28 XI 2004, 17:32:00
[builderth@syriusz PLD_Builder]$ strace -p 1558
Process 1558 attached - interrupt to quit
rt_sigaction(SIGILL, {0x70005bcc, [], SA_STACK},
Nich mi ktoś powie jakim cudem ten proces wisi? Jak do jasnej cholery można się zwiesić na wywołaniu sigaction :/
Categoriae: Nieposortowane | 0 commentarii »
27 XI 2004, 19:41:35
Właśnie żem przeczytał "Preludium Fundacji" Asimova. Zdecydowanie muszę przeczytać to wszystko (Roboty, Imperium i Fundację, ale raczej najpierw przeczytam Fundację, skoro już od niej zacząłem). Do tego znajomy mi polecił "Grę Endera". Grrr. Znowu przez niego wpadnę w ciąg czytania sf. A jutro muszę się uczyć (już nie mówiąc o pld). Rwa mać. Nie lubię studiów. Za dużo czasu żrą.
Categoriae: Nieposortowane | 11 commentarii »
24 XI 2004, 23:47:43
Akurat śledzę dyskusję organizacyjną w polskim zespole lokalizacyjnym mozillowym. Primo wygląda to strasznie... zorganizowanie. Przeciwieństwo pld. Secundo - problemy jakie zauważyłem wyglądają jakby były natury... korporacyjnej. Do kupy z
tym mi wychodzi, że jednak sztywne terminy i brak możliwości grzebania przez każdego wszędzie są mocno kontrproduktywne dla deweloperów będących gdzieś na dole łańcucha pokarmowego. Nie wypowiadam się jak to się ma do ogólnej jakości (wartości rynkowej) produktu, bo to zapewne nie zależy li tylko od poziomu zadowolenia deweloperów.
Takie luźne uwagi, bez jakiejś ogólnej konkluzji.
Na dodatek mam nastrój i straciłem wenę do kodowania. Nie lubię mieć nastrojów. A wena do kodowania jest mi akurat potrzebna.
Categoriae: Nieposortowane | 8 commentarii »
21 XI 2004, 18:56:38
Ale ta fizyka jest całkiem prosta i logiczna. Tyle, że żeby taka była, to trzeba poświęcić zdecydowanie za dużo czasu, jak na mój gust.
Categoriae: Nieposortowane | 4 commentarii »
20 XI 2004, 03:27:53
Trochę czasu mi to zajęło, ale doszedłem do momentu w którym mogę sobie w .NET (mono)
stronę napisać. Hmmmmm.
Albo i nie. No cóż - w każdym razie fajne to jest (jak działa :).
W międzyczasie musiałem poprawić kilka rzeczy, żeby mod_mono szło na
apr 1.0. Jak mi się będzie jutro nudziło, to podeślę autorom. Ale pewnie nie będzie, bo się muszę fizyki uczyć :/
Categoriae: Nieposortowane | 2 commentarii »
19 XI 2004, 12:55:29
Męczyłem się wczoraj z postawieniem repo cvs - cvs-nserver ssie, trzeba zgadywać co mu się nie podoba (a nic mu się nie podoba). Mi się zgadnąć nie udało, więc zainstalowałem klasycznego cvsa, który po zwróceniu kilku treściowych błędów poszedł jak trzeba. Chwila zabawy z dostosowaniem skryptu do wysyłania commitlogów, założenie listy (mailman jest zdecydowanie łopatologiczny) i wio. Wreszcie miałem powód, żeby się nauczyć cvsa z drugiej strony.
Repo i maillista jest dla owego (już ex) dyskietkowego projektu. Jakkolwiek nie było większych sprzeciwów (chociaż rozumowanie szło od wymyślania koła od początku, czyli od wysyłania swoich plików do jednej osoby, to może do wszystkich od razu, to może maillista z wysyłaniem, ale po co wysyłać, skoro jest do takich rzeczy cvs), to mam wrażenie, że niektórzy uważają, że komunikacja czysto elektroniczna jest niewydajna (czy coś w ten deseń). Pogląd dla mnie wręcz śmieszny biorąc pod uwagę alternatywę (czyli sklejanie projektu ze sporadycznie dostarczanych przez różnych ludzi plików) i moje doświadczenia w tej kwestii (osoby, które znam, przy projektach >2 osoby biorą cvs i maillistę for granted właściwie... malekith to dosłownie wszysto trzyma w svnie afaik :). Wcześniej stwierdziłem, że właściwie ten projekt to strata czasu i miałem nie iść, ale dostałem maila przypominającego - a co tam, pójdę ostatni raz. Mieszać się w kwestie organizacyjne zamiaru nie miałem - niech robią jak chcą. Ktoś (zgłoś się whoever you are) jednak ewidentnie wiedział co chcę powiedzieć i powiedział to za mnie (to jest - zaproponował cvsa). Repo i maillista na polibudzie? Pomruk na sali, że o tym można zapomnieć - admini polibudziani właściwie wszystko mają w nosie i bez oficjalnego zlecenia (podanie, uzasadnienie, trzy zdjęcia, zaświadczenie o niekaralności, rozpatrzymy w ciągu trzech miesięcy, następny proszę) nie ruszą tyłka (no cóż; są uczelnie i są uczelnie, większość infrastruktury pld siedzi na różnych uczelniach, które afaik mają w statutach wspieranie tego typu projektów). Stanęło na tym, że ja to postawię (tiaaa... studenci wydziału informatycznego politechniki będą korzystali z infrastruktury jednego z lokalnych liceów). I że sprawdzę jak sobie mod-mono radzi (to sprawdzę tak, czy siak, bo ja przecież u siebie issa nie zainstaluję, żeby móc to testować).
Jestem właśnie w trakcie kompilowania mono (na Ra niestety, ale nie chce mi się upgrejdować serwera, chociaż pewnie niedługo będzie trzeba) i jest jakiś głupi błąd przy make install (który pewnie poprawię i podeślę patcha do autorów; tak proszę państwa, robota programistyczna leży na ulicy, wystarczy się schylić). Tutaj mała ciekawostka, która mnie rozbawiła - format dumpa ze strejsa przy podawaniu argumentów do execa (czy do jakiejkolwiek funkcji pewnie) jest taki, że wystarczyło go skopiować myszką i wkleić do pythona - zupełnie poprawna krotka z osadzonymi wewnątrz listami :). I teraz mogę sobie to spokojnie obrobić i pooglądać :)
Odnośnie organizacji, to nie udało mi się jednak przeforsować podejścia do samego kodowania - zapewne uczono ich na odpowiednich zajęciach, że pierw się projektuje, później siada, koduje, a na końcu z tego, co się zakoduje, powinien wyjść działający system. Zgoda (nie, nie ty, Jarku :) - ma to zapewne sens w przypadku projektów komercyjnych, gdzie liczy się czas. Ale jeśli się dłubie dla dłubania (nabrania wprawy, przyjemności, whatever), to dochodzi problem motywacji - i tutaj bardzo ważne jest, żeby cały czas mieć działający kod, taki, który coś robi. O wiele przyjemniej (i chętniej) się dłubie w czymś, w czym widać na bieżąco nasze zmiany (dodaliśmy jakąś funkcjonalność, czy coś), niż w czymś, co zacznie działać dopiero po skończeniu, czyli za niewiadomojakdługo. W tym drugim wypadku bardzo łatwo stracić motywację i się zniechęcić (dlatego też tak fajne są języki wysokiego poziomu takie, jak python - nie ma w nich 'bariery wejścia' jak w C, gdzie, żeby zrobić cokolwiek, to pierw trzeba sobie zaimplementować 50 różnych funkcji i typów danych (albo użyć gliba :)).
A ja się ostatnio robię monotematyczny.
Categoriae: Nieposortowane | 1 commentarii »
17 XI 2004, 21:34:03
Właśniem wrócił z jeszczejednego polibudowego kółka zainteresowań - tego najgłówniejszego, zwącego się kółkiem informatycznym InFormat (kojarzy mi się z lnMonitorem na linuxnewsie :). Charakterystyczny już styl dyskusji w którym nikt właściwie nie ma nic do powiedzenia (znaczy ma - tylko tego mania jest na jakieś 5 minut max, a nie na godzinę), co chwila jest cisza, a żeby za długo nie trwała, to ktoś przeważnie powtarza to, co już zostało powiedziane, tylko w trochę innej formie (ciekawym, czy oni też to zauważają, czy też się już tak przyzwyczaili, że nie). Wyszło na to, że się z uczelnianych pieniędzy zakupi parę książek i się będą chętni przygotowywać do zdawania różnych egzaminów microsoftowych, żeby mieć certyfikat.
O ile nie mam nic przeciwko nauczeniu się administracji windowsem (a właściwie jestem jak najbardziej za), to mam bardzo dziwne przeczucie, że w tej formie będzie to zajęcie potwornie nudne. Tak samo jak próby przygotowywania się do różnych certyfikatów z oracla (też prowadzone na polibudzie). Oczywiście jak ktoś chce certa, to musi to wszystko wyryć, ale...
Dla mnie grupy tematyczne to coś, na czym ludzie uczą/dowiadują się różnych ciekawych rzeczy. No bo jak tam przyszli z własnej woli, to nie po to, żeby się nudzić, albo męczyć. Znaczy - jeśli są na tyle zdeterminowani, że chcą tego certyfikata, to oczywiście muszą się pomęczyć. Ale to nie może całe tak wyglądać. Czemu? Ano z prostej przyczyny - gdybym ja nie lubił tego, co robię, to obecnie moja wiedza komputerowa nie odstawałaby specjalnie od średniej krajowej. Studenci rycie mają zapewnione przez same studia - grupy tematyczne powinny raczej zapewnić im taki sposób nauki, który ich zaciekawi sam z siebie. Oczywiście nie mówię, że nie powinno być kursów na certy - jak jest wystarczająca ilość chętnych twardzieli, to proszę bardzo. Ale dla tych, którzy nie mają ochoty na takie spędzanie czasu, powinno być coś ciekawego. Kurs C# - to jest imho całkiem ciekawe - nie trzeba ryć wszystkiego od deski do deski, można spokojnie stopniować kurs podając na początek tylko najbardziej niezbędne informacje (co nie zmienia faktu, że i tak imho to nie jest sposób na naukę czegokolwiek - jak się potrzebuję nauczyć, to biorę książkę, czytam całą, po czym piszę jakiś kawałek oprogramowania - wtedy mogę powiedzieć, że umiem). Grupa .NET sama z siebie - no tu niespecjalnie wiem co oni tam właściwie robią. Jeden człek prezentował to, przy czym akurat dłubał w .necie (i nie miał z tym nic wspólnego fakt, że, o ile mi wiadomo, od opiekunki grupy .netowej zależą jego studia :). Dłubał sam, potrzebował pomocy - nie widziałem, żeby wzbudził specjalne zainteresowanie. Ktośtam jeszcze jest, kto coś innego dłubie, ale też afaik wszyscy współpracownicy mu się wykruszyli. Do tego dochodzi ów dyskietkowy projekt do którego zabrało się kilka osób (mówiłem o tym jakiś miesiąc temu), a który mi osobiście jawi się jako mało ciekawy i taki strasznie na odwal się (w sensie założeń - "zróbcie coś w ten deseń, to się zobaczy, czy może coś z tego będzie"). Czyli ogólnie rzecz biorąc nic ciekawego.
A weźmy tu takiego malekitha i jego
nemerle. Projekt akademicki? Tak. Ma paru aktywnych uczestników? O ile mi wiadomo tak. Każdy może się w dowolnym momencie projektem zainteresować/przyłączyć? Tak. I może właśnie w tym tkwi sedno - każdy może się zainteresować.
Możliwe, że to tylko moje wrażenie, ale imho odpowiednio prowadzony projekt nie powinien mieć większych problemów z wessaniem jakiejś konkretniejszej ilości potencjalnie zainteresowanych polistudentów. Byle by było spełnione kilka warunków.
Będzie chyba trzeba skombinować jakiś w miarę sensowny projekt i go poprowadzić (tzn. projekt, który będę robił tak, czy siak, a wessanie ewentualnych pomocników będzie miłym dodatkiem (i dowodem, że mam rację), a nie niezbędnikiem, czy celem samym w sobie). No i teraz pytanie - co to takiego miało by być? I jak przełamać typowe bariery: (a) jaki język, (b) jak nauczyć ludzi obsługi cvsa/svna (czy choćby generowania patchy) i (c) jak przełamać tę typową barierę psychologiczną pod tytułem 'to jest jakieś takie skomplikowane'. Podpunkt drugi nabiera szczególnego znaczenia biorąc pod uwagę, że większość owych chętnych używa windowsów - nie wiem jak się ma wygoda korzystania z tychże narzędzi do windowsa. Ostatnio podpunkt natomiast to jest dopiero problem - "trudne, ja się za to nie biorę" - a g. prawda, prawie nic nie jest trudne. Wgryzienie się w kod tego programu nie jest trudne, tylko czasochłonne i jeśli chcesz być programistą, to musisz się tego nauczyć. Nauczenie się nowego języka programowania też nie jest trudne (brainfuck anyone? :), tylko czasochłonne. I właściwie każdy z obecnych na grupie .netowej mógłby się przyłączyć, gdyby tylko mu tę podstawową prawdę wbić do głowy i zmusić go w jakiś sposób do spróbowania. Ale to by wymagało jakiegoś porządnie przygotowanego planu działania z dużym akcentem na indoktrynację i propagandę. Trza by pomyśleć.
Hmm. Chaotyczny ten tekst, ale za dużo go, żeby mi się chciało poprawiać.
Categoriae: Nieposortowane | 17 commentarii »
16 XI 2004, 23:07:25
Im więcej kilobajtów ma mój kod, tym mam większe wrażenie, że duże klasy w pythonie są nieczytelne. Nie wiem z czego to wynika - chyba z tego, że brakuje mi nawiasów otaczających poszczególne bloki kodu. W pythonie robi się to samym identowaniem kodu, ale takie nagle się kończące kawałki mocno wyidentowanego kodu mi dziwnie wyglądają... takie wiszące w przestrzeni.
Już wiem! Po prostu w C przy odpowiednim kodowaniu wszystko musi się kończyć optycznie 'łagodnie'. Tzn. jeśli kończę jakiegoś ifa w pętelce w pętelce w pętelce, to kod wygląda tak:
koniecmojegoifa();
}
}
}
}
itutajdalejkod();
W pythonie natomiast to samo by wyglądało tak:
koniecmojegoifa()
itutajdalejkod()
Podświadomie (a teraz już świadomie, bo żem się pokapował o co mi chodzi) gryzie mnie w oczy taki nagły skok o parę poziomów identacji. Wniosek - jak słoń ma trąbę, żeby się tak gwałtowanie nie zaczynał, tak C ma swoje nawiasiki, żeby się bloki kodu tak gwałtownie nie kończyły.
Categoriae: Programowanie | 15 commentarii »
16 XI 2004, 17:34:06
Za tydzień kolokwium z fizyki. Weekend nie mój :/ Co jest o tyle straszne, że ja obecnie jestem w trakcie kodowania i to kodowanie muszę zakończyć do momentu pojawienia się maszyny amd64. Co też afaik stanie się na dniach. A wtedy będę się musiał zabrać za robienie buildera na amd64 i ogólnie budowania paczek do pld. To jest straszne, żebym ja nie miał tyle czasu, żeby móc coś w spokoju dokończyć!
Wiecie jak wygląda drapieżnik 'uśmiechający się' do swojej ofiary chwilę przed rozszarpaniem jej na strzępy?
Fizyk ćwiczeniowiec zrobił dzisiaj rzeź niewiniątek. Z całej grupy umiały coś dwie osoby. Reszcie powstawiał negatywne oceny. Owe dwie osoby zrobiły po jednym zadaniu każda i możliwości się skończyły. A czas jeszcze nie. Wtedy to ćwiczeniowiec ów lekko się do nas uśmiechnął, po czym stwierdził, że skoro nikt nie chce robić żadnego zadania, to znaczy, że wszyscy wszystko umieją, a że na ćwiczeniach coś robić trzeba, to nie ma problemu, żebyśmy co tydzień pisali kartkówkę - przynajmniej będziemy czuć, że studiujemy. Znaczy nie tak do końca nie ma problemu, bo sprawdzanie tychże kartkówek to dodatkowa robota dla ćwiczeniowca, ale w końcu jemu za to płacą. A ja się starałem nie śmiać (w sensie uśmiechać) zbyt ostentacyjnie :)
Categoriae: Nieposortowane | 3 commentarii »
13 XI 2004, 20:11:18
Ja rozumiem, że do założeń pythona pasują te struktury danych, które on ma, ale mi się coś robi, jak zamiast zrobić sobie po ludzku strukturę, to ja generuję jakieś wielopoziomowe słowniki. Zaraz tym walnę i zrobię sobie jakiś normalny strukturowaty obiekt do tego.
Categoriae: PLD Programowanie | 5 commentarii »
12 XI 2004, 02:40:43
Wyklikanie
czegoś takiego jest względnie proste i szybkie. Diabeł tkwi w szczegółach - zrobienie tego tak, żeby było wydajne, bezpieczne, nie zjadało za dużo serwera i było odporne na rejsy, to jest ten faktyczny kawałek roboty. Ble.
Jeszcze pewnie będę musiał przepisać 13kb skryptów shellowych (13kb to jest mało, tyle, że skrypty shellowe mają to do siebie, że składają się z zawiłych konstrukcji sedowo, grepowo, awkowych i jest to upierdliwe w czytaniu). Za co właściwie rzecz biorąc powinienem się zabrać już teraz, bo da mi to większe pole manewru. Hmmmm.
Bardzo upierdliwe jest tutaj uwzględnianie kwestii bezpieczeństwa. Wszyscy wiemy jak domyślnie działa apach. To teraz niech mi ktoś powie jak w związku z tym mam w bezpieczny sposób trzymać np. identyfikatory sesji? (w ogóle obecnie autoryzacja jest zrobiona na bardzo odwal się, ale ważne, że działa, poprawi się to kiedy indziej)
Categoriae: Nieposortowane | 6 commentarii »
11 XI 2004, 18:05:09
Plan był prosty - nikt nie będzie miał zielonego pojęcia o tym, czym się zajmuję i ja sobie będę spokojnie uczestniczył w życiu studenckim komentując tutaj różne rzeczy. W liceum coś takiego stosowałem i do tej pory chyba nikt z moich znajomych nie ma właściwie pojęcia czym się zajmuję poza adminowaniem licealnym serwerem. I tak było dobrze.
Plan był się rypnął w momencie, w którym mi się zachciało zrobić prelekcję na grupie .NETowej, skorzystać z polibudowego forum, a na spotkaniu okołodotnetowym zostałem rozpoznany jako ja (chociaż nie wiem jakim cudem).
Tiaaa. I teraz znowu dostaję mniej, lub bardziej dosadne wiadomości, żebym nie był taki do przodu. I mam deja vu, bo prawie równo 3 lata temu miałem sytuację mniej, więcej podobną (kończącą się produkowaniem gigantycznych maili opisujących co ja właściwie miałem na myśli mówiąc cośtam). Hmm. Cztery lata temu też miałem chyba coś podobnego (początek liceum).
Starałem się prawie nie odzywać, to nie podziałało, następnym razem pewnie nie będę się odzywał w ogóle.
Tak właściwie, to ja jak na razie żyję pod szklanym kloszem i jest mi pod nim całkiem dobrze, poza tym, że nudnawo.
W siódmej klasie podstawówki wystartowałem w olimpiadzie z angielskiego i zająłem wysokie miejsce zapewniające wstęp do dowolnego liceum na dowolny profil. Całą ósmą klasę mogłem spokojnie zignorować (co ciekawe w owej ósmej klasie już się do ścisłego finału owej olimpiady nie dostałem :).
Liceum olałem. Miałem cichą nadzieję, że nie zdam matury - zdałem. Oczywiście tematy przed maturą miałem i na polski i na matematykę (teraz można chyba bezpiecznie to pisać, bo i tak wsadzili tych, co je byli przeciekli), ale je zignorowałem - napiszę tak jak umiem (a nie umiem, całe liceum jechałem na dwójkach i trójkach z matmy). Matematykę napisałem słabo. Ale to nie problem, bo kilka dni później maturę unieważniono. Za drugim razem miałem więcej szczęścia i napisałem na 5.
No dobra, ale na studia, to pewnie będzie duża konkurencja i się na pewno nie dostanę (papiery złożyłem tylko i wyłącznie na infę na PO, chociaż rodzina się pukała w czoło) - dostałem się ze sporym zapasem punktów. Teraz mi majaczy na horyzoncie szansa niezaliczenia fizyki i wylecenia po pierwszym semestrze, ale pewnie znowu jakimś cudem mi się uda.
A nawet jak mi się nie uda, to i tak pewnie z marszu mogę dostać pracę - sprawdzałem parę miesięcy temu odpowiadając na ogłoszenie jednego z lokalnych providerów. Jakieś 10 godzin po wysłaniu maila mnie obudził telefon, żebym za godzinę się stawił w siedzibie firmy na pozaplanową pogadankę. Zażyczyłem sobie dosyć dużo pieniędzy (przynajmniej według nich jak na pierwszą pracę) i powiedziałem, że tak właściwie to ja się i tak wybieram na studia, więc dalszych rozmów nie było. Ale jakby mi zależało, to pewnie bez problemu.
Do tego moja matka od czterech lat nie pracuje, ale ze względu na dosyć specyficzną sytuację rodzinną pieniędzy specjalnie nie brakuje.
Można powiedzieć, że jestem mieszanką szczęścia i pecha.
Oczywiście powyższych wynurzeń nie należy brać zbyt poważnie - staram się nie ulegać nastrojom, ale dzisiaj jest tak ciemno, że mi się chyba nie udało.
Categoriae: Nieposortowane | 9 commentarii »
11 XI 2004, 13:40:31
Na dzień dobry krótki miniflejmik na forum mojej nowej politechniki (nie, żebym miał jakąś starą). Znaczy nie do końca miniflejmik, bo mój potencjalny kontrflejmowca dołożył wszelkich starań, by odnosić się do meritum tego, com napisał, ale ogólnie sens tych kilku postów był taki, żebym wytłumaczył, czy to co napisałem się trzyma kupy, czy też bezpodstawnie 'rzucam zarzuty o niekompetencję' pod adresem autorów pewnego serwisu. Kupy się trzymało (jakby się nie trzymało, to bym nie napisał), z formą gorzej.
Jak zwykle miały one formę do pewnego stopnia zaczepną. A miały nie mieć. I prawdę mówiąc przeszkadza mi fakt, że miały nie mieć, a jednak miały (czyli mi się nie udało, co planowałem), a nie to, że miały.
Teraz pytanie, jak szybko mi się znudzą próby poprawnego politycznie pisania i obchodzenia się z potencjalnym czytelnikiem, jak z jajkiem. Dotychczasowe próby dowodzą, że jeśli tenże sobie założy, że mogę być nadętym bufonem (a trudno, żeby sobie nie założył - musiałbym za każdem razem pisać parę kilo tekstu tłumaczącego jakie są moje intencje i jak przebiega mój tok rozumowania), to mi się i tak nie uda napisać czegoś w takiej formie, żeby mu tę tezę obalić. I chyba właściwie niespecjalnie mi zależy, żeby próbować. Żeby mieć w tym 100% skuteczność, to bym musiał się w ogóle nie odzywać. Nie muszę być chodzącym ideałem i parę osób może sobie o mnie myśleć, co im się podoba. Ważne, że sam się nie uważam za nadętego bufona. Niezależnie od tego, czy jestem nim w rzeczywistości.
Innymi słowy bardziej mi odpowiada forma dyskusji do której się przyzwyczaiłem na różnych listach mailowych i w usenecie - póki ktoś nie przesadza (co mnie kłuje w oczy), to nikt od nikogo nie oczekuje, że tenże będzie szczytem politycznej poprawności. I nikt za jakiekolwiek kategoryczne stwierdzenia nie ma do nikogo pretensji - jeśli jest kategoryczne stwierdzenie, to znaczy, że jest ku niemu jakiś powód. Jeśli się z owym stwierdzeniem zgadzamy, to nie ma problemu, jeśli nie, to dążymy do doprecyzowania.
Hmm. Z drugiej strony miło by było, jakby cała dyskusja trzymała się tylko i wyłącznie meritum.
Z trzeciej zaś strony jeśli ktoś ewidentnie odwalił fuszerkę, to czemu ja mam nie móc stwierdzić, że się nie zna.
Ble. W nosie te rozważania mam. Będę pisał tak, jak piszę dotychczas, czyli (a) mając podstawy, do tego co piszę i (b) pisząc w miarę neutralnie. A jak mi to drugie nie wyjdzie, to najwyżej się wytłumaczę, a nie będę robił tragedii. Niech se ludzie myślą co chcą. Jak mawiał pan Czarzasty: "nobody's perfect".
Categoriae: Nieposortowane | 0 commentarii »
11 XI 2004, 01:35:14
Jednak kodowanie w pythonie jest szybkie. Bardzo szybkie. Jak nie trzeba się użerać z obsługą podstawowych typów danych, a całą potrzebną 'lowlevelową' funkcjonalność zapewniają gotowe moduły, to wszystko idzie jak z płatka.
Moje międzymordzie www do ftpa pldowego potrafi mnie zautoryzować i wyświetlić mi jakie są dostępne w drzewku testowym paczki. Teraz zrobienie tak, żeby to potrafiło cokolwiek sensownego zrobić, to kwestia kilkunastu dodatkowych linijek kodu. Tyle, że teraz się zaczyna problematycznie - primo muszę od razu wymyślić jakiś sposób cachowania metadanych, żeby każde zalogowanie na www nie oznaczało wczytywania 1,5 mega danych z 300 plików, a secundo muszę być w stanie atomowo lockować. Kto wie jak w pythonie sobie atomowo zlockować np. jakiś katalog? (jak się nie da, to się skończy jakimś małym demonem lockującym w C pewnie)
No a jak to skończę, to będzie najciekawsza część zabawy - zintegrowanie tego z poldkiem, żeby automatycznie testował spsute zależności. Znowu będzie przekopywanie się przez tony nieokomentowanego i zawiłego kodu w C :/
Categoriae: PLD Programowanie | 0 commentarii »
10 XI 2004, 13:22:08
Pamiętacie jak opowiadałem o
Inżynierii Marnowania Czasu (aka Inżynieria i Projektowanie Systemów Informatycznych)? To dobrze, że pamiętacie.
Dzisiaj odbyłem krótką rozmowę z opiekunką naszego roku na temat tajemniczego projektu informatycznego w którym miałbym potencjalnie brać udział. Okazało się, że chodzi o system trzymający pracowników uczelni wraz z ich dorobkiem naukowym (dydaktycznym i jeszcze jakimś) umożliwiający ocenianie się tychże pracowników nawzajem (zakładając, że ktoś jest odpowiednio wyżej, niż oceniany), publikowanie różnych rzeczy w internecie i tego typu rzeczy.
Podczas, gdy ona mi mówiła co to ma robić, to ja słyszałem 'dostaniesz pewne materiały, o resztę będziesz musiał się latać i dopytywać bezpośrednio zainteresowanych, zakładając, że będą chcieli na ciebie spojrzeć'. Jak już udałoby mi się skompletować te kawałki informacji, które byłyby dla mnie dostępne, to reszty musiałbym się domyślić. Tyle samego projektowania.
Teraz przechodząc do implementacji: zapewne zostałoby mi narzucone jakieś kropkaNET i może dokoptowani zostaliby jacyś inni studenci. Oczywiście poddani już praniu mózgu na odpowiednich zajęciach dla starszych roczników, domagaliby się różnych ERD, RFN i NRD (cokolwiek by to nie było) i na projektowaniu tychże spędziliby dowolną ilość godzin. Nie przeszkadzałby im w tym fakt, że 'ze względów bezpieczeństwa' nie dostalibyśmy informacji o tym jak wygląda obecna baza pracowników (a ta zapewne jest i trzeba by się z nią zintegrować) i podczas fazy projektowania nikt z bezpośrednio zainteresowanych (mam tu na myśli profesorów) pewnie nie chciałby/nie umiał opisać jak według niego powinien wyglądać interfejs do tego. Podsumowując: opierając się na własnych domysłach odnośnie większości kwestii i jakiś szczątkowych informacjach trzeba by zrobić prototyp.
I znowu ciekawie:
mmazur: Dobra, wolicie pracować w CVS, czy SVN?
resztazespołu: (krępująca cisza)
mmazur: Więc?
jakiśprzypadkowystudent: Ja proponuję, żebyśmy się spotykali raz na tydzień i przychodzili z dyskietkami.
resztazespołu: Tak, tak, to bardzo dobry pomysł.
Jasne! Ponieważ polski student informatyki po studiach nie ma zielonego pojęcia, że nie żyjemy już w średniowieczu i do zarządzania kodem źródłowym są specjalne programy działające przez internet, to ja spędzę następne pół roku na lataniu z dyskietkami co tydzień, mimo, że kodowania jest na maksymalnie trzy tygodnie. No ale jak się nie widzi nad czym pracuje ktoś inny, to trudno, żeby rzecz była w jakiś sensowny sposób skoordynowana.
Dobra. Rok 2025, środkowa część Zjednoczonej Unii Europejskiej, okręg Śląski, Opole (dawne państwo Polskie). Na Wyższej Szkole Technik Cybernetycznych dochodzi do publicznej prezentacji gotowego już projektu. Dziekanowi (rektorowi? nie znam się na szarżach uczelnianych) projekt się podoba, daje zielone światło do jego wprowadzenia w życie. I co teraz? Ano teraz dostajemy wreszcie specyfikację bazy danych pracowników, a kadra uczelni wykazuje większe zainteresowanie projektem. Skutek? W związku z uzyskaniem nowych informacji pół programu jest do przepisania. Oczywiście drony-studenci po praniu mózgu w postaci zajęć z Inżynierii Oprogramowania uważają ten stan rzeczy za całkowicie normalny i w trakcie projektowania i pisania systemu dołożyli wszelkich starań, żeby owa połowa kodu, którą teraz trzeba było przepisać, była jak najmniejsza.
Ja rozumiem, że studenci są uczeni, że tak się robi oprogramowanie w poważnych firmach (wszyscy znają
ten obrazek, prawda?), ale ja nie mam na taką robotę najmniejszej ochoty i mogą mnie do niej zmusić co najwyżej względy finansowe. Jak już raz pisałem - jakbym ja chciał robić cokolwiek w ten sposób, to bym nigdy nic nie zrobił.
Z rzeczy optymistycznych.
Mój provider wreszcie poprawił usterki i mogę dalej dłubać przy automatyce do ftpa, a
marcoos jednak
nie wykrakał i w piątek są dni rektorskie.
Categoriae: Nieposortowane | 11 commentarii »
08 XI 2004, 20:48:24
Przez jakieś pół godziny z kawałkiem kładłem .NETowcom (i nie tylko) do głowy, że to nie jest tak, że ludzie pracujący nad open source nie dostają za to pieniędzy. No i że mają więcej możliwości rozwoju i z nich potrafią lepiej korzystać i w ogóle są o wiele bardziej zajebiści.
Chyba ich przekonałem.
Categoriae: Nieposortowane | 13 commentarii »
05 XI 2004, 23:34:54
No więc tak. Fajnie się jeździ w deszczu z niedziałającymi wycieraczkami. Akurat w Katowicach się popsuły, musiałem zjechać gdzieś w ulicę i później prawie godzinę trwało dowiedzenie się jak dojechać tam, gdzie miałem. Główny problem polegał na tym, że jak się chce skręcić w lewo/prawo, to akurat nie wolno i tak można jechać i jechać. Brrr. Murhpy w akcji.
Jednak zdążyłem tak na styk. Rzecz się i tak zaczęła 15 minut później, bo się ludzie schodzili dopiero.
Primo pierwsze kilka zdań jest trudno wydukać i nie chodzi tu o stres, czy tremę, czy jaką cholerę (nie odczuwałem takich rzeczy), ale o sam fakt, że z tym kleceniem zdań non stop, to trzeba się rozkręcić. Od razu mi w głowie zaświeciło, że nie mogę tak mruczeć przez cały wykład, bo będzie tragedia. No, ale załapałem 'myśl przewodnią' i poszło z górki.
Wrażnia takie, że (a) zbyt chaotycznie skakałem po tematach (nie przewidziałem, że w praktyce to tak wyjdzie), (b) sam styl wypowiedzi taki sobie (ale to jest pewnie kwestia ćwiczeń), (c) sama tematyka nie tak dobrze dobrana, jak mi się wydawało (niektóre podpunkty były szczególnie słabe) oraz (d) zapomniałem kluczowego dowcipu. Najbardziej nie mogę przeboleć tego ostatniego. Pokapowałem się w trakcie, ale niestety już nie byłem w stanie wkomponować go w cokolwiek. Buuuuuu.
Categoriae: Nieposortowane | 8 commentarii »
04 XI 2004, 21:17:59
Z pld 3.0 robi wypad architektura ia64. Blues powiedział, że musi zabrać builder. Backup paczek zrobił i czekamy na lepsze czasy. Nikt inny raczej ia64 nie kupuje, więc innego buildera mieć nie będziemy. Nie, żeby mnie to specjalnie martwiło, bo ja tego primo nie używam (i nie będę), a secundo jeden builder mniej do martwienia się o. Tyle, że się qboosh narobił i nic z tego nie ma.
Z ciekawostek: na dzisiejszym spotkaniu inżynierów marnowania czasu.NET (wniosek z godzinnego spotkania był taki, że i tak robimy następną część w domu i za tydzień zobaczymy co komu wyszło) jeden człek się mnie zapytał o imię, a jak je zapodałem, to się zapytał, czy jam z pld. Po potwierdzeniu odrzekł, że sam owego pld używa. Ha! Widać nie jestem jedynym szpiegiem linuksiarskim w krainie Billa.
Categoriae: Nieposortowane | 4 commentarii »
03 XI 2004, 23:01:57
Czy Linux i reszta darmowego oprogramowania odbiorą pracę programistom?
na to i podobne pytania spróbuje odpowiedzieć Mariusz Mazur
Poniedziałek, 8 listopada 2004, godz. 1800 Sala 308
Zapraszamy
Mam talent do dramatyzowania, nie uważacie (pierwsze zdanie mojego autorstwa)?
Categoriae: Nieposortowane | 16 commentarii »
03 XI 2004, 20:45:13
Dlaczego należy używać klas?
Czytelnicy z pewnością pamiętają, że programy wykonują zadania za pomocą "nadziewania". Mówiąc prościej klasy są po prostu sposobem definiowania nowych rodzajów nadzienia, które symbolizuje prawdziwe obiekty w dziedzinie tworzonych programów.
Czy ktoś ma na tyle dużo wyobraźni, żeby mi powiedzieć jak w oryginale brzmiało to 'nadzienie'?
(poza okazjonalnymi kłopotami z rozszyfrowaniem sensu niektórych zdań książka jest b. dobra i polecam)
Categoriae: Nieposortowane | 1 commentarii »
02 XI 2004, 21:11:27
Builder ppc nie żyje i nie będzie żył jeszcze z tydzień. Natomiast za dwa tygodnie powinien być builder amd64. Wniosek taki, że i tak nie ma sensu, żebym się brał za budowanie pakietów w tym czasie. Warto by go natomiast wykorzystać do wykończenia automatyki ftpowej. Intensywnie studiuję książkę pythonową właśnie w tym celu. Biorąc pod uwagę wydajność z jaką się dłubie w pythonie, powinienem spokojnie zdążyć.
Categoriae: Nieposortowane | 5 commentarii »
02 XI 2004, 00:54:14
Wniosek jest taki: kościół katolicki jest dla ludzi inteligentnych, którzy potrafią dokonywać własnych wyborów, natomiast cała masa szaraczków, którzy oczekują prostych wskazówek, zostaje na lodzie, bo próby stosowania się do zaleceń kościoła wychodzą im bokiem (nie potrafią ich stosować w odpowiedni sposób). Przy czym zgodnie z zasadami tej ideologii kościół powinien zignorować skutki jej głoszenia wśród szaraczków. I tak też robi.
Ja w sobie wyrobiłem takie przekonanie, że skoro to ja jestem poniekąd tym bardziej świadomym tego, co się wokół mnie dzieje, to w imię czegośtam (dobra ludzkości np.) powinienem robić tak, żeby ludzie nie potrafiący dojść do tego samego tylko swoimi siłami (umysłowymi), mogli odczuwać pozytywne skutki moich pomysłów tak, jak i ja. Kościół katolicki natomiast twierdzi, że wszyscy powinni po prostu się zamienić w takiego mnie i wszystkie problemy by się same rozwiązały. Iiijasne.
Problem z religią jest własnie taki, że jest z założenia tak cholernie oderwana od rzeczywistości. A koszty tego oderwania od rzeczywistości ponoszą prości ludzie.
Categoriae: Nieposortowane | 50 commentarii »
«
|
»