Zgrzeszyłem
No więc kolega mnie wyciągnął w różnych celach na dyskotekę (jednym z głównych celów było to, że jako kierowca (oraz generalnie rzecz biorąc) on nie pił, takoż ja, w przeciwieństwie do całej reszty ferajny... z innymi kierowcami włącznie). No więc na miejscu okazało się, że dyskoteka była wypasiona z miejscami do pogadania, parkietem i w ogóle różnymi bajerami (zbudowanie tego cholerstwa musiało kosztować taaaaaakie ilości kasy). Muzyka? Oczywiście techniawa, umcyk, umcyk, umcyk. Mogłem sobie pooglądać gibiących się ludzi przy akompaniamencie zdecydowanie za głośnej muzyki. Jedną rzeczą, którą od razu zauważyłem, było to, że owa techniawa miała tylko i wyłącznie rytm (takt? Nie znam się na terminologii). A jak wiadomo jeśli chodzi o rytm prawie dowolnej piosenki, to, przynajmniej u mnie, wywołuje on kiwanie głową, palcem u nogi, czy innymi kończynami. Takoż było i tu. Okazało się szybko, że nie byłem sam, gdyż barierki na piętrze nad parkietem były usiane różnymi umcykami, gibiącymi się także w większym, lub mniejszym stopniu. Generalnie rzecz biorąc to się wszyscy gibali (modulo ten człek na wózku, ale primo to on był na wózku, a secundo pił piwo). Skojarzyło mi się z Matrixem (dwa, albo czy) - tam też była taka scena, gdzie wszyscy się gibali przy muzyce z bębnów. No więc stałem ja tak sobie nad tym parkietem, machałem łepetyną, od czasu do czasu wychodziłem na zewnątrz sprawdzić, czy jeszcze mam uszy. Godziny płynęły, ja się coraz bardziej gibałem stojąc oparty o barierki (tak, możecie się zacząć bać, dobrze zgadujecie do czego zmierzam), aż wreszcie zszedłem na dół, stanąłem obok parkietu wśród gibających się ludzi (już bez barierki)... i tak jakby... eeee... jakby to powiedzieć... a później był parkiet... yyyyy... no wiecie... ten tego... to jest tak jakby ja... eeeee...
No generalnie chyba wiecie o co mi chodzi (jakkolwiek możliwe, że wolelibyście nie wiedzieć). Ogólne skutki są takie: w ciągu jakiegoś kwadransa z hakiem zmokłem jak szczur (teraz już wiem, że niektórzy faceci nie ściągali koszulek li tyko po to, by się pochwalić opalonymi torsami), mam cały czas Tymczasowe Upośledzenie Narządu Słuchowego, no i zapewne będę miał zakwasy. A - i jeszcze jedno - owo TUNS (Tymczasowe...) było by jeszcze do zniesienia (fakt, że słyszy się jak przez szybę nie jest aż tak bardzo irytujący), gdyby nie taki bardzo denerwujący ficzer pod tytułem "a jak nie ma żadnych dźwięków to będziesz człecze za swe grzechy słyszał szumy i piski". Kolega mnie uprzedzał w samochodzie "powrotnym", że tak będzie, ale nie chciałem mu wtedy wierzyć. Crap. Ciekawym jak mi się będzie zasypiało, gdy kompletna cisza będzie mi szumiała i piszczała w uszach.
Żeby nie było - kiwanie się do taktu przy pomocy całego ciała, a zwłaszcza podskakiwanie, jest całkiem przyjemne. Podskakiwanie jest proste, problem jest co robić z rękami. Ideałem jest pełna synchronizacja ruchów z taktem, ale o ile w przypadku nóg jest to wręcz banalne, o tyle robienie takiego nagłego start/stop przy pomocy rąk, to już wyższa szkoła jazdy. Możliwe, że będzie mi dane jeszcze nad tym popracować. A może nie.
I już kompletnie na koniec - primo 90% efektu takiej masy gibających się ludzi polega na tym cholernym migającym świetle (wtedy dowolny ruch wygląda strasznie schizowo), secundo głośność tej całej imprezy jest jednak mocno irytująca, tertio alkohol najprawdopodobniej zdecydowanie pomaga przy podjęciu decyzji na temat wyjścia na środek parkietu i pokazywania jak to się nie umie gibać oraz quatro (?)... hmmm... miałem jeszcze jakieś spostrzeżenie, ale zapomniałem. Dobranoc.
No generalnie chyba wiecie o co mi chodzi (jakkolwiek możliwe, że wolelibyście nie wiedzieć). Ogólne skutki są takie: w ciągu jakiegoś kwadransa z hakiem zmokłem jak szczur (teraz już wiem, że niektórzy faceci nie ściągali koszulek li tyko po to, by się pochwalić opalonymi torsami), mam cały czas Tymczasowe Upośledzenie Narządu Słuchowego, no i zapewne będę miał zakwasy. A - i jeszcze jedno - owo TUNS (Tymczasowe...) było by jeszcze do zniesienia (fakt, że słyszy się jak przez szybę nie jest aż tak bardzo irytujący), gdyby nie taki bardzo denerwujący ficzer pod tytułem "a jak nie ma żadnych dźwięków to będziesz człecze za swe grzechy słyszał szumy i piski". Kolega mnie uprzedzał w samochodzie "powrotnym", że tak będzie, ale nie chciałem mu wtedy wierzyć. Crap. Ciekawym jak mi się będzie zasypiało, gdy kompletna cisza będzie mi szumiała i piszczała w uszach.
Żeby nie było - kiwanie się do taktu przy pomocy całego ciała, a zwłaszcza podskakiwanie, jest całkiem przyjemne. Podskakiwanie jest proste, problem jest co robić z rękami. Ideałem jest pełna synchronizacja ruchów z taktem, ale o ile w przypadku nóg jest to wręcz banalne, o tyle robienie takiego nagłego start/stop przy pomocy rąk, to już wyższa szkoła jazdy. Możliwe, że będzie mi dane jeszcze nad tym popracować. A może nie.
I już kompletnie na koniec - primo 90% efektu takiej masy gibających się ludzi polega na tym cholernym migającym świetle (wtedy dowolny ruch wygląda strasznie schizowo), secundo głośność tej całej imprezy jest jednak mocno irytująca, tertio alkohol najprawdopodobniej zdecydowanie pomaga przy podjęciu decyzji na temat wyjścia na środek parkietu i pokazywania jak to się nie umie gibać oraz quatro (?)... hmmm... miałem jeszcze jakieś spostrzeżenie, ale zapomniałem. Dobranoc.

25 VII 2004 o 03:05:53
Fuj.
// fixxxer
25 VII 2004 o 10:25:20
Hmmm to doprawdy zastanawiające. Sądzilam ze informatycy to wysocy chudzi ludzie, najczęściej potrzebujący drugich par oczu (potrzebowaliby i drugiej pary rąk, bo zwylke mają dwa komputery no i dziewczyne w tle!. Chodzą w duuuużych wyciagniętych swetrach (niezależnie od okazji) i używają narzecza któro brzmi gorzej niż lapoński (jest taki jezyk?). Tak wyglądają Ci których znam. Jak Ty wyglądasz? Co do językowego narzędzia to chyba się nie pomyliłam (bo te osy i buldogi dla mnie to ciągle tajemnica; musze poprosić Karola to mi wyjaśni). Nie dziwi mnie również brak synchronizacja kończyn dolnych i górnych. Gdyby komputery byly podobne do maszyn do szycia albo tych śmiesznych instrumentów muzycznych (kurcze zapomnialąm nazwy, ale jeszcze ja napiszę)to używając rąk musialbyś używać nóg. A tak technika wszystko zepsuła... Co do walorów estetycznych tego zajścia (tych hmmm koszulek) to zgadzam się z poprzednikiem.
25 VII 2004 o 11:47:37
http://ep09.pld-linux.org/~mmazur/misc/ja_nieretuszowany.jpg http://ep09.pld-linux.org/~mmazur/misc/ja_retuszowany.jpg
Odnośnie informatyków, to nie ma czegoś takiego jak jednorodna klasyfikacja. Jedyne co można stwierdzić, to to, że 90% ma różnorodne wady fizyczne, bądź jest nudna jak flaki z olejem przy bezpośredniej rozmowie (i to bynajmniej nie chodzi o sam informatyczny temat, tylko sposób rozmowy... informatyk informatyka też jest w stanie zanudzić na śmierć, natomiast wystarczy tylko trochę pouważać na trudne słowa, żeby laikowi też coś wytłumaczyć... bo jak mówię takim, że nie będę tłumaczył, bo to strasznie techniczne, to się na mnie oburzają i mnie zmuszają do tłumaczenia niewytłumaczalnego).
Odnośnie poprzednika, to on jest szatanistycznym facetem, więc bym się zaczął mieć na baczność przy nim, gdyby na wspomnienie o nagich torsach męskich nie powiedział 'fuj'.
25 VII 2004 o 12:29:35
hmmm do której z grup Ty się zaliczasz? Tej co ma wady fizyczne czy tej nudnej "jak flaki z olejem"? I w ogóle nic nie jest niewytlumaczalne. Zważywszy że odbiorca Twojego komunikatu ma większy iloraz inteligencji niż królik (ja mam i mam królika wiec wiem co mówię!)I jestem laikiem i owszem ale ponieważ Ty jesteś informatykiem więc jesteś laikiem w mojej dziedzinie! Ha!
25 VII 2004 o 12:32:48
Aha! co do poprzednika zdecydowanie mam sie na baczności (choć nie stoje na baczność, a czy można sie mieć na baczności siedząc? A może trzeba stać? Jak myślisz?)
25 VII 2004 o 12:44:00
Heh. Masz zdjęcia, sama oceń.
Odnośnie niewytłumaczalności, to był skrót myślowy - nie da się wytłumaczyć w kilku zdaniach pewnych zagadnień. Jako ekspert w dziedzinie laictwa, w przeciwieństwie do mojego laictwa w dziedzinie bycia laikiem, chyba przyznasz mi rację.
25 VII 2004 o 13:26:52
Jako laik w dziedzinie w której Ty nie jesteś laikiem laickie "masz zdjecia" brzmi bardzo nielaicko. Ale Ty jako laik w dziedzinie w której ja zkolei laikiem nie jestem osiągasz znaczne (jak to powiedzieć, tj. napisać)komparatystyczne emulacje (użyłam Twojego słowa i zrobilam to świadomie i zupelnie nielaicko!!!) No i to miał być komplement. Oczywiście. Czekam na nowy komentarz, by móc go laicko skomentować (jutro bo mój net raz jest a raz nie). A, i mam nadzieję że zakwasy rozkwasily się. (znowu nie wiem czy mogą sie rozkwasić, ale skoro to zakwasy?)
25 VII 2004 o 13:30:04
A i mam laickie pytanie z Twojej nielaickiej dziedziny (bo może to jeszcze przeczytasz). Czy możesz mi powiedzieć czemu Ciebie podkreśla a mnie nie? Czy to ma związek z jakąkolwiek formą szowinizmu (co do płci albo laizmu)?
25 VII 2004 o 13:33:49
Staram się was zrozumieć i nadal nie rozumiem. Co wy macie do techno?! Może przydałby się krótki wykład na temat używalności techno.
Pierwsze primo, techno nie jest muzyką do słuchania, tzn. można je słuchać, ale tylko w określonych okolicznościach takich jak:
- impreza
- w celu całkowitego odmóżdżemia (potrzeba taka może zajść po całym dniu pracy/nauki )
Drugie primo, techno należy słuchać możliwie głośno po to aby:
- poczuć drżenie nóg/bębęnków usznych/rąk wywołane basami
- aby zapomnieć o reszcie świata i skupić się na punkie trzecim, czyli
Techno nie służy tańczeniu, tylko wcześniej wspomnianemu gibaniu, objawia się to kontrolowanymi, na pierwszy rzut oka, ruchami kończyn i całego ciała. Gibanie wymusza działanie w pojedynkę ergo nie nadaje się do tańca ( czy też gibania w tym wypadku) w parach ( co jest chyba oczywiste ).
Wnioski: techno nadaje się na typowe imprezy, służące oderwaniu się od rzeczywistości i dobrej zabawie ( efekt faktycznie jest wzmagany niewielką ilością alkoholu,lecz w późniejszym etapie imprezy rzeczony alkohol może być powodem wystawienia nas na pośmiewisko, więc nie polecam przesadzać :) )
25 VII 2004 o 13:42:56
A ja nie rozumiem o co chodzi Tobie bo my tu nie o techno ale o zupełnie czym innym rozmawiamy! Czy przykleiłeś swój komentarz we wlaściwe miejsce? I co to za "wy"?! I nie musisz NAS przekonywać, bo my już swoje wiemy! I po pierwsze primo techno i muzyka niewiele mają wspólnego! Jazzu sobie posłuchaj to zrozumiesz! A po drugie to nie ma drugiego primo! Ha!
25 VII 2004 o 13:50:04
Tyle, że ja nie nawiązywałem wcale do waszej (czytaj Kasi i mmazura) rozmowy, tylko o ogólnycm stosunku ludzi do techno. Cięszę się, że ciebie nie trzeba do tego przekonywać, ale czy możesz mówić to w imieniu wszystkich ludzi? To, że dla ciebie to oczywiste nie znaczy wcale, że tak jest dla wszystkich. Możesz po prostu zignorować ten dopisek, wcale mnie to nie urazi, uwierz :).
25 VII 2004 o 14:38:19
Mnie podkreśla, a ciebie nie, bo ja jestem joggerowiec (tzn. mam tutaj konto) i system mnie rozpoznaje (co daje m.in. to, że jestem automatycznie powiadamiany o nowych komentarzach do wpisów, które śledzę). Ot dobrodziejstwa techniki.
Odnośnie techno, to specjalnie omijałem słowa 'muzyka' i 'taniec'. Ja nie umiem tańczyć, ale gibać się do taktu, to może każdy. I zapewne o to chodzi. Mi się osobiście całkiem podobało. Ot taki rodzaj sportu (pochodna aerobiku zapewne). Poza tym bardzo przydatne dla ludzi, którzy nie wyglądają jak Apollo.
Ale rzecz, która mi się nie podobała, to właśnie głośność tej muzyki. Nic by jej się nie stało, gdyby była trochę cichsza. Generalnie rzecz biorąc to ja dbam o swój narząd słuchu, i jeśli mam ten efekt słyszenia-przez-szybę, to znaczy, że mojemu narządowi się to nie podobało ergo było to niezbyt zdrowe. A mój narząd ma mi jeszcze długo służyć.
Odnośnie tych moich zdjęć, to nie rozumiem zdania. Takoż nie rozumiem pojęcia 'komparatystyczne emulacje'. Co do zakwasów, to są, ale w mięśniach odpowiadających za hiphopanie w górę i w dół, więc mi to nie przeszkadza, bo się nie hiphopam. Bardziej przeszkadza podrażnienie skóry na stopach (przy hiphopaniu głównie używa się tego kawałĸa skóry poniżej dużego palca na stopach).
Hmmmm. A tak właściwie, to kim ty jesteś Katarzyno, boś się nagle pojawiła, a ja jestem przyzwyczajony, że moje wypociny czytają albo różni joggerowicze (co widać po podkreśleniu :), bądź też moi znajomi.
25 VII 2004 o 14:47:07
Belkot warning! No i jeszcze wannabe-psycholog warning.
A co do techno: nie istnieje jakas `nagonka' na ten rodzaj muzyki[1], po prostu wsrod ludzi mniej lub bardziej zwiazanymi z komputerami nie cieszy sie ono specjalna popularnoscia. Z moich obserwacji wynika ze dominuja tu wszelkie okolice rocka.
TypowyInformatyk(TM)(R)(C)(E330)(/etc) sie nie `giba'. W czasie gdy NormalniLudzie[2] sie gibaja on, popijajac $NAPOJ_KOFEINOWY, stara sie przyspieszyc wlasnie wymyslony przez siebie algorytm o kolejne 0.01%, jednoczesnie zmniejszajac zapotrzebowanie na pamiec.
A to, ze nie wszyscy informatycy (szczegolnie nie ci, prowadzacy joggi) kwalifikuja sie do okreslenia mianem TypowyInformatyk(TM)(R)(C)(E330)(/etc) to juz zupelnie inna bajka.
Dziekuje za uwage.
PS. a teraz, zeby utrzymac ton powyzszych komentarzy wstawie troche wykrzyknikow i pytajnikow: ?!,?,!?,!!!,??,!?.
[1] tak, wiem ze to nie jest muzyka, ale nie umiem wymyslic lepszego okreslenia.
[2] tzn. ci, ktorzy okreslaja informatykow jako tych, ktorzy `nie maja zycia'.
25 VII 2004 o 16:11:37
Moje "fuj" dotyczyło tańca, tudzież gibania się, a nie męskich torsów. W końcu sam też posiadam takowy tors, a jeszcze nie jest ze mną tak źle, żeby fujać m.in. na siebie. ;)
// fixxxer
25 VII 2004 o 16:40:05
>> A co do techno: nie istnieje jakas `nagonka' na ten rodzaj
>> muzyki[1], po prostu wsrod ludzi mniej lub bardziej
>> zwiazanymi z komputerami nie cieszy sie ono specjalna
>> popularnoscia. Z moich obserwacji wynika ze dominuja tu
>> wszelkie okolice rocka.
Czy jedno wyklucza drugie ? Ja na ten przykład słucham jednego i drugiego.
Co do głośności muzyki, to też zgadzam się, że dejoty z lokali mocno przesadzają. Rozumiem, że ma być głośno i wyraźnie, ale aż tak ?! Ciekawe po co oni podkręcają głóśność na fulla, w końcu sami są przy tym, a nie słuchają tak muzyki raz na 2 tygodnie, tylko kilka razy w tygodniu. Dziwne....
Kolej na wizerunek informatyka. To, że dużo geeków wygląda, hmmm, powiedzmy niespecjalnie ( i wcale nie chodzi mi tutaj o urodę, tylko o sposób zachowania ), wcale nie ozacza, że oni CHCĄ tacy być. Mówię oczywiście tylko o sobie, ale nie wydaje mi się, żeby ktoś pragnął być nielubiany i odepchnięty na margines. Jakiś czas temu tak zdecydowałem no i cóż... jeśli wpadniesz między wrony, kracz jak i one...Oczywiście, nie zacząłem pić na potęgę i podrywać każdą napotkaną dziewczynę :) Ale powoli, powoli staje się, normalny (?!)(nie, żebym wcześniej był psychopatą, chociaż moja mama twierdzi inaczej... ;))
26 VII 2004 o 00:38:32
Cały bajer techno polega na głośności i gibaniu. Taka odmiana ćpania. ;) Podobnie jest (stety/niestety) z ciężkim rockiem, a także w zasadzie z każdym innym rodzajem muzyki (,,monumentalna'' klasyczna też pod to podpada). Sam nie wiem do końca co o tym myśleć.
Na razie na dyskotekach nie bywam, ale kto wie, czy to się nie zmieni? :)
26 VII 2004 o 08:27:34
Mnie kiedyś też kumple wyciągneli na taką imprezę. To było straszne. Ta "muzyka" to paskudztwo którego po prostu nie jestem w stanie znieść. Próbowałem się odmóżczyć i gibać, ale nie dało rady. Zbytnio jestem do swojego umysłu przywiązany, a on protestował. Nie pojechałem na Noc Linuksożerców tylko dlatego, ze ktoś napisał, że tam coś takiego będzie grane. Po prostu zamiast dobrze sie bawić bym cierpiał i pewnie szybko się z imprezy ulotnił. Linuks i ciekawi ludzie nic by nie pomogli.
Nie mam nic przeciwko gibaniu się. Ale przy muzyce! Przy rocku mogę poszaleć, poskakać, pokiwać się. Przy dobrym rocku po prostu odpływam. Właściwie nie musi być rock, ale po prostu dobra muzyka (wiem subiektywne określenie, ale trudno mi to sprecyzować) -- nawet czasami pojedyncze jakieś kawałki muzyki "dyskotekowej" czy techno, ale nie to umc-umc dup-dup lecące w kółko przez kilka godzin!
26 VII 2004 o 10:40:01
Mi się jakoś udało odmóżdżyć. Miałem tylko krótkie chwile świadomości przy okazji wymyślania w jaki to dziwny sposób, by tu jeszcze poskakać. Jak teraz o tym swoim skakaniu myślę, to chętnie bym się poszedł zastrzelić, no ale. Było, minęło.
Odnośnie samej muzyki, to ja jej bynajmniej nie słuchałem, ona mi tylko wybijała rytm. Gdyby była trochę cichsza, to w ogóle nie musiałbym na nią zwracać uwagi. I było by git.
Nawiasem mówiąc znajomy się mnie pytał jak mi się podobało. Stwierdziłem, że jest to jakiś sposób spędzania wolnego czasu, ale raczej raz na jakiś czas.
26 VII 2004 o 10:53:46
Piszesz jakbyś miał wyżuty sumienia z powodu skakania. Skakanie jest OK. Sam uwielbiam poszaleć na koncercie czy "rockotece" (oj, jak dawno na czymś takim nie byłem) i nie widzę w tym nic złego, czy wstydliwego. Jedyne co we współczesnych dyskotekach (czy jak się te imprezy zowią) mi się nie podoba, to muzyka.
26 VII 2004 o 12:54:34
Po prostu większośc muzy, którą grają w takich klubach z techno ma niewiele wspólnego, house jest muzą do głośnego słuchania i totalnie odmóżdzoną. Przy "porządnym" techno wcale nie trzeba nic mocno odkręcać by odpłynąć, gibanie wychodzi nawet przy niskim poziomie głośności a jak się nie uważa to można nawet często odpłynąć bez dodatku używek w stylu alkohol/dragi. A co do tego, że informatycy lubią rocka - to taka muza przy której czuje się jak coś się rozlatuje - pomaga nie wyrzucić monitora za okno po kolejnej godzinie spędzonej nad szukaniem zagubionego średnika w kodzie :P
26 VII 2004 o 12:57:59
Wyrzuty sumienia? Nie. Tylko jak sobie teraz przypominam to swoje gibanie, to mi się wydaje strasznie... głupie. W życiu mi się nie zdarzyło, żebym stał na jakimś parkiecie i wykonywał dziwne ruchy.
26 VII 2004 o 13:06:15
Pociesz się, że dla większości ludzi równie dziwne wydają się ciągi znaków jakie codziennie wystukujemy na klawiaturze ;-)
26 VII 2004 o 13:09:46
[rock vs. techno]
>> Czy jedno wyklucza drugie ? Ja na ten przykład
>> słucham jednego i drugiego.
Nie wyklucza, ale przynajmniej w moim otoczeniu (dosc geekowskim, przyznaje...) niewielu ludzi toleruje techno.
Co do wizerunku geeka, faktycznie raczej nie o wyglad chodzi ale o tzw. `social skills' [1]. Geek zazwyczaj nie potrafi prowadzic rozmowy `o niczym' - jesli sie odzywa to po to by przekazac jakas konretna informacje, po jej przekazaniu milknie. Czesto geekowie sa specjalistami tylko w swojej (waskiej) dziedzinie, stad tez maja o czym rozmawiac jedynie z bardza waskim kregiem osob. Wystepuja tez geekowie-erudyci, ale ci z kolei widza powiazania miedzy tak odleglymi tematami, ze NormalniLudzie za nimi nie nadazaja i szufladkuja jako `przemadrzalcow'.
A czy geekowie chca takiego zycia, czy nie - nie wiem, nigdy z rzadnym na ten temat nie rozmawialem. Moge napisac jedynie o sobie. Otoz nie znam `innego zycia', wiec nie mam skali porownawczej, obecne nie jest jakos specjalnie uciazliwe wiec chyba tak zostanie.
Niektorzy geekowie sie zmieniaja i staja NormalnymiLudzmi, to chyba dobrze, nie widze w tym nic zlego. Nie rozumiem tez tonu notatki mmazura - zdobywanie nowych doswiadczen, nawet jesli okupione pewnymi niedogonosciami (uszy!) jest dobre, choc czesto trudne.
[1] znacie jakis zgrabny odpowiednik po polsku?
26 VII 2004 o 13:12:18
Czuje się geekiem, ale nie wydaje mi się, bym miał więcej problemów (w tym dotyczących komunikacji międzyludzkiej), niż NormalniLudzie(TM). Raczej odwrotnie...
26 VII 2004 o 13:31:36
Jaicus ma racje. Dziwne jest to to co dla nas obce. Cieszę sie że wywołaliśmy tu prawdziwą dyskusję i to na poziomie! A jeszcze bardziej się cieszę, ze są tu milośnicy innej muzyki, nie techno. Niepodoba mi sie okreslenie "odmóżdżyć". Jest stanowczo nacechowane pejoratywnie. Jak sądzicie? W końcu "odwarszawić" to opuścić W-wę, więc odmóżdżdzyć to.... sami wiecie. Z drugiej storny odwarszawić nie musi oznaczać zamkniętego powrotu do W-wy. Ale czy można odzyskać mózg?
26 VII 2004 o 13:37:06
Ciekawe, czy gdzieś (w tej Twojej wirtualnej przestreni) jesteś dziś mmazur? I dziekuje za wyjaśnienie podkreślania. Co do zdjęc (i tu znowu zabłysnę kompletnym laicyzmem)"masz zobacz" brzmi tak jakbyś stał na wyciągniecie ręki i podawał mi album. Hmmm dla mnie to raczej skomplikowane, więc gdybyś mógł jaśniej, to bylabym wdzięczna. Chyba. Na pewno. Jak chcesz.
26 VII 2004 o 13:54:52
I jeszcze coś. Pojawiając sie zakłociłam Twoje przyzwyczajenia, ale nie jest mi z tego powodu przykro, nawet nie będąc joggerowiczem (tak sie to odmienia? i czy w ogóle można z tego robić kalkę językową?). Pojawianie łączy się ze znikaniem więc zawsze mogę zniknąć, zwłaszcza jeżeli moja tu i teraz netowa egzystencja bardzo Ci doskwiera.
Hiphopanie musi być fajne. Nieważne jak się wtedy wygląda. Lubie robić fajne rzeczy, inne. Więc moze też sie pohiphopam. Można hiphopać sie w domu? Sądzę, że odpowiednio sie hiphopiąc może dojść do "komparatystycznych emulacji" (choć poprzednio chodziło mi o co innego bo kontekst hiphopania to zmienia) czyli do porównawczego położenia. A położenie wiaże sie z kolei z jakąś częścią ciała (wszystko jedno jaką, zależy na ktorej się leży)a ciało z narządem. Ciesze się zatem, że dbasz "o swój narząd" który ma Ci jeszcze "długo slużyć". Pozdrawiam.
26 VII 2004 o 14:38:15
Hehe. Odmóżdżenie w przypadku geeka jest jak najbardziej pożądane i bynajmniej nie ma pejoratywnego znaczenia. Jeśli dostało się w genetycznym spadku niezłą inteligencję i jeszcze jej się używa dla zarabiania oraz dla zabawy, to uporczywe analizowanie każdej sytuacji jest dosyć upierdliwe. Jeśli znajomy coś do mnie mówi, to ja zawsze rozważam możliwość, czy nie kłamie, etc.etc. Jestem paranoikiem? Nie - po prostu automatycznie sprawdzam wszystkie możliwości. Dlatego też (przynajmniej w moim przypadku) siedzenie sobie gdzieś i patrzenie na ludzi, czy na cokolwiek innego, ale nie zastanawianie się nad tym co się widzi, jest bardzo przyjemne. Mogę tak siedzieć godzinami i obserwować w ogóle nie myśląc. I to jest Dobre (tm). Takoż było z tym gibaniem się, ale nie do końca, bo jednak przy próbowaniu nowych ruchów zawsze odzywało się 'zarazsięwydurnię' oraz 'jaktozrobićżebydobrzewyglądało', a później 'apieprzęto'. Takie chwilowe odzyskiwanie świadomości trochę przeszkadzało.
Co do komunikacji i geeków. Rzeczywiście naturalne jest komunikowanie się w celu przekazywania informacji, ale gadanie o niczym traktuję osobiście jako wyzwanie i jeśli mam ochotę to staram się podtrzymać konwersację. Ot takie ćwiczenie. Powinno być przydatne. Inna sprawa, że wbrew pozorom my też rozmawiamy o niczym, ale takim bardziej konkretnym niczym i przeważnie lepiej nam to idzie przy pomocy internetu :)
A co do zdjęć, to... no cóż... to jest w sporej części blog techniczny i tacy też są jego czytelnicy :)
No więc musisz skopiować o tę linijkę:
http://ep09.pld-linux.org/~mmazur/misc/ja_retuszowany.jpg
po czym wkleić ją do przeglądarki (w to miejsce gdzie się np. wpisuje www.onet.pl). Po chwili powinna się pojawić moja facjata w stylu Neo.
Odnośnie zakłócenia moich przyzwyczajeń, to nie mam nic przeciwko. Białkowcy są bardzo fajni, bo się człowiek uczy obcować z nimi obcując z nimi, a umiejętność obcowania z nimi jest jak najbardziej pożądaną cechą.
26 VII 2004 o 14:57:39
Wracając jeszcze do wypowiedzi mmazura nt. 'zarazsięwydurnię' , 'jaktozrobićżebydobrzewyglądało', dobrze jest stosować starą sprawdzoną technikę "kopiuj i wklej" :) Jak to mój kolega kiedyś określił jest to taniec przez antagonizmy, obserwóje się najbardziej roztańczoną osobę na parkiecie, a następnie powiela się odwrotnie jej ruchy. Po kilku godzinach (nauka czynności manualnych przychodzi mi z wiellkiim trudem vel. jazda samochodem ) opanowujemy technikę 'niewyróżniamsięztłumu'. Tadam.
Potrolluje jeszcze troszkę. Nie wyobrażam sobie tańca przy rocku. Rozumiem słuchać, to jest Dobre(stollen tm), ale tańczyć?!? Blaaahh.
26 VII 2004 o 14:59:01
Tam się afaik nie tańczy, tylko podskakuje i macha długimi kudłami (które sobie JezusMariaJajcuś znowu zapuszcza). Takie trochę inne hiphopanie.
26 VII 2004 o 14:59:47
Arghh, moja polski nie być dobra... obserwUje to każdego dnia...
26 VII 2004 o 15:20:09
Hmmm o niczym? I to bardziej konkretnym niczym... Czyli o czym? Albo o czyim niczym? Czy to w ogóle oznacza że jest jakieś wspólne cic? (a może nico?)a tak w ogóle to jak Ty mnie nazwałeś? Białkowcem? To od białka? i czy powinnam się obrazić i zamilknąć na wieki? Nie negując Twojej, otrzymanej w spadku, genetycznej inteligencji, śmiem twierdzić że też mi jej nie brakuje. I to zapewne dlatego mozemy rozmawiać i "troche bardziej konkretnym niczym". A ono zawsze może sie ukonkretnić. :)
26 VII 2004 o 16:01:49
No konkretne nic, to jest np. gdzie idziesz, co będziesz robił, jak ci leci w pracy (przy założeniu, że rzeczywiście mnie to interesuje). Kompletne nic, to jest 'jaka fajna dzisiaj pogoda'.
Białkowiec natomiast to taka potoczna nazwa nadana zwykłym śmiertelnikom przez geeków :) Nic obraźliwego o ile mi wiadomo :)
26 VII 2004 o 16:10:43
To niekonkretne nic to funkcja fatyczna. Językowa funkcja wypowiedzi. Bialkowiec to coś diametralnie, biegunowo innego niż geek. Prawda? A skoro to geecy (wytłumacz mi prosze etymologię tej nazwy)nadali nazwę "białkowcom" i nazywają ich "zwykłymi śmiertelnikami", to znaczy ze bycie geekiem jest nobilitujace, a białkowcem nie. I sprawa jest prosta.
26 VII 2004 o 16:16:35
I w ogóle gdybyś napisal coś nowego to nie musiałabym tak daleko sięgać wstecz żeby napisać komentarz. Co Ty na to? Może coś o ... pogodzie? U mnie wlaśnie chmury się oburzyły i strasznie pada. Niebo nie jest niebne ale jakieś dziwnie warstwowe. Brrr i zimno bryyy i szaro i buro i mokro. Więc może nie o pogodzie.
Nie wygladasz na fana muzyki techno. Odetchnęłąm z ulgą.:)
26 VII 2004 o 16:21:33
Nobilitujące? Oczywiście. Nie widziałaś na filmach, jak to się włamujemy do pentagonu i takich tam? :)
A na poważnie - każdy sposób leczenia kompleksów dobry. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że tak geek, jak nerd, to (afaik) (oryginalnie) pejoratywne określenia. A, że się w dobie nowych technologii okazało, że takie nietowarzyskie osobniki zaczęły zarabiać ciężką kasę i ją wydawać, to i się podejście zmieniło. Zresztą to temat sam w sobie, a ja też nie jestem jakoś specjalnie kompetentny.
Co do nowego wpisu, to się niedługo takowy zrobi.
26 VII 2004 o 16:29:40
Czekam
26 VII 2004 o 17:45:54
axquan: A od czego Twoim zdaniem wzięła się nazwa "rock and roll", jeżeli nie od tańca?
26 VII 2004 o 18:21:01
axquan: nie mylić rocka z metalem. ;) Ogólnie ,,tańczenie'' techno jest dużo prostsze niż tańczenie rock&rolla. Podobnie jest z rock&rollem i np. walcem. Ludzie zawsze dążyli do uproszczeń, aczkolwiek dla mnie techniawka to już lekka przesada...
26 VII 2004 o 19:56:20
Tak po prawdzie, kiedy piszę rock mam na myśli hard rocka, a nie rock&roll, ale chyba trzeba będzie to przepisać do nowego wątku... :)
27 VII 2004 o 21:01:16
jajcus: "The very name, rock’n’roll, was a euphemism for sexual intercourse."
27 VII 2004 o 21:06:29
Anonim: W takim razie Rock&Roll podoba mi się jeszcze bardziej ;-)
29 VII 2004 o 09:38:07
Do "Wstyd Się Przedstawić":
"Geek zazwyczaj nie potrafi prowadzic rozmowy `o niczym' - jesli sie odzywa to po to by przekazac jakas konretna informacje, po jej przekazaniu milknie"
To nie jest domena geeków, a mężczyzn. Mężczyzna prowadzi rozmowę, aby przekazać lub zdobyć jakieś informacje. Kobieta prowadzi rozmowę, żeby sobie pogadać. Stąd "nieporozumienia" w stosunkach damsko-męskich, że facet jest nudny, nic nie mówi, a jak mówi to krótko i często nudno. Z drugiej strony wygląda to tak, że kobiety mówią, mówią i skończyć nie mogą. Takie nic nieznaczące blablabla, skończyć nie mogą. Oburzają się, kiedy ich konwersant nie daje się wciągać w tę gierkę. Otrzymuje plakietkę nudziarza. Uzasadniłem teraz wyjścia plotkarskie kobiet i spotkania piwkowe mężczyzn? ;>
Co do geeków - może u nich to po prostu jest bardziej nasilone?
29 VII 2004 o 10:48:15
jack: U mnie jest odwrotnie. Ja jestem gadatliwy, a od niej nie mogę często słowa wyciągnąc... ;]
Najzwyczajniej chyba nie ma reguł i nie ma co ich szukać. :)
29 VII 2004 o 11:18:23
O. Właśnie. Jack ma rację. Trzeba też brać pod uwagę 'kobiety są z marsa, a faceci z wenus'. Jednym z przykładów zacytowanych mi przez mojego ojca jest fakt, że facet przeważnie woli łazić z mapą, a kobieta pytać o drogę. To odnośnie tego, która płeć ma większą ochotę na rozmowy.
Do tego dochodzą przypadkowo spotkani ludzie, z którymi można zawsze pogadać. Przeważnie są to stare kobiety.
29 VII 2004 o 11:19:16
Bo starych mężczyzn, to można znaleźć na cmentarzu... :D
31 VII 2004 o 15:43:04
No tak, bo kobiety żyją dłużej od mężczyzn, a szczególnie wdowy :)
29 XI 2004 o 16:48:17
Jajcuś:
> ale nie to umc-umc dup-dup lecące w kółko przez
> kilka godzin!
Gwarantuję, że klimat Nocy Linuksożerców nie ma nic wspólnego
z umc, umc.
03 III 2005 o 23:33:11
tech... tech... ttttfffuuuu
21 III 2005 o 18:37:02
Moze mi ktos podac stronke albo cos takiego, co zrobic z rekoma na dysce! Jestem poczatkujacy i nie wiem co z nimi zrobic! Niech ktos poda jakis artykul z przykladami, jakis style! NAJLEPIEJ NA MAILA! Z gory dzieki!
11 VII 2005 o 12:09:53
kwdjkjfxnletv
l.fdkj
11 VII 2005 o 12:09:54
kwdjkjfxnletv
l.fdkj