Zlot bocianów

Zlot pldziarzy w wawie odbył się równo dwa tygodnie temu, ale stwierdziłem, że będę twardy i, w odróżnieniu od roku poprzedniego, jednak jakiś opis zamiszczę. Ostrzegam, że szczegóły mogą się nie zgadzać, ze stanem faktyczmy, ale kogo to obchodzi.

No więc zlot zaczynał się w piątek i miał trwać cały weekend. Pociągi z opola do wawy to finansowy idiotyzm, więc od razu postawiłem na uautobus. Ten niestety odchodził przed piątą rano, więc miałem przed sobą niewiele snu. Zwłaszcza, że chodzę późno spać i wcześniejsze zaśnięcie było niemożliwością (próbowałem). W końcu pojechałem nie pksem, ale odchodzącym 45 minut później prywaciarzem, co jednak nie zrobiło mi większej różnicy z punktu widzenia niewyspania się. Bilet w jedną stronę tylko 30 zł :)

Wysiadka pod pałacem kultury (jak rok temu) i oczekiwanie na gaususa (jak rok temu). Tak jak rok temu nie przyszedł gausus, tylko jego znajomy (aka yeti). Okazało się, że gaususowi zlikwidowali pociąg (i został mnichem :), więc dotrze za godzinę. Z yetim poszlajaliśmy się po empiku (gdzie natrafiliśmy na nawiedzonego pracownika maniaka gier), po czym poszliśmy do gausua. Tam nażarliśmy się bardzo zdrowego żarcia (pizze + cola), poplotkowaliśmy, nawróciliśmy gaususa na kde, po czym udaliśmy się na mimuw.

Znajomy budynek. Wdrapałem się po mimuwianych schodach, patrzę, czy kogoś nie znam. Nikogo. Idę więc do sali, mijając owych nieznanych mi ludzi, a tu jeden nikt, jakaś kobieta, podaje mi dłoń. JEZUSMARIAJAJCUŚ! Zaczął zapuszczać długie włosy i jak dla mnie wyglądał śmiesznie, bom go zawsze widział z krótkimi :).
W sali nic ciekawego się nie działo, różni ludzie gadali o różnych rzeczach, ircowali na #pld, a 'niezrzeszeni" siedzieli i patrzyli (sorry guys, to nie pingiwnaria). Nic ciekawego się nie działo, więc skobi zaprowadziła ludzi do znacznie za małej pizzeri (kelnerki były ładne :), po czym na pola mokotowskie. Standardowe rozmowy, więc nic, co bym akurat zapamiętał.
Pojechaliśmy więcj, tak jak rok wcześniej, z Jajcusiem do domu adamag. Znaczy nie dokładnie tak jak rok wcześniej, bo primo nie było tym razem malekitha (zamiast malekitha miał być z ekipy wrocławskiej arekm, ale mu się nie chciało), a secundo użyliśmy samochodu :). Na miejscu czekał na mnie taki jebutny bernardyn, który nie chciał opuścić miejsca na samochód (dopiero jak mu adam przygrzał światłami po oczach, to się raczył poruszyć), a którego solidnie wygłaskałem. W środku zaś był strasznie zawzięty pekińczyk, który zamienił się w najbardziej kochanego pieska na świecie, jak tylko pani domu dała mi kawałek kiełbasy. Rok wcześniej piesek był cały czas taki kochany, więc się zdziwiłem, że na mnie szczeka. Wtedy do mnie dotarło, że rok wcześniej piesek nas poznał, jak jedliśmy śniadanie :). Pogadaliśmy, pomęczyliśmy się z adamową neostradą (livecd akurat miało skopany sterownik) i poszliśmy się myć (operowanie prysznicem już mi trochę lepiej szło) i spać.

Następnego dnia pobudka, śniadanie, zabawa ze zwierzyńcem i na mimuw. Mieliśmy oryginalnie być bodajże na dziesiątą, później to przeniesiono na jedenastą, ale i tak wszyscy dotarli dopiero koło południa. Planu imprezy nie było, więc wszyscy sobie po prostu gadali. Jak zwykle o stowarzyszeniu, którego nikt i tak pewnie nigdy nie założy (próbowałem wyciągnąć info, kto się ma ochotę tym zająć... zadeklarowało się paru chętnych do pomocy, ale jakiegoś głównego prowodyra niet). Jak się temat wyczerpał, to pozostała kwestia wydania Ac i Th (pld 2.0 i 3.0). Tematem 3.0 zainteresowany nie był nikt, a próbowałem ludzi zachęcić do rozmowy. Zmusiłem ankrego do wypowiedzenia się na ten temat, to stwierdził, że nie ma pomysłów jak to usprawnić (1.0 rodziło się w bólach, 2.0 rodzi się w bólach).
- Czyli co, skoro nikt nie ma pomysłów jak to robić, ani ochoty o tym gadać, to będzie jak sobie wymyślę i inni mogą co najwyżej przytakiwać i sugerować jakieś drobne usprawnienia?
- Tak.
(parafraza z pamięci)
Został temat Ac - stanęło na tym, że trzeba zrobić listę rzeczy, które blokują wydanie. Po zlocie lista została zrobiona. Niedawno havner narzekał na pld-devil-pl, że lista jest, ale coś jej niespecjalnie ubywa.

Po wyczerpaniu tematów na rozmowy - ognisko! Jak zwykle była zabawa z kupowaniem kiełbasek. Banda geeków robiąca quasizbiorowe zakupy w sklepie, to temat sam w sobie. Dzięki bogu w sklepie była już klima, bo rok temu to się upiec szło.
Na samym ognisku standardowo - picie, zabawa z grillem i ogniskiem, wygłupy. No i znowu rozmowy. Z ciekawszych - Władysław Majewski, prezes ISOCu, opowiadał jak wygląda(ło) wprowadzanie poprawek do ustaw informatycznych. Tragedia. Ja wiedziałem, że robienie prawa w demokracjach ssie, ale to dopiero konkretny, bliski mi przykład, zrobił odpowiednie wrażenie. Żałuję, że nie mogłem wysłuchać pełnej prelekcji na ten temat.

Druga rzecz - dowiedziałem się o bardzo interesującym błędzie w poinku. Poink 2.x to lcamtufowy nosuid ping z moimi dodatkami (dostępny tylko w pld). "Pinguje" na zasadzie robienia zwykłego socketowego connecta i sprawdzania jak szybko odpowiedź przyjdzie. Moje pytanie, co za kretyn wymyślił, że taki program może w ogóle mieć dziurę security, niestety pozostało bez odpowiedzi.

Po ognisku wracamy do domu. Trzeba było porozwozić ludzi, więc to chyba z półtorej godziny trwało, zanim dotarliśmy do domu adama (powinno było niecałe pół, biorąc pod uwagę kompletnie puste drogi). Raz zgubiliśmy drogę :) Przy okazji mieliśmy okazję posłuchać trochę gadania napitego havnera. Ja zdecydowanie muszę napisać jakiś dłuższy tekst dla nowych deweloperów o tym, że większość deweloperów nie ma ochoty przy pomocy pld zbawiać świat i nie są źli dlatego, że nie chcą ci pomóc w twoich próbach (sam przez pierwszy rok próbowałem zbawiać świat, więc znam ten ból i wiem jak bezsensowne są to próby... teraz jestem starym zrzędą i mówię, że większość rzeczy się nie uda).

Na miejscu kolacyjka, rozmowy (w tym z ojcem adama), męczenie zwierząt w moim wykonaniu (wredny kot wolał jajcusia :/, ale mi go podali na kolana i jak go ugłaskałem, to zaczął wydawać hiperdźwięki :), prysznic (nooooo... tym razem to już byłem mastah i mi wszystko szprytnie szło!) i spać. Neostrada nadal niedziałająca, więc się Jajcuś przez te 3 dni męczył na gprsie :).

Rano wcześnie wstać, bo na bodajże trzecią mam autobus powrotny, a w międzyczasie jeszcze muszę zupgrejdować gaususowi jeden router do Acze (coby robił za builder athlonowy do 3.0). Śniadanko, samochodzik, i do miasta. Pod gaususowym domkiem pożegnaliśmy z adamem jajcusia, bo ten chciał w miarę szybko do domu wrócić, więc szedł na pociąg i poszliśmy do gaususa. Tam znowu plotkowanie, pizza (wolę tę z kebabem), zabawy komputerem (demo spidermana!) i na autobus. Adam i gausus musieli się upewnić, że się mnie pozbyli, więc mogliśmy sobie jeszcze pomachać przez szybę. Przede mną było 5 godzin wieloosobowego piekarnika. Yeah.

Kóniec.

  1. 1. mmazur

    A - byłbym zapomniał. Na zlot ktoś dostarczył idiotyczne ilości coli, napojów, soków i innych takich. Następnego dnia jeszcze sobie ludzie brali do domu pamiątkowe (pełne) butelki i soczki, bo nie było co z tym robić. Nie wiem kto to sponsorował.

  2. 2. twittner

    Lepiej, żebyś zapomniał, niż miał wypisywać takie rzeczy. Ilości napojów były w sam raz, bo był upał, a i ludzie w niedzielę rano, jakoś bardziej spragnieni, niż zazwyczaj ;). Ja wiem, dlaczego masz żal o te ilości: niosłeś kilkaset metrów pod górę zgrzewkę 10x1L soku, do tego na głowie (czym wreszcie udowodniłeś jej przydatność ;P ). Jeżeli sponsor zobaczy Twój komentarz, to na następny zlot będziesz musiał przydźwigać sam sobie picie, etc.

  3. 3. mmazur

    Ależ ja nie mam nic przeciwko soczkom i napojom (sam piłem), tylko tego były strasznie ogromne ilości. Wiesz, ja jestem małomiastowy.

  4. 4. adamg

    To ja parę uwag dam:

    0) Rok temu pierwszego dnia tez jechaliśmy samochodem :) Drugiego wskoczyliśmy do bodaj ostatniego pociągu (chwała konduktorowi, który poczekał), a trzeciego to chyba czekaliśmy chwilę na pociąg w zielonkowskim parku...

    1) Drogę faktycznie, zgubiliśmy raz. Ale ze trzy razy zatrzymywaliśmy się uzgadaniając trasę. A troll i tak koniec końców został wsadzony do taxi.

    2) Po upewnienieu się, że Ty pojechałeś gausus musiał się upewnić, że wreszcie sobie pojadę w cholerę. Wsadził mnie w samochód i poszedł na ciapong.

    3) Część żarcia ja przygarnąłem. Przydało się na wakacyjne wojaże - takie chrupki jak mało co fajnie się zajada o 3 w nocy.

    4) Neostrada... w końcu ruszyła. Za rok jajcus będzie już oszczędniej gospodarował.

    5) Zlot dla nas w sumie trwał półtora dnia (niedziela to zabawa w sporty ekstremalne). Jedno mnie tylko boli - do dziś nei wiem, czym wypchaliśmy te dobrych kilkanaście godzin. Geekowie (geecy?) nie potrafią tak długo gadać. Za bardzo śmierdzi to normalnością.

    6) Taki mały wniosek - za rok tak z sześć osób mogę przygarnąć. Ale trzeba będzie zgarnąć jedną, która będzie samochodem.

    7) Kilka kolejnych nicków z irca awansowało z bycia literkami do żywych osób. Wielka zaleta tego typu spotkań.

    8) Za rok kto inny grilla kupuje.

    Tyle mojego.

  5. 5. mmazur

    Rok temu pierwszego dnia mnie nie było, bo mi się pociąg spaźnił (dzięki bogu, bo zaoszczędziłem jakieś 100zł jadąc następnego dnia autobusem :).

  6. 6. gregl

    Nie wiem dlaczego nie potraficie założyć stowarzyszenia. Pod względem technicznoprawnym nie jest to trudne. Trudności powstają w przypadku kiedy brak jest jednomyslności, co do treści statutu określającego sposób działania stowarzyszenia. Pod względem technicznoprawnym mógłbym pomóc, ale do szczęśliwego zarejestrowania stowarzyszenia daleka droga.

Adde commentarium: (textile lite)