Mam dobry humor
Spędzam godziny na dłubaniu przy PLD (i kompletnie dziurawych zabezpieczeniach w pewnej firmie) i mi się to podoba. Już nie pamiętam kiedy ostatnio miałem taką radochę z faktu, że robię, że to działa, że inni używają, im też działa. Cały czas mam świadomość, że póki nie zrobię kilku rzeczy, to z Th mogę skończyć jak z Ac, ale w tym momencie mi to nie przeszkadza. Cieszę się z małych ulepszeń. (ostry atak geekozy o czwartej nad ranem, nie zwracać uwagi)
Każdy ma swojego Linusa (Einsteina, Gatesa, czy tam Jordana). Warto tutaj zrozumieć kilka kwestii -- po pierwsze, osoby udzielające się w środowiskach technicznych nie są od razu jakimiś superspecami (a nawet jak są, to przeważnie i tak jest ktoś lepszy). W przytłaczającej większości przypadków są to po prostu (młodzi) ludzie, którzy mają czas. Żeby mieć czas nie trzeba być od niczego eskpertem (a właściwie lepiej nie być, bo eksperci mają przeważnie inne rzeczy do roboty), ani nie trzeba być 'fajnym człowiekiem' (a właściwie lepiej nie być, bo 'fajni ludzie' mają znajomych i z nimi spędzają czas). Żeby zostać deweloperem pld można spokojnie być ledwo umiejącym spece klepać zarozumiałym złamasem. To nie jest jakiś elitarny klub do którego przyjmują za jakieś wybitne walory umysłowe. PLD (czy inne projekty open source) powinno się traktować jako szansę na naukę.
Póki się mało umie, zrobienie czegokolwiek (obiektywnie łatwego) zajmuje sporo czasu. Ale i daje satysfakcję. Zdobywając wiedzę i doświadczenie coraz więcej rzeczy robi się szybko. Ale też coraz bardziej wchodzi w krew robienie jako takie (tzn. im więcej się umie, tym bardziej oczywistym staje się fakt, że robota po prostu leży na ulicy i jak tylko mam ochotę, to mogę coś podłubać). Jeśli ma się zapał, można podejmować większe wyzwania, bo czemu nie. Wiedza rośnie, doświadczenie rośnie, projekt i znajomi zawarci w nim daje większe możliwości techniczne do dalszego dłubania i nauki. Kto wie, może wiedzy wystarcza na jakieś zarobki... Wszystko jest możliwe, angażowanie czasu w jakiekolwiek projekty zawsze ma potencjał zwiększania umiejętności angażującego (czy to technicznych, czy... społecznych).
Jednej rzeczy, której trzeba się wystrzegać, jest sposób zachowania. Tego typu środowiska mogą składać się w sporej części z dupków, bo zasadniczo wszyscy tu mają twardą skórę i nie zwracają na flejmy większej uwagi. I to jest dobre ('dobre' -- po prostu żeby tu coś robić, trzeba umieć niektóre rzeczy ignorować) podejście, żeby się flejmami nie przejmować. Problem w tym, żeby się w nie nie dać wciągnąć i nie zacząć się zachowywać w ten sam sposób. A niestety może to być pociągające (mi się na początku strasznie podobało, że mogę sobie flejmować na listach pldzianych i nikt się przy tym nie obraża). Alana Coksa, kogoś, kogo można podziwiać za wiedzę i to, co stworzył, roczne podyplomowe z zarządzania i tak nie nauczyły, żeby nie zachowywać się jak dupek. Nobody's perfect (dlatego tym bardziej warto cenić tych, którzy się znają i którzy są 'fajni'; i nie oceniać zbyt pochopnie innych).
Jak zaczynałem to pisać, to gdzieś mi się plątała po głowie myśl przewodnia, ale w końcu jej nie znalazłem. No cóż. Zaraz będzie jasno. Dobranoc.
Każdy ma swojego Linusa (Einsteina, Gatesa, czy tam Jordana). Warto tutaj zrozumieć kilka kwestii -- po pierwsze, osoby udzielające się w środowiskach technicznych nie są od razu jakimiś superspecami (a nawet jak są, to przeważnie i tak jest ktoś lepszy). W przytłaczającej większości przypadków są to po prostu (młodzi) ludzie, którzy mają czas. Żeby mieć czas nie trzeba być od niczego eskpertem (a właściwie lepiej nie być, bo eksperci mają przeważnie inne rzeczy do roboty), ani nie trzeba być 'fajnym człowiekiem' (a właściwie lepiej nie być, bo 'fajni ludzie' mają znajomych i z nimi spędzają czas). Żeby zostać deweloperem pld można spokojnie być ledwo umiejącym spece klepać zarozumiałym złamasem. To nie jest jakiś elitarny klub do którego przyjmują za jakieś wybitne walory umysłowe. PLD (czy inne projekty open source) powinno się traktować jako szansę na naukę.
Póki się mało umie, zrobienie czegokolwiek (obiektywnie łatwego) zajmuje sporo czasu. Ale i daje satysfakcję. Zdobywając wiedzę i doświadczenie coraz więcej rzeczy robi się szybko. Ale też coraz bardziej wchodzi w krew robienie jako takie (tzn. im więcej się umie, tym bardziej oczywistym staje się fakt, że robota po prostu leży na ulicy i jak tylko mam ochotę, to mogę coś podłubać). Jeśli ma się zapał, można podejmować większe wyzwania, bo czemu nie. Wiedza rośnie, doświadczenie rośnie, projekt i znajomi zawarci w nim daje większe możliwości techniczne do dalszego dłubania i nauki. Kto wie, może wiedzy wystarcza na jakieś zarobki... Wszystko jest możliwe, angażowanie czasu w jakiekolwiek projekty zawsze ma potencjał zwiększania umiejętności angażującego (czy to technicznych, czy... społecznych).
Jednej rzeczy, której trzeba się wystrzegać, jest sposób zachowania. Tego typu środowiska mogą składać się w sporej części z dupków, bo zasadniczo wszyscy tu mają twardą skórę i nie zwracają na flejmy większej uwagi. I to jest dobre ('dobre' -- po prostu żeby tu coś robić, trzeba umieć niektóre rzeczy ignorować) podejście, żeby się flejmami nie przejmować. Problem w tym, żeby się w nie nie dać wciągnąć i nie zacząć się zachowywać w ten sam sposób. A niestety może to być pociągające (mi się na początku strasznie podobało, że mogę sobie flejmować na listach pldzianych i nikt się przy tym nie obraża). Alana Coksa, kogoś, kogo można podziwiać za wiedzę i to, co stworzył, roczne podyplomowe z zarządzania i tak nie nauczyły, żeby nie zachowywać się jak dupek. Nobody's perfect (dlatego tym bardziej warto cenić tych, którzy się znają i którzy są 'fajni'; i nie oceniać zbyt pochopnie innych).
Jak zaczynałem to pisać, to gdzieś mi się plątała po głowie myśl przewodnia, ale w końcu jej nie znalazłem. No cóż. Zaraz będzie jasno. Dobranoc.

05 V 2005 o 10:24:42
gość chyba nie mógł zasnąć :)
05 V 2005 o 13:56:41
:-) Podoba mi się twoja definicja developera, może by tak zamieścić na ŻycieWiki? (czy to jeszcze działa?)
Ale coś w tym jest. Wychodzi na to, że open-source jest tworzony w głównej mierze, przez ludzi którzy nie wiedzą co robią :-) A najśmieszniejsze jest to, że to działa :-D
05 V 2005 o 14:09:00
ŻycieWiki martwe.
A open source jest robione w większej części przez ludzi, którzy uczą się w trakcie robienia. Ludzi, którzy są ekspertami, przeważnie szkoda na podstawowe zajęcia (lepiej, żeby zajmowali się projektowaniem, zaawansowanymi zadaniami i douczaniem początkujących), więc jest zawsze gigantyczna nisza dla ludzi znacznie mniej umiejących, którym wiedzy (zapału -- zawsze można się douczyć) wystarcza tylko na jakieś drobne poprawki. I, jeśli przyjrzeć się changelogom do kernela, to on składa się właśnie z gigantycznej ilości takich drobnych poprawek (albo rzeczy, które po jakimś czasie, wraz ze zwiększaniem się wiedzy autora w trakcie kodowania, przerodziły się z drobnych hacków w dojrzałe podsystemy).