Live long and prosper

Książki pisane na podstawie filmów raczej nie mogą być specjalnie dobre, ale muszę przyznać, że Star Trek: Rebelia czytało się przyjemnie. Płytkie, bo płytkie (chociaż autor jednak się nagimnastykował, żeby nie zrobić z tego dramatu okraszonego didaskaliami), ale jednak miłe, zwłaszcza, że nikt nie próbuje używać błyszczących kijków do walki.
Łykanie jednej książki na dzień jest jednak miłe. Zwłaszcza, że nawet nie muszę włączać komputera, bo wirtualnych obowiązków od niedawna praktycznie nie mam.
A teraz idę męczyć Dzieci Diuny. Że też temu głąbowi się zachciało popełnić rytualne hara kiri w poprzedniej części. Wrrrr. Czy tego typu książki nie mogły by się kończyć happy endem w klasycznym tego słowa znaczeniu? (a nie: główny bohater nie żyje, jego żona też, połowa jego przyjaciół też, jego wrogowie też, kilkadziesiąt miliardów niewinnych ludzi też, ale spójrzmy prawdzie w oczy: przecież mogło być gorzej)

  1. 1. Krik

    To początek Złotej Drogi jest. Czytaj a bedziesz oświecony. ;)

  2. 2. dwakwiaty

    Neil Gaiman - "Nigdziebądź" jeśli jeszcze tego nie czytałeś :) Najlepsza książka jaką czytałem, która jest oparta na filmie (w tym przypadku akurat na serialu). Polecam! :)

  3. 3. fixxxer

    Potwierdzam, "Nigdziebądź" rządzi. Może nie aż tak bardzo rządzi u mnie jak u kolegi wyżej (Harry Potter lepszy :P), ale rządzi. // fixxxer

  4. 4. jpc

    Ale ,,Nigdziebadz'' rządzi nie dlatego, że jest oparte na serialu a dlatego, że napisał je Neil Gaiman. Podobnie jak ,,Amerykańscy Bogowie'', którzy również rządzą. :-) A ,,Diuna'' - musze kiedyś do niej wrócić, jak tylko skompletuje wszystkie częsci (zgubiłem gdzieś dwie, a jednej nigdy nie miałem)

Adde commentarium: (textile lite)