Zlot bocianów

31 VII 2004, 18:35
Zlot pldziarzy w wawie odbył się równo dwa tygodnie temu, ale stwierdziłem, że będę twardy i, w odróżnieniu od roku poprzedniego, jednak jakiś opis zamiszczę. Ostrzegam, że szczegóły mogą się nie zgadzać, ze stanem faktyczmy, ale kogo to obchodzi.

No więc zlot zaczynał się w piątek i miał trwać cały weekend. Pociągi z opola do wawy to finansowy idiotyzm, więc od razu postawiłem na uautobus. Ten niestety odchodził przed piątą rano, więc miałem przed sobą niewiele snu. Zwłaszcza, że chodzę późno spać i wcześniejsze zaśnięcie było niemożliwością (próbowałem). W końcu pojechałem nie pksem, ale odchodzącym 45 minut później prywaciarzem, co jednak nie zrobiło mi większej różnicy z punktu widzenia niewyspania się. Bilet w jedną stronę tylko 30 zł :)

Wysiadka pod pałacem kultury (jak rok temu) i oczekiwanie na gaususa (jak rok temu). Tak jak rok temu nie przyszedł gausus, tylko jego znajomy (aka yeti). Okazało się, że gaususowi zlikwidowali pociąg (i został mnichem :), więc dotrze za godzinę. Z yetim poszlajaliśmy się po empiku (gdzie natrafiliśmy na nawiedzonego pracownika maniaka gier), po czym poszliśmy do gausua. Tam nażarliśmy się bardzo zdrowego żarcia (pizze + cola), poplotkowaliśmy, nawróciliśmy gaususa na kde, po czym udaliśmy się na mimuw.

Znajomy budynek. Wdrapałem się po mimuwianych schodach, patrzę, czy kogoś nie znam. Nikogo. Idę więc do sali, mijając owych nieznanych mi ludzi, a tu jeden nikt, jakaś kobieta, podaje mi dłoń. JEZUSMARIAJAJCUŚ! Zaczął zapuszczać długie włosy i jak dla mnie wyglądał śmiesznie, bom go zawsze widział z krótkimi :).
W sali nic ciekawego się nie działo, różni ludzie gadali o różnych rzeczach, ircowali na #pld, a 'niezrzeszeni" siedzieli i patrzyli (sorry guys, to nie pingiwnaria). Nic ciekawego się nie działo, więc skobi zaprowadziła ludzi do znacznie za małej pizzeri (kelnerki były ładne :), po czym na pola mokotowskie. Standardowe rozmowy, więc nic, co bym akurat zapamiętał.
Pojechaliśmy więcj, tak jak rok wcześniej, z Jajcusiem do domu adamag. Znaczy nie dokładnie tak jak rok wcześniej, bo primo nie było tym razem malekitha (zamiast malekitha miał być z ekipy wrocławskiej arekm, ale mu się nie chciało), a secundo użyliśmy samochodu :). Na miejscu czekał na mnie taki jebutny bernardyn, który nie chciał opuścić miejsca na samochód (dopiero jak mu adam przygrzał światłami po oczach, to się raczył poruszyć), a którego solidnie wygłaskałem. W środku zaś był strasznie zawzięty pekińczyk, który zamienił się w najbardziej kochanego pieska na świecie, jak tylko pani domu dała mi kawałek kiełbasy. Rok wcześniej piesek był cały czas taki kochany, więc się zdziwiłem, że na mnie szczeka. Wtedy do mnie dotarło, że rok wcześniej piesek nas poznał, jak jedliśmy śniadanie :). Pogadaliśmy, pomęczyliśmy się z adamową neostradą (livecd akurat miało skopany sterownik) i poszliśmy się myć (operowanie prysznicem już mi trochę lepiej szło) i spać.

Następnego dnia pobudka, śniadanie, zabawa ze zwierzyńcem i na mimuw. Mieliśmy oryginalnie być bodajże na dziesiątą, później to przeniesiono na jedenastą, ale i tak wszyscy dotarli dopiero koło południa. Planu imprezy nie było, więc wszyscy sobie po prostu gadali. Jak zwykle o stowarzyszeniu, którego nikt i tak pewnie nigdy nie założy (próbowałem wyciągnąć info, kto się ma ochotę tym zająć... zadeklarowało się paru chętnych do pomocy, ale jakiegoś głównego prowodyra niet). Jak się temat wyczerpał, to pozostała kwestia wydania Ac i Th (pld 2.0 i 3.0). Tematem 3.0 zainteresowany nie był nikt, a próbowałem ludzi zachęcić do rozmowy. Zmusiłem ankrego do wypowiedzenia się na ten temat, to stwierdził, że nie ma pomysłów jak to usprawnić (1.0 rodziło się w bólach, 2.0 rodzi się w bólach).
- Czyli co, skoro nikt nie ma pomysłów jak to robić, ani ochoty o tym gadać, to będzie jak sobie wymyślę i inni mogą co najwyżej przytakiwać i sugerować jakieś drobne usprawnienia?
- Tak.
(parafraza z pamięci)
Został temat Ac - stanęło na tym, że trzeba zrobić listę rzeczy, które blokują wydanie. Po zlocie lista została zrobiona. Niedawno havner narzekał na pld-devil-pl, że lista jest, ale coś jej niespecjalnie ubywa.

Po wyczerpaniu tematów na rozmowy - ognisko! Jak zwykle była zabawa z kupowaniem kiełbasek. Banda geeków robiąca quasizbiorowe zakupy w sklepie, to temat sam w sobie. Dzięki bogu w sklepie była już klima, bo rok temu to się upiec szło.
Na samym ognisku standardowo - picie, zabawa z grillem i ogniskiem, wygłupy. No i znowu rozmowy. Z ciekawszych - Władysław Majewski, prezes ISOCu, opowiadał jak wygląda(ło) wprowadzanie poprawek do ustaw informatycznych. Tragedia. Ja wiedziałem, że robienie prawa w demokracjach ssie, ale to dopiero konkretny, bliski mi przykład, zrobił odpowiednie wrażenie. Żałuję, że nie mogłem wysłuchać pełnej prelekcji na ten temat.

Druga rzecz - dowiedziałem się o bardzo interesującym błędzie w poinku. Poink 2.x to lcamtufowy nosuid ping z moimi dodatkami (dostępny tylko w pld). "Pinguje" na zasadzie robienia zwykłego socketowego connecta i sprawdzania jak szybko odpowiedź przyjdzie. Moje pytanie, co za kretyn wymyślił, że taki program może w ogóle mieć dziurę security, niestety pozostało bez odpowiedzi.

Po ognisku wracamy do domu. Trzeba było porozwozić ludzi, więc to chyba z półtorej godziny trwało, zanim dotarliśmy do domu adama (powinno było niecałe pół, biorąc pod uwagę kompletnie puste drogi). Raz zgubiliśmy drogę :) Przy okazji mieliśmy okazję posłuchać trochę gadania napitego havnera. Ja zdecydowanie muszę napisać jakiś dłuższy tekst dla nowych deweloperów o tym, że większość deweloperów nie ma ochoty przy pomocy pld zbawiać świat i nie są źli dlatego, że nie chcą ci pomóc w twoich próbach (sam przez pierwszy rok próbowałem zbawiać świat, więc znam ten ból i wiem jak bezsensowne są to próby... teraz jestem starym zrzędą i mówię, że większość rzeczy się nie uda).

Na miejscu kolacyjka, rozmowy (w tym z ojcem adama), męczenie zwierząt w moim wykonaniu (wredny kot wolał jajcusia :/, ale mi go podali na kolana i jak go ugłaskałem, to zaczął wydawać hiperdźwięki :), prysznic (nooooo... tym razem to już byłem mastah i mi wszystko szprytnie szło!) i spać. Neostrada nadal niedziałająca, więc się Jajcuś przez te 3 dni męczył na gprsie :).

Rano wcześnie wstać, bo na bodajże trzecią mam autobus powrotny, a w międzyczasie jeszcze muszę zupgrejdować gaususowi jeden router do Acze (coby robił za builder athlonowy do 3.0). Śniadanko, samochodzik, i do miasta. Pod gaususowym domkiem pożegnaliśmy z adamem jajcusia, bo ten chciał w miarę szybko do domu wrócić, więc szedł na pociąg i poszliśmy do gaususa. Tam znowu plotkowanie, pizza (wolę tę z kebabem), zabawy komputerem (demo spidermana!) i na autobus. Adam i gausus musieli się upewnić, że się mnie pozbyli, więc mogliśmy sobie jeszcze pomachać przez szybę. Przede mną było 5 godzin wieloosobowego piekarnika. Yeah.

Kóniec.

Na złą drogę zszedłem

30 VII 2004, 11:58
No bo się okazało, że w błędnego rycerza bawić się na arkadii nie da. Mordowanie królików się znudziło, więc zamordowałem kilka npcy, po czym próbowałem zasiec pewnego użytkownika. Ale mi wkopał (uciekłem). Silniejszy skubaniec był. Później znalazłem takiego elfka, który miał na sobie tyle żelastwa, że wyglądał jak puszka. Leźliśmy powoli pewnym bardzo długim traktem niedaleko siebie i zauważyłem, że skubaniec troszku za słaby na te parędziesiąt kilko żelastwa, jakie miał na sobie i co chwilę musiał odpoczywać (takoż ja, ale nie tak często). No to stwierdziłem, że co mi tam, najwyżej mnie skubaniec zasiecze, to powolne łażenie jest nudne. No i tak jakby ledwo mieczem ruszał tak był obciążony. Zamiast to wszystko zrzucić z siebie i uciekać, to zawzięcie wzywał pomocy jakiegoś bardzo bardzo początkującego halflinga. Halfling z uśmiechem na ustach wskazał na swój elementarz (atrybut początkujących) pomocy odmawiając. Przynajmniej jemu. Bo gdy mi uszatek umknął gdzieś obok, a ja byłem trochę zbyt zmachany, by go od razu gonić, niemieszającysięwnic halfling z uśmiecheł wskazał mi palcem w którą stronę uszatek uciekł. To mnie rozbroiło. Uszatek ostatecznie zszedł.

Jeszcze przed wczoraj nigdy bym czegoś takiego nie zrobił... ale znajomi mi skutecznie wybili z głowy bawienie się w 'dobrego'. Niestety arkadia nie jest od tego. No cóż. Skoro dobrym być nie można, to sobie odbiję fakt, żem nigdy muszkom nie wyrywał skrzydełek. DO BOOOOOOJUUUUUUUUUUUUUUUUUU!!!!!!!!!!

Bardzo nie lubię, jak ludzie przeklejają rozmowy z gg na joga

29 VII 2004, 16:45
Ale na szczęście jestem hipokrytą. Poniżej bardzo okrojona wersja. Pozostałe 95% jest nieobciążające mnie jeśli idzie o prokuratora. Wcale.

(15:55:26) a@gg.jabber.kernel.pl: ale ja napewno nie wyglondam na 13
(15:55:50) a@gg.jabber.kernel.pl: i nie zachowuje sie na 13
(15:56:37) a@gg.jabber.kernel.pl: ale jak ja gdzieś jade to mi zawsze mówią że wyglondam na
(15:56:41) a@gg.jabber.kernel.pl: 16-18
(16:01:53) a@gg.jabber.kernel.pl: przesyłaj
(16:02:05) mmazur: http://ep09.pld-linux.org/~mmazur/misc/ja_retuszowany.jpg
(16:02:15) mmazur: Doszło?
(16:02:21) a@gg.jabber.kernel.pl: no
(16:02:54) a@gg.jabber.kernel.pl: hehe
(16:02:59) a@gg.jabber.kernel.pl: staruch z ciebie
(16:09:03) a@gg.jabber.kernel.pl: chodzisz do azteki?? (dyskoteka)
(16:09:17) mmazur: Byłem raz. Zdecydowanie za głośno.
(16:09:23) a@gg.jabber.kernel.pl: nie bez przesady
(16:09:27) a@gg.jabber.kernel.pl: boshe
(16:09:33) a@gg.jabber.kernel.pl: to ja nie wiem co ty robisz
(16:10:29) mmazur: Heh. Nie przypatrzyłaś się temu zdjęciu. W tle widać paru niskich, brzydkich, z brodami i nadwagą. Tak wyglądają typowi informatycy.
(16:10:54) a@gg.jabber.kernel.pl: :/
(16:11:01) a@gg.jabber.kernel.pl: jesteś informatykiem??
(16:11:37) mmazur: A co. Nie wyglądam? :)
(16:11:48) a@gg.jabber.kernel.pl: niee


Jednak nastki się przydają. Do leczenia kompleksów.

(gausus, śliczny jesteś, nie martw się :)

Bij zabij

28 VII 2004, 23:09
Słyszeliście może opinie o tym, że ci co się sieką w mudach, to dlatego, że mają naturę dresa, ale bozia odwagi i/lub mięśni nie dała? To ja tę opinię potwierdzam. Właśnie czytam opisy paru arkadyjczyków, jak to się znęcali (i znęcają) nad owadami, ślimakami i takimi tam. Ech.

U-uuuuuu sialalala

28 VII 2004, 18:10
Nie mam ochoty wziąć się do roboty. Nic mi się nie chce. Od paru dni sobie tylko siedzę i gram w mudy i nic innego nie robię. Przez poprzedni tydzień miałem kilka rzeczy zrobić, ale nic z tego nie zrobiłem. Powiedzmy, że sobie robię wakacje od jakichkolwiek informatycznych rzeczy (w sensie - obowiązków), a jak zakończę wakacje, to wtedy się zajmę tym, czym się zająć mam. O. Wakacje uber alles.

A jednak

27 VII 2004, 21:37
Kursowanie tam i spowrotem na Barsawii się znudziło. Założyłem spowrotem konto na Arkadii i na razie jest ok. Trzy razy oberwałem (w tym dwa razy od npców na tej samej trasie, także wiem, gdzie nie chodzić), a raz wpadłem w przepaść. Wyniosłem się tedy z imperium i poluję sobie na różną drobnicę w lasach pod Novigradem. Wystarcza na treningi, tylko przeszkadza fakt, żem strasznie słaby i mało na raz unieść mogę. Przydało by się trochę expa.

Błoto

26 VII 2004, 16:44
Mud tak właściwie. Coś mnie naszło, żeby się poszlajać po jakimś świecie (akurat trafiłem na pldzianym serwerze q2 na grupę arkadyjczyków). Arkadia odpada, bo z tego co się dowiedziałem, zrobił się z tego kłejk. Bez dwóch słoików ziółek na zmęczenie (coby se łyknąć w trakcie ucieczki), nie ma się co ruszać poza miasto. To ja podziękuję. Przez przypadek się dowiedziałem o Barsawii. Nawet agaran się dał namówić. Póki co jest spokojnie, nikt nikogo nie zaczepia, ja tylko usiekłem jednego królika. Aguś próbuje wyżyć ze zbierania ziółek, ale coś mu to średnio idzie. Nie ma to jak wojaczka :)
Pytanie - jak szybko mi się znudzi. Dwa lata temu z arkadii zrezygnowałem po kilku tygodniach, bo mogłem spędzić przy tym wodolną ilość czasu, a nie chciałem dopuścić do rozwoju uzależnienia. No a poza tym cały czas miałem stresa, czy nie dostanę wpier :)

Problem w tym, że tutaj jest tak z 5 razy mniej osób, niż na arce to raz, a dwa - całość stoi na sdi :). Się obaczy.

Zgrzeszyłem

25 VII 2004, 02:28
No więc kolega mnie wyciągnął w różnych celach na dyskotekę (jednym z głównych celów było to, że jako kierowca (oraz generalnie rzecz biorąc) on nie pił, takoż ja, w przeciwieństwie do całej reszty ferajny... z innymi kierowcami włącznie). No więc na miejscu okazało się, że dyskoteka była wypasiona z miejscami do pogadania, parkietem i w ogóle różnymi bajerami (zbudowanie tego cholerstwa musiało kosztować taaaaaakie ilości kasy). Muzyka? Oczywiście techniawa, umcyk, umcyk, umcyk. Mogłem sobie pooglądać gibiących się ludzi przy akompaniamencie zdecydowanie za głośnej muzyki. Jedną rzeczą, którą od razu zauważyłem, było to, że owa techniawa miała tylko i wyłącznie rytm (takt? Nie znam się na terminologii). A jak wiadomo jeśli chodzi o rytm prawie dowolnej piosenki, to, przynajmniej u mnie, wywołuje on kiwanie głową, palcem u nogi, czy innymi kończynami. Takoż było i tu. Okazało się szybko, że nie byłem sam, gdyż barierki na piętrze nad parkietem były usiane różnymi umcykami, gibiącymi się także w większym, lub mniejszym stopniu. Generalnie rzecz biorąc to się wszyscy gibali (modulo ten człek na wózku, ale primo to on był na wózku, a secundo pił piwo). Skojarzyło mi się z Matrixem (dwa, albo czy) - tam też była taka scena, gdzie wszyscy się gibali przy muzyce z bębnów. No więc stałem ja tak sobie nad tym parkietem, machałem łepetyną, od czasu do czasu wychodziłem na zewnątrz sprawdzić, czy jeszcze mam uszy. Godziny płynęły, ja się coraz bardziej gibałem stojąc oparty o barierki (tak, możecie się zacząć bać, dobrze zgadujecie do czego zmierzam), aż wreszcie zszedłem na dół, stanąłem obok parkietu wśród gibających się ludzi (już bez barierki)... i tak jakby... eeee... jakby to powiedzieć... a później był parkiet... yyyyy... no wiecie... ten tego... to jest tak jakby ja... eeeee...
No generalnie chyba wiecie o co mi chodzi (jakkolwiek możliwe, że wolelibyście nie wiedzieć). Ogólne skutki są takie: w ciągu jakiegoś kwadransa z hakiem zmokłem jak szczur (teraz już wiem, że niektórzy faceci nie ściągali koszulek li tyko po to, by się pochwalić opalonymi torsami), mam cały czas Tymczasowe Upośledzenie Narządu Słuchowego, no i zapewne będę miał zakwasy. A - i jeszcze jedno - owo TUNS (Tymczasowe...) było by jeszcze do zniesienia (fakt, że słyszy się jak przez szybę nie jest aż tak bardzo irytujący), gdyby nie taki bardzo denerwujący ficzer pod tytułem "a jak nie ma żadnych dźwięków to będziesz człecze za swe grzechy słyszał szumy i piski". Kolega mnie uprzedzał w samochodzie "powrotnym", że tak będzie, ale nie chciałem mu wtedy wierzyć. Crap. Ciekawym jak mi się będzie zasypiało, gdy kompletna cisza będzie mi szumiała i piszczała w uszach.

Żeby nie było - kiwanie się do taktu przy pomocy całego ciała, a zwłaszcza podskakiwanie, jest całkiem przyjemne. Podskakiwanie jest proste, problem jest co robić z rękami. Ideałem jest pełna synchronizacja ruchów z taktem, ale o ile w przypadku nóg jest to wręcz banalne, o tyle robienie takiego nagłego start/stop przy pomocy rąk, to już wyższa szkoła jazdy. Możliwe, że będzie mi dane jeszcze nad tym popracować. A może nie.

I już kompletnie na koniec - primo 90% efektu takiej masy gibających się ludzi polega na tym cholernym migającym świetle (wtedy dowolny ruch wygląda strasznie schizowo), secundo głośność tej całej imprezy jest jednak mocno irytująca, tertio alkohol najprawdopodobniej zdecydowanie pomaga przy podjęciu decyzji na temat wyjścia na środek parkietu i pokazywania jak to się nie umie gibać oraz quatro (?)... hmmm... miałem jeszcze jakieś spostrzeżenie, ale zapomniałem. Dobranoc.

Brum brum

23 VII 2004, 02:37
Dzisiaj przez pół dnia robiłem za szofera. Jeździ się całkiem całkiem. Dziadek stwierdził, że coraz częściej sobie oglada widoczki, zamiast kontrolować moją jazdę, co najwyraźniej oznacza, że nawet podświadomie nie ma już zastrzeżeń. Git. Wyprzedzanie słabym autem ssie :/

Z dźwiękiem u sąsiadki mogę sobie właściwie dać spokój. Skoro ani sterownik ossowy, ani alsowy nie działają, to ja tu chyba jednak nic nie poradzę. Windowsy to the rescue (jaja to będą, jak się okaże, że to sprzętowo coś jest skopane i tylko w pizdu czasu niepotrzebnie straciłem :).
Instalacja hotpluga u mnie natomiast spowodowała, że się różne rzeczy przerzuciły z emulacji ossa na alsę. Skutek taki, że działa mi tylko lewy głośnik. P...iiiii alsa.

Hehe

22 VII 2004, 01:35
A windows powiedział, żebym się poszedł pier... Stage II instalacji xp nie zadziałało ze względu na to, że nie potrafi się odpalić z dysku. No i spowrotem leci instalka linuksa. A odnośnie tego dźwięku, to pogrzebałem trochę w driverach i parę uwag - primo jest to jakiś nowy revision tego chipsetu, który nie jest uwzględniony w alsie. Secundo jest to jakiś dziwny typ kości, który też nie jest uwzględniony w jajku. Pokombinuję z pewnymi ustawieniami drviera, a jak nie pomoże, to będzie trzeba mocniej pozmieniać ten sterownik. W czym trasznie przeszkadza fakt, że nie jestem go w stanie nawet porządnie skompilować (2.6 ma jakiś dziwny sposób budowania driverów).

Baj baj pld

21 VII 2004, 18:21
Właśnie się u sąsiadki instalują windowsy xp. Okazuje się, że błąd z dźwiękiem jest znany, ale nikt go jeszcze od półtora roku nie upolował. Przygotowałem sobie poprawiony trochę modulik, który może by jednak zadziałał... ale instalator jajka robi jeszcze jakieś dziwne operacje na modułach (tzn. nie są to czyste pliki object) i ni chuja nie wiem co to ma być. A że nie będę siedział niewiadomo ile nad tym, więc lecą windowsy. Oczywiście miny nie były zbyt radosne, jak stwierdziłem, że tuxracer i tuxpaint idą papa, no ale dźwięk ważniejszy.

Trochę też mnie gryzie fakt, że straciłem okazję poprawienia jakiegoś drivera jądrowego, no ale. Nie można mieć wszystkiego. Będą inne okazje (ewentualnie sobie na jakimś livecd u nich pokombinuję :).

Robota

20 VII 2004, 12:59
Wczoraj mi matka (i dziadek) zasugerowali, żeby pooglądał oferty pracy w lokalnej gazecie, bo jest tam 'poszukiwany administrator sieci'. No to siedziałem przez pół dnia i pisałem cv (tutaj buziaki dla majaki, za podesłanie mi źródeł swojego cv w texu, dzięki czemu teraz przynajmniej umiem mniej więcej się tym posługiwać) po czym o godzinie drugiej w nocy owo cv wysłałem. Rano ("rano", gdy się chodzi o drugiej spać) mnie obudził telefon, żeby się za godzinę zjawić w siedzibie firmy. Zjawiłem się, pogadaliśmy sobie, poopowiadałem o różnych rzeczach, potłumaczyłem, że to wszystko groźnie brzmi, ale jest dosyć proste właściwie rzecz biorąc. Naciskał mnie na podanie kwoty, to mu zasoliłem 2kzł. Stwierdził, że trochę przydużo jak na pierwszą pracę, ale co tam... jeśli mam zrezygnować z dziennych, to musi mi się to opłacać! Generalnie stwierdził, że my sobie jeszcze pogadamy i że rekrutacja trwa kilka dni, a ja w ogóle jestem The Chosen One, że zechciał ze mną od razu pogadać. No cóż. We'll see. Jeśli rzeczywiście mi da jakąś fajną ofertę, to będę miał zgryz :/

Uuu

19 VII 2004, 16:46
Wczoraj wróciłem ze zlotu pldziarzy. Pełna relacja później. Na razie widać ożywienie jeśli chodzi o wydawanie pld 2.0. Ale czy coś z tego wyniknie to nie wiem (scedowanie funkcji release managera przeze mnie pół roku temu właśnie miało na celu owo ożywienie).

I jeszcze jedno

15 VII 2004, 18:09
W tej wawie to pewnie będzie lało. Pieprzony środek lata kurwa.

Popierdolona Linuksowa Dystrybucja

15 VII 2004, 18:02
Czemu instalować sąsiadce pld, a nie windowsa? Ano ze względu na to, iż ja się będę tym musiał zajmować, więc lepiej będzie, jeśli to będzie pld, gdyż gdyby to był windows, a coś by nie działało, albo się popsuło, to traciłbym pewnie chore ilości czasu na reinstalkę całego systemu. Tyle teorii. Praktyka jest taka, że gdybym instalował windowsy, to bym miał chodzący system wczoraj po południu, a nie dzisiaj po południu. A i tak nie wszystko działa.

Po pierwsze primo: straciłem idiotyczne ilości czasu na użeranie się z dri. No ale tak to jest, że w pld trzeba się znać na tym co się robi, albo umieć używać strace'a. Następnym razem przynajmniej będę przygotowany od strony teoretycznej :)

Po drugie primo: jest problem z dhcp. Ideałem było by, gdybym przy starcie systemu próbował przez parę sekund odpalić interfejs, a jeśli mu się nie uda, to zwracał 'no niestety' do parenta, a sam się chował w background i spokojnie czekał, aż ktoś włoży kabel. Oczywiście żaden z testowanych przeze mnie (trzech) klientów dhcp takiej funkcjonalności nie oferował. Skończyło się ręcznym dłubaniem, które powoduje, że klient dhcp nie czeka minuty, tylko 5 sekund, po czym bootowanie może spokojnie iść dalej. Problem w tym, że po włożeniu wtyczki (nie będzie mnie przy instalacji interneta, bo będę w DC) nie mogłem nic innego poradzić, jak restart. No bo jej nie powiem, żeby się zalogowała na roota i odpaliła z palca co trzeba.

Trzecie primo: dźwięk. Kurwa mać. Jebana alsa! Pierdolony arts! HWD SDLowi!
Alsa: wykrywamy dźwiękówkę? Wykrywamy. Przynajmniej tak zeznaje alsamixer. No to co teraz? Ano teraz emulacja ossa, bo z doświadczenia wiem, że przez emulację ossa lepiej chodzi. Gówno. Emulacja ossa nic nie daje. Kmix nie widzi urządzenia. No nieee, coś nie tak, instalujemy alsaplayer żeby spróbować jak to idzie przez gołą alsę. Idzie i owszem. Tyle, że gówno słychać. A pierdolę to, nie wiem, może samo się naprawi. Zobaczę w poniedziałek.
No to na razie dźwięku nie ma, ale to oczywiście nie przeszkadza SDLowi wypierdalać wszystkich gierek bez podania wyraźnego powodu. To może spróbujemy wyłączyć artsa, bo pewnie on bruździ. Chuj. Nic nie pomaga.
chmod a-x /usr/bin/artsd
Ha! Problemy znikły były. Dźwięku nie ma w ogóle, ale przynajmniej gierki działają. Rwa mać. Nienawidzę obsługi dźwięku pod linuksem.

Do tego doszły oczywiście spore ilości różnych upierdliwych drobiazgów o których się zapomina, jeśli się na pld desktopu przez dłuższy czas nie stawia. Mam dość.

Z (też niespecjalnie) milszych rzeczy: dzisiaj mi wreszcie łóżko przywieźli. Duże bydle. Skręcałem skubańca przez ponad dwie godziny :/ I się nim nie nacieszę, bo jutro 5:35 autobus do wawy.
A odnośnie tej wawy, to mam już opiekuna, który mnie odbierze spod pajaca i będziemy się geeczyć, aż do spotkania na mimuwie. Gausus, you're my hero.

Over and out till monday.

Ha!

14 VII 2004, 18:47
Rok temu do wawy jechałem pksem (wypasionym autokarem, nie powiem) za 40zł. Dzisiaj się dowiedziałem (z dwóch niezależnych źródeł), że za 30zł mogę pojechać jeszcze bardziej wypasionym prywaciarzem. I to na dodatek 45 minut później, niż ten cholerny pks (5:35)! Nie będę takim strasznym zombie :) No i jako super bonus powrót też jest afaik później, niż pks, więc nie będę musiał się urywać za wcześnie.

A komputer sąsiadki przyszedł. Właśnie leci instalka pld. Nie zwróciłem wcześniej uwagi, ale to nie jest nvidia, tylko ati radeon 9200. Ze sterów nvidii jestem bardzo zadowolony, wszystko działa jak trzeba, ale mam obawy odnośnie tego ati. Ktoś wie jak to działa z xfree4.4 i jajkiem 2.6.5?
Teraz jeszcze trzeba się pomodlić w intencji działającego sterownika alsy do tego czegoś, co jest tam zainstalowane. No i żeby wszystko odpowiadało jej potrzebom, bo jeśli się skończy windowsem, to ja się posiekam. Strasznie się boję, że to będzie miało 5 milionów wirusów po paru miesiącach używania i nie będzie innego wyjścia jak reinstalować.

Uuuu. Kabelek do serial ata. Jeszczem takiego nie widział. Ech, że też taki sprzęt się pójdzie zmarnować, a ja się muszę tłuc na moim duronie 600 :/

A właśnie - jakie macie doświadczenia z odtwarzaniem dvdków pod linuksem? No bo właścicielce bardzo na tym zależy. Xine, czy mplayer (tylko pamiętać o polskim, klikanoidiocianym międzymordziu)?

Tyle rzeczy na raz. Jeszczem nie adminował systemem dla normalnego, kompletnie niegeekowatego użytkownika. Wyzwanie!

Nieźle

14 VII 2004, 01:12
Wreszcie malowanie skończone. Mój pokój nawet ładnie wygląda, a kolor szafranowy (dla facetów: żółto-pomarańczowo-czerwony) powoduje, że jest w nim cholernie jasno. Jedyne czego mi brakuje, to łóżko. Dzisiaj poszedłem zamówić łóżko z nadzieją, że mi je jeszcze dzisiaj przywiozą. Łóżko 700 kredytów (auć; ale poprzednie miało trzydzieści parę lat) będzie... w czwartek. Do tego czasu muszę się męczyć na amerykance (in case, gdyby to słowo było jakimś lokalizmem: fotel rozkładany do spania, ale nie z tych szerokich, tylko gabarytowo normalny fotel - skutkuje to tym, że śpi się jak w trumnie).

Jutro (dzisiaj) obiad u dziadków i instalacja systemu u sąsiadki (PLD jak zwykle się nie instaluje hehehe). Pojutrze... w sumie pojutrze nic. A w piątek o piątej rano autobus do wawy (zlot pldziarzy się przez weekend będzie odbywał). W wawie będę kole jedenastej... impreza na mimuwie zaczyna się o siedemnastej... Hmmm. Ktoś ma jakieś pomysły co ja mam robić przez ten czas?
Miły, bez nałogów (CZEKOLADA. CZEKOLADA JEST DOBRA), lekko pryszczaty, prawie bez nadwagi i bez okularów (znaczy... całkowicie bez okularów) mmazur poszukuje opiekuna na kilka godzin w DC. Opiekun ma obowiązek odstawić mmazura na mimuw o zadanej godzinie. Wykorzystywanie mmazura do niecnych celów surowo wzbronione. Do ofert prosimy załączać referencje i zaświadczenie o niekaralności.

Grrrrr

11 VII 2004, 23:07
Mam po dziurki w nosie tego remontu. Właśnie siedzę w przedpokoju, komputer z monitorem leżą na podłodze, a ja się muszę streszczać, bo mi kark powoli zaczyna odpadać (matka stwierdziła, że mnie pogło z tym komputerem). Na dodatek na mojej świeżo wymalowanej ścianie widać prześwitujące placki starej tapety (stara tapeta była mocno 3d i widać wzorek). I jest to tylko i wyłącznie wina mojej tępej rodzicielki, bo jej się wydawało, że farba to jest cholerna zaprawa murarska i pokryje nierówności. Jeszcze na mnie wrzeszczała, jak zdzierałem tapetę. Grrr.

A z ciekawszych rzeczy - przez przypadek trafiłem na książkę "Samotny rejs 'Opty'" Leonida Teligi. Chodzi o pierwszego polaka, który przepłynął przez atlantyk jednoosobowo i w ogóle dużo się napływał. Wstęp był napisany przez jego brata i była tam zawarta taka minibiografia z opisem ciekawszych rzeczy, które Lolek robił. Ojapierdolę, czego tam nie było. WW II jako lotnik, piechur i co tam jeszcze, korespondent PAP w Rzymie, Fenian (Korea), jakieś wschodnie częśći Europy. Dżizas. A na dodatek płodny pisarz, poliglota (ileśtam języków znał), wiersze pisał, artykuły i nawet po śmierci jakieś włoskie pismo poetyckie o nim wspomniało (bo jak się nauczył włoskiego, to mu się strasznie tenże do pisania wierszy spodobał). Jeden z tych ludzi, o których się pisze parotomowe biografie.
Już na początku książki jest takie stwierdzenie, że 'on też był na wojnie, więc znał wartość życia'. Hmmm. Jak się czyta o życiu kogoś takiego, to człowiek sobie zdaje sprawę, że sam właściwie nie robi niczego ciekawego. Ja spędzam sporo czasu przy komputerze, w tenże sposób mam zamiar zarabiać, i ja to lubię. Ale to nie jest życie. Trzeba mieć jakieś inne zainteresowania, pasje. Z opisu tego rejsu wynika, że sam bardzo chętnie bym się na takowy wybrał. Ładne krajobrazy, człek jest sam przez dłuższy czas (a ja bardzo lubię być raz na jakiś czas sam). Tyle, że dla mnie to jest równoważne z harakiri, bo bym się utopił. Ot brak samozaparcia na takie rzeczy. Nie wiem, będę sobie musiał coś w tym stylu wymyślić. Tyle że dla mnie takie rzeczy powinny mieć 'sam' w opisie, a tu nie ameryka, żeby sobie pospacerować po lesie przez parę dni. Fok. Będę miał takie samo nieinteresujące życie jak wiecznie marudzący zgoda. Jedyny ratunek, to się wziąć i zakochać :/

Hmmm

11 VII 2004, 00:39
Niestety mój hackteam lider nie pojawił się o umówionej godzinie, więc z mojego hackowania nici. Spróbowałem to jakoś nadrobić i trochę mocno przytrollowałem (fakt, że miałem trochę szczęścia). Wnioski są chyba niezbyt zaskakujące. Otóż, pomijając notorycznych abuserów, większość ludzi, którzy rzeczywiście coś na tych komputerach potrafią zrobić jest, a przynajmniej stara się być, porządna. Prymitywna analiza wykazuje, że jeśli już się jest w jakimś 'teamie' (co jednak podbudowuje ego), to na zewnątrz chce się wyglądać 'czysto' (co jeszcze bardziej podbudowuje ego). Jeśli zdarzy się coś nabroić, to przeważnie po cichu w gronie znajomych.
Niby nic odkrywczego (bo w ten sposób działa całe społeczeństwo :), ale jednak muszę zrewidować trochę poglądy. Do tej pory na wszystkich mających coś wspólnego z czymkolwiek mającym 'hack' w nazwie patrzyłem wilkiem. Teraz chyba postaram się przestać.

(ktoś ma jakieś doświadczenia z hakerami mroku? :)

1/2

10 VII 2004, 20:52
Siedzę obecnie w swoim pokoju przed komputerem. Problem w tym, że nie ma połowy mebli, a monitor stoi na stole kuchennym. Jest to cholernie niewygodne, bo się gryzoń obok klawiatury nie mieści. Hmm. Problem rozwiązany przy pomocy długiego atlasu świata :)
Co nie zmienia faktu, że i tak jest niewygodnie.

W każdym razie plan był taki, że dzisiaj opróżniamy pokój i robimy pierwsze malowanie (farba gruntująca), a jutro drugie malowanie i ponowne napełnianie pokoju meblami (w międzyczasie odpadła moja trzydziestoparoletnia wersalka, bo i tak w planach kupno nowej, a ta tylko kurz zbiera). Skończyło się tym, że udało się tylko opróżnić pokój. Nikt farby nawet nie dotknął. Hehe. Całe malowanie spada na jutro, a w domu bajzel jak jasna cholera. Oryginalnie matka chciała od razu malować jeszcze drugi pokój w ten sam sposób, ale coś mi się wydaje, że ilość roboty jaka jest wymagana, skutecznie jej ten pomysł wybije z głowy :). Oby.

Buuuu

10 VII 2004, 15:24
Właśnie wywaliłem kilkadziesiąt numerów Secret Service :/
Somebody shoooooooooot meeeeeeeeeeeeeeee.

Grrrr

10 VII 2004, 13:30
Pierw sufit w łazience, wczoraj w kuchni. Dzisiaj i jutro cały mój pokój (ze ścianami włącznie) idą do przemalowania. Oznacza to ekstradycję komputera, także przez najbliższe dwa dni pewnie więcej mnie nie będzie, jak będę.
mmazur out

Już mi się przypomniało

09 VII 2004, 14:36
Do dyspozycji pld będzie builder ia64 (w tasku) i ppc64 (w icmie). Serce mi się kraje, ale nie ma się tym kto zająć :/ Nikt z deweloperów pld nie będzie tego używał (bo za drogie i nieopłacalne), czyli nikt się tym nie interesuje. Ble. I nawet jeśli bym się poświęcił i to przygotował, to nie wygląda jakby miało to jakiś sens. Po prostu nikt tego nie będzie kupował. Niestety nie mamy przerostu kadry jak debian.

A. Mój homesite ma pagerank równy siódmemucieciowi! (5/10). Ciekawym, czy kiedyś dobiję do 6/10 jak linuxnews.pl :)

Jestem polistudentem

09 VII 2004, 14:27
Nic wielkiego, tylko Polibuda Opolska, ale ważne, że się dostałem. Coś mi ta nauka za łatwo idzie, nigdy się nie uczę, a zawsze się dostaję stopień wyżej. W każdym razie miałem ponad 20 punktów zapasu, co tylko świadczy o poziomie tejże placówki :). Z pobieżnej analizy listy przyjęć wynika, że wszystkie kobiety, jakie próbowały szczęścia na kierunku informatyka, się nie zakwalifikowały. Fuck. To ja już wolałem liceum :)

Będąc jakieś 10 metrów od budynku polibudy ze zdziwieniem stwierdziłem, że przyspieszyło mi tętno. Ha! Wreszcie jakaś reakcja!

Znowu coś miałem napisać, ale zapomniałem.

Ojciec

09 VII 2004, 01:15
Wczoraj przyjechał (i dzisiaj pojechał) ojciec mojego brata (nie mój). Brat ma lat cztery, a ojca nie widział... eeee... prawie cztery lata. Ojciec ów bratowy działa matce na nerwy, no ale chciał, to się z synem zobaczył. Przynajmniej miałem święty spokój, bo się nim zajmował cały czas. Prawdziwy święty spokój będę jednak miał, gdy go weźmie na dwa tygodnie do siebie. Aaaale będzie spokój.

Dzisiaj trochę poszoferowałem i nasunął mi się jeden wniosek - po dziesięciu miesiącach od dostania prawka wreszcie jestem pełnosprawnym kierowcą. Nie zastanawiam się nad techniczną stroną operowania autem i np. głównym moim zajęciem przy startowaniu z zielonego światła jest jak najszybsze manewrowanie skrzynią biegów w celu skrócenia czasu startu (to jest Deóóó Tico, więc nie można nadrabiać mocą silnika). Zrobiłem już sporo ponad 1000 km. Ha! Teraz została mi już tylko optymalizacja różnych czynności (na przykład ten w/w start) i dopracowywanie różnych corner cases (optymalizacja przyspieszenia przy wyprzedzaniu; nabranie doświadczenia w kwestii kiedy wyprzedzać, a kiedy nie i w ogóle dużo drobiazgów). Ale jak już nie trzeba się aż tak bardzo skupiać na samej jeździe, to żaden problem, żeby się za te mniej ważne rzeczy zabrać. Trochę jak quake2, gdzie podstawą są zdolności manualne i sporo czasu spędza się tylko na dopieszczaniu poszczególnych umiejętności (tak, wiem, fajne porównanie :).

A tak w ogóle to bredzę trochę i idę spać. Miałem o czymś napisać, ale nie pamiętam o czym.

A właśnie. Gausus znowu wyleciał z nową maszynką, a mianowicie ppc64 (g5, bodajże 2gramu, dwa procki, maszynka, że ja pierdolę) i o ile nie ma komu robić pld na ppc64, o tyle można by tego używać jako buildera dla normalnego pepece. Problem w tym, że skądś trzeba wziąć bootstrap. I tu gausus pogrzebany :/

Będę hackerem

06 VII 2004, 13:08
Przy okazji bawienia się javą w przeglądarce (btw: zauważyliście, że, oprócz czatów internetowych, nic z tego teraz nie korzysta?) trafiła mi się niepowtarzalna okazja zostania hackerem w nowotworzonym teamie hackerskim. Gwiazdka to za pół roku, ale przecież nie mogłem sobie odpuścić :). Po krótkiej ankiecie na mój temat i jednym pytanku kompetencyjnym dostałem mail team lidera (zdałem!). Trzeba było sobie szybko jakieś nowe personalia stworzyć, ale z tym nie było większych problemów. W każdym razie mam wyznaczoną datę spotkania na ircu (zapewne w więĸszym gronie). Jestem wręcz przekonany, że cała ta sytuacja dostarczy mi sporo rozrywki (także prosimy nie odchodzić od przeglądarek, bo zapewne będę tutaj umieszczał co ciekawsze relacje). Mam tylko jeden potencjalny zgryz - a co ja mam zrobić jeśli dzieci się rzeczywiście gdzieś włamią? Ja im aktywnie pomagać w tym nie mam najmniejszego zamiaru, ale jeśli przy pierwszej okazji im nawrzucam, to równie dobrze mogę sobie w ogóle całą zabawę odpuścić, jako stratę czasu. Hmmm. Coś się wymyśli (jakieś sugestie?).
A. "Spotkanie" jest w sobotę, więc jeśli ktoś będzie pamiętał, to proszę mi przypomnieć, bo jest spora szansa, że ja o tym zapomnę. Trza by się za jakimś organizerem rozglądnąć. Kdepim - here I come!

A wracając do javy: czat onetu nie działa pod konquerorem natomiast pod mozillą i owszem (ale się strasznie gryzie z nawigacją klawiaturową tejże; po wyłączeniu jest znośnie). Natomiast czat czaterii działa jak trzeba także pod konqiem, ale niestety nie działają pliterki (znaczy - nie można wpisywać). I to jest zdecydowanie wina głupiej javy :/

Wszystko dla innych Niemiec!

03 VII 2004, 16:12
"08/15" miało coś w rodzaju happy endu. "Fabryka oficerów" niespecjalnie :/

Hehe

01 VII 2004, 15:30
Dzisiaj na siódmymcieciu jest info o debianie na kernelu frizbi. A mi się wczoraj wreszcie udało zbudować rpma z cvsu najnowszego :). I działa półnapół. Wiem w czym babol, ale niestety nie wiem gdzie on jest i jak go naprawić. Pewnie się wreszcie ruszę i to zdebuguję.
« prev | next »