Dysk
Muszę kupić dysk. Minimum powiedzmy 80gb. Ale jakbym tak dopłacił ze 100zł, to bym miał 120gb. Nie żebym to kiedykolwiek wykorzystał, ale standardowy pociąg faceta, do mania jak największego, jest jednak silny.
A odnośnie wielkości, to oglądałem dzisiaj kawałek filmu przyrodniczego (po niemiecku, więc ni chuchu nie rozumiałem). Wszyscy znamy obrazki jak dwa kozły się tłuką łbami, a człek się zastanawia, czemu się jeszcze nie pozabijały. To jest pikuś. Wrażenie to robi zmodyfikowany żubr (wygląda jak bardzo bardzo włochata wersja bizona, żyjąca w dosyć chłodnym klimacie, który na oko wygląda jak wyżynne równiny (tudzież równinne wyżyny) Azji środkowej, pewnie gdzieś niedaleko dachu świata), a właściwie dwa. Ustawione na przeciw siebie w odległości 50 metrów. Każdy waży na oko prawie tonę. Gapią się na siebie, gapią, po czym wrzucają największy bieg, rozpędzają przez parę sekund, by z maksymalną prędkością (a potrafią nieźle popierdzielać, jak zresztą prawie każde zajebiście duże zwierze, którego w życiu nie podejżwalibyśmy o możliwość rozwijania takich prędkości) walnąć się łbami. Nie wiem jakim cudem to przeżywają, ale jakoś wychodzą bez szwanku. Fakt, że mają czoło kompletnie zrogowaciałe, ale nawet jakby, to powinny sobie połamać kręgosłupy przy takim uderzeniu (chyba pomaga fakt, że większą część masy ciała, jak większość żubrowatych, mają z przodu).
Generalnie rzecz biorąc od dzisiaj na walczące kozły będę spoglądał z pewną pobłażliwością.
A odnośnie wielkości, to oglądałem dzisiaj kawałek filmu przyrodniczego (po niemiecku, więc ni chuchu nie rozumiałem). Wszyscy znamy obrazki jak dwa kozły się tłuką łbami, a człek się zastanawia, czemu się jeszcze nie pozabijały. To jest pikuś. Wrażenie to robi zmodyfikowany żubr (wygląda jak bardzo bardzo włochata wersja bizona, żyjąca w dosyć chłodnym klimacie, który na oko wygląda jak wyżynne równiny (tudzież równinne wyżyny) Azji środkowej, pewnie gdzieś niedaleko dachu świata), a właściwie dwa. Ustawione na przeciw siebie w odległości 50 metrów. Każdy waży na oko prawie tonę. Gapią się na siebie, gapią, po czym wrzucają największy bieg, rozpędzają przez parę sekund, by z maksymalną prędkością (a potrafią nieźle popierdzielać, jak zresztą prawie każde zajebiście duże zwierze, którego w życiu nie podejżwalibyśmy o możliwość rozwijania takich prędkości) walnąć się łbami. Nie wiem jakim cudem to przeżywają, ale jakoś wychodzą bez szwanku. Fakt, że mają czoło kompletnie zrogowaciałe, ale nawet jakby, to powinny sobie połamać kręgosłupy przy takim uderzeniu (chyba pomaga fakt, że większą część masy ciała, jak większość żubrowatych, mają z przodu).
Generalnie rzecz biorąc od dzisiaj na walczące kozły będę spoglądał z pewną pobłażliwością.

24 III 2004 o 20:18:32
Wół piżmowy. Widziałem na żywo.
24 III 2004 o 20:19:55
Gdzie?
24 III 2004 o 20:27:23
W Jakucji.
26 III 2004 o 16:32:03
Zawsze myślałem, że to się nazywa "Jak" (patrz "Tomek na tropach Yeti"). A poza tym - niemieckiego nie rozumiesz? Jakoś z poprzednich wpisów mi wyszło, że ty z opolskiego jesteś ;)
26 III 2004 o 16:41:19
Tiaaa. A wszyscy z pr(u|ó)szkowa to mafia jest panie...
26 III 2004 o 23:43:19
Ale przecież uczysz się niemieckiego. niecały rok temu pisałeś o sprawdzianie...
Hmm... z drugiej strony to wcale nie musi znaczyć, że umiesz. Ja się uczyłem rosyjskiego i angielskiego, a efektów raczej brak ;)
28 III 2004 o 17:12:02
Ej, to oczywiste, czemu przezywaja. Uzywaja Linuxa.