Internet nie zapomina
Ten tekst na arstechnica na temat wpływu blogowania na wizerunek delikwenta u potencjalnego (akademickiego) pracodawcy (a tu pierwowzór na chronicle.com) i ten tekst na ONLampie na temat zalet zatrudniania opensourcowców zasadniczo poruszają dwie strony tej samej monety -- bycia obecnym w internecie.
Trudno nie dostrzegać potencjału, jaki daje możliwość swobodnego publikowania w internecie. Jest to chyba najwygodniejszy sposób prezentacji informacji, zapewniający, że wszyscy zainteresowani jakimś tematem (no, wszyscy na tyle zainteresowani, że wiedzą, że to właśnie nas warto czytać) mogą być na bieżąco. Zależnie od poruszanych zagadnień, możemy mieć ilość czytelników w granicach liczby dwucyfrowej (życie codzienne, interesujące głównie naszych znajomych), trzycyfrowej (zajmujemy się jakimś zagadnieniem i mamy swoją niszę), czy tam cholerawieilucyfrowej (dzień dobry, nazywam się Joel Spolsky). W dwóch ostatnich przypadkach (a zwłaszcza w ostatnim) możemy też robić za część działu PR (czy ktoś jeszcze nie słyszał co to jest Projekt Mrówkojad?). Internet może nam zapewnić coś, z czym moglibyśmy mieć spore problemy, gdybyśmy byli zdani tylko i wyłącznie na tradycyjne formy przekazu -- siłę przebicia.
Lecz z drugiej strony, nawet na blogach o konkretnym profilu (a to zapewne te mają najwięcej czytelników; przeciętnego człowieka nie interesują zwykłe logi z życia innych ludzi) co jakiś czas mogą pojawiać się wtrącenia nie na temat -- ot, jakieś spostrzeżenia dotyczące życia codziennego, głośnych wydarzeń w mediach, czy czego tam jeszcze. No i tutaj się zaczynają zgrzyty, bo, jak wynika z dwóch tekstów przytoczonych na samym początku tego wpisu, publiczne wygłaszanie naszej opinii na jakikolwiek temat może nam wyjść bokiem w dowolnym momencie naszego życia. I nie tyczy się to tylko blogów -- potencjalny pracodawca może zobaczyć czym ja się zajmuję, poczytać moje wynurzenia na temat pracy zespołowej (i zapałać nieodpartą chęcią płacenia mi 10kzł na miesiąc), ale równie dobrze może się dogooglać do jakiś flejmów z różnych grup dyskusyjnych.
A trzeba pamiętać, że my dopiero zaczynamy stykać się z tym problemem. Co będzie, gdy moje pokolenie, chyba pierwsze w pełni zinternetyzowane i zblogowione, wejdzie np. w politykę? Zgaduję, ze za dwadzieścia lat będzie nie do pomyślenia, żeby polityk nie miał bardzo mocnej obecności w internecie, ale z drugiej strony kampanie polityczne polegają między innymi (głównie?) na szukania haków na przeciwnika. Internet nie zapomina, więc wszyscy będą mieli natychmiastowy dostęp do nieprzebranej ilości potencjalnie kompromitujących materiałów. Bo nawet jeśli dwudziestopięcioletni kandydat na prezydenta, Jan Kowalski, był już w pełni dojrzałą i odpowiedzialną osobą, to przecież wcześniej też z internetu korzystał i zapewne są ślady tejże obecności. A jeśli był aktywny (a młodzi politycy nie mogą siedzieć na dupie i czekać na gwiazdkę z nieba), to i może znajdzie się jakiś flejmik na forach tego, czy owego projektu (a Wayback Machine nie zapomina). Ja ostatnio przeczytałem swoje wpisy z kilku pierwszych miesięcy istnienia tego bloga i jest tam sporo rzeczy, na które obecnie bym sobie nie pozwolił. A już kompletnie pomijam sprawę młodzieży w internecie.
Ale kto tam wie, jak to rzeczywiście będzie. Może trzeba być optymistą? Przecież to, co zastąpi tradycyjne media, zapewne będzie miało w zwyczaju linkować się do cytowanych tekstów. A może będzie się też linkowało do strony autora, na której ten, będzie mógł się zawsze ustosunkować do postawionych zarzutów (już nie wspominając o tzw. blogosferze, która zapewne zadba o dolinkowanie się gdzie trzeba). Powszechnie wiadomo, że większość ludzi bezkrytycznie wierzy temu, co gdzieśtam przeczyta i nigdy nie próbuje weryfikować jak to rzeczywiście było, ale faktem także jest, że tradycyjne media właściwie nigdy czegoś takiego specjalnie nie umożliwiały. (Bo komu się chce iść i kupować jakąś inną gazetę (jaką? która jest bezstronna?) w nadziei, że tam też będzie opisana interesująca nas sprawa i to z innego punktu widzenia).
Wygląda na to, że będziemy żyli w ciekawych czasach. Kto wie, może dopiero za kilkanaście lat dowiemy się, co to rzeczywiście jest społeczeństwo obywatelskie?

17 VII 2005 o 09:47:01
Ja tam uważam, że należy być sobą. Kiepski to „hak”, który nie był przez delikwenta ukrywany przed światem, tylko od zawsze publicznie dostępny.
Ja się tylko boje, że blogi poprawne politycznie (zawierające tylko to co potencjalny pracodawca, przyjaciel, czy wróg może przeczytać) staną się normą, że ciężko będzie w sieci znaleźć blogi opisujące własne zdanie i przemyślenia autora (to jest IMHO główne zadanie blogów), a jak ktoś będzie od tej poprawności odstawał, to będzie „ten zły”. Ale jak do tego dojdzie, to po prostu przestanę blogować. Nie mam zamiaru z blogu robić swojej wizytówki mówiącej o tym jaki to jestem wspaniały i czemu będę dobrym pracownikiem itp. itd.
Kolejną sprawą z tym związaną jest autocenzura. Tego też bym chciał uniknąć, ale nie żyję w oderwaniu od świata i publikację niektórych rzeczy muszę sobie darować, chociażby ze względu na bliskich — nie nieznajomych potencjalnych czytelników, ale tych którzy są częścią opisywanej przeze mnie rzeczywistości. To można by załatwić anonimowym blogiem... ale to nie dla mnie.
17 VII 2005 o 12:30:42
Ja tam się specjalnie nie przejmuję. Pierwsze pół roku mojego joggerowego bloga to praktycznie same "kłopotliwe" tematy, czyli rzeczy, które mogłyby świadczyć przeciwko mnie. Poprzedni pracodawca straszył mnie już różnymi metodami, ale mimo to do dziś wpisów nie usunąłem.
Gdyby wszyscy pisali politycznie poprawnie, to wszystkie blogi by były takie same. Nie po to czytam po kilka(naście) blogów z danej branży, żeby na wszystkich przeczytać to samo.
17 VII 2005 o 13:04:36
Hmmmm. Osobiście, jeśli czytam czyjś blog, to dlatego, że szukam tam konkretnych informacji oraz obserwacji, które mogą mnie zainteresować, ale które też w jakiś sposób trzymają się tematu 'ogólnieinternetowego'. Mnie na przykład irytuje, jeśli na blogu jakiegoś bodajże fedorowca, tyko 25% tematów jest dla mnie interesujących, a przez resztę muszę się 'przedzierać'. Nie mam nic przeciwko tego typu wstawkom raz na jakiś czas, dzięki nim mogę w pewien sposób poznać autora, ale nie po to go czytam.
I prawdę mówiąc, odkąd stwierdziłem, że ilość stałych czytelników chyba wchodzi mi w liczbę trzycyfrową, to staram się czegoś takiego trzymać. Wstawki z życia codziennego i owszem, ale nie cały czas, bo kogo mogą interesować logi z mojego życia.
A co do patrysa, to akurat seria z SynemPrezesa miała głównie wartość humorystyczną (i jeśli ktoś opisuje własne życie, to ma to sens chyba tylko wtedy, gdy potrafimy to robić z humorem; siwa niech będzie przykładem) Nie miałeś problemów z tym związanych?
18 VII 2005 o 00:59:59
Khem.. a nie prościej sobie filtrować wiadomości poziomami? :) W końcu to najfajnieszy bajer Joggera. :)
18 VII 2005 o 01:01:41
Co to za bajer jeśli masz tylko 2 poziomy do dyspozycji?
18 VII 2005 o 01:04:02
Hę? Mam znajomych oraz ludzi którzy mnie czytają (liczba podchodzi po setkę) i mam dla nich poziomy, na ich własne życzenie. Standardowo na 2gim piszę o zabawnych sytuacjach z życia, wyżej już się robi coraz poważniej i niewtajemniczeni po prostu by się nudzili. Chyba po to są poziomy, czy nie? :)
18 VII 2005 o 01:07:16
To zrób mi tak, żeby mógł pisać na 10 poziomach bez konieczności zakładania każdemu usera i generowania hasła, które zapomni za dwa dni. 10 nazwanych, ogólnodostępnych poziomów.
18 VII 2005 o 01:12:42
Mija się to z zamysłem poziomów.
Ale wracając do tematu - przecież internauta to takie zwierze, które b. często pomija różne teksty, przeleciawszy po nim wzrokiem. Jeśli gdzieś, na jakimś blogu są teksty długie i nieciekawe, czemu trzeba je czytać? Jeśli denerwuje powiadamianie (boty, czytniki jak FeedDemon), można korzystać z cichych RSS jak LiveBookmarks. Ja nie uważam, że jak ktoś miał jeden ciekawy wpis o W3 albo czymś innym z IT, to przestanie być ciekawy i mądry, nawet jak potem popełni 10 wpisów prywatnych, o muzyce, polityce też trochę i rodzinie.
A pranie brudów? Cóż.. nocache, noarchive, follow, index.. a wrazie czego przenosiny na nowy poziom. Lecz ja się nie martwię... piszę co i jak oraz gdzie chcę. :)