Frustrancja
Chociaż do liceum już nie chodzę, to administratorem serwera licealnego jestem nadal i można powiedzieć, że w życiu starej szkoły po części uczestniczę. No i niejako stykam się z ukomputerowioną młodzieżą, bo to czegośtam potrzebują, to się znowu zajmują nie tym, czym powinni.
No i w dzisiejszym odcinku "Jeziora Marzeń" było o tym, jak główny bohater (na studiach) poszedł zrobić pogadankę na kółku zainteresowań w swoim liceumie. I jaką satysfakcję miał nauczyciel, gdy jego były uczeń zetknął się z bandą wyszczekanych, nieuznających autorytetów dzieciaków. Zwłaszcza z jednym, będącym kilka lat młodszą repliką owego bohatera. I jak to dziwne, gdy uczeń się zwraca do raptem kilka lat starszego człowieka per pan.
Ano właśnie. Ja tłumaczę, żeby się do mnie per pan nie zwracali, bom raptem maksymalnie trzy lata starszy. Acz dla nich to 'dziwne jakieś'. Takoż się natknąłem na właściwie moją trzy lata młodszą replikę, niestety ze zbytnim odchyłem w stronę różnych mitnicków (ja też miałem, ale nie aż taki duży i mi przeszło, jak sobie uświadomiłem, że przestępcy w więzieniu federalnym średnio się nadają na idoli), za co mu się już oberwało było. Więc co trzeba w takiej sytuacji zrobić? Oczywiście bardzo prostą rzecz - wytłumaczyć mu kilka rzeczy, których ja się nauczyłem przez ostatnie lata, a za poznanie których, gdy byłem w jego wieku, to bym teraz zabił. Jeśli dowie się tego, co ja wiem teraz, to będzie miał z górki w dalszym pogłębianiu własnych zainteresowań, ale już bez tracenia czasu na rzeczy, którymi się nie powinien zajmować, prawda? No nie może nie być prawda, jestem od niego zaledwie trzy lata starszy i pamiętam rzeczy, których nie powinienem był robić w jego wieku. Wystarczy mu tylko wytłumaczyć i skierować na właściwy tor...
A gówno prawda. On sam jest świadom faktu, że patrzymy na różne kwestie przez pryzmat własnych doświadczeń (gdzie u niego tych doświadczeń jest znacznie mniej), problem w tym, że jemu się wydaje, iż moje doświadczenia są tylko zbędnym bagażem, które nie pozwalają mi patrzeć obiektywnie na różne kwestie (ja w wieku 16 lat też miałem wrażenie, że jestem po prostu samą logiką, bez durnych przyzwyczajeń i zbędnych emocji). I w tego typu przypadkach jedyne co mi zostaje, to stwierdzenia typu 'zrozumiesz to jak będziesz starszy'. Ale jeśli ja mam rzucać takimi zdaniami, to równie dobrze w ogóle mogę z nim nie rozmawiać, bo rozmowa traci sens - on i tak nie chce przyjąć do wiadomości tego, co mu mówię.
Grrr. A magicznego sposobu na zaklepanie w nim jakiejś wiedzy, nie ma. Będę próbował, ale coś ja to czarno widzę. Ble.
No i w dzisiejszym odcinku "Jeziora Marzeń" było o tym, jak główny bohater (na studiach) poszedł zrobić pogadankę na kółku zainteresowań w swoim liceumie. I jaką satysfakcję miał nauczyciel, gdy jego były uczeń zetknął się z bandą wyszczekanych, nieuznających autorytetów dzieciaków. Zwłaszcza z jednym, będącym kilka lat młodszą repliką owego bohatera. I jak to dziwne, gdy uczeń się zwraca do raptem kilka lat starszego człowieka per pan.
Ano właśnie. Ja tłumaczę, żeby się do mnie per pan nie zwracali, bom raptem maksymalnie trzy lata starszy. Acz dla nich to 'dziwne jakieś'. Takoż się natknąłem na właściwie moją trzy lata młodszą replikę, niestety ze zbytnim odchyłem w stronę różnych mitnicków (ja też miałem, ale nie aż taki duży i mi przeszło, jak sobie uświadomiłem, że przestępcy w więzieniu federalnym średnio się nadają na idoli), za co mu się już oberwało było. Więc co trzeba w takiej sytuacji zrobić? Oczywiście bardzo prostą rzecz - wytłumaczyć mu kilka rzeczy, których ja się nauczyłem przez ostatnie lata, a za poznanie których, gdy byłem w jego wieku, to bym teraz zabił. Jeśli dowie się tego, co ja wiem teraz, to będzie miał z górki w dalszym pogłębianiu własnych zainteresowań, ale już bez tracenia czasu na rzeczy, którymi się nie powinien zajmować, prawda? No nie może nie być prawda, jestem od niego zaledwie trzy lata starszy i pamiętam rzeczy, których nie powinienem był robić w jego wieku. Wystarczy mu tylko wytłumaczyć i skierować na właściwy tor...
A gówno prawda. On sam jest świadom faktu, że patrzymy na różne kwestie przez pryzmat własnych doświadczeń (gdzie u niego tych doświadczeń jest znacznie mniej), problem w tym, że jemu się wydaje, iż moje doświadczenia są tylko zbędnym bagażem, które nie pozwalają mi patrzeć obiektywnie na różne kwestie (ja w wieku 16 lat też miałem wrażenie, że jestem po prostu samą logiką, bez durnych przyzwyczajeń i zbędnych emocji). I w tego typu przypadkach jedyne co mi zostaje, to stwierdzenia typu 'zrozumiesz to jak będziesz starszy'. Ale jeśli ja mam rzucać takimi zdaniami, to równie dobrze w ogóle mogę z nim nie rozmawiać, bo rozmowa traci sens - on i tak nie chce przyjąć do wiadomości tego, co mu mówię.
Grrr. A magicznego sposobu na zaklepanie w nim jakiejś wiedzy, nie ma. Będę próbował, ale coś ja to czarno widzę. Ble.

16 II 2005 o 19:26:16
Ano, tak to niestety wygląda...
16 II 2005 o 19:38:33
Pomyśl o sobie samym w tym wieku i w tym stanie co tamten chłopak. Nie zrobiłbyś tych "rzeczy" (bo nie wiem o co chodzi) gdyby ktoś ci powiedział, że to robił i się sparzył? Jakoś mi się nie widzi...
Uczenie się na cudzych błędach to tylko slogan, ciekawość zawsze zwycięża :-D
16 II 2005 o 20:01:54
Nie to, żebym był w takiej samej sytuacji, liceum - serwer - admin. I, kurczę, ostatnio też byłem w starej szkole i jakiś gość do mnie: ,,A Pan to co teraz robi? Studiuje gdzieś?'' :D
16 II 2005 o 20:20:06
A) jako że jestem uczycielem, to znam to z codziennej obserwacji. Też się ,,dziwię'', że nie chcą się uczyć np. niemieckiego czy dzikiego, a ja teraz wydaję muczos złotówkos na kursa. Ale i ja się nie chciałem wtedy uczyć. Dlatego uważam, że każdy uczeń po gimnazjumie, przed pójściem do liceuma powinien se strzelić z dwa lata przerwy i popracować na własne utrzymanie.
B) co do panowania, to się panowie nie martwcie. Mnie ludzie pytają czy moja żona to moja córka i wierzą, że mam córkę w liceumie. A też wydawałoby się, że nie jestem jeszcze takie próchno i że niedawno jeszcze studiowałem. A tu puff... czas przeleciał, wygląd się posunął... Tak więc Wy przy mnie to szczeniakiście są :)
16 II 2005 o 22:54:40
Mnie tam osobiście mówienie per "pan" odpowiada, szczególnie jak słyszy się to od klienta starszego o przynajmniej 20 lat. Generalnie ja bym się na Twoim miejscu cieszył, bo to znaczy że jeszcze jako taki szacunek mają do innych osób, niestety moje doświadczenia z młodzieżą z epoki gimnazjów są raczej dość negatywne...
3stan: hmm, fakt powinni popracować, chociaż znając dzisiejszą młodzież narobiliby więcej szkód niż pożytku. Generalnie jak człowiek zaczyna zauważać, że aby zarobić na głupi komputer trzeba zasuwać kilka miesięcy po 8 godzin dziennie (i więcej czasem), a i tak ciężko uzbierać, gdyż 90% zarobionych pieniędzy trzeba wydać na utrzymanie się przy życiu i opłacenie szkoły (+ dojazdy i inne bzdety, które tylko z pozoru tanie się wydają) to zaczyna inaczej spoglądać na życie...
16 II 2005 o 22:57:33
Problem w tym, że to nie jest szeregowy nastolatek. Skubaniec jest członkiem mensy (co akurat chyba nie jest najszczęśliwszym pomysłem w przypadku młodzieży) i się tymi komputerami jednak interesuje, więc myślałem, że z takim to będzie z górki. Zamacham mu przed oczami autorytetem i godnościom osobistom i wystarczy. A tu się okazuje, że nie.
16 II 2005 o 23:02:19
DeJot: A mi nie. Ja jestem siakoś takoś internetowy i panowanie uznawam za gupi pomysł. Jaki ja tam pan? Czy rozmówca to chłop z mojej wsi? Z kim się da, przechodzę na perty. A szacunek to wiesz, można okazywać różnie. Szanuję moich rodziców, dziadków, a mówię do nich Ty. Nie szanuję wielu osób, do których zwracam się perpan, bo taki mam z nimi układ społeczny. Więc raczej panowanie świadczy o braku szacunku.
16 II 2005 o 23:10:20
mmazur: bycie członkiem mensy nie świadczy o niczym.
16 II 2005 o 23:13:27
Mi się wydaje, że świadczy o co najmniej jakimśtam IQ, przy czym uważam posyłanie do mensy dzieci za wyjątkowo głupi pomysł. Inteligencja jest przydatna, jak się jej umie używać i ładowanie młodego człowieka od razu do tego typu intelektualnej fortecy jest imho sposobem na produkowanie zadufanych w sobie odludków. A jeśli nie, to na dawaniu innym dzieciom kolejnego powodu do nabijania się.
16 II 2005 o 23:29:08
Zgadzam się. Powiedzmy sobie tylko jeszcze o czym świadczy wysokie IQ?
16 II 2005 o 23:37:04
O tym, że jest wysoko prawdopodobne, że dziecko nie należy do najpopularniejszych w klasie? :)
16 II 2005 o 23:40:05
A bo ja wiem... Jedno drugiego nie wyklucza (mam koleżankę, która w Mensie jest i popularności jej z tego powodu nie ubyło i kolege z tym samym ,,problemem'', który popularny nie był nigdy, nawet na długo przed wydaniem się jego członkowstwa)
16 II 2005 o 23:42:25
Ja nie mówię, że wyklucza, dla mnie to tylko kwestia statystyki :)
17 II 2005 o 04:46:37
IQ jest mało ważne, 3/4 albo nawet 4/5 ludzi z ponadprzeciętnym IQ pracuje pod wodzą szefów o przeciętnym IQ. Inne umiejętności są co najmniej równie ważne, np. społeczne, inteligencja emocjonalna itd. Nawiasem - testy do Mensy są tendencyjne, człowiek o przeciętnym IQ (a to lekko licząć 90% studentów) jest w stanie się tego zwyczajnie nauczyć i za którymś tam podejściem zdać. Wiele hałasu o nic.
A co do dzieciaka... nie ma sensu się kopać z koniem, myślę sobie. Jeżeli za kilka lat przypomni sobie Ciebie i zrozumie, co chciałeś mu powiedzieć - to dobrze, będą z niego ludzie. Może nawet przyjdzie i podziękuje.
A jak nie - to tylko i wyłącznie jego sprawa.
17 II 2005 o 14:19:58
3stan: faktycznie zależy od stosunków, jednakże miałem dotąd takie doświadczenia, że jak klient zaczyna pierwszy raz ze mną rozmowę od "ty", to mogę spodziewać się tego, że zaraz zacznie mi udawadniać, że wie lepiej ode mnie co miał wpisać we wniosku (szczegół, że w 90% przypadków źle wpisał, nie doczytał instrukcji itp.). Jeśli ktoś spyta się czy może mi mówić po imieniu to kłopotu żadnego nie widzę, jednakże udawanie, że ktoś kogo pierwszy raz widzę od razu jest moim przyjacielem/znajomym to IMHO jest okazywanie braku szacunku dla rozmówcy.
Chociaż, ja wogóle jestem trochę staromodny...
17 II 2005 o 14:28:01
Gdy rozmawiam z klientem, nie ważne czy starszą panią, czy nastoletnim smarkaczem, zawsze zwracam się per Pan/Pani. Tak samo w majlach służbowych. A majle typu "Odblokuj mi ten port XXX, bo mi YYY nie działa" od klientów (czasem nawet nie podpisane, lub podpisane nic nie mówiącym nickiem) wyjątkowo mnie wkurzają.
Ale już na newsach, listach dyskusyjnych, czy imprezach typu Pingwinaria standardowo jestem na "Ty", nie ważne, czy rozmawiam z nastolatkiem, czy np. z jakimś starszym profesorem. Oczywiście jak ktoś sobie tego nie życzy, to się dostosowuję.
W kontaktach służbowych z kolegami po fachu (np. zgłaszając nadużycia do administratorów innych serwerów) zwykle stosuję jakąś w miarę grzeczną (ale też niezbyt formalną) formę bezosobową.
A więc zależy to bardziej od okoliczności, niż od tego z kim rozmawiam.
17 II 2005 o 14:29:10
I jeszcze jedno... po imieniu zwykle się do ludzi nie zwracam... bo nie znam lub nie pamiętam. Już prędzej nick, ale tego czasem głupio używać :)
17 II 2005 o 18:34:50
Ano głupio.
Pamiętam konsternacje mojej Żony, kiedy poszlismy do znajomych z wizytą i kumpel mi per nick cały czas jechał :)
17 II 2005 o 19:11:33
a) a ponoć nie masz pseudonima... :) Tajniaczek :)
b) ja tam wolę jak mi mówią Tristan :)