Co wykłady robią z człowiekiem
Trzecia godzina wykładów. Szeregi Fouriera, trygonometryczne i hgw co jeszcze. Prowadząca tłumaczy, że do zrobienia czegośtam musimy mieć na początku i końcu funkcji tę samą wartość. A co robimy, jak nie mamy? Ano bierzemy wartości na owych końcach i sobie je obie ustawiamy na zero (robi się z tego funkcja nieciągła). I wiecie co? Serdecznie się ze znajomym uśmialiśmy z takiego sposobu rozwiązania problemu :)
A wracając do dłubania w źródłach quake'a 2, to zapomniałem napisać, że wgryzanie się w to jest cholernie czasochłonne. W ogóle ja mam zawsze wrażenie, że jestem strasznie niewydajny przy programowaniu, ale może to tak po prostu ma być, że pozornie mała zmiana zjada (niezauważenie) duże ilości czasu?
A wracając do dłubania w źródłach quake'a 2, to zapomniałem napisać, że wgryzanie się w to jest cholernie czasochłonne. W ogóle ja mam zawsze wrażenie, że jestem strasznie niewydajny przy programowaniu, ale może to tak po prostu ma być, że pozornie mała zmiana zjada (niezauważenie) duże ilości czasu?

31 III 2005 o 15:48:08
To chyba tak jest, nie masz się co dziwić. (apropos programowania)
31 III 2005 o 15:49:47
Albo tak to sobie tłumaczą takie ciamajdy, jak my :)
31 III 2005 o 15:51:24
Nie. Impossible. :)
Wszystko tyle czasu pochłania, bo inaczej byłoby zbyt pięknie. Namalowanie obrazu (mam świeże odniesienie) to niby nic, ale czasochłonne; wykopanie rowu podobnie; elektronika niby prosta, ale debugowanie też wymaga dużo wysiłku i czasu.
Na tym chyba polega świat. ;]