A plan for Saturday

30 IV 2005, 13:07:06
Dzisiaj przeczytam wszystkie zaległości, jakie mi się nazbierały w bookmarkach (a przynajmniej te ciekawsze), napiszę dwa teksty (jeden dłuższy i jeden krótszy), które są pending od dłuższego czasu, a później będę robił tylko to, na co będę miał czas/ochotę. O.

Nie zdawałem sobie sprawy jakim bajzlem są systemy informatyczne składane na szybko (bo firma potrzebuje już mieć to, to, to działające i to, to, to napisane), póki żem jednego nie zobaczył. Tak, to działa, bo autorzy to tak zrobili, żeby działało, ale (a) tych drobnych upierdliwych usterek ma co niemiara i (b) jak się jeszcze trochę rozrośnie, to się już w ogóle nie będzie nadawało do maintainowania. A najgorsze jest to, że pieniądze się dostaje właśnie za dłubanie w czymś takim. No ale cóż, uporządkowanie czegoś takiego, to jest dopiero wyzwanie!

Nie doceniałem też o co chodzi z 'żywotnością' i 'ruchliwością' polskich małych i średnich firm, póki nie zobaczyłem takowej w praktyce. Wszyscy w biegu, telefony się urywają. Z jednej strony wygląda fajnie, bo aż czuć zapach pieniędzy. Z drugiej jednak ja sobie zbyt cenię nicnierobienie i grzebanie w tym, co lubię, żeby się dać wciągnąć w pracocholizm. Wniosek -- będę uważnie dobierał to, czego będę się podejmował i nie będę brał więcej, niż mam ochotę. O. Acz i tak mam opory przed wchodzeniem w to. Mam poczucie, jakbym tracił 'dzieciństwo'.

Gupi za duży uptime

27 IV 2005, 23:36:05
Licznik bajtów na interfejsie mi się przekręcił i mrtg zgłupiało. Ktoś ma jakieś pomysły?

Rzecz o istocie zrozumienia -- słuchanie

27 IV 2005, 00:54:58
Jeśli ktoś coś do was mówi, to najgorszą rzeczą, jaką możecie zrobić, jest domyślenie się jego motywów. A wiecie dlaczego? Bo jeśli się pomyliliście, to nie usłyszycie nic z tego, co ktoś wam próbuje powiedzieć.

Jak oglądacie film, gdzie powiedzmy nauczyciel próbuje wytłumaczyć coś niesfornemu uczniowi, to co ów nauczyciel najpierw robi? Ano najpierw gada o pierdołach, zdobywa zaufanie ucznia, a gdy już uda mu się przebić przez zewnętrzną barierę uprzedzeń, cynizmu, agresji, może się zabrać za omawianie kluczowych kwestii z nadzieją, że uczeń zrozumie, co się do niego mówi. Ot podstawy pedagogiki.

Im ktoś młodszy, tym takie manewry są łatwiejsze. Poważny problem jest dopiero z ludźmi dorosłymi -- tam to już nie pedagogika, raczej resocjalizacja. I to jest smutne, że jak nikt człowieka nie naprostował za młodu, to najprawdopodobniej mu już tak zostanie po wsze czasy.

Więc następnym razem, gdy będziecie rozmawiać z kimś, kogo nie lubicie, zastanówcie się, czy może na to co mówi nie patrzycie przez pryzmat własnych uprzedzeń względem niego (i vice versa zresztą). Tutaj bardzo pomaga bycie optymistą.

You are all my reasons

24 IV 2005, 01:37:23
Chyba najpiękniejszy film, jaki widziałem (mind you, że raczej nie oglądam wyciskaczy łez).

A że bodajże wczoraj przeczytałem Mówcę Umarłych, to pozostaje mi tylko stwierdzić, że skoro tylu ludzi uważa, iż w życiu liczy się tylko miłość, to coś w tym jednak musi być.

Prima aprilis!

22 IV 2005, 23:26:14
Pamiętacie?. No to szósta pozycja od dołu :)

Hmm. Ja już w ogóle bugtracka nie czytam. Zasadniczo mógłbym się wypisać. Zdecydowanie będę musiał się przyjrzeć alternatywom z mniejszą ilością szumu.

Najprawdopodobniej dzisiaj/jutro dam kilku osobom dostęp do builderów Th. Znając życie spowoduje to, że prace ruszą pełną parą i ludzie zaczną się przenosić ze swoimi (testowymi) maszynami. Problem w tym, że ja będę miał co najwyżej dwa-trzy miesiące na dokończenie pisania wdi (wwwbased developer interface :) dla deweloperów, zanim nie skończy sie okres wstępnych budowań i takie coś nie zacznie być rzeczywiście potrzebne. A ja już zapomniałem jak ten kod wygląda. Dobra wiadomość jest taka, że nawet bez tego kodu jestem w znacznie lepszej sytuacji, niż przy robieniu Ac, a poza tym to nie powinno być za dużo roboty (przynajmniej podstawowa funkcjonalność; zresztą za trzy miesiące to ja mam wakacje).

Przy robieniu radia wyszedł problem reklamy. Tzn. w jaki sposób reklamować takie radio? Radio niby polibudziane, ale ludzi z uniwersytetu jest w nim chyba z dwa razy więcej, więc wystarczająca ilość różnych humanistów jest, żeby się jacyś spece od marketingu znalazły. No i rzeczywiście -- jest osoba teoretycznie odpowiedzialna za reklamę. Do tego jest powszechna opinia, że najlepszą reklamą jest obecność w środowisku, czyli organizowanie różnych rzeczy dzięki którym trafia się do różnych gazetek studenckich i mediów lokalnych. Fakt, to jest ważne (inną kwestią jest to, czy ludzie odpaliwszy to radio go automatycznie nie wyłączą), ale cały czas się przewija kwestia 'reklamy internetowej'. W końcu radio jest internetowe, nie?

Osobiście na takiej reklamie się w ogóle nie znam, nie wiem jak dobrze działają różnego rodzaju banery, etc. Poza tym uważam, że najważniejszą cechą internetu jest to, iż wartościowy materiał umie się w nim sam wybronić, bez żadnej kampanii reklamowej. Najlepszym przykładem są różnej maści blogi -- od tych 'dla mas', które przeważnie poruszają tematy społeczne i czasami rzeczywiście mają zasięg rażenia jak całkiem niezły dziennik, po te niszowe. I jedne i drugie poza popularnością mogę też, dzięki zawartości, dochrapać się czegoś, co się nazywa 'opiniotwórczość'. I to jest gra warta świeczki. Rozpoznawalność wśród mas to jedno, ale kto by nie chciał mieć bezpośredniego wpływu na własną branżę. Dlatego przydałoby się, żeby prelekcje organizowane przez radio były nagrywane i udostępniane. To jest wartościowy materiał, czyli taki, którego w internecie jest (procentowo) niewiele. I coś, przez co inne (potencjalnie wartościowe i przeważnie pokrewne tematycznie) serwisy mogą się linkować do strony emitera, naganiając ewentualnych słuchaczy.
Poza tym, jak już mówiłem, to jest jedyna uznawana przeze mnie forma reklamy. W życiu bym nie wykorzystał faktu, że mam dostęp do 7thguarda (czy pld-linux.org, ale to jest wiki, więc każdy ma dostęp :), żeby reklamować projekciki, w których akurat uczestniczę i krzywo bym patrzył na inne osoby próbujące robić coś podobnego (no chyba, że projekt jest związany z tematyką serwisu, to wtedy normalne, że się go reklamuje; acz też można mieć opory).

Ostatnia mój wniosek z kilku ostatnich dni -- jest pewien poziom, którego takie radio raczej nie przeskoczy. Jeśli ja słucham serwisu newsowego w RMF FM, to słucham profesjonalnego spikera (czytającego profesjonalnie przygotowane newsy), który mówi w taki sposób, że te informacje same wchodzą. Jest kolosalna przepaść pomiędzy nim, a osobą, która newsy czyta, bo nie było kogo innego. A nawet jeśli studentka czytająca chce czytać, to jeszcze nie oznacza, że robi to jak trzeba. Bardzo niewiele osób ma wrodzony talent, by odpowiednio intonować takie rzeczy, reszta musi się nauczyć. I rzeczywiście, można się tego nauczyć, ale który student wiąże swoje nadzieje zawodowe właśnie z taką umiejętnością i będzie miał czas i wolę poprawiać własną technikę? A nawet jakby się taki jakimś cudem znalazł, to i tak nie ma siły, żeby wystarczył na całe radio. Musiało by takich osób być co najmniej kilka, a na to szansa jest praktycznie zerowa.

Z obecnym redaktorem naczelnym radia się tymi uwagami podzieliłem i wyglądało na to, że nie powiedziałem mu niczego, z czego sam by sobie nie zdawał sprawy. Ale, podobnie jak ja, nie dysponował jakimś spójnie brzmiącym planem na rozwiązanie tego problemu. No cóż, nie wszystko da się osiągnąć samymi ochotnikami.

Walło mnie (it hit me)

18 IV 2005, 01:18:37
Jak patrzyłem na różne CJC, PyRSSy, ekg2, czy chociaż PLD (oraz niezliczoną ilość projektów projekcików (współ)robionych przez polaków), to się zawsze zastanawiałem jakim cudem w tak małym kraju bierze się tyle ludzi, którym się chce takie rzeczy robić. Właśnie mnie walło, że przecież my nie jesteśmy małym krajem. Małe to są Czechy :)

W ogóle ciekawi mnie jaki procent ludności nadaje się do ochotnikowania. I nie mówię tutaj konkretnie o informatyce, tylko o ochotnikach w ogóle (choćby moi radiowcy). To się ładnie "społeczeństwo obywatelskie" nazywa i, o ile mogę się zorientować, jak najbardziej ma prawo działać. Ludzi zainteresowanych robieniem różnych ciekawych rzeczy jest wystarczająca ilość, żeby wszystkie nisze pozapełniać.

Więc, czytelniku, co robisz ty, z czego korzyści czerpie także kto inny, hę?

Fiu, fiu, kto by pomyślał

16 IV 2005, 11:36:38
Organ osoby w prezesie.

Przemyślenia radiowe

16 IV 2005, 02:32:29
Wczoraj (technicznie, to przedwczoraj) było ogólne spotkanie radioemiterowców. Pogadałem sobie przy okazji burzy mózgów, poobserwowałem. Hmmm. Prawdę mówiąc sam nie jestem w stanie dojść do ładu z własnymi wnioskami. Ogólne spostrzeżenie jest takie, że burza mózgów jest nic nie warta, jeśli nie ma osoby, która później coś z tym zrobi. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że bez osoby, która ma jakąś ogólną koncepcję co i jak, jakiekolwiek dyskusje są bezcelowe, gdyż są tylko garstką niespójnych, oderwanych od siebie pomysłów, których realizacja nie jest niczemu podporządkowana. Z drugiej strony jeśli ktoś potrafi wyławiać pomysły i wkomponowywać je w jakiś szerszy obraz, to wtedy można stwierdzić, że dyskusja się nie zmarnowała. Ale czy jest taka osoba?

Druga sprawa, to organizacja. Ludzka organizacja. Dla mnie chaos przy pracy nad czymś jest dobry, gdyż oznacza brak narzuconych sztucznie norm i regulacji, ale projekty opensource (czy w ogóle projekty informatyczne) mają to do siebie, że brak formalnego procesu podejmowania decyzji nie oznacza jeszcze, że nikt nie wie co się dzieje. Wręcz przeciwnie -- prawidłowo zorganizowany projekt to jest taki, w którym wszystkie rzeczy są archiwizowane i łatwo dostępne (nie ma oficjalnego Dziennika Ustaw z postanowieniami, ale wiem, gdzie mogę szukać, jeśli interesują mnie ustalenia dotyczące danego tematu, albo konkretna wykonana robota). Przy pracy z ludźmi nie ma tak dobrze. Tutaj nie ma czegoś takiego, jak kontrolowany chaos, gdyż cholernie trudno jest nadzorować wszystko, co się dzieje. Jeśli ja rozmawiam z dwoma osobami nad zagadnieniem A, to w tym czasie trzy inne grupki omawiają B, C i D. Ja nie wiem o czym mówią. Jeśli jestem tym zainteresowany, to mogę się dopytać. Jeśli wcześniej zadbałem o jakąś hierarchię, to może przyjdą do mnie dwie osoby i mi zreferują co i jak. Acz niekoniecznie (oni nie mają czasu, a ja nawet nie wiem, że oni o czymś z kimś rozmawiali).

To jest... dziwne. Trudniejsze. A co najważniejsze -- czasochłonne. Jeśli mam ochotę, to mogę z kimś emailować w odstępach tygodniowych i dyskusja będzie się toczyła jak trzeba, acz wolniej, niż by mogła. W praktyce nie będzie to prawdopodobnie miało żadnego znaczenia. Mogę sobie odłożyć zrobienie czegoś/pogadanie z kimś na za tydzień i nic się nie stanie. Tutaj tak nie ma -- żeby w ogóle mieć kontakt z ludźmi, z którymi mam współpracować, muszę codziennie przynajmniej na godzinę-dwie pojawiać się gdzie trzeba. Podczas przysłuchiwania się tym ludziom przez dłuższy czas chodziła mi po głowie myśl skomputeryzowania tego wszystkiego. Przecież te wszystkie pomysły idą do /dev/null, bo nikt ich nie archiwizuje. Żeby się dowiedzieć co kto robi i w jakim jest stopniu zaawansowania, to trzeba się łazić i pytać. Przecież to jest takie marnotrawstwo środków i czasu!

Oczywiście za każdym razem, gdy miałem to powiedzieć, gryzłem się w język, gdyż gdzieś na dnie mózgoczaszki miałem schowaną myśl, że to ma właśnie tak działać. Przy takich rzeczach ważny jest aspekt społeczny. Czyli bycie z ludźmi, gadanie z nimi, robienie czegoś, omawianie, umawianie się na konkretne terminy... to wszystko, z czego składa się 'życie towarzyskie'.

Wracając do kwestii osoby odpowiedzialnej za organizację -- żeby kierować czymkolwiek, trzeba (a) znać odpowiednie mechanizmy, jakie rządzą ochotnikami i (b) zdawać sobie sprawę z możliwości poszczególnych osób (a przynajmniej tych kilku kluczowych). Ja nie jestem pewien do jakiego stopnia osoby kierujące tym radiem posiadają taką wiedzę. Zasadniczo takie rzeczy wyciąga się z obserwacji ludzi przez jakiś czas, ale na ile świadomie tamte szefy to robią i jak dobrze zdają sobie sprawę z konsekwencji własnych obserwacji -- nie wiem. Jedyne co mi wpadło do głowy, to zorganizować ankietę wśród ochotników, żeby wiedzieć na czym się stoi (i zapewne będę to musiał przeprowadzić ja). Czemu nie, to jakiś start (a i ja będę w stanie proponować coś konkretniejszego, podpartego danymi).

Nie mogę nie wspomnieć o tym jak... dziwne dla mnie było proponowanie (trafnych, oczywistych i popartych konkretnymi argumentami, bo przecież moich własnych!!!) pomysłów i patrzenie, jak kilka osób automatycznie kręci nosem i pomysł idzie do /dev/null. Jestem przyzwyczajony do tego, że mam dobry pomysł, biorę, robię. Tu się nie da. Tutaj ani nie jestem szefem, żeby coś forsować, ani nie wzbudzam żadnego entuzjazmu tym co mówię. Ludzi trzeba przekonywać, tłumaczyć. Interesujące.

I na sam koniec jako dodatek -- tam można po prostu przyjść, usiąść i patrzyć jak ludzie się kręcą, coś robią, słuchać jak rozmawiają, czasami mnie zaczepią, przywitają się, pożegnają. Po jakimś czasie by mi się pewnie znudziło, ale nie miałem wcześniej do czynienia z tego typu skupiskami ludzkimi, więc pewnie nie prędko by to nastąpiło. Nie wspominając o tym, że niektóre osoby są po prostu sympatyczne i 'miło' się na nie patrzy/ich słucha.

(Jak już mówiłem, sam mam problem z uporządkowaniem tego, od wczoraj próbowałem, a mi się nie udało, więc nie do mnie pretensje, jak ktoś nie zrozumiał połowy tekstu :)

O teorii i praktyce

14 IV 2005, 14:29:57
Teoria jest fajna, acz człowiek jest tak głupio zbudowany, że dopiero praktyka pozwala mu rzeczywiście opanować dany materiał, zauważyć problemy, których nie dostrzegał zaznajamiając się tylko z teorią, etc. A czemu to piszę? Bo właśnie wróciłem z kolokwium, przed którym nie przeliczyłem pół przykładu. Xhejn.

Marcoos ma swą porno stronę, mam i ja

10 IV 2005, 22:05:54
Marcoos był mnie natchnął i postanowiłem siebie też poszukać. I znalazłem. Ciekawym, czy można na nich napuścić jakiś cyber swat team, żeby im wyperswadował te niecne praktyki (bo to jedna i ta sama strona robi).

Ajajajajaj

09 IV 2005, 02:04:51
Żeby zaliczyć za jednym zamachem dwa przedmioty zaproponowałem, że zaimplementuję algorytm rsa wraz z obsługą liczb dowolnej wielkości. Tyle, że się przejechałem na dzieleniu, którego zrobić po prostu nie jestem w stanie przy obecnym podejściu. A inne podejście to jak po chińsku z tymi wszystkim operacjami bitowymi. Wrrrrr. Za dużo czasu już nad tym spędziłem, a wygląda na to, że będę musiał więcej.

W ogóle robota mi się zaczyna kolejkować. I to jest denerwujące. Jeszcze mi serwer siadł (i do poniedziałku poleży) i części rzeczy nie mogę zrobić. Buuuuu. Niech mnie ktoś przytuli.

Gra Endera

08 IV 2005, 01:08:09
Dziwna książka. Jakaś taka strasznie inna.

Nie ma to jak snapy

05 IV 2005, 18:53:35
Tym razem miskompilacja rpma z -march=athlon i -O2 przy pomocy gcc4. Będę musiał wyodrębnić test case i zgłosić buga.

Z zainteresowania pierwszego rocznika studentów linuksem wyszło... jajco. Znaczy by wyszło, ale za wczasu wyperswadowałem próby robienia czegokolwiek w gronie sześciu niespecjalnie technicznych osób (a nikt się jakoś specjalnie nie palił do bronienia pozycji, że coś takiego jednak ma jakiś sens). Stanęło na postawieniu cvsa i grupowym dłubaniu w phpowym kodzie na którym chodzi obecny serwis dla owych pierwszaków. Kewl, primo będę miał okazję poprawiać co bardziej upierdliwe kawałki tego kodu (z którego sam korzystam), a secundo będę mógł się 'chwalić', że napisałem w php więcej jak 5 linijek kodu :)

Co zamiast bugtracka?

03 IV 2005, 00:52:00
Butrack to właściwie śmietnik. Odklikuję z przyzwyczajenia, praktycznie tak samo jak spam, szukając czy przez przypadek czegoś ciekawego w tym folderze nie ma. Zna ktoś coś ze znacznie lepszym signal to noise ratio (z punktu widzenia ladmina (linux admina))?

A tak bajdełejem, to na 7thguarda wstawiłem żałobne logo. Pewnie powisi z kilka dni (konklawe jest za dwa-trzy tygodnie, ale do nowego papieża pewnie czekać nie będziemy). Gryzie się, jak akurat obok jest oczojebno pomarańczowa reklama kei.pl (pajacyk.pl jeszcze w sumie ujdzie), ale to nie moje, to nie będę ruszał. Musiałby być honej (a go nie ma). Inna sprawa, że jeśli ta kokardka ma powisieć kilka dni, to wątpię, żeby przez cały ten czas był jakiś gigantyczny baner żałobny, zamiast reklamy. To mniej więcej tak, jakby oczekiwać od tv, że nie będzie przez następne kilka dni reklam nadawać.

Gupi rpm

02 IV 2005, 00:25:42
Gdb twierdzi, że rpm wisi na strncpy. I wygląda na to, że rzeczywiście wisi na strncpy. Ale jakim cudem program może wisieć na strncpy, to już wykracza poza moje zdolności pojmowania. Widać będę się musiał bliżej z gdb zaznajomić :/

Prima aprilis!

01 IV 2005, 16:06:20
Myślałem długo nad czymś wiarygodnym, żeby nie odwalić fuszerki jak Jajcuś, ale nic nie wydaje mi się wystarczająco wiarygodnego. Może wiarygodne byłoby stwierdzenie, że zamierzam włączyć llh do jądra, ale średnio byłoby to śmieszne. Kombinowałem oczywiście coś z pld. Że porzucam pracę nad i np. przerzucam się na Gentoo, to by pewnie nikt nie uwierzył. Próbowałem coś w zakresie PLD-BSD, ale to też takie średnio. Więc macie tutaj na odwal się: w następnej Polityce jest mój obszerny artykuł (i mówię, że to my jesteśmy PLD, a nie ta pożal się Boże partia i dlaczego kloczek jest evil ;).

Albo nie. Przesadziłem. W nastepnym Linux+ jest mój artykuł. Albo wywiad ze mną. Ooo. Taaak. Obszerny wywiad. Normalnie hit numeru. Albo nie, nie w Linux+, tylko w Linux Journal. Chociaż nie, to też przesada. No to w Linux Magazine.pl. Albo coś w ten deseń.

Teraz niech mi ktoś powie które byłoby najśmieszniejsze, a na które najłatwiej byłoby się nabrać, to się za rok bardziej postaram.

Pedagog potrzebny

01 IV 2005, 00:25:58
Ktoś mi ostatnio w rozmowie powiedział, że nikt mnie nigdy niczym nie 'zaraził' (as in, żebym miał +5 do zapału i chęci zrobienia czegoś). Jeśli ktoś zna jakiś magiczny spell działający na młodzież, który powoduje tego typu zmiany w statsach, to ja bym bardzo prosił o scrolla.
« | »