Grrrrr

Mam po dziurki w nosie tego remontu. Właśnie siedzę w przedpokoju, komputer z monitorem leżą na podłodze, a ja się muszę streszczać, bo mi kark powoli zaczyna odpadać (matka stwierdziła, że mnie pogło z tym komputerem). Na dodatek na mojej świeżo wymalowanej ścianie widać prześwitujące placki starej tapety (stara tapeta była mocno 3d i widać wzorek). I jest to tylko i wyłącznie wina mojej tępej rodzicielki, bo jej się wydawało, że farba to jest cholerna zaprawa murarska i pokryje nierówności. Jeszcze na mnie wrzeszczała, jak zdzierałem tapetę. Grrr.

A z ciekawszych rzeczy - przez przypadek trafiłem na książkę "Samotny rejs 'Opty'" Leonida Teligi. Chodzi o pierwszego polaka, który przepłynął przez atlantyk jednoosobowo i w ogóle dużo się napływał. Wstęp był napisany przez jego brata i była tam zawarta taka minibiografia z opisem ciekawszych rzeczy, które Lolek robił. Ojapierdolę, czego tam nie było. WW II jako lotnik, piechur i co tam jeszcze, korespondent PAP w Rzymie, Fenian (Korea), jakieś wschodnie częśći Europy. Dżizas. A na dodatek płodny pisarz, poliglota (ileśtam języków znał), wiersze pisał, artykuły i nawet po śmierci jakieś włoskie pismo poetyckie o nim wspomniało (bo jak się nauczył włoskiego, to mu się strasznie tenże do pisania wierszy spodobał). Jeden z tych ludzi, o których się pisze parotomowe biografie.
Już na początku książki jest takie stwierdzenie, że 'on też był na wojnie, więc znał wartość życia'. Hmmm. Jak się czyta o życiu kogoś takiego, to człowiek sobie zdaje sprawę, że sam właściwie nie robi niczego ciekawego. Ja spędzam sporo czasu przy komputerze, w tenże sposób mam zamiar zarabiać, i ja to lubię. Ale to nie jest życie. Trzeba mieć jakieś inne zainteresowania, pasje. Z opisu tego rejsu wynika, że sam bardzo chętnie bym się na takowy wybrał. Ładne krajobrazy, człek jest sam przez dłuższy czas (a ja bardzo lubię być raz na jakiś czas sam). Tyle, że dla mnie to jest równoważne z harakiri, bo bym się utopił. Ot brak samozaparcia na takie rzeczy. Nie wiem, będę sobie musiał coś w tym stylu wymyślić. Tyle że dla mnie takie rzeczy powinny mieć 'sam' w opisie, a tu nie ameryka, żeby sobie pospacerować po lesie przez parę dni. Fok. Będę miał takie samo nieinteresujące życie jak wiecznie marudzący zgoda. Jedyny ratunek, to się wziąć i zakochać :/

  1. 1. pawelk

    Umiejętność pływania wpław może się przydać jedynie przy żegludze śródlądowej.

    Po wypadnięciu za burtę przy stanie morza przy jakim zwykło się wypadać za burtę niepomoże Ci nawet najbardziej żółty z żółtych czepków. Jeśli ktoś na jachcie zauważy jak wypadałeś to po 5-10 sekunadch straci cię z oczu (albo po 2 sekundach jeśli się odwróci żeby złapać za koło ratunkowe lub zawołać załogę z pod pokładu). Szanse na odnalezienie Cię sa minimalne. Szanse na to, że utrzymasz się na powierzchni przez kilka minut jeszcze mniejsze (o ile wczesniej nie zalożyłeś pasów ratunkowych - ale oczywiścnie nie założyłeś ich bo wychodziłeś na pokład pracować a nie wypadać za burtę).

    Ale jeśli przestrega się naprawde elementarnych zasad niejest prosto znależć się za burtą. Naprawdę. Chyba że Cię tak zemdli przy wydalaniu śniadanie/obiadu/kolacji/cokolwiek nieopatrznie zjadłeś że sam się wypniesz z szelek lub niebędzie Ci się chciało wpiąć.

    Zresztą w samotnym rejsie umiejętność pływania nipomoże Ci nawet przy spokojnym morzu - no bo nawet tych 2-3 wezłów z ktrymi płynie jacht nie masz szansy osiągnąć. No chyba że byś wpadł w porcie...

  2. 2. Jajcus

    "Moją przygodą" była samotna podróż autostopem po Polsce. Kilka pól namiotowych, dwa festiwale rockowe, kupa poznanych (ale później już nigdy nie spotkanych) ludzi, kradzież wszystkiego co miałem (namiotu, śpiwora, plecaka z zawarością). Fajnie było (no może, poza kradzieżą...), ale się skończyło... teraz żyję pod pantoflem żonki... i też jest mi dobrze :)
    W każdym razie wyprawę autostopem polecam.

  3. 3. Vrok

    O Telidze teraz w każdej podstawówce polskiej uczą. :)

    btw. http://82.210.142.45/gallery_final/listauthors.php?author_desc=18

Adde commentarium: (textile lite)