Cudowne dziecko dwóch pedałów

Ostatnim razem siedziałem na rowerze jakieś cztery lata temu. Garść spostrzeżeń po dzisiejszym:
- Tego się nie zapomina, to fakt, ale dosyć niepewnie się człek czuje, zwłaszcza, że to nie mój rower.
- Nie zakładać kurtki, tylko dlatego, że pada. Po parudziesięciu metrach robi się sauna, a nie ma jak się rozpiąć nie ryzykując zapalenia płuc or sth.
- Teraz wiem po co są rękawiczki. Parę godzin takiej jazdy i pewnie bym sobie wszystkie stawy poprzeziębiał.
- Za żadne skarby nie zakładać kaptura. Wręcz niesamowicie ogranicza fov skutkiem czego nie wiemy, co jest obok nas.
- Nauczyć się, że ogólne zmęczenie jest czymś zupełnie innym, niż zmęczenie poszczególnych części ciała. Dla mnie naturalnym było ustawienie maksymalnego obciążenia - wtedy mi się fajnie jechało. Problem w tym, że po pięćdziesięciu metrach moje nogi powiedziały, żebym się poszedł walić i jak jestem taki mądry, to mam se telekinezy do kręcenia pedałami używać. No cóż. Stwierdziłem, że będę twardy i zamiast normalnie kręcić, to będę na pedały deptał całym ciężarem ciała. To też wyszło nie do końca, bo połowa całej energii szła na ugięcie się amortyzatorów w rowerze. Zdecydowanie wolę sztywne rowery.

  1. 1. DeeJay1

    Tez wole bez amortyzatorów - przynajmniej wcześniej czujesz, że przednie koło wpadło w dziurę i zaraz przewrotka będzie :P

  2. 2. jpc

    Calkiem celne uwagi - dopisz do ZycieWiki :D

  3. 3. twittner

    Całkiem niecelne.
    1. Rękawiczki rowerowe nie są "od zimna", ale od trzymania kiery, zwłaszcza jak się łapy zdążą już spocić (mając gripy, bez rękawiczek mogę po 1,5h jazdy zapomnieć o zmianie przełożeń).
    2. Zdecydowanie nienaturalnym (no chyba, że jest się emerytowanym rencistą) jest jeździć na max. przełożeniu z niską kadencją - 60RPM < - naciskać całym ciężarem na pedały, etc.

    Pozdrower

Adde commentarium: (textile lite)