Pamięć

Tak się ostatnio zacząłem zastanawiać jaki jest sens robienia czegokolwiek. Z ośmiu lat chodzenia do podstawówki pamiętam tak może z pięć konkretnych sytuacji (na zasadzie jednego obrazka) i nic poza tym. Żadnej rozmowy. Nic. No ale to może tak jest, że jak się dzień w dzień robi to samo, to się nic nie zapamiętuje.
Niestety z liceum to samo. No, może trochę lepiej, ale jednak właściwie to samo.
Fakt faktem, że czynności codzienne raczej nie służą do zapamiętywania ich. Od tego są jakieś wypady ze znajomymi, wyjazdy, wycieczki, etc. Nie przepadam za takimi rzeczami z kilku powodów. Główne to - nie dyskutuję na tematy na których się nie znam (nie jestem meteorologiem, więc wara ode mnie ze stwierdzeniami "jaka ładna pogoda" :), nie dyskutuję z cywilami na tematy techniczne (bo uważam to primo za bezcelowe, a secundo za nudne dla słuchacza (ku własnemu zdumieniu muszę stwierdzić, że często jestem ciągnięty za język)), nie tańczę (hehe) oraz nie piję alkoholu w znaczeniu potocznym tego stwierdzenia (tzn. piję, ale tylko mi smakujący i tylko w ilościach nie wpływających na mnie). Ale o czym ja to... a właśnie. No więc z właściwie nielicznych anormalnych form spędzania czasu też nic nie pamiętam. Jakieś osiem lat temu (czyli byłem mały), będąc na jakimś klasowym wyjeździe i mając okazję połazić po jakiejś ciasnej jaskini, zobaczywszy w jakim stanie są osoby z niej wychodzące, stwierdziłem, że nie będę sobie upierdzielał jedynych czystych spodni (byłem bardzo wygodnym w wychowaniu dzieckiem :) i do owej dziury w ziemi nie wlazłem. Kolega stwierdził, że za X lat będę żałował. No cóż. Nigdy nie żałowałem. I teraz chyba wiem dlaczego - i tak bym właściwie nic z tego nie zapamiętał.

Jak wymyślałem treść tego wpisu, to nie był on taki toporony. I chyba miał jakąś pointę. Coś w stylu "po co mam robić cokolwiek pozaplanowego, skoro jedyne co mi po tych pozaplanowych czynnościach zostaje, to sama świadomość ich przeżycia (zakładając, że w ogóle będę o nich pamiętał; bo mam wrażenie, że byłem jeszcze na paru wyjazdach nad morze, do jakichś stadnin or sth, ale pewności nie mam), bez żadnych szczegółów". Niby możliwe, że to tylko wina młodego wieku... parę miesięcy temu byłem na Jesieni Linuksowej i muszę się nieźle nagimnastykować, żeby coś konkretnego sobie przypomnieć. Najdalej za rok-dwa jakakolwiek pamięć o tym zostanie przykryta innymi śmieciami w stylu matura, nieudane egzaminy na studia, "Ja, pierdolony niewolnik Wojska Polskiego, przysięgam", etc.
Hmmm. To może od razu sobie pacnąć w łeb i nie tracić czasu na zapominanie? :)

  1. 1. DeeJay1

    Lepiej nie zdać tych egzaminów na studia bo jak człowiek sobie pomyśli póxniej o sesji to brrrrrrrr. Matura to pikuś, chciałbym jeszcze ze 3 razy zdawać :)

  2. 2. Dexter (MG)

    hehe... w moim przypadku jest trochę inaczej; zapamiętuję sytuacje niezaplanowane i nie dające się przewidzieć, bądź po prostu śmieszne. Do dziś pamiętam jak kumpel dostał osiem lat temu uwage do dziennika: "śpiewa pieśni religijne na matemtyce"... Albo jak kumpeli padł akumulator jakiś tydzień temu i kupa śmiechu była - to zapamiętam na dłużej... A z rozmów? Na pewno nie zapomnę jednej; a nawet gdybym zapomniał treść, to nie zapomnę że była...

  3. 3. ggodlewski

    U mnie jak u dextera... Potrafię zapamiętać z kim i gdzie byłem pare lat temu, co piliśmy, kto był jak ubrany, o czym gadaliśmy itp... Za to czasami nie jestem w stanie przypomnieć sobie po co poszedłem do drugiego pokoju. Wielki ból dla programisty... :(

  4. 4. ggodlewski

    PS. Egzaminy w sesji to pikuś. Chciałbym jeszcze ze 3 razy tyle zdawać. :)

  5. 5. DarkStar

    Ja tylko zapominam fabule ksiazek i filmow po jakims czasie ;) Jestem w stanie zapamietac tylko, czy film mi sie podobal, czy ksiazka byla ciekawa, czy zupa byla za slona... ee.. tzn ogolnie wiem o czym to bylo, ale za bardzo ze mna sie nie pogada o fimach (w szczegolnosci), chyba ze ogladalem je do miesiaca wstecz lub dany film widzialem kilka razy ;) (jak "Terminator II").

  6. 6. jpc

    Podobnie jak mmazur, większości chyba nie pamiętam, ale ten kolega nie miał racji. Nie załuje się tego za kilka lat, załuje się od razu - potem wylatuje to z pamięci, zostaje najwyżej wspomnienie, ze "było miło", ale mimo tego "było (i jest) warto".

  7. 7. Krystian T

    Na zapominanie nie traci się czasu - to się robi samo w trakcie przeżywania innych wydarzeń (które pewnie też będą zapomniane). Mimo wszystko jest fajnie. Coś tam w głowie zostaje i miło czasem powspominać :)

Adde commentarium: (textile lite)