My logic is undeniable

31 VIII 2004, 17:39:09
- Driver of a truck fell asleep at the wheel. The car he hit; the driver's name was Harold Loyd. He was killed instantly. But his 12 year old was in the passenger's seat. Never really met her, can't forget her face though. Sarah. She wanted to be a dentist. What kind of 12 year old wants to be a dentist. The truck smashed our cars together and pushed us into the river. She's pin, I'm pin, the water's comin' in. I'm a cop, so I already know everybody's dead. Just a few more minutes before we figure it out. NS4* was passing by, saw the accident and jumped in the water.

- You are in danger. You are in danger.
- Save her! Save the girl! Save her!

- But it didn't. Saved me.
- The robot's brain is a difference engine. It's reading vital sings. It must've calculated that...
- It did. I was the logical choice. Calculated that I had a 45% chance of survival. Sarah only had an 11% chance. That was somebody's baby. 11% is more than enough. A human being would've known that. Robots... nothing here (serce), just lights and clockwork. You trust them if you want to.

* NS4 to taki robocik.

I, Robot jest zdecydowanie fajne. A jeszcze fajniejszy jest fakt, że mimo wszystko jest to coś dla mas - w sensie - szeregowy człek, którego sf ni w ząb nie interesuje, też to chętnie oglądnie. I może zacznie trochę myśleć po tym. A produkty kultury masowej po których się myśli, są nie do przecenienia.

Co robimy z ludźmi o mentalności dresów?

31 VIII 2004, 00:22:11
Strzelamy. No... przynajmniej chcielibyśmy strzelać. A jeśli się nie da? No to trzymamy się od nich z daleka.
Problem się robi, jak takowy delikwent uparcie nie chce nam zejść z zasięgu wzroku. Mi dzisiaj niestety się przypomniał jeden taki typ z pod ciemnej gwiazdy (antymon go 'poznał bliżej', gdy ten ot tak zddosował honejowy serwer, na którym akurat antymon coś robił, a ja w tym czasie z niego ircowałem). Co zrobiłem jak go znowu zauważyłem na kanale? Ano wywaliłem na zbity ryj.
No niestety właściciel tej firmy oraz jego obecny admin (nie, nie ten wymieniony w tym poście) stwierdzili, że nie jestem tolerancyjny. Cóż - jeśli oni tolerują dresów tylko dlatego, że ich znają, to już ich problem. Ja tam siedzieć zamiaru nie mam.
A trochę mi szkoda, bo do kilku pozostałych bywalców kanału zdążyłem się przyzwyczaić. Irytuje mnie to tym bardziej, że właściwie z wszystkich kanałów na których siedzę (wbrew obiegowym opiniom istnieje taki kawałek ircnetu, na którym siedzą normalni, dorośli ludzie) ten jest jedynym, na którym ddoser miał szansę na jakąkolwiek formę 'obrony'. Podejście 'koleś jest w porządku niezależnie od tego co robił, bo go znam' wkurwia mnie niesamowicie. Niestety pozostali kanałowcy, jako że nie mieli z delikwentem bliższych kontaktów tak jak ja, pewnie palcem nie ruszą (żeby się nie mieszać). Grrrrr.

Zagwozdka

29 VIII 2004, 00:14:53
Czemu Polak mi przysłał bugreport po angielsku (i to na adres *.pl)?

Co tam dukasz synku?

28 VIII 2004, 14:56:15
Dukaja czytam. Różne nowe pomysły w sf powinny zdecydowanie być prezentowane wprost, bo jak się takowe próbuje obrać w natchnione dialogi (you know... takie jak w wiedźminie o przeznaczeniu, że nikt nie wiedział o czym delikwenci właściwie dyskutują), to wychodzi z tego cholernie ciężkostrawna sieczka. Zakończenie IACTE musiałem czytać dwa razy, żeby zrozumieć co poeta miał na myśli. Podobno "Ruch Generała" przyjemniejszy nie jest, ale o tym się wkrótce przekonam.

Siedząc sobie i popijając miętowo-jabłkowy jogurcik (mniam) przypomniało mi się, że miałem wczoraj sprawdzić wyniki. Jeeeee. Cel strategiczny został osiągnięty, mam koszulkę.
Oczywiście nigdy nie startuję w tego typu konkursach security z racji tego, że jestem ponad tym. Tzn. jestem szanujący się twórca open source, który na zagadnienia security patrzy z góry (bo jakbym spróbował się zniżyć i wystartować, to pewnie by się okazało, że gówno umiem, więc wolę nie ryzykować i móc dalej patrzeć z góry). Ale tym razem zrobiłem wyjątek, bo chciałem koszulkę. I mam :)

A odnośnie PLD - RMFa z jego amd64 nie ma i nie wiem gdzie jest, a heretyk walczy z tym swoim sparciem i walczy i walczy i nie wiadomo kiedy wygra. Ja za to sobie pogadałem z Jeffem (szefem od rpma) na ircu i generalnie może cośtam podłubię. Przez przypadek strasznie pomógł mi z tym, co akurat klepię do rpma i idę to kończyć.

Czy internetem można zrobić coś porządnego?

28 VIII 2004, 03:40:11
I od razu zaznaczam, że nie chodzi mi o rzeczy techniczne.
Można. Primo są to Donosy o których dowiedziałem się z książki Marka Hołyńskiego, a które od bardzo dłuższego czasu dostarczają mi codziennej porcji informacji. Inne rzeczy, niedawno przeze mnie odkryte, to Esensja i Fahrenheit. Jakkolwiek (poza Donosami), żadne z nich nie jest dla mnie specjalnie ciekawe, to wielce krzepiącą jest świadomość, że takie rzeczy mogą w sieci istnieć (i że potrafię pisać takie mądre zdania).

Jak się nie ma czasu

27 VIII 2004, 02:15:59
To się go ma najwięcej. Wtedy przez powiedzmy 3 godziny dziennie można zrobić tyyyyle rzeczy. A ja mam 14 godzin na dobę podczas których nic nie robię. I jak co roku mnie to denerwuje.

Wrrr

26 VIII 2004, 01:21:21
Standardowo powinno być tak, że człowiek pomyśli o danym zagadnieniu (postawi sobie pytanie) i mózg automatycznie mu generuje odpowiedzi. Jeśli mózg odmawia współpracy i trzeba się 'ręcznie' zmuszać i analizować niejako 'na palcach' wszystkie możliwe odpowiedzi pod kątem poprawności, to jest niefajnie. Właśnie próbuję pisać kod i mam coś takiego (tak samo zresztą jak pisanie zdań w tej notce sprawia mi problemy). Jest to dosyć irytujące, bo właściwie nic mi nie jest - śpiący nie jestem, głodny nie jestem, a mózg odmawia współpracy :/

Prawo Murphy'ego

17 VIII 2004, 00:29:32
Znacie? Znacie. No to podam wam kolejny przykład udowadniający, że owo prawo ma się cały czas bardzo dobrze (warning - pierwszy akapit to tekst czysto techniczny).

No więc dwa dni temu wyszło nowe jajko - 2.6.8. No to trzeba było się zabrać za robienie nowej wersji nagłówków i na dzisiaj planowałem je skończyć. Gdyby nie małe ale - otóż serwer, którego używam do ich robienia (serwer mojego byłego liceum) zmarł był z niewiadomych przyczyn. Po jakimś czasie się obudził. Po zalogowaniu informatyk mi powiedział, że nie było prundu, a jak już prund był, to się okazało, że router był niedokonfigurowany i przez to nie było interneta... No, możliwe, router miał uptime jakieś 4-5 miesięcy, w międzyczasie była zmiana ipika, więc możliwe, że go zapomniałem dopisać do skryptów startowych :). No nic, skoro już i tak serwer zdechł, to zupgrejdujemy jajko i usługi (a mówiła mama, nie ruszaj durniu, jak działa). Zupgrejdowane co chciałem? Zupgrejdowane. No to jebót. Iiiii nie wstał. Podejrzewałem initrd, więc coś, z czym mój informatyk by sobie nie poradził, czyli na rowerek i do szkółki. Informatyk na miejscu siedział z panią dyrektor i wklepywali coś do komputera, więc nawet nie zauważył, że serwer nie wstał :). No nic - patrzymy co jest. Init odmówił współpracy przy uruchamianiu się twierdząc, że mam wybrakowane libselinux. No nieee. Libselinuxowi zmieniło się w jakiś sposób abi, ale nie zmienił soversion, skutkiem czego rpm nie wymusił upgrejdu (diagnoza poprawna). Teraz jakby tu się wbić na routerek... init=/bin/bash jest kochany. Chwilę straciłem na pokapowaniu się co jest podmontowane i jak, odpaleniu sieci i binda, no i odpalamy poldka i upgrejd libselinux. Jebót. Po jebócie... libselinux w ogóle przestał wyglądać jak biblioteka. Komenda file to potwierdziła stwierdzając, że libselinux.so.1 to 'data', a nie dll :/. Było to o tyle upierdliwe, że sporo rzeczy jest z tym zlinkowanych (komenda ls) i musiałem się trochę namachać (poldka i rpma mogłem sobie wybić z głowy). No cóż - rm libselinux.so.1 i zasysamy ten pliczek z serwera obok. Zassałem, wszystko dobrze, komendy zaczęły działać, jebót. Znowu twierdzi, że libselinux to śmieci, a nie biblioteka. Ty durniu! Przecież init=/bin/bash cię wrzuca do systemu z / zamontowanym jako readonly, ty to ręcznie remountujesz na rw, ale nie ma standardowych skryptów startowych, więc przy rebócie to się nie odmontowywuje czysto (i najwyraźniej jest za wolne na poprawny sync... gupi xfs). No to tym razem zrobiłem co trzeba, cały hepi czekam aż się system zbótuje... i gips. Błąd jak na początku, czyli za stary libselinux. Czyli znowu init=/bin/bash, poldek, install --reinstall libselinux, poprawny jebót i wiola. Działa. Net działa? Działa. No to pedałujemy do domu.
A w domu okazuje się, że system nie działa (czyli z robienia llh nici). Grrr. Obiad, odpoczynek i spowrotem do szkółki (było przed szóstą, ale na miejscu siedziała ekipa remontowa, więc szkoła otwarta). Okazało się, że 10 minut po odpaleniu (czyli niestety w czasie, gdy już pedałowałem do domu) router zmarł. Nie wiem co mu się stało (chyba oops, w logach pusto), bo monitor zdążył już się wyblankować i się nie obudził. No cóż - jebót, krasztesty (przeżył), posiedziałem z nim 20 minut i pojechałem do domu. Póki co działa, ale z tym llh to przez cały dzień właściwie nic nie zrobiłem :/

A z nietechnicznych - coraz bardziej mi się te gadugadowniczki podobają. Poprawiają mi humor. Trzynastkę już cytowałem, teraz dzisiejsza osiemnastka:
(19:13:08) xxx@gg.jabber.kernel.pl: za to fajnie oksy
(19:13:27) xxx@gg.jabber.kernel.pl: nos i usta masz namietne
(19:13:30) xxx@gg.jabber.kernel.pl: wow
(19:13:42) xxx@gg.jabber.kernel.pl: to teraz mozemy sie spotkac
(19:13:45) xxx@gg.jabber.kernel.pl: !
(19:13:45) xxx@gg.jabber.kernel.pl: ?
(19:13:46) mmazur: Rotfl :)

Jeszcze jedna - dwie takie i rzucam komputery w cholerę i idę na miasto wyrywać laski. Która mi się oprze.

Ciekawym

16 VIII 2004, 00:42:09
Economically, this is a fact of the greatest importance, because it means you don't have to pay great hackers anything like what they're worth. A great programmer might be ten or a hundred times as productive as an ordinary one, but he'll consider himself lucky to get paid three times as much. As I'll explain later, this is partly because great hackers don't know how good they are. But it's also because money is not the main thing they want.

Tak się zastanawiam - qboosh pewnie by mógł zarabiać jakieś chore ilości pieniędzy, a pracuje jednak w niespecjalnie dużej firemce (znaczy... w porównaniu do tych dużych dużych, bo na miejscu cezara, to bym był dumny z takiej firmy), gdzie pewnie nie zarabia tyle pieniędzy, ile by mógł zarabiać. Pytanie - a po co miałby tyle pieniędzy zarabiać.
Czy jak już będę duży i będę musiał się sam utrzymywać, to będę gonił za pieniędzmi? Prawdę mówiąc nie mam na to najmniejszej ochoty. Jeśli tylko w Opolu znajdę pracę, dzięki której będę mógł się spokojnie utrzymać i nie martwić o pieniądze, to nie mam zamiaru się stąd nigdzie ruszać, ani gonić za jakimiś wielkimi pieniędzmi. Pieniądze są po to, żeby się nie było trzeba o nie martwić, a nie żeby je chomikować. Czy gdybym pracował w fajnej firmie i zarabiał dosyć, a ktoś przyszedłby z ofertą 2x większych zarobków, to bym się skusił? Nieee. Samymi zarobkami nfw, nie chciałbym bez potrzeby ryzykować przyjemnej pracy. Jeeeee... nie jestem materialistą.
Ale great hacker, to ja też nie jestem :)

Tak, Zgoda, możesz mi napisać w komentarzach, że i tak mi się nie uda :)

A jednak

14 VIII 2004, 01:42:50
Tak gdzieś na literze 'm' stwierdziłem, że mam w nosie takie klikanie i wolę tradycyjny sposób sprawdzania nowych wpisów. A jak wy korzystacie z joggera?

Czemu mi nikt nie powiedział!

14 VIII 2004, 01:32:13
Że są opcje do śledzenia czyichś jogów (i sprawdzenia, kto śledzi mój)!!!!! Własnie siedzę i klikam.

Będzie mnie to teraz prześladowało

14 VIII 2004, 00:27:32
Bodajże przedwczoraj przez przypadek usłyszałem, dochodzące z auta jakiegoś umcyka, właśnie owe umcykowe bity, do których się byłem gibałem pamiętnej nocy w dyskotece. Dziwne to było. Co ciekawe, ponieważ już ekhem... linię melodyjną znałem, więc nie było to dla mnie zwykłe, kłujące uszy, umcykowanie z samochodu. Wrażenia były pozytywne.
Będę twardy i nie pójdę się leczyć.

Jak zwykle nie mam pomysłu na temat notki

07 VIII 2004, 02:16:16
Ok. Zakładając, że będę bardziej tolerancyjny wobec zachowań innych ludzi (wbrew sobie), to gdzie leży granica? Tzn. na co jeszcze przymykać oczy, a na co nie? Bo ja mam dosyć surowe (większość osób, które znam, powiedziała by - zupełnie normalne) zasady w tym względzie i wiem gdzie jest naturalna dla mnie granica. A jeśli chcę ją teraz sztucznie przesunąć, to nie mam zielonego pojęcia o ile (w sensie - z jednej strony mam snobizm, a z drugiej pijaczka spod bloku).
Chyba z tej całej mojej liberalizacji wymagań względem innych ludzi wyjdzie tyle, że zrobię się najnormalniejszym w świecie hipokrytą i ignorował będę (dla wygody i spokoju sumienia) ludzi, których mogę, a jeśli będzie trzeba z takowym obcować, to jakoś zagryzę wargi i nie będę na delikwenta patrzył wilkiem. O. Takie podejście jest przynajmniej praktyczne i nie będę się musiał do niczego sztucznie zmuszać. Co najwyżej mnie będą zmuszały okoliczności.

Próbowałem w tym względzie wypytać paru starszych znajomych. Skończyło się jak na filmach - "rób, co uważasz za słuszne, nie ma złotych rad, najważniejsze jest doświadczenie, ale moje doświadczenie jest i tak okdr, więc się nim z tobą nie podzielę, bo czemuż by miało u ciebie działać, skoro nawet u mnie nie działa" :)
Jeszcze się chyba trochę pobawię w bliższe poznawanie 'tych gorszych' (wywiad środowiskowy i działania operacyjne incognito) i sobie dam siana z tym tematem. Mogą oni sobie być inteligentni, 'równi kolesie', 'w gruncie rzeczy dobrzy ludzie', 'tacy, którym trzeba parę rzeczy wybaczyć', ale i tak mam ich w nosie, skoro mają napady gówniarstwa w stosunku do obcych ludzi. O. Normalnych ludzi jest na tyle, żebym nie musiał się zmuszać.
Inna sprawa, że i tak dobrze mi ten 'eksperyment' zrobił. Brak chamstwa i kultura osobista - z tego rezygnować nie mam zamiaru (modulo flejmy, ale to inna kategoria). Ale 'dziwne' zachowania wynikające z różnic charakteru (płci?)? No cóż. Głupotą było by myśleć, że znam jedynie słuszny sposób na życie, więc też nie mogę oceniać innych podług własnego charakteru. O. I znowu znalazłem równowagę w mocy :)

A właśnie. Wpis djurbana. Prawdę mówiąc ja już wolę swoją dziecinną beztroskę i brak 'życia wewnętrznego' (przetykane raz na ruski rok jakimiś krótkimi napadami, typu kilkudniowy syndrom cojamamzesobązrobić zaraz po maturze), niż bycie takim (sorry djurban, ale sam sobie zdajesz z tego sprawę) pokręconym. Uczuciowość uczuciowością, ale ja już wolę mieć swój święty spokój i wegetować spokojnie z dnia na dzień. A jak mnie takie myśli próbują dopaść, to uciekamy jak najszybciej. O. Przynajmniej mam pewność, że nie będę musiał się nigdzie leczyć, ani niczym szprycować. W ogóle temat sam w sobie, nie chce mi się pisać. Dobranoc.

Znowu remont

05 VIII 2004, 23:54:42
Nie lubię tych remontów. Fakt, że teraz idzie szprytniej, niż za pierwszym razem, ale i tak tego nie lubię. Wrrr.

Jeszcze sobie wczoraj przejechałem jakieś 3km na rowerku (coby odstawić do dziadków, bo na czas remontu nie ma miejsca, żeby go trzymać) i to chyba się siodełko ruszyło, bo te 3km wystarczyło, żebym sobie jakiś mięsień koło kości ogonowej pogniótł. Siadanie jest strasznie nieprzyjemne po dziś dzień.

A mój były abuser okazał się pozbawiony ambicji :/ Gniotę go, żeby ruszył dupę i zaczął się uczyć czegoś konkretnego, ale średnio mi to idzie. Cholera.

Było

03 VIII 2004, 23:43:55
Brat pojechał do ojca. Matce od razu zaczęło odbijać na tę okoliczność.
Sąsiadce gnomemeeting nie działał (ale szajs... normalnie po lanie nie działał), więc zdalnie tośmy nawet nie próbowali. Przez przypadek wygooglałem coś takiego jak gaim-vv, który ma obsługiwać video i głos po msn chacie. Niestety nie udało mi się tego z pełnym supportem skompilować na czas, ale obecnie mam wywalczoną wersję z wszystkimi bajerami włączonymi (straszny szajs... jak im się będzie nudziło, to im te makefile popoprawiam). Teoretycznie powinno działać. Zobaczymy jutro.
Matka od razu zaczęłam mnie dręczyć remontem. Bosz. Od jutra znowu :/

Sztupid

02 VIII 2004, 17:25:01
Tiaaaa. Dźwięk u sąsiadki. No więc dźwięk działa, tylko, że nie przednia wtyczka (z przodu obudowy). A jak testowałem tylną, to najwyraźniej wsadziłem w nie tą dziurę co trzeba kabel, temu wtedy też dźwięku nie miałem. Hyhyhyhyhy.

Teraz mam zabawę z kamerą. Sterownik jest, tylko ten w jajku jest za stary i brakuje mu kawałka funkcjonalności, by kamerę obsłużyć. Właśnie się tłukę z kompilacją nowszej wersji (przy okazji muszę się nauczyć pisania makefilei do kernela). Ta powinna działać. No a później nie zostaje nic innego, jak testować gnomemeetinga (brrrr), który to najwyraźniej nie ma nawet polskiej wersji językowej :/

Dzieci

02 VIII 2004, 01:40:37
Zaskakujące, ale niespecjalnie mam pomysł jak napisać to, co chcę napisać. Hmmm.
Mój 4letni brat jest raczej upierdliwy. Po prostu jest codziennie 24 godziny na dobę i jako małe dziecko jest upierdliwy. Ale lubię się do niego przytulać. Dzisiaj wziąłem go na ręce i pierwsze, co mi wpadło do głowy (i co powiedziałem), to że od dawna już go nie brałem na ręce. Jutro (wtorek) jedzie na dwa tygodnie do ojca do Piły.
Sam nie wiem jak napisać to co chcę, czy też nie wiem co chcę napisać. Spróbujcie się domyśleć.

Jakby ktoś się miał ochotę bawić w v6

01 VIII 2004, 14:48:27
I się pogubił z tym, że wszystko można robić na trzy różne sposoby, to wyjaśniam:
- nie używać rekordów a6, tylko aaaa
- nie używać revów ip6.int, tylko ip6.arpa (co oczywiście nie zawsze jest możliwe)
- dla revów nie używać tego nowego typu bitlabels, tylko zwykłego ptra
- nie tykać się rekordów dname (co jest logiczne, jeśli nie używamy a6)

To o używaniu .arpa jest w RFC 3152 (i zarazem BCP 49) i ma trzy lata, natomiast o reszcie mówi RFC 3363, które to ma dwa lata, a dokładnie stwierdza, że te wszystkie wynalazki typu bitlabels, a6 i dname mają zostać uznane za experimental, bo nie są specjalnie potrzebne.

Idę zobaczyć jak się domyślnie zachowuje nasz resolver.

Obowiązki

01 VIII 2004, 02:06:38
Drogi czytelniku - czy czujesz się inteligentniejszy (że nie napiszę 'lepszy') od reszty społeczeństwa? Ano czujesz (nie, nie lubimy fałszywej skromności, bo jest ewidentnie fałszywa i ma gówno wspólnego ze skromnością). Czy miałbyś ochotę jakoś odseparować się od tej głupszej (i nie chodzi tu li tylko o jakieś ajkju, tylko o, powiedzmy, zasady moralne, niemoralne, podejście do życia, kulturę osobistą i takie tam) części ludzkości? Ano miałbyś. Pierwszy przykład z brzegu - jak by to było fajnie, jakby na usenecie nie było tej bandy idiotów. Albo gdybyś się nie musiał stykać w pracy/szkole/domu z tymi irytującymi ludźmi (hint: zwolnij się/sorry no can do/rozwiedź się, oddaj dziecko do adopcji). A nie wpadło ci do tej twojej inteligentnej łepetyny, że jeśli twoja osoba nie spróbuje tych ludzi wyprostować (choćby spróbuje), to nikt inny tego nie zrobi za ciebie i będziesz się musiał z tymi ludźmi użerać? Jest to zwłaszcza prawda w przypadku dzieci w internecie - to po prostu dzieci (już parę razy poruszałem ten temat).

Czemu o tym piszę? Ano primo dlatego, że ostatnio bardzo uskuteczniam politykę (almost) full tolerance w stosunku do innych ludzi (nie ich wina, że nie kroczą drogą oświeconych, jako ja) i sobie wziąłem 'pod opiekę' pewnego byłego abusera. Ma bodajże 16 wiosen. Gdybym miał stałkę wtedy, gdy on dostał, to pewnie bym skończył jak on. Teraz próbuje się nawrócić. Bardzo przyjemne uczucie, gdy przyznaje mi rację w pewnych kwestiach, w których dotychczas sądził, że jego rozumowanie jest poprawne. Czemu? Bo to oznacza, że nie prowadzę moralizatorskich kazań jak stara baba i jestem w stanie go przekonać do swoich racji, nie wywołując efektu odwrotnego do zamierzonego (oznacza także, że on nie jest tępy jak but i można do niego trafić racjonalnymi argumentami).


Tak, wiem, jestem wredny nadęty bufon i masz wielką ochotę drogi czytelniku mi to wypomnieć w komentarzach. You know what? I tak mnie nie przekonasz, nie rób tego, wiem lepiej.
« | »