Kwisatz Haderach
Przepis na wciągającą powieść sf/fantasy:
- Trzymać się konwencji. W fantasy można właściwie wszystko, ale w sf trzeba by się już napocić, żeby wytłumaczyć fireballa z palca.
- Nie przesadzać z opisami - dialogi napędzają fabułę.
- Główny bohater musi mieć jakąś Wielką Tajemnicę (tm) odkrywaną powoli w trakcie fabuły. Najlepiej, żeby było to coś tak wymiatającego, że nawet piętnaście długich opisów nie zdradzało by czytelnikowi o co właściwie chodzi.
- Któryś z Good Guys Inc. zdecydowanie musi zginąć.
- Jeśli główny bohater jest niedoświadczony, to musi mieć przynajmniej jednego mentora, który ma sporo na sumieniu (tzn. w środku jest dobrym człowiekiem, ale jak przychodzi co do czego, to nie ma skrupułów).
- Oczywiście bardzo w cenie są inteligentne dialogi i przemyślenia postaci. Ciekawość wymyślonego świata swoją drogą, ale Hercules P., czy inny Joe Alex udowodnili, że fantastyczny świat jest zupełnie zbędny do zaciekawienia czytelnika... wystarczy intryga.
- Bardzo, ale to bardzo dobre wrażenie robi Przeznaczenie (c) oraz kwestia jego nieuchronności. I to nie na zasadzie "young Skywalker fetch my your father's head", tylko przynajmniej dwie postacie mówiące z namaszczeniem wręcz boskim, ale zupełnie sprzeczne rzeczy. A główny bohater ma do wyboru (a) nie ujawniać własnego zdania na ten temat, lub (b) prędzej, czy później dojść do wniosku, że to jest albo pierdolenie starych zramolałych wiedźm, albo że rzeczywiście któraś ma (po części) rację. Dobrym przykładem jest Mejtrix II z wygłaszającym swoje tezy Architektem, których trudno nie przyjąć za jedynie słuszne oraz późniejszy komentarz Postgres... tfu... Oracla w stylu "Oh he's just an old fool and sees nothing beyond his equations".
- Jeszcze odnośnie głównej intrygi - bardzo dobrze jest śledzić zbliżanie się Dobrego i Złego, ale w taki sposób, że oni o sobie nie wiedzą. Tzn. widzimy, że haszaszyn wchodzi do mieszkania Dobrego, narracja zmienia się na Dobrego, a my tylko czekamy na cios, który (a) nie następuje i dopiero za parę stron dowiadujemy się o tym, że haszaszynowi w ostatniej chwili pękło naczynko w mózgu, lub (b) Dobry ginie. Przy czym jeśli Dobry ma zginąć, to good idea jest używanie różnych proroctw, snów, magików i innych tego typu pierdzieli, do przepowiadania tej śmierci ("Jego Droga jest już znana. Nie ma odwrotu. Nie ma odwrotu. Ha`shan. Ha`shan!". Remal obudził się zlany potem bojąc się popatrzeć w róg pokoju. Wreszcie zdobył się na odwagę i obrócił głowę. Serce przestało mu bić. Jego chomika nie było w klatce.), po czym podrażnić się z czytelnikiem z dwa razy jakimiś sytuacjami w których Dobry mógłby jakoś wykryć spisek/wykastrować nasłanego haszaszyna/ucieć w drugi koniec galaktyki, czyli generalnie jakoś się uratować. A już szczytem bezczelności jest zamiana proroctw na np. wycinki z niby encyklopedii, w których jest czarno na białym napisane, że Good Guy zginął, ale jednak dręczenie czytelnika sytuacjami dzięki którym mógł się uratować.
- Maksymalnie urzeczywistnić świat. Tutaj sf daje pole do popisu, bo można się wysilić i poopowiadać jak to było z dalszym rozwojem ludzkości, etc, etc. Poza 'wyglądem' i mechaniką dobrze jest się zająć ogólnie pojętą sferą społeczną.
- Poza główną fabułą wprowadzić trochę przerywników. O ile wymyślenie jakiegoś może wydawać się trudne, to już w paru przypadkach stwierdziłem, że właściwie daje się to co przed chwilą widziałem i słyszałem zastosować w jakikolwiek sposób. Np. "na kanale informacyjnym leciał akurat opis jak to blablablablabla". Takich sytuacji każdy codziennie ma tyyyle, tylko wystarczy wyrobić w sobie nawyk analizowania wszystkich swoich rozmów oraz tego co się przeczyta i zobaczy, pod tym kątem.
- No i jeszcze mnóstwo mnóstwo rzeczy, z których żadna nie przychodzi mi teraz do głowy.
Reszta to już jest kunszt autora i kwestia, czy ma to 'coś', co pozwala mu wymieszać powyższe składniki w odpowiednich proporcjach i zapisać w odpowiednio sugestywny sposób. Jedni to mają, inni nie i pewnie jest to po prostu tzw. talent. A... i jeszcze trzeba nauczyć się trudnego rzemiosła płynnego posługiwania się językiem, co jest o wiele trudniejsze, niż by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać.
Teraz trochę pomarudzę. Primo po raz pierwszy używam funkcji "Dodaj wpis". Niestety mój serwer jabberowy stracił kontakt z paroma innymi (jogger, chrome i jabber.org bodajże). Dlatego nie lubię jabbera. Z jajcusiem mamy nadzieję, że jabberd2 nie ma już tego idiotycznego 'ficzera' gubienia serwerów.
Secundo jestem głodny. To jest akurat normalne, z tym tylko, że dla odmiany nie pójdę sobie zrobić niczego jeść. Odchudzam się :). Nie, żeby mi przeszkadzała moja obecna waga (nigdy do nie nie przywiązywałem... eee... wagi :) osiemdziesięciu pięciu kilogramów, ale faktem jest, że raz mi się zdarzyło ważyć siedemdziesiąt pięć i było to (a) wygodniejsze dla moich słabo znoszących obciążenia kolan oraz (b) dawało miłe poczucie, że mogę żreć wszystko w dowolnych ilościach i mam i tak przynajmniej 10kg rezerwy. Obecnie nie jestem gruby, ale gdyby mi się zachciało przytyć parę kilo, to bym i owszem był. Mam to szczęście, że mimo pochłaniania sporej ilości czekolady na dobę i generalnie kompletnego braku ograniczania się przy jedzeniu i tak trzymam wagę cały czas na obecnym poziomie. Jak kiedyś ważyłem 75 kilo, to dlatego, że (a) łaziłem z buta do szkoły (co i teraz robię) oraz (b) nie chciało mi się nigdy wieczorem robić sobie jeść. Później zrobiłem się burżuj, przemogłem lenistwo i zacząłem jadać kolacje koło północy. Ale przecież nie muszę. Głód o tej godzinie mi właściwie nie przeszkadza, bo czuję go tylko wtedy, gdy o nim myślę, a jeśli mam czas na myślenie o głodzie, to znaczy, że aktualnie nic nie robię i powinienem iść spać. Jak czytam książkę, to przecież nie czuję głodu. Hmmmmmm. Po co ja to właściwie piszę i tak pewnie nie udało mi się wytłumaczyć tego co chciałem. Generalnie od schuścia jeszcze nikt nie umarł, także wyjdzie mi tylko na zdrowie. Znaczy żaden facet nie umarł (nie ma chyba bulimijczyków?).
A wracając jeszcze do mojego piśmiennictwa, to (a) musze podszkolić interpunkcję oraz (b) muszę przestać wsadzać podpunkty (a) i (b) co drugie zdanie, bo to głupio wygląda.
- Trzymać się konwencji. W fantasy można właściwie wszystko, ale w sf trzeba by się już napocić, żeby wytłumaczyć fireballa z palca.
- Nie przesadzać z opisami - dialogi napędzają fabułę.
- Główny bohater musi mieć jakąś Wielką Tajemnicę (tm) odkrywaną powoli w trakcie fabuły. Najlepiej, żeby było to coś tak wymiatającego, że nawet piętnaście długich opisów nie zdradzało by czytelnikowi o co właściwie chodzi.
- Któryś z Good Guys Inc. zdecydowanie musi zginąć.
- Jeśli główny bohater jest niedoświadczony, to musi mieć przynajmniej jednego mentora, który ma sporo na sumieniu (tzn. w środku jest dobrym człowiekiem, ale jak przychodzi co do czego, to nie ma skrupułów).
- Oczywiście bardzo w cenie są inteligentne dialogi i przemyślenia postaci. Ciekawość wymyślonego świata swoją drogą, ale Hercules P., czy inny Joe Alex udowodnili, że fantastyczny świat jest zupełnie zbędny do zaciekawienia czytelnika... wystarczy intryga.
- Bardzo, ale to bardzo dobre wrażenie robi Przeznaczenie (c) oraz kwestia jego nieuchronności. I to nie na zasadzie "young Skywalker fetch my your father's head", tylko przynajmniej dwie postacie mówiące z namaszczeniem wręcz boskim, ale zupełnie sprzeczne rzeczy. A główny bohater ma do wyboru (a) nie ujawniać własnego zdania na ten temat, lub (b) prędzej, czy później dojść do wniosku, że to jest albo pierdolenie starych zramolałych wiedźm, albo że rzeczywiście któraś ma (po części) rację. Dobrym przykładem jest Mejtrix II z wygłaszającym swoje tezy Architektem, których trudno nie przyjąć za jedynie słuszne oraz późniejszy komentarz Postgres... tfu... Oracla w stylu "Oh he's just an old fool and sees nothing beyond his equations".
- Jeszcze odnośnie głównej intrygi - bardzo dobrze jest śledzić zbliżanie się Dobrego i Złego, ale w taki sposób, że oni o sobie nie wiedzą. Tzn. widzimy, że haszaszyn wchodzi do mieszkania Dobrego, narracja zmienia się na Dobrego, a my tylko czekamy na cios, który (a) nie następuje i dopiero za parę stron dowiadujemy się o tym, że haszaszynowi w ostatniej chwili pękło naczynko w mózgu, lub (b) Dobry ginie. Przy czym jeśli Dobry ma zginąć, to good idea jest używanie różnych proroctw, snów, magików i innych tego typu pierdzieli, do przepowiadania tej śmierci ("Jego Droga jest już znana. Nie ma odwrotu. Nie ma odwrotu. Ha`shan. Ha`shan!". Remal obudził się zlany potem bojąc się popatrzeć w róg pokoju. Wreszcie zdobył się na odwagę i obrócił głowę. Serce przestało mu bić. Jego chomika nie było w klatce.), po czym podrażnić się z czytelnikiem z dwa razy jakimiś sytuacjami w których Dobry mógłby jakoś wykryć spisek/wykastrować nasłanego haszaszyna/ucieć w drugi koniec galaktyki, czyli generalnie jakoś się uratować. A już szczytem bezczelności jest zamiana proroctw na np. wycinki z niby encyklopedii, w których jest czarno na białym napisane, że Good Guy zginął, ale jednak dręczenie czytelnika sytuacjami dzięki którym mógł się uratować.
- Maksymalnie urzeczywistnić świat. Tutaj sf daje pole do popisu, bo można się wysilić i poopowiadać jak to było z dalszym rozwojem ludzkości, etc, etc. Poza 'wyglądem' i mechaniką dobrze jest się zająć ogólnie pojętą sferą społeczną.
- Poza główną fabułą wprowadzić trochę przerywników. O ile wymyślenie jakiegoś może wydawać się trudne, to już w paru przypadkach stwierdziłem, że właściwie daje się to co przed chwilą widziałem i słyszałem zastosować w jakikolwiek sposób. Np. "na kanale informacyjnym leciał akurat opis jak to blablablablabla". Takich sytuacji każdy codziennie ma tyyyle, tylko wystarczy wyrobić w sobie nawyk analizowania wszystkich swoich rozmów oraz tego co się przeczyta i zobaczy, pod tym kątem.
- No i jeszcze mnóstwo mnóstwo rzeczy, z których żadna nie przychodzi mi teraz do głowy.
Reszta to już jest kunszt autora i kwestia, czy ma to 'coś', co pozwala mu wymieszać powyższe składniki w odpowiednich proporcjach i zapisać w odpowiednio sugestywny sposób. Jedni to mają, inni nie i pewnie jest to po prostu tzw. talent. A... i jeszcze trzeba nauczyć się trudnego rzemiosła płynnego posługiwania się językiem, co jest o wiele trudniejsze, niż by się mogło na pierwszy rzut oka wydawać.
Teraz trochę pomarudzę. Primo po raz pierwszy używam funkcji "Dodaj wpis". Niestety mój serwer jabberowy stracił kontakt z paroma innymi (jogger, chrome i jabber.org bodajże). Dlatego nie lubię jabbera. Z jajcusiem mamy nadzieję, że jabberd2 nie ma już tego idiotycznego 'ficzera' gubienia serwerów.
Secundo jestem głodny. To jest akurat normalne, z tym tylko, że dla odmiany nie pójdę sobie zrobić niczego jeść. Odchudzam się :). Nie, żeby mi przeszkadzała moja obecna waga (nigdy do nie nie przywiązywałem... eee... wagi :) osiemdziesięciu pięciu kilogramów, ale faktem jest, że raz mi się zdarzyło ważyć siedemdziesiąt pięć i było to (a) wygodniejsze dla moich słabo znoszących obciążenia kolan oraz (b) dawało miłe poczucie, że mogę żreć wszystko w dowolnych ilościach i mam i tak przynajmniej 10kg rezerwy. Obecnie nie jestem gruby, ale gdyby mi się zachciało przytyć parę kilo, to bym i owszem był. Mam to szczęście, że mimo pochłaniania sporej ilości czekolady na dobę i generalnie kompletnego braku ograniczania się przy jedzeniu i tak trzymam wagę cały czas na obecnym poziomie. Jak kiedyś ważyłem 75 kilo, to dlatego, że (a) łaziłem z buta do szkoły (co i teraz robię) oraz (b) nie chciało mi się nigdy wieczorem robić sobie jeść. Później zrobiłem się burżuj, przemogłem lenistwo i zacząłem jadać kolacje koło północy. Ale przecież nie muszę. Głód o tej godzinie mi właściwie nie przeszkadza, bo czuję go tylko wtedy, gdy o nim myślę, a jeśli mam czas na myślenie o głodzie, to znaczy, że aktualnie nic nie robię i powinienem iść spać. Jak czytam książkę, to przecież nie czuję głodu. Hmmmmmm. Po co ja to właściwie piszę i tak pewnie nie udało mi się wytłumaczyć tego co chciałem. Generalnie od schuścia jeszcze nikt nie umarł, także wyjdzie mi tylko na zdrowie. Znaczy żaden facet nie umarł (nie ma chyba bulimijczyków?).
A wracając jeszcze do mojego piśmiennictwa, to (a) musze podszkolić interpunkcję oraz (b) muszę przestać wsadzać podpunkty (a) i (b) co drugie zdanie, bo to głupio wygląda.

11 I 2004 o 08:29:15
widze, ze tez byles na wladcy pierscieni.....
11 I 2004 o 10:56:08
A ja widze, że ktoś czytał DUNE. :) która jest the best :) :)
12 I 2004 o 09:38:42
Nie byłem na władcy pierścieni, a czytałem tyle lat temu, że już nic nie pamiętam :)
13 I 2004 o 23:35:49
a czy (a) Katharsis czytałeś? (b) interpunkcja przy używaniu więcej niż 1 języka prędzej czy później i tak się mota (c) możesz mi wytłumaczyć dlaczego też podpunkty piszę? :P
14 I 2004 o 12:34:49
Pisujesz sobie cos? ;) (w sensie fantasy/sf) A co do wagi, to nalezy wziac zawsze poprawke na wzrost, plec i budowe ciala :D