Cztery razy po dwa razy, osiem razy raz po raz

Wróciłem z weekendu. Sracze były typowo prlowskie. W takich momentach człowiek dziękuje Bogu, że nie jest kobietą (podmiotem nie jest Bóg).

Chyba rozumiem, czemu qboosh się raz na jakiś czas zaszywa w jakiejś puszczy, czy innych górach. Wysiadłszy godzinę temu z samochodu, poczułem się, jakbym wracał z jakiejś odległej planety, w której nie było innych dźwięków poza ptakami (modulo nocne zawodzenie wypitych kolegów). Człek wstawał kiedy chciał (no, prawie, bo jak współlokatorki się zaczęły pałętać, to się już nie dało spać), szedł spać kiedy chciał (no, prawie, bo póki reszta towarzystwa się nie przestała pałętać były lekkie problemy z zaśnięciem) oraz mógł spędzić dowolną ilość czasu na nicnierobieniu i mordowaniu niezliczonych zastępów komarów. Poza tym można było się to spocić pod pościelą, to zamarznąć na kość.
Ale najważniejsza była cisza, czyste powietrze i nicnierobienie. Ja chcę spowrotem.

Z ciekawostek - 190 cm student pierwszego roku informatyki stwierdził, że wolałby być 10 cm krótszy. Powód? Źle mu się przy komputerze siedzi.

Ledwo przyjechałem, brat zrobił od razu wypad z pokoju za denerwowanie mnie. Jak tak sobie pomyślę o tym, jak by było spokojnie, gdybym brata nie miał... ech.

Ależ owszem, czemu nie, rybce też należy sie.

  1. 1. ggodlewski

    Już przy 186 dobrze mi się siedzi.
    Jedynacy mają fajnie.

  2. 2. gozda

    mmazur, czego Ty słuchasz? :)))
    Jak ostatnio uslyszalem ten utworopodobny twór pięćdziesiąty raz tego samego dnia na wycieczce to zwątpiłem.

Adde commentarium: (textile lite)