A plan for Saturday
Dzisiaj przeczytam wszystkie zaległości, jakie mi się nazbierały w bookmarkach (a przynajmniej te ciekawsze), napiszę dwa teksty (jeden dłuższy i jeden krótszy), które są pending od dłuższego czasu, a później będę robił tylko to, na co będę miał czas/ochotę. O.
Nie zdawałem sobie sprawy jakim bajzlem są systemy informatyczne składane na szybko (bo firma potrzebuje już mieć to, to, to działające i to, to, to napisane), póki żem jednego nie zobaczył. Tak, to działa, bo autorzy to tak zrobili, żeby działało, ale (a) tych drobnych upierdliwych usterek ma co niemiara i (b) jak się jeszcze trochę rozrośnie, to się już w ogóle nie będzie nadawało do maintainowania. A najgorsze jest to, że pieniądze się dostaje właśnie za dłubanie w czymś takim. No ale cóż, uporządkowanie czegoś takiego, to jest dopiero wyzwanie!
Nie doceniałem też o co chodzi z 'żywotnością' i 'ruchliwością' polskich małych i średnich firm, póki nie zobaczyłem takowej w praktyce. Wszyscy w biegu, telefony się urywają. Z jednej strony wygląda fajnie, bo aż czuć zapach pieniędzy. Z drugiej jednak ja sobie zbyt cenię nicnierobienie i grzebanie w tym, co lubię, żeby się dać wciągnąć w pracocholizm. Wniosek -- będę uważnie dobierał to, czego będę się podejmował i nie będę brał więcej, niż mam ochotę. O. Acz i tak mam opory przed wchodzeniem w to. Mam poczucie, jakbym tracił 'dzieciństwo'.
Nie zdawałem sobie sprawy jakim bajzlem są systemy informatyczne składane na szybko (bo firma potrzebuje już mieć to, to, to działające i to, to, to napisane), póki żem jednego nie zobaczył. Tak, to działa, bo autorzy to tak zrobili, żeby działało, ale (a) tych drobnych upierdliwych usterek ma co niemiara i (b) jak się jeszcze trochę rozrośnie, to się już w ogóle nie będzie nadawało do maintainowania. A najgorsze jest to, że pieniądze się dostaje właśnie za dłubanie w czymś takim. No ale cóż, uporządkowanie czegoś takiego, to jest dopiero wyzwanie!
Nie doceniałem też o co chodzi z 'żywotnością' i 'ruchliwością' polskich małych i średnich firm, póki nie zobaczyłem takowej w praktyce. Wszyscy w biegu, telefony się urywają. Z jednej strony wygląda fajnie, bo aż czuć zapach pieniędzy. Z drugiej jednak ja sobie zbyt cenię nicnierobienie i grzebanie w tym, co lubię, żeby się dać wciągnąć w pracocholizm. Wniosek -- będę uważnie dobierał to, czego będę się podejmował i nie będę brał więcej, niż mam ochotę. O. Acz i tak mam opory przed wchodzeniem w to. Mam poczucie, jakbym tracił 'dzieciństwo'.

30 IV 2005 o 22:56:41
Poczucie bardzo dobre.
Niestety jeśli nie możesz być rentierem, to prędzej czy później dziew^Hciństwo stracić będziesz musiał...
02 V 2005 o 10:24:58
Zgadza się -- dzieciństwo jak i dziewictwo trzeba kiedyś stracić. Tylko od tego drugiego są wyjątki ;-)