Obieg informacji u nieinformatyków

Zespół radiowy doszedł do tego momentu, w którym nie wystarczy robić, ale trzeba się skupić na organizacij robienia (wymyślić i wdrożyć jak najoptymalniejsze struktury zarządzania, żeby umożliwić robienie innym). Podstawowy problem -- jak zapewnić sprawny obieg informacji. Dla informatyka (mnie) jest to rzecz po prostu straszna, jak potwornie niewydajny może być zespół tylko dlatego, że nie jest zapewniony odpowiedni poziom komunikacji. Na codzień stykam się z "optymalizacją" zespołu informatyków, gdzie np. używanie wuwowych for dyskusyjnych uważam za cholernie niewygodne i niewydajne (z punktu widzenia deweloperów czegośtam), ale jest to i tak kilka rzędów wielkości do przodu w porównaniu z ludźmi kompletnie nieinformatycznymi. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że specjalista z jakiejś dziedziny, który nie potrafi posługiwać się nowoczesnymi środkami komunikacyjnymi, będzie wybitną kulą u nogi dla zespołu, nawet w porównaniu z wysoce przeciętnymi pracownikami (którzy jednak potrafią się posługiwać komputerem czy komórką).

Generalnie rzecz biorąc pełną informatyzację całego radia mogę sobie wybić z głowy. Jest to po prostu kompletnie awykonalne. Są poważne braki w podstawowych umiejętnościach technicznych (nie przygotujesz wywiadu, jak nie potrafisz obsługiwać zestawu reporterskiego), a co tutaj myśleć o używaniu komputerów do czegokolwiek poważniejszego (ludzie też często w ogóle nie mają komputerów albo internetu, a jak mają, to niekoniecznie z tego korzystają; maile w ogóle czyta niecała połowa osób). Zostaje więc "tradycyjny" sposób zarządzania (w przeciwieństwie do np. PLD, gdzie hierarchia jest płaska poza pojedyńczymi przypadkami), czyli zrobienie zarządu, podział na sekcje i dążenie do tego, żeby zarządzający wiedzieli co się na ich poletkach dzieje, a jednocześnie byli w stanie wydajnie koordynować się między sobą (co, ze względu na niewielki rozmiar samego zarządu, będzie pozwalało na obligatoryjną informatyzację).

Obecny zarząd będzie miał do przemyślenia sporo rzeczy i wprowadzenia sporą ilość zmian. Wnioski z dotychczasowej działalności wyciągają, kombinować próbują. Pytanie tylko na ile 'wciągnie' ich zarządzanie i czy (co tyczy się zwłaszcza rednacza) uda im się skonstruować jakąś spójną wizję zmian, które chcą wprowadzać. Weźmy na przykład kwestię 'przesiania' kadr. W PLD (czy w ogóle w projektach open source) obowiązuje zasada, że jak człowiek raz na rok wprowadzi jedną poprawkę, to i tak jest lepiej, niż gdyby jej nie wprowadził, więc nie należy mu utrudniać życia, czy wywierać na niego presji. Ale (z czego zdałem sobie sprawę wczoraj podczas małego radiowego brainstormu) działalność radia ma sens w odniesieniu do czasu. Tzn. w PLD (pomijając kilka funkcji typu Release Manager), jeśli coś zrobię za miesiąc, a nie już, to nie zrobi nikomu większej różnicy (a jak ktoś chce mieć wcześniej, to niech zrobi sam). Natomiast w radiu nie mogę powiedzieć, że zrobię audycję za miesiąc, bo teraz mi się nie chce/nie mam czasu, bo to by oznaczało, że właśnie rozwaliłem ramówkę radia.

Różnych kwestii do rozważenia, zaplanowania, wprowadzenia i przetestowania jest sporo, ale są na to całe wakacje (+ jeszcze z dwa tygodnie, bo obecny rednacz, właśnie ze względu na chęć dopięcia wszystkiego na ostatni guzik, nie chce startować równo z następnym rokiem akademickim). Mnie strasznie ciągnie do posiadania władzy decyzyjnej (jaką zapewne ma rednacz), bo wtedy mógłbym właściwie do woli sprawdzać własne pomysły na to, jak taka organizacja powinna działać, ale fizycznie nie jestem w stanie być rednaczem, bo niestety tutaj trzeba siedzieć na dupie w tym radiu ileśtam godzin w tygodniu i na dodatek się trochę nalatać. A w tym momencie moje projekty informatyczne, "zaniedbywany" pracodawca no i oczywiście mój Wewnętrzny Leń, mają priorytet. Zaangażuję się więc inaczej -- spróbuję zostać osobą, która zbiera wszystkie pomysły, filtruje i dostarcza gotowych rozwiązań (lub wąskiego zakresu alternatyw do wybierania z). Będzie to o tyle ciekawe, że będę analizował pomysły i obecną sytuację, ale (dla odmiany) to nie do mnie będzie należało podejmowanie ostatecznych decyzji. Mam wrażenie, że umiejętność 'sprzedawania' pomysłów innym (inaczej myślącym) ludziom, to jest coś, w czego trening warto będzie zaangażować sporo czasu.

  1. 1. RN

    Jak mi się nie chce czytać tak dłygich tekstów ;)

  2. 2. mmazur

    A jaki on tam długi, czyta się w maksymalnie trzy minuty. Długi to on jest wtedy, gdy go trzeba napisać :)

  3. 3. DeeJay1

    Oj tak, a jeszcze dłuższy się robi w momencie gdy człowiek stwierdza "eee, tak właściwie to ten cały akapit co napisałem to niepotrzebny" ;)

  4. 4. psz

    > maile w ogóle czyta niecała połowa osób

    to ja proponuję posyłać im informacje via GG, napewno odsetek czytających będzie wynosić 99% ;)

Adde commentarium: (textile lite)