Zakładamy szkołę

Obok mnie stoi półka wypełniona różnymi książkami. Parę z nich jest kompletnie bezużytecznych i nigdy ich nie przeczytałem. Inne przeczytałem, po czym stwierdziłem, że pieniądze można było wydać lepiej. No ale niestety takie są skutki uczenia się po omacku.
Ja i tak miałem szczęście. Po kilku latach obijania się o różne kawałki wiedzy miałem pewne podstawy, dostałem się do PLD i tam mogłem spokojnie uczyć się dalej i nabierać doświadczenia. Tyle wiedzy technicznej. Ale dzieci są znane nie tyle z tego co potrafią, ile z tego, jak się zachowują. Tutaj już nie było tak dobrze. Wystarczy poczytać to i to, a w szczególności ten i ten post. Nie muszę chyba nikomu tłumaczyć jak bardzo jest to żenujące. No cóż. Nauczyłem się the hard way, że internet nie zapomina.

Jednak w tej kwestii też miałem spore szczęście. Primo dzięki Bogu moja aktywność na ircu i usenecie były ograniczone brakiem stałki (nawet nie chcę myśleć, co by było gdyby...), a secundo jakimś cudem udało mi się zaszczepić w sobie przekonanie, że nie należy innym ludziom psuć komputerów, tylko dlatego, że się umie. Najprawdopodobniej (przy czym tylko zgaduję), chodziło o to, żebym był na odwrót niż ci wszyscy hakierzy, którzy kiedyś tylko psuli, a później się nawrócili i teraz pracują dla wielkich firm komputerowych. Takich opisów było (jest?) pełno w popularnej prasie komputerowej.
Tak czy siak ważne jest to, że, mając parę okazji na włamanie się do różnych systemów (nigdy z użyciem exploitów, zawsze wykorzystując błędy w skryptach na serwerze), nigdy nie wykorzystałem dostępu do psucia czegokolwiek. Zawsze po stwierdzeniu dziury zawiadamiałem admina. Errare humanum est niestety. Mimo, że nigdy nie nadużyłem możliwości nieautoryzowanego dostępu do nieswojego serwera, to jednak, o ironio, nadużyłem uprawnień na serwerze, na którym jestem adminem. Nauczyciel zauważył, że coś mu nie pasuje (to była ważna lekcja odnośnie pewności siebie... bo przecież żaden polski nauczyciel nie może być sprytniejszy ode mnie, co nie?), zaczął podejrzewać, że to drugi admin, ale stwierdził, że nie będzie sprawy drążył (czyli mogło mi się upiec). Następnego dnia poszedłem i się przyznałem. Od tego czasu się pilnuję.

Jaka by była wasza reakcja na trolla, albo script kiddie, który zrobiłby coś złego? No właśnie. A jaka była reakcja nauczyciela? Puścił rzecz płazem. Pewnie dlatego, że jest nauczycielem i lepiej zdaje sobie z pewnych rzeczy sprawę.
Bo faktem jest, że zasady zachowania w internecie mogą być oczywiste dla osoby dorosłej, ale dzieci? Dzieci dlatego są dziećmi, że dopiero się uczą życia w grupie i mają prawo do popełnienia błędów i ulegania presji innych (“on potrafi włamać się sploitem na serwer... nie mogę być gorszy”). Odsyłanie ich na /dev/drzewo bynajmniej im nie pomaga.

Oryginalnie projekt ŻycieWiki (niestety na chwilę obecną trochę opuszczony, ale to się wkrótce zmieni) miał być też dla mnie miejscem do przelania własnych doświadczeń z 'życia' w internecie na wirtualny papier. Parę dni temu z ciekawości pochodziłem trochę po polskich stronach dla programistów gier (i nie chodzi tutaj o środowisko open source) oraz posiedziałem na ichnim kanale ircowym. Przy okazji odwiedziłem happyhacker.org – stronę, która też miała swój udział w mojej edukacji. Młody człowiek może na takich stronach zdobyć wiedzę techniczną (happyhacker próbuje też wychowywać, ale słabo), ale brakuje na nich rzeczy ważniejszej – całej tej otoczki. Szczegółowe zasady zachowania w internecie, rady odnośnie poszerzania własnej wiedzy (włączając w to wiedzę nie tylko stricte informatyczną, ale także np. jak pisać programy, żeby je napisać – link1 i link2 – z irca dowiedziałem się, że spora część dyskutantów nie ukończyła żadnego programu, który zaczęli... skąd ja to znam) i generalnie miliardy rzeczy z których zdanie sobie sprawy zajmuje przeważnie kilka lat. Stronę na którą można by odesłać takiego młodego człowieka w nadziei, że ten się czegoś nauczy. Jeśli starczy mi samozaparcia, to mam zamiar zacząć tworzyć takie teksty na ŻycieWiki (informacje o postępach będą tutaj).

Jedyne co mnie przeraża to fakt, że taka strona, chociażby nie wiem jak dokładna, nie zastąpi bezpośredniego kontaktu. A do organizowania community to ja już się tak jakby nie nadaję (wyznaję zasadę, że nasze środowisko dzieli się na technicznych i resztę (i nie chodzi o to, że reszta się kompletnie nie zna :) i cierpi na chroniczny niedobór owej reszty, gdyż to ona zajmuje się robieniem zlotów, konferencjami i całym tym bajzlem, którym taki honej i antymon się zajmują, a za który ja bym się nawet nie próbował zabierać). Zobaczymy.

Przepraszam za niegramotność tego tekstu, ale to już trzecia wersja w ciągu ostatnich kilku dni (jakoś nie mam weny), a wreszcie chciałem to opublikować.

Z ciekawostek – jak jakiś rok z hakiem temu dotarło do mnie, że przecież nie urwałem się z choinki i zacząłem sobie przypominać (głównie przy pomocy googla) co ja właściwie robiłem w tym internecie jeszcze za czasów podstawówkowych (jak już kiedyś pisałem, praktycznie nic z własnego życia nie zapamiętuję). Okazało, że połowę z ludzi przewijających się w rozpoczętych przeze mnie trollowych wątkach, znam obecnie, poznawszy ich niejako po raz drugi po paru latach. Go figure.

  1. 1. jpc

    Niegłupie i niebanalne.
    Script kiddie nigdy nie byłem. Moze brakowalo mi odwagi? Jako zbawienie przyjalem postawe, ze moge byc ponad to, ze wlamuja sie lamerzy, a potem byłem już dość odważny i zdecydowany, by powiedzieć, że nie robie tego bo nie chce łamać prawa (prawa ustalonego dla wspólnego dobra, nie prawa ogólnie, choć żadnego staram się nie łamać).
    Zaczynanie programow - troche juz ich rozpoczalem i nie skonczylem. Jednakze kilka pchelek udalo mi sie doprowadzic do stanu, który mnie zadowolił. Mam tez jeden taki na oku, który raczej doprowadze do stanu satysfakcjonujacego przyszłego uzytkownika. Nie jest dobrze, ale widze swiatelko w tunelu.
    Grupy? Nie udzielalem sie, a flame'y to coś co tworzyc moge jedynie nieswiadomie (i zdarza mi sie niestety, choc ostanio sie pilnuje). Na usenecie nadal sie nie udzielam. Na mailingach od czasu do czasu. IRCa puscilem kantem jakies pol roku temu, moze jeszcze kiedys wroce.

Adde commentarium: (textile lite)