Optymizm
Wszyscy narzekają na sld, kiedyś na aws, etc. Oczywiście standardowo najwięcej dostaje się premierom. Ja może jakiś dziwny jestem, ale osobiście uważam, że tak Buzek, jak i Miller chcieli dobrze i wcale źli nie są (w sensie nie mają złych zamiarów). Nie twierdzę, że są krystalicznie czyści, zapewne nikt nie jest, ale imho główną ich motywacją jest, 'żeby działało'. Jakbym ja był politykiem, to chyba największą ambicją dla mnie było by, żeby stworzyć kilka fajnych ustaw i żeby dzięki nim jakiejś części ludzi się lepiej żyło. Analogicznie premier - nie tyle kilka fajnych ustaw, ile żeby państwo fajnie działało.
Podobnie Putin. Mam nadzieję, że to co robi, robi, żeby Rosja jakoś działała. Jest kontrowersyjny, ale trudno mu zarzucać brak efektywności.
To samo obecne władze Chin. Nadal komunistyczne? Nadal. Nadal od groma ludzi siedzi w różnych obozach? Nadal. Ale całość toczy się w kierunku pełnego liberalizmu? I owszem. Nie stanie się to nagle, ale jeśli docelowo będzie tak jak powinno, to jestem jak najbardziej za rządem, który nie robi wszystkiego na chura (co by się pewnie nie dupło zamiast udać), ale zmierza w słusznym kierunku (vide pierwszy prezydent polski i ostatni 'władca' Partii).
Bo jeśli Putin, albo Chiny w rzeczywistości są evil (w sensie - tajny plan zniszczenia hameryki, czy coś w tym stylu), to lepiej od razu sobie palnąć w łeb.
Oczywiście znacznie pomaga mi fakt, że nie pamiętam ani grama polskiego socjalizmu. Śmierć górników, stoczniowców, or sth jest dla mnie tylko faktem historycznym. Podobnie rosyjskie okupactwo, chińscy obozownicy. Dla mnie to li tylko liczby.
I nie, nie jest to jakaś znieczulica. Po prostu publiczne rozpaczanie nad tymi, a tymi, biorąc pod uwagę stan całej Afryki, Ameryki Południowej i różnych kawałków Azji było by dla mnie samego hipokryzją. Nie twierdzę, że ludzie to robiący nie są szczerzy. Ale czemu ja mam załamywać ręce nad Hiszpanią, WTC, czy podobnymi wydarzeniami. Jaka jest różnica między tym, a codzienną masową śmiercią zdecydowanie większej ilości ludzi w takiej Afryce. Miałbym siebie samego za hipokrytę (którym nota bene jestem, ale w sytuacjach w których mi wygodnie... w tym akurat wypadku mi wygodniej nie być).
Podobnie Putin. Mam nadzieję, że to co robi, robi, żeby Rosja jakoś działała. Jest kontrowersyjny, ale trudno mu zarzucać brak efektywności.
To samo obecne władze Chin. Nadal komunistyczne? Nadal. Nadal od groma ludzi siedzi w różnych obozach? Nadal. Ale całość toczy się w kierunku pełnego liberalizmu? I owszem. Nie stanie się to nagle, ale jeśli docelowo będzie tak jak powinno, to jestem jak najbardziej za rządem, który nie robi wszystkiego na chura (co by się pewnie nie dupło zamiast udać), ale zmierza w słusznym kierunku (vide pierwszy prezydent polski i ostatni 'władca' Partii).
Bo jeśli Putin, albo Chiny w rzeczywistości są evil (w sensie - tajny plan zniszczenia hameryki, czy coś w tym stylu), to lepiej od razu sobie palnąć w łeb.
Oczywiście znacznie pomaga mi fakt, że nie pamiętam ani grama polskiego socjalizmu. Śmierć górników, stoczniowców, or sth jest dla mnie tylko faktem historycznym. Podobnie rosyjskie okupactwo, chińscy obozownicy. Dla mnie to li tylko liczby.
I nie, nie jest to jakaś znieczulica. Po prostu publiczne rozpaczanie nad tymi, a tymi, biorąc pod uwagę stan całej Afryki, Ameryki Południowej i różnych kawałków Azji było by dla mnie samego hipokryzją. Nie twierdzę, że ludzie to robiący nie są szczerzy. Ale czemu ja mam załamywać ręce nad Hiszpanią, WTC, czy podobnymi wydarzeniami. Jaka jest różnica między tym, a codzienną masową śmiercią zdecydowanie większej ilości ludzi w takiej Afryce. Miałbym siebie samego za hipokrytę (którym nota bene jestem, ale w sytuacjach w których mi wygodnie... w tym akurat wypadku mi wygodniej nie być).
