Złego, ale w taki sposób, że oni o sobie nie wiedzą. Tzn. widzimy, że haszaszyn wchodzi do mieszkania Dobrego, narracja zmienia się na Dobrego, a my tylko czekamy na cios, który (a) nie następuje i dopiero za parę stron dowiadujemy się o tym, że haszaszynowi w ostatniej chwili pękło naczynko w mózgu, lub (b) Dobry ginie. Przy czym jeśli Dobry ma zginąć, to good idea jest używanie różnych proroctw, snów, magików i innych tego typu pierdzieli, do przepowiadania tej śmierci ("Jego Droga jest już znana. Nie ma odwrotu. Nie ma odwrotu. Ha`shan. Ha`shan!". Remal obudził się zlany potem bojąc się popatrzeć w róg pokoju. Wreszcie zdobył się na odwagę i obrócił głowę. Serce przestało mu bić. Jego chomika nie było w klatce.), po czym podrażnić się z czytelnikiem z dwa razy jakimiś sytuacjami w których Dobry mógłby jakoś wykryć spisek/wykastrować nasłanego haszaszyna/ucieć w drugi koniec galaktyki, czyli generalnie jakoś się uratować. A już szczytem bezczelności jest zamiana proroctw na np. wycinki z niby encyklopedii, w których jest czarno na białym napisane, że Good Guy zginął, ale jednak dręczenie czytelnika sytuacjami dzięki którym mógł się uratować.
- Maksymalnie urzeczywistnić świat. Tutaj sf daje pole do popisu, bo można się wysilić i poopowiadać jak to było z dalszym rozwojem ludzkości, etc, etc. Poza 'wyglądem' i mechaniką dobrze jest się zająć ogólnie pojętą sferą społeczną.
- Poza główną fabułą wprowadzić trochę przerywników. O ile wymyślenie jakiegoś może wydawać się trudne, to już w paru przypadkach stwierdziłem, że właściwie daje się to co przed chwilą widziałem i słyszałem zastosować w jakikolwiek sposób. Np. "na kanale informacyjnym leciał akurat opis jak to blablablablabla". Takich sytuacji każdy codziennie ma tyyyle, tylko wystarczy wyrobić w sobie nawyk analizowania wszystkich swoich rozmów oraz tego co się przeczyta i zobaczy, pod tym kątem.
- No i jeszcze mnóstwo mnóstwo rzeczy, z których żadna nie przychodzi mi teraz do głowy.

Reszta to już jest kunszt autora i kwestia, czy ma to 'coś', co pozwala mu wymieszać powyższe składniki w odpowiednich proporcjach i zapisać w odpowiednio sugestywny sposób. Jedni to mają, inni nie i pewnie jest to po prostu tzw. talent. A... i jeszcze trzeba nauczyć się trudnego rzemiosła płynnego posługiwania się językiem, co jest o wiele trudniejsze, niż by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać.

Teraz trochę pomarudzę. Primo po raz pierwszy używam funkcji "Dodaj wpis". Niestety mój serwer jabberowy stracił kontakt z paroma innymi (jogger, chrome i jabber.org bodajże). Dlatego nie lubię jabbera. Z jajcusiem mamy nadzieję, że jabberd2 nie ma już tego idiotycznego 'ficzera' gubienia serwerów.
Secundo jestem głodny. To jest akurat normalne, z tym tylko, że dla odmiany nie pójdę sobie zrobić niczego jeść. Odchudzam się :). Nie, żeby mi przeszkadzała moja obecna waga (nigdy do nie nie przywiązywałem... eee... wagi :) osiemdziesięciu pięciu kilogramów, ale faktem jest, że raz mi się zdarzyło ważyć siedemdziesiąt pięć i było to (a) wygodniejsze dla moich słabo znoszących obciążenia kolan oraz (b) dawało miłe poczucie, że mogę żreć wszystko w dowolnych ilościach i mam i tak przynajmniej 10kg rezerwy. Obecnie nie jestem gruby, ale gdyby mi się zachciało przytyć parę kilo, to bym i owszem był. Mam to szczęście, że mimo pochłaniania sporej ilości czekolady na dobę i generalnie kompletnego braku ograniczania się przy jedzeniu i tak trzymam wagę cały czas na obecnym poziomie. Jak kiedyś ważyłem 75 kilo, to dlatego, że (a) łaziłem z buta do szkoły (co i teraz robię) oraz (b) nie chciało mi się nigdy wieczorem robić sobie jeść. Później zrobiłem się burżuj, przemogłem lenistwo i zacząłem jadać kolacje koło północy. Ale przecież nie muszę. Głód o tej godzinie mi właściwie nie przeszkadza, bo czuję go tylko wtedy, gdy o nim myślę, a jeśli mam czas na myślenie o głodzie, to znaczy, że aktualnie nic nie robię i powinienem iść spać. Jak czytam książkę, to przecież nie czuję głodu. Hmmmmmm. Po co ja to właściwie piszę i tak pewnie nie udało mi się wytłumaczyć tego co chciałem. Generalnie od schuścia jeszcze nikt nie umarł, także wyjdzie mi tylko na zdrowie. Znaczy żaden facet nie umarł (nie ma chyba bulimijczyków?).

A wracając jeszcze do mojego piśmiennictwa, to (a) musze podszkolić interpunkcję oraz (b) muszę przestać wsadzać podpunkty (a) i (b) co drugie zdanie, bo to głupio wygląda.

Are we there yet?

09 I 2004, 21:56:31
Coraz bliżej końcowego sukcesu. Mam icewma wyglądającego i zachowującego się (mniej więcej) jak windows, ikonki na pulpicie z drag&dropem (w tym jest jeden bug, który już zgłosiłem), działającego winkeya, przeglądarkę i klienta poczty (mozilla), działające gadugadu (okazało się, że gg2 i owszem działa, a mi nie chciało dlatego, że nie zainstalowałem pluginu do robienia gui) oraz działający i konfigurowalny terminal z pliterkami nie wymagający qt (skubaniec wymaga paru bibliotek gnomowych, ale primo lepsze to niż qt, a secundo czego oczekiwać od, bądź co bądź, gnome-terminala). Teraz muszę gdzieś dopaść rpma do pld z openofficem i zobaczyć jak to pójdzie (no i oczywiście sprawdzić pod kątem pl języka). Nie jest to ideał, ale przyszli użytkownicy nie powinni mieć większych problemów z przyzwyczajeniem się. Mi brakuje paru rzeczy, a mianowicie (a) możliwości podbindowania klawisza do funkcji ShowDesktop (którą chyba zaraz sobie dopiszę), (b) zachowania różnych menu w icewmie takiego, jak w windowsie (nie chce mi się tłumaczyć co mam na myśli :), (c) możliwości startowania programów domyślnie zmaksymalizowanych oraz (d) żeby rox działał bardziej jak inne tego typu managery, tzn. był bardziej keyboard friendly.

A tak nawiasem mówiąc to GConf jest całkiem fajnym pomysłem.

Zwalczone

09 I 2004, 00:22:44
Icewm już normalnie reaguje na winkeya. Yeah. Okazało się, że były zdefiniowane dwa keycody dla Super_L z których icewm raz brał jeden, a raz drugi. Po usunięciu tego nadmiarowego (nie wiem skąd on się tam wziął... będę musiał pogrzebać w definicjach ixowych)było już jakby lepiej, ale modifier map nadal wskazywał na stary keycode. Wystarczyło jeszcze raz dodać Super_L jako mod4 do mod mapa i dodał się już z jedynie słusznym keycodem. To tylko w pełni uświadamia mi jak pojebane są mechanizmy w ixach, a jednocześnie jak miło, że ma się do nich wgląd na tak niskim poziomie, że można wszystko popoprawiać.

Działa

08 I 2004, 22:27:39
Znalazłem. Rox powinien spełnić wymogi jeśli chodzi o ikonki na pulpicie (będą jaja jak trzeba będzie ludziom tłumaczyć, że na pulpit ikonkę dodajemy tylko przez drag&drop) oraz file manager ala windowsowy. Icewm ze skórką xp-silver sprawuje się całkiem całkiem. Trochę powalczyłem i nawet mam systray. Teraz siedzi odpalone w nim psi, a ja potrzebuję gg2, które robi z traya wielki prostokąt i nic w nim nie wyświetla. Będę musiał to jakoś dokładniej sprawdzić. W chwili obecnej walczę z winkeyem. Wrrrrr. Icewm ma totalnie spartoloną obsługę - w ogóle nic przez to nie działa (ani odpalanie menu start, ani skróty klawiszowe z użyciem winkeya, które mi są potrzebne). Będę musiał skubańcowi w źródłach pogrzebać, coby się dowiedzieć o co mu chodzi.

Hmm

07 I 2004, 18:38:47
Dostałem bojowe zadanie zainstalowania ośmiu workstacji na linuksie (baleronki 1-2ghz + 128mb ramu) zamiast obecnych windowsów. NIS wiadomo do czego, NFS na katalogi domowe, mozilla, openoffice i jakiś windowmanager. Ze względu na OO i gadzinę stwierdziłem, ze lepiej będzie wystartować z jakimś lżejszym WMem, coby na pozostałe było jeszcze trochę miejsca. No i zonk. Poza kde/gnome *nie* ma żadnego środowiska mającego funkcjonalnosć choćby win95 i równie lekkiego. Wrrrrr. Czy naprawdę nikt nie wpadł na genialny pomysł zrobienia małego wma z taskbarem, zegarkiem, jakimśtam zarządzaniem oknami oraz ikonami na pulpicie? Ikonek nie uświadczy, filememanager też hgw skąd mam wziąść. Znaczy nie ma nic poza kde/gnome, co mógłbym zainstalować? (xpde oczywiście ignorujemy, bo to kylix i qt). Help.

W cholerę z tym

03 I 2004, 02:50:27
Remont serwerów pldowych okazał się klapą organizacyjną. Ludzie się wkurzali, że nie działa cvs, a oni by akurat teraz chcieli coś porobić, albo, że automatyka builderowa zaczyna świrować (jakbym wiedział, to bym poprawił przed zmianami, a nie, że się skończyło paroma setkami maili o błędach, zanim poprawiłem), ja się dzisiaj nawkurzałem na (a) niedziałającą pocztę oraz (b) niedziałającego jabbera. Pocztę naprawili po paru godzinach, ale przez pół dnia nie mogłem się doprosić, żeby mi ktoś jabbera naprawił. Nie ma kurwa siły, żebym jeszcze raz zgodził się adminować czymś na maszynie na której nie mam roota. Admini oczywiście bawią się w ping ponga (ten mówi, że tamten ma naprawić, tamten, że ten i tak w kółko). Zabawy z builderami pół roku temu mnie jakoś nic nie nauczyły odnośnie 'współpracy' z co poniektórymi osobami. No cóż, tym razem mam dość. W ciągu najbliższych kilku dni serwer jabberowy leci na moją maszynę. Teraz pytanie, czy domena kernel.pl poleci za nim, czy też główny admin bedzie się znowu bawił w pingponga.
No nic. W każdym razie jutro pobawię się trochę jabberd2 (wreszcie przyszedł czas). Wygląda interesująco.
Miałem dzisiaj zrobić ten cholerny builder x8664, ale oczywiście przez to wszystko nie zdążyłem. Wrrrrrrrr.
Hmmm. Jeszcze muszę popoprawiać nagłówki. *MUSZĘ* się jutro pouczyć. Nie zdążę z wszystkim :/

Za dwa dni szkoła. Przeraża mnie to. Rozumiem już czemu niektórzy ze szkoły uciekają. Zrobiłbym to z największą ochotą. Jezu. Po 18 latach ja się będę musiał w końcu zacząć uczyć... ciągle nie może to do mnie dotrzeć :(
Przypomniał mi się jakiś człek, który ~5 lat temu (gdy przy okazji olimpiady z angielskiego zdobyłem wolny wstęp do dowolnego liceum) powiedział mi, że zrobił dokładnie to samo, po czym olał liceum i skończyło się na tym, że siedzi (a właściwie siedział wtedy) w technikum. Hmmm. Miałem napisać, że aż tak nisko to ja nie upadłem, ale właśnie mi się przypomniało jak wyglądają moje oceny z matematyki (a za 5 miesięcy matura) i co dostałem na koniec poprzedniego roku. Niezdanie matury może mi wyjść tylko na zdrowie. Bo jeśli to na mnie nie podziała, to można stwierdzić, że jestem przypadek beznadziejny.
(najbardziej drażni mnie to, że ja się mam za inteligentnego)
« | »