Złożyłem
Byłem na polibudzie i złożyłem papiury. Dostałem numer 534, a jeszcze jest półtora tygodnia na składanie papierów. W tym tempie wyjdzie jakieś 1500 chętnych na 250 miejsc. Erm. Coś ja to czaaaaaarno widzę. Ciekawym jak to będzie jak już się nie dostanę na te studia. Ilu takich ludzi znacie? (na plus idzie to, że ja się niczym nie martwię :)
A odnośnie samego technicznego przeprowadzania składania papierów, to oczywiście wymagało to rozmawiania z ludźmi. Ojciec mi powiedział, że to w ogóle jest charakterystyczne, że faceci wolą łazić z mapą, a kobiety pytać się o drogę, ale u mnie to jest jeszcze potęgowane geekowatością. No ale tak się złożyło, że akurat czytam książkę na temat obchodzenia się z ludźmi*, więc postanowiłem nową wiedzę zastosować.
Rule 2: Smile.
No. To akurat było proste. Nie jestem pewien, czy mój uśmiech nie wygląda jak uśmiech kogoś normalnego inaczej, ale mam dosyć bogatą mimikę i, lubię uważać że, całkiem niezłe zdolności aktorskie. No więc moja twarz przybrała dosyć radosny wyraz i dzielnie wszedłem do pokoju, do którego miałem wejść. Pani nie tryskała entuzjazmem, ale okazała się zjadliwa, dostałem taki malutki świstek i zostałem odesłany do banku na przeciwko, w celu dokonania opłaty rekrutacyjnej. W drodze do zacząłem się zastanawiać - to przecież powinno cholera mieć formę zlecenia przelewu, czy coś takiego, a nie być tylko wydrukowanym numerem konta bankowego! Ok. Tylko nie wpadać w panikę. Jeśli uda mi się nakłonić panią z banku do bycia pomocną, to powinno być ok.
Rule 6: Make the other person feel important - and do it sincerely.
Trochę naciągane, ale może by się jakoś dało. Hmmm (miałem czas na obmyślenie planu działania, bo przede mną był jakiś zagubiony studencina). Podszedłszy uśmiechnięty powiedziałem coś w stylu "właśnie składam papiery na studia i dostałem taki świstek i krzyżyk na drogę; zapewne pani będzie wiedziała co ja mam z tym zrobić". Podziałało. Zostałem mile obsłużony i to jeszcze z dwoma anegdotycznymi wstawkami. Nieźle. Będę musiał książkę doczytać i starać się toto stosować.
* Żeby zachować resztki dobrego zdania o sobie nie wziąłem się za żadne "stań przed lustrem i powtarzaj, że jest piękny dzień, a ty jesteś zajebistym przystojniakiem", tylko upolowałem klasykę gatunku. Autor urodził się w 1888, a materiały do książki zbierał jeszcze przez WWII, więc nie ryzykowałem, że dostanę jakąś współczesną parapsychologiczną papkę. Jak ktoś zainteresowany, to wystarczy wrzucić Dale Carnegie w googla.
A odnośnie samego technicznego przeprowadzania składania papierów, to oczywiście wymagało to rozmawiania z ludźmi. Ojciec mi powiedział, że to w ogóle jest charakterystyczne, że faceci wolą łazić z mapą, a kobiety pytać się o drogę, ale u mnie to jest jeszcze potęgowane geekowatością. No ale tak się złożyło, że akurat czytam książkę na temat obchodzenia się z ludźmi*, więc postanowiłem nową wiedzę zastosować.
Rule 2: Smile.
No. To akurat było proste. Nie jestem pewien, czy mój uśmiech nie wygląda jak uśmiech kogoś normalnego inaczej, ale mam dosyć bogatą mimikę i, lubię uważać że, całkiem niezłe zdolności aktorskie. No więc moja twarz przybrała dosyć radosny wyraz i dzielnie wszedłem do pokoju, do którego miałem wejść. Pani nie tryskała entuzjazmem, ale okazała się zjadliwa, dostałem taki malutki świstek i zostałem odesłany do banku na przeciwko, w celu dokonania opłaty rekrutacyjnej. W drodze do zacząłem się zastanawiać - to przecież powinno cholera mieć formę zlecenia przelewu, czy coś takiego, a nie być tylko wydrukowanym numerem konta bankowego! Ok. Tylko nie wpadać w panikę. Jeśli uda mi się nakłonić panią z banku do bycia pomocną, to powinno być ok.
Rule 6: Make the other person feel important - and do it sincerely.
Trochę naciągane, ale może by się jakoś dało. Hmmm (miałem czas na obmyślenie planu działania, bo przede mną był jakiś zagubiony studencina). Podszedłszy uśmiechnięty powiedziałem coś w stylu "właśnie składam papiery na studia i dostałem taki świstek i krzyżyk na drogę; zapewne pani będzie wiedziała co ja mam z tym zrobić". Podziałało. Zostałem mile obsłużony i to jeszcze z dwoma anegdotycznymi wstawkami. Nieźle. Będę musiał książkę doczytać i starać się toto stosować.
* Żeby zachować resztki dobrego zdania o sobie nie wziąłem się za żadne "stań przed lustrem i powtarzaj, że jest piękny dzień, a ty jesteś zajebistym przystojniakiem", tylko upolowałem klasykę gatunku. Autor urodził się w 1888, a materiały do książki zbierał jeszcze przez WWII, więc nie ryzykowałem, że dostanę jakąś współczesną parapsychologiczną papkę. Jak ktoś zainteresowany, to wystarczy wrzucić Dale Carnegie w googla.

22 VI 2004 o 00:17:18
Na której polibudzie?
22 VI 2004 o 00:20:30
Tej którą mam pod nosem oczywiście :)
22 VI 2004 o 00:30:30
E, to cię przyjmą. :P
22 VI 2004 o 00:37:00
Zanim doczytałem do końca to chciałem w komentarzu zapytać co to za autor. ;) Sesja skończona, czas coś poczytać..
23 VI 2004 o 19:05:12
No. To masz już za sobą pierwsze spotkanie z "panią z dziekanatu". Teraz to jeszcze miła, bo nie jesteś studentem. :D
25 VI 2004 o 00:31:43
Smiling zaaaaawsze działa a ja stosuję go nawykowo (bez żadnych książek), to rozbraja. Tworzenie z igieł widły i poczucia wyższości innym osobom muszę przetestować, ta strategia może mieć chyba krótkie nogi przy dłuższych spotkaniach jednak... BTW Autor jest starszy odemnie o 100 lat:)