Yuck
Akurat śledzę dyskusję organizacyjną w polskim zespole lokalizacyjnym mozillowym. Primo wygląda to strasznie... zorganizowanie. Przeciwieństwo pld. Secundo - problemy jakie zauważyłem wyglądają jakby były natury... korporacyjnej. Do kupy z tym mi wychodzi, że jednak sztywne terminy i brak możliwości grzebania przez każdego wszędzie są mocno kontrproduktywne dla deweloperów będących gdzieś na dole łańcucha pokarmowego. Nie wypowiadam się jak to się ma do ogólnej jakości (wartości rynkowej) produktu, bo to zapewne nie zależy li tylko od poziomu zadowolenia deweloperów.
Takie luźne uwagi, bez jakiejś ogólnej konkluzji.
Na dodatek mam nastrój i straciłem wenę do kodowania. Nie lubię mieć nastrojów. A wena do kodowania jest mi akurat potrzebna.
Takie luźne uwagi, bez jakiejś ogólnej konkluzji.
Na dodatek mam nastrój i straciłem wenę do kodowania. Nie lubię mieć nastrojów. A wena do kodowania jest mi akurat potrzebna.

25 XI 2004 o 19:35:40
Ależ wene _zawsze_ traci się wtedy, kiedy akurat jest potrzebna... ;>
28 XI 2004 o 02:59:08
Co do "braku możliwości grzebania przez każdego wszędzie" - zależy, co przez to rozumiesz.
1. Każdy może zrobić z kodem, co mu się żywnie podoba (póki stosuje się do MPL/NPL lub GPL/LGPL).
Jeśli jednak ktoś coś pozmienia, nie może stosować oficjalnych nazw i znaków towarowych. To ma sens. Wyobraź sobie taką sytuację: biorę Wasze PLD i podkładam do niego jakieś świnie w rodzaju keyloggerów albo crona ustawionego na wysyłanie co jakiś czas /etc/shadow pod jakiś fajny adres. I wszystko to robię pod logo z bocianem. Póki nie chronicie "marki" PLD, możecie mi nagwizdać. :-) Kiedy chronicie markę, nie mam prawa tego robić pod Waszym szyldem.
Takie jest rozumowanie Mozilla.org i stąd takie wymagania wobec lokalizatorów.
Z MozillaPL.org był (a właściwie nadal jest) jeszcze jeden problem - MPL wyraźnie zakazuje używania nazwy "MOZILLAPL". :)
2. Stara Mozilla ma takie ficzery, jakie tylko komuś się chciało wymyślić i zaimplementować. Firefox ma tylko to, na co dwóch "dobrotliwych współdykatorów" (Blake i Ben) się zgodzi. Ale to jest normalna praktyka - przecież Linus też zazwyczaj nie włącza czego popadnie do jądra.
28 XI 2004 o 13:15:33
Chodzi mi o rzeczy typu 'blokowanie cvsa wtedy i wtedy' - no i się robi problematycznie, jeśli ty akurat wtedy potrzebujesz dostępu do tego cvsa. Tego typu grzebanie przez każdego wszędzie.
13 XII 2004 o 00:50:01
No, poczekaj. Blokowanie CVSa mam zajebiscie powazne podstawy i niezwykle wazny sens. Bez tego bylibysmy utopieni...
13 XII 2004 o 10:35:07
Ja się domyślam, że wszystkie te przeszkadzajki są potrzebne z punktu widzenia produktu, ale nie zmienia to faktu, że są to przeszkadzajki :)
14 XII 2004 o 03:27:36
mmazur: mylisz sie. Projekt na polska modle pod haslem "na huraaaaaaaa" czyli znane nam z historii pospolite ruszenie nie ma zadnej szansy, prowadzi zawsze do chaosu, a na koncu okazuje sie, ze latwiej to wszystko rzucic i zaczac od zera.
Po prostu nie umiem sie z Toba zgodzic, ze "sztywne terminy i brak mozliwosci grzebania przez kazdego kiedy mu sie podoba" sa kontrproduktywne. Zwlaszcza, jesli z tego zdania sproboje rozwinac zdanie "brak terminow i mozliwosc grzebania gdzie sie chce swietnie wplywa na produktywnosc"
14 XII 2004 o 08:34:34
W przypadku projektów złożonych z ochotników przeszkadzajki *są* kontrpoduktywne. Nic nie wpływa tak na zapał, jak frustracja na decyzje 'góry'. Przećwiczyłem to już nieraz.
(i ja nadal nie twierdzę, że takie sztywne sterowanie jest złe z punktu widzenia projektu; ja tylko mówię, że jest bardzo ryzykowne z punktu widzenia deweloperów i ja bym się na taki zamordyzm nie zdecydował, bo bym miał spore szanse na rozwalenie pld)
16 XII 2004 o 02:09:11
mmazur: pogadamy jak bedziesz chcial utrzymac kompatybilnosc, jakosc itp. w projekcie w ktorym programowac bedzie np. 200 osob aktywnie. Pogadamy...
I zobaczymy czy wieksza frustracje wywoluje zamkniecie galezi na 3 tyg przed wydaniem, czy fakt, ze patch staje sie nieaktualny po 3 dniach, kiedy to 100 innych patchy zlamalo wszystkie interfejsy :)