People are obsolete
29 VI 2005, 02:44Ciekawy wywiad (warning: w moim konquerorze nie działa, acz firefox nie ma z nim problemu) i trudno się nie zgodzić przynajmniej ze sporą częścią tego, co mówi ten człowiek. Bo co to za postęp, skoro od ostatnich kilku lat Internet żyje od jednego robaka do drugiego i nikt nie ma pomysłu co z tym zrobić. Firewalle na każdym pececie to nie jest rozwiązanie, bo żeby używać firewalla, to trzeba wiedzieć co się robi. Żaden program nie jest w stanie myśleć za użytkownika i w jakiś magiczny sposób odróżniać te dobre programy od różnej maści trojanów. Więc w momencie, w którym trzeba o coś użytkownika zapytać, to całe security idzie do kosza, bo skąd też ten biedny użytkownik ma wiedzieć o co chodzi?
Zastanowiła mnie inna sprawa. Zasadniczo rzecz biorąc, jeśli domowy system wymaga stałej opieki specjalisty, to możemy to uznać za porażkę technologii, gdyż przestaje on być w tym momencie domowy. Ale do jakiego stopnia technologia może "odpowiadać" za siebie samą i gdzie leży granica oddzielająca możliwości technologii od konieczności ludzkiej interwencji? Personal firewall, niezależnie od tego, jak byłby zaawansowany, nie posiada inteligencji i nie jest w stanie podejmować niczego, poza prostymi decyzjami. To wszystko jest po prostu zbyt skomplikowane, żeby zwykli użytkownicy mogli korzystać ze swoich urządzeń kompletnie w oderwaniu od specjalistów. Wystarczy się rozejrzeć, żeby stwierdzić, że nasycenie rynku rozwiązaniami informatycznymi jest u nas nikłe. Możliwości jest dużo. Ale ile z tych nisz mogą zapełnić po prostu wystarczająco zmyślne gadżety, a gdzie będzie potrzeba zatrudniania ludzi? Gdzie leży granica?
Jak to pisałem, to przyszła mi do głowy pewna analogia. Samochód, urządzenie bardzo zaawansowane technicznie, oddajemy pod opiekę specjalisty, gdy (a) się zepsuje i (b) minie jakiśtam określony czas użytkowania. Drugie jest związane z dbaniem o bezpieczeństwo nasze i innych kierowców, gdyż nie chcielibyśmy, żeby na środku autostrady oderwała nam się kierownica. Pierwsze natomiast dotyczy chyba wszystkich możliwych urządzeń technicznych. Zepsute -- dzwonimy po fachowca. Problem z komputerami jest taki, że to, że są "zepsute", jeszcze nie oznacza, że nie możemy z nich korzystać, bądź, że w ogóle zdajemy sobie sprawę z istnienia "usterki". Jeśli nasz komputer co jakiś czas rozsyła porcję spamu, to my najprawdopodobniej nic o tym nie wiemy. Co się dzieje, gdy łapiemy gumę w samochodzie (albo stłuczemy sobie światło)? Ano nie możemy specjalnie dalej jechać, póki nie naprawimy czego trzeba. Więc co się powinno dziać, gdy nasz komputer zaczyna rozsyłać spamy? Ano nie powinniśmy być w stanie specjalnie korzystać z internetu, póki nie naprawimy czego trzeba. Niestety wprowadzanie takich rozwiązań leży już w gestii ispów. (Inna sprawa, że w ogóle nie powinno być tak, że komputer rozsyła spam, a my o tym nie wiemy, ale o tym w następnym akapicie)
Inna sprawa -- "80% korporacyjnych desktopów jest zainfekowanych spywarem". Z czego wynika to, że możemy mieć w komputerze szpiega i nic o tym nie wiedzieć, albo mieć jakiś durny programik z pornostronami i nie być w stanie go wyłączyć? Z cholernego skomplikowania tak prostej czynności, jaką jest odpalenie programu. Pomyślcie o nowoczesnym linuksowym desktopie -- powiedzmy KDE. Ile procesów spawnuje zalogowanie się? Ile procesów może spawnować odpalenie jednego głupiego programu? Ile jesteście w stanie wymyślić sposobów na dodanie do sesji użytkownika jakiegoś automatycznie się odpalającego przy zalogowaniu pornonamawiacza? No właśnie. Póki będziemy robić systemy, które tylko udają przed użytkownikiem, że są nieskomplikowane, póty tenże użytkownik nie będzie się mógł w nich czuć pewnie.