Paczkowanie
Jeff planuje dodać do rpma możliwość (pół)automatycznej generacji listy plików, żeby ludzie nie musieli się babrać z ręcznym wpisywaniem tych rzeczy do %filesów. Facet od conary (href="http://www.specifix.com/">specifix.com) powiedział, że generowanie takich rzeczy na podstawie zdefiniowanej polityki zaoszczędziło im duże ilości ręcznej roboty. Ja z kolei obstaję przy wersji, że takie rzeczy i tak w przypadku pld są kompletnie bezużyteczne (a używanie 'make install' na żywym systemie to barbarzyństwo), a że piszę o tym akurat esej (co mi idzie jak krew z nosa - brak weny i klecenie zdań mi idzie jak po grudzie), to się nad tym trochę zastanawiałem. Np. teraz mi wyszedł babol z gcc na ppc, bo się okazało, że wszędzie indziej dodanie explicite --disable-multilib nie wpływa na nic, a na ppc powoduje niewygenerowanie paru bibliotek. A co by było, gdybyśmy nie mieli ręcznie wpisywanych list plików? Mógłbym tego nie zauważyć i później byłoby drapanie się w głowę czemu to nie działa jak trzeba.
Jeff się zgodził, że rpmbuild to jest pewnego rodzaju metodologia i jeśli ktoś wie, jak z tego korzystać (czyli np. my, albo conectiva), to ok, ale początkujący paczkarze i różnej maści klienci często widzą w tym tylko upierdliwość. W sumie ma rację, a że i tak nie wymusi używania tego, zamiast dotychczasowej metody, to niech sobie będzie.
Chociaż ja bym wolał, żeby zajął się czymś innym, np. respektowaniem kolejności przy odinstalowywaniu pakietów, co biorąc pod uwagę mocno wykorzystywane u nas zależności, często prowadzi do różnych problemów (sam bym się za to zabrał, ale nie chce mi się do tego stopnia wgryzać w rpma).
Jeff się zgodził, że rpmbuild to jest pewnego rodzaju metodologia i jeśli ktoś wie, jak z tego korzystać (czyli np. my, albo conectiva), to ok, ale początkujący paczkarze i różnej maści klienci często widzą w tym tylko upierdliwość. W sumie ma rację, a że i tak nie wymusi używania tego, zamiast dotychczasowej metody, to niech sobie będzie.
Chociaż ja bym wolał, żeby zajął się czymś innym, np. respektowaniem kolejności przy odinstalowywaniu pakietów, co biorąc pod uwagę mocno wykorzystywane u nas zależności, często prowadzi do różnych problemów (sam bym się za to zabrał, ale nie chce mi się do tego stopnia wgryzać w rpma).

17 II 2005 o 00:33:00
,,make install'' to najlepsze rozwiazaniem *pod warunkiem*, że jest uruchamiane pod kontrola ,,checkinstall'' - czyli bez zapisywanie gdziekolwiek żadnych plików. Jeśli chodzi o *.tgz, to ,,checkinstall'' tworzy je pięknie. Umie także rpmy i deby, ale nie mam mozliwości sprawdzenia, z jakim skutkiem.
17 II 2005 o 01:50:41
make install da żyć i nie rozpieprzy systemu, jeśli korzystać się będzie z malutkiego i prościutkiego narzędzia: GIT (Guarded Installation Tool).
http://home.wtal.de/ib/freisoft/
Generalnie godne polecenia są w tym temacie poradniki LFS:
http://hints.linuxfromscratch.co.uk/hints.shtml
17 II 2005 o 07:59:18
Dopóki Jeff nie zrobi tego jako domyślne zachowanie to IMHO niech sobie robi, przynajmniej znów PLD będzie znane z najbardziej dopracowanych paczek rpm na świecie ;)
(ech, ale sobie wlewam, lecz trzeba sobie humor przed parogodzinnym szkoleniem poprawić ;> )
18 II 2005 o 22:11:27
a tego już w rpm'ie nie ma?
%install
[...]
%{l_rpmtool} files -v -ofiles -r$RPM_BUILD_ROOT \
%{l_files_std} \
'%not %dir %{l_prefix}/etc/fsl' \
[...]
%files -f files