Masochizm jest dla indywidualistów, większość ludzi woli seks grupowy
Coś, co oryginalnie było komentarzem do tej notki, urosło do takich rozmiarów, że zostało osobnym wpisem.
Świątkiewicz pisze prozę sztywną, kpiącą (nie mylić z 'zabawną', co niektórzy potrafią i często choćby dlatego są czytani), hermetyczną i albo całkowicie domyka opisywane tematy, albo też jakikolwiek sensowny komentarz wymaga bycia w tej samej wąskiej przegródce, w której siedzi sam autor (wiem, bo sam co najmniej kilkukrotnie rezygnowałem z dodawania często już częściowo napisanego komentarza).
Gdybym miał tę prozę do czegokolwiek porównywać, zapewne byłaby to instrukcja obsługi. Czy przeczytana instrukcja obsługi skłania do refleksji? Czy mamy ochotę o niej porozmawiać z autorem (bądź innymi czytelnikami)? A nawet jeśli właśnie przeczytaliśmy instrukcję obsługi i mamy odnośnie niej uwagi, to czy to przez przypadek nie oznacza, że z jakiegoś dziwnego powodu znamy się na tym popularnym zajęciu, jakim jest pisanie instrukcji obsługi? (Abstrahuję od tego, że pisanie instrukcji jest zajęciem ważnym, szanowanym i wymaga nie lada umiejętności.)
Czytając instrukcję obsługi, czy jakiś inny podręcznik, mogę poznać kilka suchych faktów, z których spora część prędzej czy później mi z głowy wywietrzeje. Ludzie nie uczą się w ten sposób. Żeby się czegoś rzeczywiście nauczyć człowiek musi albo sam dojść do określonych wniosków na podstawie własnych doświadczeń i obserwacji, albo też przeczytane czyjeś wnioski odnieść do własnych doświadczeń. (Trzecia droga jest taka, że autor tekstu przedstawia całą sytuację na tyle dokładnie, że trudno się nie zgodzić z jego wnioskami. Oczywiście im temat bardziej skomplikowany, tym mniej wykonalny taki opis, bo nie da się w ten sposób przestawić obserwacji wynikających z wielu lat pracy zawodowej -- w takim wypadku czytelnicy muszą wierzyć autorowi na słowo, że wie co mówi.)
W praktyce oznacza to, że najlepsze warunki do nauki ma się wśród 'równych sobie'. Dobre uczelnie nie są dobre dlatego, że wielkie umysły tego świata potrafią przekazać młodym ludziom kompilację najlepszych odpowiedzi na najważniejsze pytania (w taki sposób, to się pisze encyklopedie). Dobre uczelnie dlatego są dobre, że potrafią popychać studentów w odpowiednim kierunku i zapewniają im odpowiednie warunki do wzajemnej stymulacji (grupa studentów ma opracować rozwiązanie problemu przy pomocy profesora, a nie po prostu zapamiętać rozwiązanie, jakie im podsunie profesor).
Jak to się ma do życia codziennego? Ano tak, że jeśli np. chcesz się nauczyć śpiewać, to najlepiej będzie, jeśli zainteresujesz się środowiskiem śpiewaków ogólnie pojętego mainstreamu, gdyż tam (teoretycznie) masz największe szanse na dyskusje z osobami, których doświadczenia będą podobne do twoich i którzy w związku z tym mogą przekazać ci porady, które będą miały dla ciebie dużą wartość. Natomiast niezbyt szczęśliwym pomysłem byłoby wybranie się na nauki np. do opery, gdyż opera to tylko niewielki margines ogólnie pojętego śpiewania.
Niezależnie od tego, jakie mniemanie o sobie samych mają śpiewacy operowi.

13 IX 2005 o 10:22:10
"Sam co najmniej kilkukrotnie rezygnowałem z dodawania często już częściowo napisanego komentarza" -- a może to błąd? Bez feedbacku ze strony czytelników trudno napisać coś więcej niż "instrukcję obsługi". Zresztą skąd mam wiedzieć, czy warto?
13 IX 2005 o 16:16:59
Nikt inny ci nie powie czy warto (a statystyki odwiedzin swojej strony zapewne masz; ludzie głosują 'nogami'), po co i dla kogo piszesz to już całkowicie twoja decyzja, ja zasadniczo mogę tylko powtórzyć to, co już napisałem.
Po pierwsze informatyka (przynajmniej u nas) to są właśnie kernelowe kompile, chałupnicze zarządzanie projektami, tworzenie systemu przez grupy studentów bez profesjonalnego nadzoru i niezliczona ilość webdeweloperów, a nie 'profesjonalna inżynieria oprogramowania' w rozumieniu akademickim i wielkofirmowym. Innymi słowy z punktu widzenia większości potencjalnych czytelników oni są ślepi, a ty piszesz o kolorach. Fakt, można to czytać w ramach ciekawostki (jeśli ktoś się w jakimśtam stopniu interesuje badaniem obcych cywilizacji), ale po pierwsze trzeba mieć zacięcie, a po drugie tematów do dyskusji to to niezbyt jest w stanie dostarczyć (bo trudno oczekiwać, żebym np. ja podjął sensowną dyskusję na temat czegoś, z czym nigdy się nie zetknąłem i najprawdopodobniej nie zetknę).
Tutaj pozytywnie zaznacza się twój ostatni wpis, bo czytelnicy mogą sobie pooglądać 'zderzenie światów' (stronger wytłumaczył, że z Patrysowej perspektywy jego stwierdzenia są jak najbardziej poprawne, a ty, że z twojej nie). Oczywiście podtrzymuję uwagę o kpiącym tonie -- to nie gimnazjum, jeśli nie jesteś w stanie panować nad stylem własnych wypowiedzi, to nikt się z tobą szczypał nie będzie i zostaniesz najzwyczajniej w świecie zignorowany (i na tym się skończą jakiekolwiek dyskusje).
Podsumowując, moje zdanie jest takie, że jeśli chcesz sobie znaleźć jakąś szerszą niszę poza okupowaną obecnie, to powinieneś robić to co wszyscy, czyli m.in. komentować z własnego punktu widzenia sytuacje opisywane przez innych. Dla mnie np. jest ciekawe jak z twojej perspektywy może wyglądać praca ludzi z innych 'szufladek' (np. wspomnianego już Patrysa), zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że sam mieszkam w Opolu, wyprowadzać się raczej nie mam zamiaru, więc szansa na to, że znajdę pracę podobną do twojej jest znikoma. A zapewne nie różnię się pod tym względem np. od znacznej liczby moich czytelników.
Jacyś 'teoretycy blogowania' mogliby to zapewne uogólnić do stwierdzenia, że czytamy blogi innych ludzi właśnie dlatego, że chcemy popatrzeć ich oczami na interesujące nas sprawy.
13 IX 2005 o 18:23:36
Mariusz: a to nie trochę w stylu "uderz w stół, a nożyce i tak dalej" - mówię o komentarzu, nie o wpisie?
To tylko potwierdza to, co napisałem w notce, którą linkujesz - im bardziej błahy problem (= im więcej osób wie cokolwiek na jego temat, ma wyrobione zdanie i tak dalej), tym więcej głosów można usłyszeć, co wcale in plus wyjść nie musi.
A to wszystko i tak tylko cne rozważania, bo inżynieria oprogramowania to taka dziedzina, w której praktyka wyprzedza teorię o sześć roboczomiesięcy. Co najmniej :-)
Pozdrawiam,
dodając, że dyskusja, nawet prowadzona podniesionym tonem, o ile nie przekształca się w pyskówkę, wnosi ożywczy powiew.
13 IX 2005 o 19:22:46
Nie rozumiem do czego się odnosisz z tymi nożycami.
Co do błahości tematu, to zależy gdzie ustawiamy poprzeczkę. Jeśli mówimy o komentarzach na onecie, to tam z definicji nie ma niczego specjalnie sensownego (a nawet jak jest, to nie warto tego wygrzebywać z szumu). Jest zasada, że im ktoś mniej wie, tym zacieklej broni swoich 'przekonań'. Z drugiej stroni są ludzie, którzy niewiele wiedzą, ale chcą się uczyć i są otwarci na opinie innych (coś ala opisane przeze mnie środowisko akademickie). Blogi mają to do siebie, że potrafią takowe środowisko akademickie (czy też 'konferencyjne') dosyć skutecznie emulować -- ludzie piszą o tym, co ich interesuje i mogą liczyć na to, że znajdzie się ktoś z własnymi doświadczeniami/opiniami, którymi się podzieli.
Czy to oznacza produkowanie kilogramów wątpliwej jakości tekstów i opinii? Tak. Czy jest to powód do narzekania? Heh.
Dawno temu, gdy kilka osób w Opolu chciało robić LUGa, zasadniczo nie mogłem powiedzieć za wiele dobrego o poziomie prelekcji i jakości wiedzy, jaką słuchacze mogli wynieść. Po jakimś czasie dotarło do mnie, że o ile sam nie planuję zrobić idealnych prelekcji na jedynie słuszne tematy, to mam się zamknąć i dostrzegać pozytywne cechy owej działalności ewentualnie korygując niedociągnięcia.
Jak to się przekłada na blogi? Ano tak, że o ile nie planujesz takowym ludziom robić za guru na każde zawołanie i rozwiewać ich wątpliwości, to nie marudź, że korzystają z najefektywniejszego dla nich sposobu nauki rozważając we własnym gronie i w takiej właśnie formie różne napotykane kwestie. Najlepsze co mógłbyś zrobić, to zostawić komentarz wyjaśniający co trzeba, skoro wiesz lepiej, albo poświęcić zagadnieniu wpis na swoim własnym blogu i rzucić linkiem.
Marudzenie, że wszystko dookoła nie jest takie, jakie być powinno i że inni ludzie robią głupoty zamiast podążać jedynie słuszną drogą, wyrabiają głupoty i w ogóle dzisiejsza młodzież to się do niczego nie nadaje jest domeną tzw. starych pierdzieli :)
14 IX 2005 o 10:33:46
"Z punktu widzenia większości potencjalnych czytelników oni są ślepi, a ty piszesz o kolorach" -- bo akurat tak się składa, że kolory mnie interesują najbardziej. Czy to dziwne, że piszę raczej o tym co interesuje mnie a nie innych...?
"Jeśli nie jesteś w stanie panować nad stylem własnych wypowiedzi, to nikt się z tobą szczypał nie będzie" -- tego nie zrozumiałem w ogóle. Masz jakieś problemy z moim stylem wypowiedzi czy jak? Ja z nim nie mam żadnych.
"Jeśli chcesz sobie znaleźć jakąś szerszą niszę poza okupowaną obecnie" -- wracam do pytania z pierwszego komentarza: skąd mam wiedzieć czy warto? Dla kogo?
"Szansa na to, że znajdę pracę podobną do twojej jest znikoma" -- a dlaczego? Akurat szukamy programistów z wiedzą i doświadczeniem. Niekoniecznie takich zgorzkniałych pierdzieli jak ja - młodzi gniewni mogą być. Do pracy w Opolu. Zapraszam.
@Łukasz - dziwisz się? Bo ja się sobie nie dziwię. Taki już jest ten świat. I nożyce też.
14 IX 2005 o 14:14:21
*Publicznie* piszesz o tym, co cię interesuje. Zdążyłeś już zauważyć, że twoje wpisy mogą liczyć na niedużą liczbę komentarzy, co zapewne wynika z faktu, że (a) ludzi o podobnych zainteresowaniach jest jednak w Polsce względnie niewielu i (b) domorośli eksperci wolą się nie wypowiadać na tematy, na których się nie znają (co o nich tak jakby dobrze świadczy).
Po raz kolejny powtarzam, że nikt poza tobą samym nie jest w stanie ci powiedzieć, czy warto zmieniać sposób pisania. Mówiłeś, że bez feedbacku nic nie zdziałasz, więc napisałem co dla mnie byłoby interesujące (i imho nie tylko dla mnie) -- co ty z tą informacją zrobisz, na to już nie mam wpływu. Jak już mówiłem, ludzie głosują nogami, innej wartości specjalnie wymyślić nie jestem w stanie.
Odnośnie stylu, to najlepiej byłoby się upewnić np. pytając ekspertów dlaczego zostawiają błyskotliwe komentarze na blogu patrysa, a na twoim raczej nie chcą. Kto wie, może moja ocena twojej prozy, jako nadto kpiącej, jest jednak na wyrost...
Oferta pracy zapewne ciekawa, ale póki nie skończę studiów, nie pozostaje mi nic innego jak brać czasowe zlecenia bez sztywnych godzin pracy. Zobaczymy za kilka lat, przy odrobinie szczęścia nadal będę młody gniewny.