Prima aprilis!
Pamiętacie?. No to szósta pozycja od dołu :)
Hmm. Ja już w ogóle bugtracka nie czytam. Zasadniczo mógłbym się wypisać. Zdecydowanie będę musiał się przyjrzeć alternatywom z mniejszą ilością szumu.
Najprawdopodobniej dzisiaj/jutro dam kilku osobom dostęp do builderów Th. Znając życie spowoduje to, że prace ruszą pełną parą i ludzie zaczną się przenosić ze swoimi (testowymi) maszynami. Problem w tym, że ja będę miał co najwyżej dwa-trzy miesiące na dokończenie pisania wdi (wwwbased developer interface :) dla deweloperów, zanim nie skończy sie okres wstępnych budowań i takie coś nie zacznie być rzeczywiście potrzebne. A ja już zapomniałem jak ten kod wygląda. Dobra wiadomość jest taka, że nawet bez tego kodu jestem w znacznie lepszej sytuacji, niż przy robieniu Ac, a poza tym to nie powinno być za dużo roboty (przynajmniej podstawowa funkcjonalność; zresztą za trzy miesiące to ja mam wakacje).
Przy robieniu radia wyszedł problem reklamy. Tzn. w jaki sposób reklamować takie radio? Radio niby polibudziane, ale ludzi z uniwersytetu jest w nim chyba z dwa razy więcej, więc wystarczająca ilość różnych humanistów jest, żeby się jacyś spece od marketingu znalazły. No i rzeczywiście -- jest osoba teoretycznie odpowiedzialna za reklamę. Do tego jest powszechna opinia, że najlepszą reklamą jest obecność w środowisku, czyli organizowanie różnych rzeczy dzięki którym trafia się do różnych gazetek studenckich i mediów lokalnych. Fakt, to jest ważne (inną kwestią jest to, czy ludzie odpaliwszy to radio go automatycznie nie wyłączą), ale cały czas się przewija kwestia 'reklamy internetowej'. W końcu radio jest internetowe, nie?
Osobiście na takiej reklamie się w ogóle nie znam, nie wiem jak dobrze działają różnego rodzaju banery, etc. Poza tym uważam, że najważniejszą cechą internetu jest to, iż wartościowy materiał umie się w nim sam wybronić, bez żadnej kampanii reklamowej. Najlepszym przykładem są różnej maści blogi -- od tych 'dla mas', które przeważnie poruszają tematy społeczne i czasami rzeczywiście mają zasięg rażenia jak całkiem niezły dziennik, po te niszowe. I jedne i drugie poza popularnością mogę też, dzięki zawartości, dochrapać się czegoś, co się nazywa 'opiniotwórczość'. I to jest gra warta świeczki. Rozpoznawalność wśród mas to jedno, ale kto by nie chciał mieć bezpośredniego wpływu na własną branżę. Dlatego przydałoby się, żeby prelekcje organizowane przez radio były nagrywane i udostępniane. To jest wartościowy materiał, czyli taki, którego w internecie jest (procentowo) niewiele. I coś, przez co inne (potencjalnie wartościowe i przeważnie pokrewne tematycznie) serwisy mogą się linkować do strony emitera, naganiając ewentualnych słuchaczy.
Poza tym, jak już mówiłem, to jest jedyna uznawana przeze mnie forma reklamy. W życiu bym nie wykorzystał faktu, że mam dostęp do 7thguarda (czy pld-linux.org, ale to jest wiki, więc każdy ma dostęp :), żeby reklamować projekciki, w których akurat uczestniczę i krzywo bym patrzył na inne osoby próbujące robić coś podobnego (no chyba, że projekt jest związany z tematyką serwisu, to wtedy normalne, że się go reklamuje; acz też można mieć opory).
Ostatnia mój wniosek z kilku ostatnich dni -- jest pewien poziom, którego takie radio raczej nie przeskoczy. Jeśli ja słucham serwisu newsowego w RMF FM, to słucham profesjonalnego spikera (czytającego profesjonalnie przygotowane newsy), który mówi w taki sposób, że te informacje same wchodzą. Jest kolosalna przepaść pomiędzy nim, a osobą, która newsy czyta, bo nie było kogo innego. A nawet jeśli studentka czytająca chce czytać, to jeszcze nie oznacza, że robi to jak trzeba. Bardzo niewiele osób ma wrodzony talent, by odpowiednio intonować takie rzeczy, reszta musi się nauczyć. I rzeczywiście, można się tego nauczyć, ale który student wiąże swoje nadzieje zawodowe właśnie z taką umiejętnością i będzie miał czas i wolę poprawiać własną technikę? A nawet jakby się taki jakimś cudem znalazł, to i tak nie ma siły, żeby wystarczył na całe radio. Musiało by takich osób być co najmniej kilka, a na to szansa jest praktycznie zerowa.
Z obecnym redaktorem naczelnym radia się tymi uwagami podzieliłem i wyglądało na to, że nie powiedziałem mu niczego, z czego sam by sobie nie zdawał sprawy. Ale, podobnie jak ja, nie dysponował jakimś spójnie brzmiącym planem na rozwiązanie tego problemu. No cóż, nie wszystko da się osiągnąć samymi ochotnikami.
Hmm. Ja już w ogóle bugtracka nie czytam. Zasadniczo mógłbym się wypisać. Zdecydowanie będę musiał się przyjrzeć alternatywom z mniejszą ilością szumu.
Najprawdopodobniej dzisiaj/jutro dam kilku osobom dostęp do builderów Th. Znając życie spowoduje to, że prace ruszą pełną parą i ludzie zaczną się przenosić ze swoimi (testowymi) maszynami. Problem w tym, że ja będę miał co najwyżej dwa-trzy miesiące na dokończenie pisania wdi (wwwbased developer interface :) dla deweloperów, zanim nie skończy sie okres wstępnych budowań i takie coś nie zacznie być rzeczywiście potrzebne. A ja już zapomniałem jak ten kod wygląda. Dobra wiadomość jest taka, że nawet bez tego kodu jestem w znacznie lepszej sytuacji, niż przy robieniu Ac, a poza tym to nie powinno być za dużo roboty (przynajmniej podstawowa funkcjonalność; zresztą za trzy miesiące to ja mam wakacje).
Przy robieniu radia wyszedł problem reklamy. Tzn. w jaki sposób reklamować takie radio? Radio niby polibudziane, ale ludzi z uniwersytetu jest w nim chyba z dwa razy więcej, więc wystarczająca ilość różnych humanistów jest, żeby się jacyś spece od marketingu znalazły. No i rzeczywiście -- jest osoba teoretycznie odpowiedzialna za reklamę. Do tego jest powszechna opinia, że najlepszą reklamą jest obecność w środowisku, czyli organizowanie różnych rzeczy dzięki którym trafia się do różnych gazetek studenckich i mediów lokalnych. Fakt, to jest ważne (inną kwestią jest to, czy ludzie odpaliwszy to radio go automatycznie nie wyłączą), ale cały czas się przewija kwestia 'reklamy internetowej'. W końcu radio jest internetowe, nie?
Osobiście na takiej reklamie się w ogóle nie znam, nie wiem jak dobrze działają różnego rodzaju banery, etc. Poza tym uważam, że najważniejszą cechą internetu jest to, iż wartościowy materiał umie się w nim sam wybronić, bez żadnej kampanii reklamowej. Najlepszym przykładem są różnej maści blogi -- od tych 'dla mas', które przeważnie poruszają tematy społeczne i czasami rzeczywiście mają zasięg rażenia jak całkiem niezły dziennik, po te niszowe. I jedne i drugie poza popularnością mogę też, dzięki zawartości, dochrapać się czegoś, co się nazywa 'opiniotwórczość'. I to jest gra warta świeczki. Rozpoznawalność wśród mas to jedno, ale kto by nie chciał mieć bezpośredniego wpływu na własną branżę. Dlatego przydałoby się, żeby prelekcje organizowane przez radio były nagrywane i udostępniane. To jest wartościowy materiał, czyli taki, którego w internecie jest (procentowo) niewiele. I coś, przez co inne (potencjalnie wartościowe i przeważnie pokrewne tematycznie) serwisy mogą się linkować do strony emitera, naganiając ewentualnych słuchaczy.
Poza tym, jak już mówiłem, to jest jedyna uznawana przeze mnie forma reklamy. W życiu bym nie wykorzystał faktu, że mam dostęp do 7thguarda (czy pld-linux.org, ale to jest wiki, więc każdy ma dostęp :), żeby reklamować projekciki, w których akurat uczestniczę i krzywo bym patrzył na inne osoby próbujące robić coś podobnego (no chyba, że projekt jest związany z tematyką serwisu, to wtedy normalne, że się go reklamuje; acz też można mieć opory).
Ostatnia mój wniosek z kilku ostatnich dni -- jest pewien poziom, którego takie radio raczej nie przeskoczy. Jeśli ja słucham serwisu newsowego w RMF FM, to słucham profesjonalnego spikera (czytającego profesjonalnie przygotowane newsy), który mówi w taki sposób, że te informacje same wchodzą. Jest kolosalna przepaść pomiędzy nim, a osobą, która newsy czyta, bo nie było kogo innego. A nawet jeśli studentka czytająca chce czytać, to jeszcze nie oznacza, że robi to jak trzeba. Bardzo niewiele osób ma wrodzony talent, by odpowiednio intonować takie rzeczy, reszta musi się nauczyć. I rzeczywiście, można się tego nauczyć, ale który student wiąże swoje nadzieje zawodowe właśnie z taką umiejętnością i będzie miał czas i wolę poprawiać własną technikę? A nawet jakby się taki jakimś cudem znalazł, to i tak nie ma siły, żeby wystarczył na całe radio. Musiało by takich osób być co najmniej kilka, a na to szansa jest praktycznie zerowa.
Z obecnym redaktorem naczelnym radia się tymi uwagami podzieliłem i wyglądało na to, że nie powiedziałem mu niczego, z czego sam by sobie nie zdawał sprawy. Ale, podobnie jak ja, nie dysponował jakimś spójnie brzmiącym planem na rozwiązanie tego problemu. No cóż, nie wszystko da się osiągnąć samymi ochotnikami.

22 IV 2005 o 23:37:47
A ktoś w ogóle kupuje LM? Wziąłem próbną prenumeratę (nr 14 i 15), ale jakoś mnie nie zachęciło do dalszej. Później stwierdziłem, że może chociaż pół roczną, następnie w kolejnym numerze coś miało mnie zainteresować... Ciekawe, czy Tobie się oprę. ;)
22 IV 2005 o 23:41:08
Jakbym miał kupować albo l+ albo lm, to bym wziął lm właśnie na ten dział 'community'. W poprzednim numerze był Paul Staretz (czy jak się go tam pisało), wcześniej jeszcze ktoś. Poza tym są różne ciekawe rzeczy tam często.
23 IV 2005 o 00:37:41
W Radiu Mało Fajnym wiadomości czytają tak, żeby cię na siłę zainteresować, nawet jeśli jest to nius o wzroście uprawy buraka cukrowego w Pcimiu Dolnym. "Fakty" eReMeFu są napuszone, pretensjonalne i sztuczne. I z wyjątkowo debilnym "podkładem muzycznym" w tle (chyba tylko Zetka ma gorszy ;)).
Lepiej poszukajcie innych wzorców. :)
23 IV 2005 o 00:44:48
Hehe. To cały widz polega na tym, żeby człowieka na siłę zainteresować, bo jak go nie zainteresujesz, to wyłączy :)