Tragedia vs. statystyka

Właśnie oglądnąłem byłem Hero. Problematyka generalnie taka sama jak w Diunie (i nie mówię o ekologii :). Moje zdanie jest takie (vide Chiny), że nie ma sensu gnojenia ludzi, którzy jednak robią coś dobrego, tylko dlatego, że nadal spora ilość rzeczy jest tam okdr (np. obozy pracy). Nie da się tego z dnia na dzień zlikwidować, więc lepsza metoda małych kroczków, niż nic. Jeśli obrońcy praw człowieka popsują jakieś rozmowy z takimi np. Chinami, tylko dlatego, że to co mówią, to prawda, to czy to jest dobre? Przypomina mi się "Dzika kaczka" Ibsena.
Z drugiej strony zaś, jest to szczyt hipokryzmu. I nie chodzi mi tutaj o hipokryzm sensu strice, tylko taki głębszy. No bo właściwie kogo obchodzi przetrwanie ludzkości? Mnie nie, bo ja najdalej za kilkadziesiąt lat umrę i będzie mi już wszystko jedno. A skoro ludzkość jako taką mam w nosie, to znaczy, że liczy się tylko i wyłącznie aktualny stan życia ludzi (tzn. nie można stwierdzić, że ludzie w obozach pracy to collateral damage) i gadanie w stylu 'ale przyszłym pokoleniom będzie lepiej' jest funta kłaków warte (bo kogo przyszłe pokolenia obchodzą; liczy się tylko życie ludzi żyjących teraz). No ale znowu powrót do tego, że nie mamy wpływu na tu i teraz (tzn. na chama broniąc praw człowieka można co najwyżej wywołać jakąś wojnę i tyle z tego będzie) i lepszy rydz (przyszłe pokolenia), niż nic. Kwadratura koła. Chociaż... gdyby wszyscy robili jak z tą kaczką, to bym pewnie właśnie odmrażał sobie dupsko w jaskini zastanawiając się, czy te warknięcia dochodzące z pobliskich krzaków, to jest to, co ja nie chcę, żeby to było. Albo, bardziej obrazowo, siedziałbym nadal za żelazną kurtyną (i to taką bardzo żelazną, bo przecież cywilizowany zachód nie może gadać z tymi barbarzyńcami).

Podsumowując krótką bitwę z myślami muszę stwierdzić, że moje poglądy nie uległy zmianie i tak Leto II, jak i Qin Shihuang mieli jak najbardziej słuszność w tym, co robili.

No cóż. Zmęczyłem się myśleniem nad tym, czy rzesze niewinnych ludzi w Chinach są torturowane i zabijane na próżno. Idę się wymyć i ułożyć w swoim cieplutkim, wygodnym łóżku, już sobie wyobrażając jutrzejsze smakowite i syte śniadanie...

  1. 1. ociec

    widzac ze nie masz dzieci, to naparwde jest dziwne, ale jest wiele osob ktorym autentycznie zalezy, aby ich dzieciom bylo lepiej, ja tez u siebie taka postawe obserwuje

  2. 2. mmazur

    Przeszło mi przez głowę, że to jeden z powodów, ale nie wiem dlaczego, już nie napisałem. Insza inszość, że i tak jestem za tym, żeby przyszłym pokoleniom było lepiej, nawet jeśli te mają ponieść koszta.

  3. 3. pik-pok

    Wiem, wiem, czepiam się: s/hipokryzm/hipokryzja/. Z tego co wiem, piszesz niedługo pracę z jęz. polskiego, także miej się na baczności ;)

    Wracając do tematu: myślę że warto się starać, chociażby małymi kamyczkami dorzucać się do bilansu dobra (jakkolwiek by to rozumieć).
    Źle bym się czuł wiedząc że przez moje postępowanie ktoś ma gorzej.
    Może chodzi o jakiś rodzaj przyzwoitości, nie wiem. W każdym razie kiedyś tak nie myślałem i nie pomyślałbym że tak będę myślał. Może to przychodzi z wiekiem?

  4. 4. mmazur

    Była druga w nocy i 10 razy czytałem ten hipokryzm nie do końca rozumiejąc co mi w nim nie pasuje. Bo coś mi nie pasowało :)

  5. 5. jpc

    Najważniejsze, żebyśmy swoimi działaniami czynili dobro. I nie spoczywali nigdy na laurach (jak wielu katolików, łącznie za mną) - zawsze możemy tego dobra czynić więcej.
    A czy Chiny? Naciskajmy jak umiemy, uczciwie, ale na tyle delikatnie, żeby nie doprowadzić do wojny, która może być gorsza od tych obozów pracy. Oczywiście, jeśli obozy się rozbudowuje zamiast zwijać, to wojna może być jedynym wyjściem (trzeba uważać, by nie było tak, jak z Hitlerem)

    Leto II Atryda? Z jednej strony się z nim zgadzam (miał facet wizję), ale z drugiej buntuję, bo nie umiał jej przedstawić, a wielu ludzi doprowadził do cierpienia w imie wizji przyszłości, której w zasadzie nie udało mu się zmaterializować (mimo tego, że był jakoby wszechpotężny i wszechwiedzący).

  6. 6. mmazur

    Erm. Wręcz przeciwnie. Jego wizja polegała na uodpornieniu ludzkości na jakichkolwiek tyranów. I mu się udało.

    No ale kto z normalnych ludzi patrzy na ludzkość w perspektywie paru tysięcy lat? :)

  7. 7. jpc

    Może jestem zbyt mały do jego wizji albo czytałem zbyt dawno. :)

    Człowieka na wskroś przerośniętego przerośnietymi pierwotniakami ciężko nazwać normalnym :P

Adde commentarium: (textile lite)