Rzecz o istocie projektowania - lenistwo

Pamiętacie jak opowiadałem o Inżynierii Marnowania Czasu (aka Inżynieria i Projektowanie Systemów Informatycznych)? To dobrze, że pamiętacie.
Dzisiaj odbyłem krótką rozmowę z opiekunką naszego roku na temat tajemniczego projektu informatycznego w którym miałbym potencjalnie brać udział. Okazało się, że chodzi o system trzymający pracowników uczelni wraz z ich dorobkiem naukowym (dydaktycznym i jeszcze jakimś) umożliwiający ocenianie się tychże pracowników nawzajem (zakładając, że ktoś jest odpowiednio wyżej, niż oceniany), publikowanie różnych rzeczy w internecie i tego typu rzeczy.
Podczas, gdy ona mi mówiła co to ma robić, to ja słyszałem 'dostaniesz pewne materiały, o resztę będziesz musiał się latać i dopytywać bezpośrednio zainteresowanych, zakładając, że będą chcieli na ciebie spojrzeć'. Jak już udałoby mi się skompletować te kawałki informacji, które byłyby dla mnie dostępne, to reszty musiałbym się domyślić. Tyle samego projektowania.
Teraz przechodząc do implementacji: zapewne zostałoby mi narzucone jakieś kropkaNET i może dokoptowani zostaliby jacyś inni studenci. Oczywiście poddani już praniu mózgu na odpowiednich zajęciach dla starszych roczników, domagaliby się różnych ERD, RFN i NRD (cokolwiek by to nie było) i na projektowaniu tychże spędziliby dowolną ilość godzin. Nie przeszkadzałby im w tym fakt, że 'ze względów bezpieczeństwa' nie dostalibyśmy informacji o tym jak wygląda obecna baza pracowników (a ta zapewne jest i trzeba by się z nią zintegrować) i podczas fazy projektowania nikt z bezpośrednio zainteresowanych (mam tu na myśli profesorów) pewnie nie chciałby/nie umiał opisać jak według niego powinien wyglądać interfejs do tego. Podsumowując: opierając się na własnych domysłach odnośnie większości kwestii i jakiś szczątkowych informacjach trzeba by zrobić prototyp.

I znowu ciekawie:
mmazur: Dobra, wolicie pracować w CVS, czy SVN?
resztazespołu: (krępująca cisza)
mmazur: Więc?
jakiśprzypadkowystudent: Ja proponuję, żebyśmy się spotykali raz na tydzień i przychodzili z dyskietkami.
resztazespołu: Tak, tak, to bardzo dobry pomysł.

Jasne! Ponieważ polski student informatyki po studiach nie ma zielonego pojęcia, że nie żyjemy już w średniowieczu i do zarządzania kodem źródłowym są specjalne programy działające przez internet, to ja spędzę następne pół roku na lataniu z dyskietkami co tydzień, mimo, że kodowania jest na maksymalnie trzy tygodnie. No ale jak się nie widzi nad czym pracuje ktoś inny, to trudno, żeby rzecz była w jakiś sensowny sposób skoordynowana.
Dobra. Rok 2025, środkowa część Zjednoczonej Unii Europejskiej, okręg Śląski, Opole (dawne państwo Polskie). Na Wyższej Szkole Technik Cybernetycznych dochodzi do publicznej prezentacji gotowego już projektu. Dziekanowi (rektorowi? nie znam się na szarżach uczelnianych) projekt się podoba, daje zielone światło do jego wprowadzenia w życie. I co teraz? Ano teraz dostajemy wreszcie specyfikację bazy danych pracowników, a kadra uczelni wykazuje większe zainteresowanie projektem. Skutek? W związku z uzyskaniem nowych informacji pół programu jest do przepisania. Oczywiście drony-studenci po praniu mózgu w postaci zajęć z Inżynierii Oprogramowania uważają ten stan rzeczy za całkowicie normalny i w trakcie projektowania i pisania systemu dołożyli wszelkich starań, żeby owa połowa kodu, którą teraz trzeba było przepisać, była jak najmniejsza.

Ja rozumiem, że studenci są uczeni, że tak się robi oprogramowanie w poważnych firmach (wszyscy znają ten obrazek, prawda?), ale ja nie mam na taką robotę najmniejszej ochoty i mogą mnie do niej zmusić co najwyżej względy finansowe. Jak już raz pisałem - jakbym ja chciał robić cokolwiek w ten sposób, to bym nigdy nic nie zrobił.

Z rzeczy optymistycznych. Mój provider wreszcie poprawił usterki i mogę dalej dłubać przy automatyce do ftpa, a marcoos jednak nie wykrakał i w piątek są dni rektorskie.

  1. 1. Krik

    W inż starty czasu jest tylko dobra 1 rzecz. Jak gadać z klientem aby wiedzieć co od nas chce i jak podpisać umowe aby sie nie wyparł, że coś chciał a nie ma albo na odwrót.

    A tak pozatym tą "nauke" wymyślili ludzie co byli za głupi aby coś napisać samemu ale na tyle łebscy aby wymyśleć jak zarabiać x razy więcej od klepaczy kodu.

    Ale to mój prywatny punkt widzenia.

  2. 2. likwor.jogger.pl

    no bez przesady ,postęp jest. zamiast dyskietek lepiej przychodzic z pendrivem :>

  3. 3. dracek

    Bardzo by mi się podobała sytuacja - kiedy 6 studentów robi burze dyskietkową i uaktualnia apikację/projekt. Gorzej jak dwóch poprawi ten sam kawałek kodu inaczej. W cale się nie dziwię, że ludzie nie wiedzą co to cvs, gdy ja mówię na uczelni - "... pisałem to pod Linuksem w Qt" to patrzą się na mnie jak na boga informatyki - jest to straszne - ze względu na fakt, że taka osoba będzie ze mną konkurować o pracę.

  4. 4. djurban

    No to masz niezlych ludzi na roku, u mnie tacy odpadna po semestrze (analiza na ppt wykancza 50%, 10% wykanacza algebra, i kolejne 10% logike, i tak po semestrze ze 120 osob zostaje 36) :)
    Chociaz nie wiem na ile politechnika opolska wolic ksztalcic lepszych studentow niz wiecej studentow. (nie studiowalem tam :))

  5. 5. mmazur

    To nie chodzi o ludzi na roku, tylko o ludzi na politechnice :)

  6. 6. Axquan

    Jestem poważnie zszokowany, na ... dyskietkach?!? Ostatnio nagrywałem coś na dyskietkę, hmmm, 2 lata temu? 1,5 ? Coś koło tego.
    Ale nieee, jaja sobie robisz, prawda? Ja bym nie polecił tego sposobu dzieciom z podstawówki, a co dopiero na studiach... A nawet gdybym nie wiedział co to jest CVS i SVN, przynajmniej spytałbym "o so hosi?" ;-)

  7. 7. jpc

    mmazur: rozumiem, że się nie podjąłeś? :)

  8. 8. Lukasz

    Coś mi się wydaje że przesadzasz. Ja dla przykładu wiem co to CVS, a na dyskietce dawno niczego na uczelnie nie przyniosłem bo to zbyt zawodna metoda. Bez urazy, ale proponuje postudiować jeszcze trochę (to ile już minęło Twoich studiów, niecałe 2 miesiące ?) a potem oceniać ogół studentów PO. Jest ziarno prawdy w tym wszystkim, ale pewnie i marcoos się zgodzi że są tam też ludzie którzy naprawdę znają się na rzeczy. "Domagaliby się ERD" ? Poważnie wątpie, zresztą sam zobaczysz na II roku :-).

  9. 9. mmazur

    Hehe. Przesadzam? A skąd ten wniosek? Może z tego, że tekst jest tak mocno przejaskrawiony, że aż gryzie w oczy? :)

    Jeśli ktoś miałby nadal wątpliwości, to to był mocno przejaskrawiony worst case scenario. Na podstawie moich dotychczasowych obserwacji (tak, jest dyskietka, tak, jest malowanie związków encji w odpowiednich programach, tak, propozycja cvsu/svnu spotkała się z... chłodnym przyjęciem) oraz nie tylko moich (że zacytuję antymona: "Klasyka gatunku: absolwenci wiodących polskich uczelni technicznych nigdy nie słyszeli o cvs ani svn. Potwierdzone wielokrotnie.").
    Co do oceniania ogółu studentów PO, to primo sam nim jestem, a secundo znam kilku znających się od dłuższego czasu i nigdzie nie twierdziłem, że żaden się na niczym nie zna. Opisałem wszystko to, z czym zdążyłem się spotkać i czego nie mam ochoty ryzykować.

  10. 10. mmazur

    Znowu mi głupek daje buźki tam, gdzie nie powinien. Chyba to wyłączę.

  11. 11. Lukasz

    Myślę że właśnie z tego mój wniosek :-). Point taken.

Adde commentarium: (textile lite)