Mam ochotę coś napisać
29 I 2005, 12:44:33Wstępnie chyba się zabiorę za tekst o tym dlaczego zarządzanie paczkami w linuksie jest fajne (niezależnie, czy deb, czy rpm, ale oczywiście na przykładzie pld i rpma). Nie powinien być za długi, ani za skomplikowany, bo ile można o tym pisać, a pewnie pozwoli sporej ilości osób zrozumieć co jest takiego fajnego w dokładnym opanowaniu komend rpma.
Mod_python jest porypany
27 I 2005, 23:18:40Heh
26 I 2005, 20:39:50W ogóle cała zabawa z domeną jest. Od zarania dziejów domena była trzymana na dnsach serkowych, a kontrolowana przez cvs nasz pldowy. Ostatnio serek sobie poszedł, ale ponieważ nic z tym nie ruszał, domeny siedziały nadal u niego. I nadal siedzą. Problem w tym, że dzisiaj cvs wyleciał z dotychczasowego ipika. I tutaj się zaczyna błędne koło: żeby serkowe dnsy zaczęły znowu reagować na zmiany, to musimy zmienić adres cvs.pld-linux.org na nowy, a nie możemy tego zrobić, bo serkowe dnsy nie reagują na zmiany :)
A ja wczoraj nie pomyślałem, że przecież cvsy siedzą u serka i będzie z tym problem. No i jak dostałem znowu dostęp do serwera z jabberd, to nie byłem w stanie nic zrobić z domeną (na szczęście byłem taki sprytny, że zmniejszyłem ttl na jabber.pld-linux.org do 10 minut wczoraj). Skończyło się na tym, że zadryndałem do serka, że mi to potrzebne, a on mi na to, że nfw, on się już w pld nie bawi. Na szczęście na tym serwerze konto ma Władysław Majewski, szef ISOCu i to... zmotywowało serka. Co nie zmienia faktu, że do poniedziałku trzeba przenieść domeny na jakiś inny serwer, bo będzie niefajnie. Nie ma to jak dobra organizacja, nie? :)
Może być problematycznie
25 I 2005, 00:15:54Poza tym wygląda na to, że jednak standardowy moinmoin ma support dla transparentnej obsługi wielu języków. Będzie trzeba to potestować.
Wiola
23 I 2005, 15:14:59Stosunki deweloperów z projektami i jak to wygląda z zewnątrz
22 I 2005, 14:44:27Jakiś czas temu pisałem o tym, że firefox nie jest zbyt przyjazny deweloperom, tzn. można tam narzucać decyzje niezależnie od tego, czy się to szeregowym deweloperom podoba, czy też nie. Podejście słuszne z punktu widzenia produktu (użytkowników), ale już średnio, jeśli chodzi o samych deweloperów.
Z kolei w tekście o zasadach działania pld tłumaczyłem, że, w przeciwieństwie do pld, debian może sobie pozwolić na narzucanie swoim deweloperom obowiązków i wyciąganie konsekwencji w przypadku nie wywiązywania się z nich.
W linuksie też jest coś podobnego - jeśli haker chce mieć swoje zmiany w jądrze, to on sam musi o to zadbać, Linus go na kolanach błagał o nic nie będzie.
Właśnie zrozumiałem jaki jest (bardzo oczywisty) powód wszystkich powyższych sytuacji (oraz niezliczonej ilości podobnych) - istnieje pewien punkt przełomowy w każdym projekcie, po przekroczeniu którego to deweloperom bardziej zależy na uczestnictwie w projekcie, niż projektowi na posiadaniu tychże deweloperów. Określenie tego punktu jest zasadniczo karkołomnym zadaniem, bo wpływa na to bardzo wiele czynników. Np. w przypadku projektu xfree, jeszcze zanim powstało x.org, to wszystkim dookoła zależało na tym, by mieć wpływ na projekt. Obecnie to xfree chciałoby mieć deweloperów, ale za późno, bo ci sobie znaleźli coś lepszego. Linux na początku był czymś do użytku własnego i pomoc, jaką otrzymywał Linus od innych, powodowała, że zależało mu na każdym nowym deweloperze (i użytkowniku, bo ci mu przysyłali dolary :). Obecnie pewnie dalej mu zależy, ale w skali makro, a nie na każdym pojedyńczym człowieku. X.org przez samo swoje powstanie odpowiedział na spore zapotrzebowanie na tego typu projekt, więc nie musiał na początku swojego istnienia zabiegać o deweloperów. Debian, o ile mi wiadomo, miał podobną sytuację. Linux osiągnął punkt przełomowy bardzo szybko (bo zapotrzebowanie było od dawien dawna, a hurda nigdzie na horyzoncie). Ale już niezliczona ilość małych projekcików jest w sytuacji odwrotnej - to ich twórcom (chociaż przeważnie tylko jednemu twórcy) zależy na tym, by znaleźli się ludzie do pomocy. PLD, choć zasadniczo jest dosyć spore, też jest w takiej sytuacji - w dystrybucji zawsze jest coś do zrobienia i znający się na rzeczy ludzie są zawsze potrzebni (zwłaszcza porównując nasz zespół z tym od fedory, ale o tym pisałem wczoraj).
I jeszcze jedna rzecz - od obecnego wydania, w Linux+ jest dział aktualności pldowych (analogicznie do paru innych dystrybucji, jakie tam są). Znajduje się tam spora ilość informacji, na które ja nigdy nie zwróciłem uwagi (i nie miałbym pojęcia, że kogoś mogą one zainteresować; tylko dowód na to, że, żeby coś relacjonować, to trzeba być osobą z zewnątrz) oraz między innymi... hmmm... 'naiwne' podsumowania niektórych kwestii. "Wraz ze zbliżającym się wydaniem PLD Ac deweloperzy PLD zdecydowali się przenieść rozmowy z listy devel-pl na devel-en". Nie, nie zdecydowali się, jest to bardziej złożona kwestia i tego typu stwierdzenie jest bezpodstawne. Analogicznie w artykule o nagłówkach jądrowych - "Prawdpopodobnie, praca Mariusza nie będzie już niedługo potrzebna. Zaczyna się proces porządkowania plików nagłówkowych". To też jest mocno bezpodstawne twierdzenie (drugie zdanie, pierwsze jest warunkowe :), bo gadanie o "no to bierzemy się do porządkowania!" jest pewnie obecne na lkmlu od co najmniej paru lat i jeśli ostatnia dyskusja nadal nie przyniesie żadnych efektów (a najwyraźniej nie przynosi), to będę już z czystym sumieniem święcie przekonany, że, żeby coś z tym ruszyć, to sam musiałbym się za to zabrać. Albo - "Na szczęście, Linus w końcu wyznaczył katalogi, w których mają się one znaleźć. Wyraził też otwartość na wszelkie łatki robiące porządek w plikach nagłówkowych jądra. To też nie jest do końca poprawne, bo Linus wyraźnie stwierdził, że jeśli łatki mają tylko robić porządek, to można je słać na /dev/drzewo. Żeby łatka została zaakceptowana, to musi rzeczywiście poprawiać jakiś problem.
Oczywiście nikogo tutaj nie krytykuję (hehe, obaj autorzy powyższych stwierdzeń będą to czytać, więc ten disclaimer musiałem umieścić :), zastanawia mnie tylko, z czego te niedopowiedzenia wynikają. Z tego, że w gazecie niespecjalistycznej niektóre tematy trzeba skracać, eliminując niuanse, które, choć kluczowe dla sprawy, byłyby i tak niezrozumiałe dla czytelników? (a poza tym by się nie zmieściły w gazecie :). A może z tego, że, jeśli nie jest się bezpośrednio zaangażowany w dany temat, to się niuansów po prostu nie zauważa (wada 'zewnętrzności' reporterów)? Albo z wszystkich tych powodów po trochu?
Mniejsza o to. Z ciekawych informacji o pld, jest info o firmie RAKS, która z pld zaczęła korzystać. I arekmowa informacja o tym, że mu by się przydały USB Pen Drive 256mb oraz PPC G4 z CDROMem, żeby podorabiać do nich wsparcie z pld. Oczywiście jest link do strony ze szczegółami, tyle tylko, że strona jest na starym pld-linux.org, którego już nie ma. Więc nawet, jeśli znalazłby się ktoś chętny, to i tak okazja przepadła. Czyli może jednak pilnowanie PR i bezpośredni dostęp do gazet o zasięgu ogólnopolskim mogą być przydatne nawet takiemu zatwardziale niemarekingowalnemu projektowi, jakim jest pld?
Rzecz o złożoności
21 I 2005, 22:48:40A może tego typu myślenie jest bez sensu? Bezcelowy perfekcjonizm. Komputery i programy są po to, by spełniać określone zadania i jeśli je spełniają, to nie muszą od razu być szczytem osiągnięć w swojej dziedzinie.
Zresztą tak działa całe open source. Właściwie, to wszystko tak działa, a przynajmniej powinno. Założenie we wszystkich dziedzinach jest takie, że awangarda zajmuje się rozwojem i pilotowym wdrażaniem nowych rozwiązań, po czym to na ich głowie spoczywa problem takiego ich przygotowanie i udokumentowania, by reszta świata mogła z nich korzystać w jak najłatwiejszy sposób i przy maksymalnym wykorzystaniu ich potencjału.
Na przykład istnieje grupa ludzi, którzy tworzą standardy www (w3c.org) i kilka czołowych przeglądarek (i często zajmują się jednym i drugim równocześnie). I teraz głównym ich zadaniem jest takie przygotowanie narzędzi, by reszta świata używając ich, odniosła jak największe korzyści. Albo język python - tak zaprojektowany, by, niezależnie od stopnia jego zrozumienia, tworzyło się jak najlepszy kod. I jeśli jakieś narzędzie jest nagminnie wykorzystywane w niewłaściwy sposób (MS Frontpage, standardowa biblioteka C, czy miliony innych), to nie jest to wina nieuświadomionych użytkowników, a projektantów, którzy nie pomyśleli przy projektowaniu (albo świadomie coś popsuli dla własnych korzyści).
Wracając do kwestii dystrybucji - prawda jest taka, że siła open source leży w możliwości wyboru. Jedne rozwiązania mogą być technicznie lepsze od drugich, ale ważne jest to, co najbardziej odpowiada użytkownikowi. Cholera, przecież sam spędziłem trzy tygodnie na pisaniu sporawego wyjaśnienia, dlaczego pld jest inne i przez to ma sens bytu!
Co nie zmienia faktu, że mnie ten stan rzeczy drażni. Używam czegoś, co w większości wypadków działa, bo działa, a ja nie mam zielonego pojęcia dlaczego. I jeśli źle działa, to też nigdy się do końca nie dowiem dlaczego (pamiętacie moje boje z glibcem? i jak bardzo czasochłonne były?).
Powyższe przemyślenia to pewnie zły wpływ wchodzenia do politechnicznej czytelni i księgarń. Człowiek stoi przed całą tą wiedzą i nie wie za co się zabrać. I czy w ogóle ma się ochotę za coś zabierać. Z tych ton książek, właściwie jedyne, jakie chciałbym przeczytać, to te o projektowaniu. I nie chodzi mi tu o nudy w stylu UMLa, ale tytuły typu "Pragmatyczny programista", czy "Jak kierować zespołem programistów" (WNT ogólnie wymiata). W ogóle obok mnie leżą takie tytuły jak "Kukułcze jajo", biografie RMSa i Linusa, "Mityczny osobomiesiąc" Freda Brooksa i "Marsz ku klęsce" Edwarda Yourdona. Książki, które, choć traktują niejako o komputerach, nie mają w zasadzie nic wspólnego z opisem jakiegokolwiek konkretnego rozwiązania technicznego.
Bo co ja właściwie chcę robić? Tak, zajmuję się rzeczami technicznymi, ale tylko z konieczności (kiedyś tak nie było). Jeśli nie muszę, to się za nie nie biorę (od dawien dawna moja aktywność w pldowym cvsie jest praktycznie zerowa). Mam świadomość, że, jeśli potrzebuję, to zrobienie czegokolwiek jest zasadniczo tylko kwestią odpowiedniej ilości poświęconego czasu. I ta świadomość mi wystarcza. Niespecjalnie ekscytuje mnie już poznawanie nowych, technicznych zagadnień - w nich nie ma nic fascynującego. Ot kolejne techniczne pierdoły jakich są miliony do wyboru i na uczeniu się których mógłbym spędzić całą resztą mojego życia (wejdźcie do pierwszej lepszej księgarni, podejdźcie do sekcji informatycznej i zastanówcie się ile z tego chciałoby się wam przeczytać :). Wiedzę traktuję jako środek do celu, a nie cel sam w sobie.
Więc czym w takim wypadku jest cel? Ewidentnie bardziej interesuje mnie to, jaki wpływ ma to co robię na innych ludzi, niż sam fakt robienia. Przykłady? PLD 3.0 - nie interesuje mnie w nim to, że będę robił dystrybucję, ale to, że mam pomysł na takie zorganizowanie całości, żeby docelowo była to lepsza dystrybucja. Nowa strona www - takie jej zorganizowanie, żeby jak najbardziej zachęcić do umieszczania na niej treści. Ogólnie jakieś próby robienia PR w pld - zrozumienie projektu mu służy. Moje pisarstwo tutaj - nie piszę przecież dla siebie, ale po to, żeby ludzie to czytali.
Podsumowując - zamiast samemu robić, to raczej organizować robienie w taki sposób, żeby innym się lepiej robiło.
Czemu? O tym, że przestało mnie interesować zagłębianie się w techniczne kwestie, już pisałem. Do tego dochodzi lenistwo - częścią open source jest to, że jego twórcy dostają geekpointsy, a lepiej dostawać geekpointsy za to, co robią inni, niż samemu się męczyć, nie? :)
Tyle teorii - problem w tym, jak to się będzie miało do rzeczywistego życia. Najchętniej bym został posłem (prezydentem!), żeby móc wpływać na te najważniejsze decyzje, ale to się raczej nie stanie. No to chociaż przydałoby się móc robić tego typu rzeczy w ramach obowiązków służbowych, ale to też się nie stanie, bo nikt nie zatrudni kogoś li tylko po to, żeby robił pld (a właściwie nie robił, ile rządził w). Najprawdopodobniej skończy się na tym, że będę pracował jako szeregowy administrator w jakiejś firmie, a rzeczami rzeczywiście mnie interesującymi będę się zajmował w wolnych chwilach. No cóż, fajnie by było dostawać kasę za mówienie innym, co mają robić, ale zawsze można pomarzyć, nie? :)
Uwaga techniczna: muszę chyba zacząć używać jpa. Albo dodawać większe wpisy przez www, bo albo sobie je przez przypadek kasuję, albo przez przypadek wysyłam w połowie pisania (tak jak to się zdażyło z tym wpisem).
Dezajning łeb blabla
19 I 2005, 22:41:55A co do samego moinmoina, to chyba trzeba by było moje przeróbki do jakiegoś cvsa, czy innego svna wsadzić. Tylko pytanie jak to zrobić w jakiś sensowny sposób. No nic, podłubię jeszcze przy skórkach, sprawdzę czego nie można przy ich pomocy zrobić i jeśli rzeczywiście będzie powód do większego grzebania bezpośrednio w samym kodzie (co niekoniecznie musi się stać, biorąc pod uwagę, że moinmoin jest generalnie pluginowaty), to wtedy się pomyśli o pldowym svnie.
Jeszcze na dziś planowałem kolejną rozpiskę o moim planowaniu 'kariery zawodowej', ale chyba mi się nie chce pisać.
PLD www
19 I 2005, 13:04:55Potwierdzone
17 I 2005, 15:51:43A jeszcze odnośnie logiki. Paul Graham w eseju o pisaniu esejów wspominał o znajdowaniu tematów, które z jakiegoś powodu mogą zaskoczyć czytelnika, choćby dlatego, że nigdy się nad nimi nie zastanawiał. (Ja wiem, że to nerdowo zabrzmi, ale nie moja wina, że mam logikę na studiach.) Otóż wszyscy wiemy, że język polski (i ogólnie chyba każdy język ludzki) nie jest logicznie poprawny. Klepiąc to wszystko na ćwiczeniach dotarło do mnie, że w polskim nawet zwykła alternatywa 'lub' nie jest odpowiednikiem logicznej alternatywy, lecz alternatywy wyłącznej. W alternatywie logicznej wystarczy, że jeden element jest prawdziwy, by cała alternatywa była prawdziwa. Natomiast w języku polskim 'lub' rozumiemy jako 'albo' - albo pierwsze jest prawdziwe, albo drugie, nigdy oba na raz. A tak działa alternatywa wyłączna. A jeśli potrzebujemy w języku osiągnąć prawdziwą logiczną alternatywę, to przeważnie piszemy 'i/lub'.
O. Dość wymądrzania się. Idę 10 minut pooglądać co będę miał zaraz na kolokwium z architektury komputerowej.
Odchudzam się
16 I 2005, 13:55:33Hmmm. No dobra, nie za wszelką cenę. Słodyczy ograniczać nie mam najmniejszego zamiaru, ale bez kolacji jakoś przeżyję. Tak jak to robiłem kiedyś, gdy byłem piękny i młody...
Odnośnie pldzianej wuwy
15 I 2005, 12:56:07Kolaboratywnie
13 I 2005, 23:16:55Generalnie ludzie dzielą się na dwie kategorie - na tych, którzy nie mogą niczego nie robić i cały czas pracują (tych jest niewielu, ale generalnie są pożądani) i tych, którym się nie chce i 'pracowitości' muszą się nauczyć (tu się ja zaliczam - najchętniej bym nic nie robił, ale skoro już kiedyś zacząłem, to się zmuszam). Tych drugich można do pewnego stopnia 'aktywować', ale ktoś to musi zrobić. Czyli można robić jakieś oderwane od rzeczywistości projekciki, ale trzeba mieć kogoś, kto jest je w stanie pociągnąć. Inaczej nie mają one szans przeżycia.
Skoro jestem już w temacie, to się zastanawiam jaka byłaby najbardziej optymalna forma strony głównej pld. Primo powinna być tylko po angielsku, żeby ludzi nie kusiło do pisania po polskiemu (a może jednak nie?). Secundo powinna umożliwiać jak najłatwiejszą nad nią współpracę. Po głowie chodzi mi zwykłe wiki (moinmoin plus pluginy) z możliwością rejestrowania się i obowiązkowym wysyłaniem diffów przy każdej zmianie na jakąś listę mailingową (coś w stylu naszego cvs-commit@pld-linux.org). Do tego przydałaby się integracja bazy userów z bazą kont w cvsie. To jest chyba maksimum, jakie można osiągnąć w myśl pldowej zasady nie utrudniania sobie życia.
Heh. Oczywiście najlepiej by było, jakbym się za to wszystko wziął i zrobił jak trzeba, nie? Tyle tylko, że dosyć szybko miałbym dosyć i tyle by z tego było. Nie jest sztuką zacząć - sztuką jest zacząć w taki sposób, żeby skończyć. Dlatego też do pldowego forum zgłosiłem zapotrzebowanie na użytkowników i stwierdziłem, że deweloperzy nie będą mile widziani. Tak, pomogę w ograniczonym zakresie (zapewnienie 'wsparcia technicznego'), ale nie mam zamiaru się w to mieszać bezpośrednio. Zajmować się mają ci, którym na tym w jakiś sposób zależy i którzy nie mają zbyt wielkiej ilości innych zjadaczy czasu (związanych akurat z tą tematyką).
W ogóle można by powiedzieć, że jestem 'zakładnikiem własnego sukcesu'. Z rozmysłem nie pcham się w każdą możliwą robotę (o czym przed chwilą mówiłem), ale czasami się do czegoś zobowiązuję. I to jest problem, bo najlepiej się robi wtedy, gdy ma się akurat ochotę, ale wcale nie trzeba nic robić. Zobowiązałem się do robienia PLD 3.0 i dłubię w nim (obecnie w nowej automatyce), ale tylko dlatego, że wymyśliłem sposób jak robić, żeby się nie narobić, a żeby były dobre wyniki (o tym było w moim ostatnim eseju). I i tak dłubię z przerwami - czasami mam wenę do kodowania i koduję, a czasem nie mam i kod czeka na następną turę. Obecnie builder alpha leży i nie powiem, żeby mi to przeszkadzało, bo oznacza, że nie muszę przy tym robić. Kochana siła wyższa. Nagłówki - no super, dłubię przy czymś 'jądrowym', a za to jest bardzo dużo geek pointów. Tak, biedny ja, z konieczności musiałem się rok temu za to zabrać, no to się zabrałem i przy okazji dogodziłem ludziom spoza pld, dostałem parę thanksów i uszanowań za to i w ogóle super. Ale ja naprawdę chcę zobaczyć jakieś ruchy w kierunku stałego zlikwidowania tego problemu. Wydawanie nowych wersji to jest tępa, iluśgodzinna robota, której nie chcę robić do usranej śmierci. I w tym stwierdzeniu jest coraz mniej kokieterii.
Ale to są tylko jakieśtam projekciki interesujące dla garstki osób. Przekazywanie wiedzy, to jest coś 'ważniejszego'. Nowe zajęcie - pisanie esejów (eseji?). W cholerę czasu zjadło mi napisanie tego o zasadach działania pld. W kolejce jest jeszcze kilka innych (propozycje odnośnie automatyki do pld, jak to jest z osobowością prawną pld, co jest fajnego w zarządzaniu pakietami w ogóle i w pld, i jeszcze mi chodzi po głowie pare mniej technicznych) i jak myślę o czasie, jaki musiałbym na nie poświęcić, to mi się odechciewa nawet zabierać za szkic któregokolwiek.
Ale to są tylko jakieś ciekawostki interesujące garstkę osób będących akurat w temacie. Fajne, ale w praktyce to tylko gadanie. Rzeczywistą wartość ma wpływanie na młodych (choć nie tylko) ludzi - taką władzę, jaką potencjalnie mają nauczyciele, ale oczywiście bez wszelkich nieprzyjemności z zawodem nauczyciela się wiążących. Przekazywanie wiedzy, ale nie po to, żeby ją przekazać, ale po to, by ukształtować w innym człowieku 'prawidłowy' światopogląd. Tutaj niestety nie obędzie się bez całej książki. Ale cała książka? To jest dopiero przerażająca ilość roboty (zwłaszcza dla mnie - średnio władam językiem ojczystym, a z systematycznością nie mam wiele wspólnego). Zastanawiałem się, czy da się to napisać stopniowo (link do googla, bo phpwiki mi się samo z siebie zbiesiło i nawet nie wiem gdzie ten szajs trzyma plik z danymi), ale raczej nie - tutaj potrzebowałbym konkretnej, zwartej formy, nie do osiągnięcia przy pomocy luźnego zbiorku polinkowanych esejów (eseji? :). Czy kiedyś coś z tego wyjdzie? A cholera wie. Miło by było.
A po co ja to wszystko piszę? Hgw. Pewnie w celu dalszego kreowania mojego imidżu małej geekowej gwiazdki polskiego open source (w czym zasadniczo nie ma niczego złego, jeśli tylko bezpośrednio zainteresowany zdaje sobie z tego faktu sprawę, podchodzi do tego z ironicznym dystansem i potrafi kontrolować; ale zakamarki mojej psychiki to jest temat na osobny esej, którego pewnie nigdy nie napiszę). No i żeby dostać kilka ochoachowych komentarzy, w przypadku których, choć nie robią już na mnie większego wrażenia (twardziel jestem), to nigdy nie unikam w tym co tutaj piszę takich stwierdzeń, które owe komentarze prowokują (tak, ja mniej więcej jestem w stanie przewidzieć jaka będzie reakcja na to, co piszę).
Hmmm. Tego tekstu jest sześć kilo. Widać mam zapędy grafomańskie.
O właśnie
13 I 2005, 11:24:37Sami by się przy okazji czegoś nauczyli, a byłby z nich jakiś pożytek.
I założę się, że są kilogramy tego typu stronek po całym internecie rozsianych i wystarczyłoby ich autorów odpowiednio pokierować i coś by z nich było.
Auć
11 I 2005, 16:50:51A mnie wkurwia fakt (choćbym nie wiem jak usilnie starał sobie wmówić, że nie), że w sporej części miał rację. Właśnie matkę opierdoliłem za zaczepianie mnie, co mnie jeszcze bardziej wkurwiło, bo nigdy się nie daję sprowokować (inna sprawa, że jestem niewyspany). I owszem, ja nie boję się ludzi tylko dlatego, że mnie oceniają i nie mam zamiaru przybierać grobowej miny tylko dlatego, że zaraz pewnie dostanę pałę za nienaumienie się, ale ewidentnie ludzie automatycznie uważają, że (a) nie powinno się w 'oficjalnej' wypowiedzi przekraczać limitu jednego dowcipu (to już parę razy przećwiczyłem, choćby na ustnej maturze z polskiego - pierwszy wywołał wesołość, za drugi dostałem upomnienie), (b) nie powinno się w ogóle dowcipkować, jeśli się nie jest nauczonym ('no bo student błaznuje, zamiast odpowiadać') i (c) powyższe nie obowiązuje, jeśli się jest nauczonym. Przy czym nad (c) to się właśnie zacząłem zastanawiać i następnym razem będę musiał sprawdzić, czy prowadzący zduszają upomnienie dlatego, że dobrze mi idzie odpowiedź, czy rzeczywiście niektórzy nie mają nic przeciwko. Na dodatek ten ćwiczeniowiec, cholera by go wzięła, sam stosuje dokładnie tę samą taktykę przy odpytywaniu studentów, którzy nie umieją. Nabija się z nich czasami. I właśnie to mnie zmyliło odnośnie jego charakteru. Jemu motyla noga wolno, ale mi już nie.
Oczywiście sprytny czytelnik szybko zauważy, że w powyższym akapicie jest na początku napisane, że człek miał rację besztając mnie, by zaraz po tym wytłumaczyć, że ludzie są dziwni z tymi swoimi niepisanymi zasadami. Czyli błaznowałem, czy stary pryk się czepiał bez powodu? Prawda, jak zwykle, pewnie leży gdzieś pośrodku.
Rozterki
10 I 2005, 15:51:29Hmmm
09 I 2005, 14:18:37Klątwa
06 I 2005, 19:27:35No to zaczynamy
05 I 2005, 19:12:55O czym mówię? O forum dla użytkowników pld. Obowiązkowo w wersji polskiej i angielskiej. Potrzebny jest ktoś (większa ilość ktosiów), kto będzie to prowadził. Postawienie phpBB i zarządzanie nim, to nie jest jakaś większa filozofia, więc bardzo preferuję chętnych do tego użytkowników. Na nadaktywnych deweloperów będę patrzył krzywo, więc zgłoszenia od takowych najprawdopodobniej polecą do /dev/null.
Zgłoszenia do mnie na maila/jabbera. Chętni? (nie mówię tu zobowiązaniu się do odpowiadania na zadawane pytania, tylko o postawieniu forum i jego moderacji; nie jest to wiele roboty)
Takie tam
05 I 2005, 02:44:00A co do mojego tekstu o pld, to spowodował umiarkowane zainteresowanie (nawiasem mówiąc zawsze zastanawiało mnie jaki jest stosunek ilościowy ludności komentującej czytane teksty, do niekomentujących; choćby w odniesieniu do mojego joga; wiecie - kwestia tego, jaki się ma 'zasięg rażenia'), ale nie przeszedł bez echa. No i jest do czego odsyłać ludzi w przyszłości.
Zastanawia mnie też ilu ludzi przeczytawszy go uświadomiło sobie, że to pld jednak nie jest takie beznadziejne i jest sensowny (i rokujący nadzieje na powodzenie) plan w jaki sposób można je poprawić.
A ilu zdaje sobie sprawę z tego, że jeśli ja tych pomysłów nie wdrożę (znaczy niekoniecznie wszystkich, ale jeśli przynajmniej nie stworzę odpowiedniej bazy), to są niskie szanse, że ktoś inny się za nie weźmie (Th nadal leży odłogiem... już właściwie zapomniałem gdzie jestem, ale wiem, że gdzieś na początku; ciekawym kiedy będzie działała alpha).
A na jutro (i pewnie pojutrze) nagłówki. Jupi. A mi się semestr kończy i przydałoby się trochę czasu na jakąś naukę poświęcić. Cholera jasna. Zawsze mam do siebie pretensje, że nie wykorzystuję na coś pożytecznego tych mas wolnego czasu, jakie mam do dyspozycji w trakcie różnych przerw świątecznych. I zawsze tłumaczę sobie to tak, że przecież trzeba w ich trakcie też trochę ponicnierobić. Co nigdy nie jest tłumaczeniem zadowalającym, bo ja nicnierobię przez większą część czasu, niezależnie od tego, czy akurat w danym momencie 'studiuję', czy nie.
Dobranoc.
Wreszcie skończyłem
03 I 2005, 23:21:17A jutro bezwzględnie muszę zrobić nagłówki. To już tydzień od wydania 2.6.10, więc najwyższa pora. A mi się na dodatek kończy czas wolny.
