Życie (po studiach)

Jakiś tydzień temu malekith (dla niewtajemniczonych -- ten od Nemerle) siedział w stanach (bodajże gdzieś w okolicach Redmond) i opowiadał różnym dziwnym ludziom na jakiejś konferencji Microsoftu co to w ogóle jest to Nemerle i dlaczego powinni mu dać więcej pieniędzy jak wymyśli jakiś następny projekt. Mniejsza o szczegóły, w każdym razie różnice w strefach czasowych i fakt, że ja siedzę po nocach przy komputerze spowodowały, że się kilka razy na żabie odezwał. Podczas ostatniej takiej rozmowy temat zahaczył o to, że on teraz będzie robił doktorant, ale na uczelni zostawać nie ma zamiaru, tylko już jako dr Moskal pójdzie szukać jakiejś ciekawej pracy.

A czemuż to jako pan doktor, a nie pan magister? Ano rzecz w tym, że dla osoby wiedzącej co robi, pieniądze nie są problemem -- ile się chce, tyle można zarobić. To jednak oznacza, że jeśli samo zarabianie dobrych pieniędzy przestaje być dla człowieka takie wartościowe, zaczyna się on rozglądać za kolejnymi udogodnieniami, czyli, po pierwsze, możliwością robienia czegoś ciekawego. Co to znaczy?

Ano jeśli ktoś napisał już niezliczoną ilość programików, zna kilka języków, ba -- sam jeden język zaprojektował i zaimplementował, to czy taka osoba nadaje się na stanowisko 'szeregowy programista'? Jak najbardziej! Taki ktoś będzie dziesięć razy wydajniejszy, niż statystyczny mgr inż. informatyk po politechnice i będzie jednocześnie pisał kilka razy bardziej niezawodny i elegancki kod.

Ale czy ktoś taki chciałby pracować do końca życia jako code monkey od projektów javowych? Bardzo wątpliwe. Praca w takiej roli jest tym boleśniejsza, im szersze ma się horyzonty, gdyż tym łatwiej dostrzega się różne przeszkadzajki, które gwałtownie zwiększają poziom frustracji. Człowiek ma wrażenie, że gdyby mu dano możliwość kierować tym całym kramem, to wszystko by chodziło znacznie lepiej. Ja mogę pracować zamiast szeregowego pana magistra, ale czy szeregowy pan magister nadawałby się np. na stanowisko projektanta? Nie. A ja? No właśnie -- jeśli ja się nie nadaję, to jak musiałby się nazywać człowiek, który by się nadawał? Dijkstra? Turing? Stroustrup?

Sam dosyć intensywnie kombinowałem jak by tu przekuć to, czym się zajmuję teraz (czyli sprawy ogólnolinuksiane) na jakieś zarobki. Niczego nie wymyśliwszy właściwie pogodziłem się z myślą, że będę gdzieś pracował jako szeregowy admin, czy też programista, a rzeczami ciekawymi będę się zajmował w wolnych chwilach. Ewentualnie zgodzę się na pracę kilka miesięcy w roku na jakiś terminowych kontraktach za sensowne pieniądze, co powinno mi wystarczyć na życie przez cały rok i zostawiać sporo czasu na 'hobby'.

Niestety te dwie teorie są mocno wadliwe. Pomysł z 'zajmowaniem się czymś ciekawym w wolnych chwilach' niestety odniósł ciężkie obrażenia po zderzeniu z rzeczywistością. Od 1,5 miesiąca jestem zatrudniony. Wiecie ile tygodni temu powinienem wydać nagłówki do jajka 2.6.13? Wiecie jak niedużo mi brakuje do dokończenia jednej rzeczy w automatyce ftpowej i ile tygodni to już leży? Wiecie o tych kilku projektach, które miałem zrobić przez wakacje, a których już nie zrobię, albo które muszę zrobić jak najszybciej? A wiecie ile dni wakacji mi jeszcze zostało?

Niestety poważnie wadliwa jest też koncepcja pracy przez kilka miesięcy w roku (co mi z kolei uświadomił malekith). Bo jeśli powiedzmy przez pół roku będę zarabiał po kilka tysięcy miesięcznie, to jak szybko przyzwyczaję się do standardu życia, jaki to zapewnia? Do możliwości kupna i utrzymania jakiegoś dobrego samochodu. Do utrzymywania szerokopasmowego dostępu do Internetu w domu. A może przynajmniej po jednym komputerze (tam komputerze -- laptopie!) na każdego członka rodziny. Może jakąś konsolę (najnowszego xboksa?) kupić, bo w zasadzie dawno w nic nie grałem. Treningi brazylisjkiego jiu-jitsu (na które uczęszczam od tygodnia, ale o tym przy innej okazji) trochę kosztują. A gdzieś może jakaś dziewczyna, wyjścia na miasto. Później żona. Dzieci.

W takim kontekście sposób malekitha wydaje się bardzo sensowny. Pan doktor, z pokaźnym CV może na dzień dobry szukać dobrej, ciekawej pracy. Niestety ja się od malekitha różnię pod jednym zasadniczym względem -- on, jeśli dostałby ofertę pracy od Googla, to pewnie by się spakował i wsiadł w najbliższy samolot, a w razie czego popłynął wpław.

Ja nie. Ja nie chcę ruszać się z Opola, a jak łatwo się domyślić, średnio mam tutaj szansę na jakąś ciekawą pracę związaną z open source (o PLD już nie wspominając). Z czego to wynika? No cóż.

Mój ojciec jest do mnie bardzo podobny (a właściwie to ja do niego). Ten wniosek wyciągnąłem z trzech rozmów z nim. Czemu tylko trzech? Bo tyle ich pamiętam i nie sądzę, by było ich dużo więcej. Prawda jest taka, że mojego ojca widzę w porywach dwa razy do roku i to przelotem, więc w związku z naszym podobieństwem mogę mieć tylko uznanie do takiego małego, acz potężnego czegoś zwanego DNA, gdyż owo podobieństwo nigdy nie zaskutkowało choćby garścią dobrych (życiowych) rad, gdy mogły mi się one jeszcze przydać w ciągu ostatnich lat.

Mam też dwóch kilkuletnich braci. Jednego z nich widziałem w sumie kilka razy i zawsze będzie on dla mnie osobą tak samo obcą, jak większość spotykanych na ulicy ludzi.

Czy to znaczy, że jestem jakoś specjalnie sentymentalny? Nie. Prawda jest taka, że osoby nieobecne prawie nigdy nie zaprzątają moich myśli. Nawet jeśli jest to moja matka i brat -- przez dzień czy dwa czasami łapię się na tym, że jest jakoś tak dziwnie w domu, ale później przestaję zwracać na to uwagę. Czy mógłbym wyjechać niewiadomo gdzie i ot tak po prostu zacząć życie? Jak najbardziej i nie sprawiło by mi to jakiegoś większego problemu. I właśnie na tym polega problem. Ja po prostu nie chcę doprowadzić do sytuacji, w której osoby, które widuję prawie cały czas od dwudziestu lat będą dla mnie tylko rzadko oglądanymi twarzami z którymi można zamienić kilka słów o pogodzie z okazji jakiegoś zjazdu rodzinnego (święta).

Heh. Zaczęło się od dosyć luźnych rozważań na temat wyboru zawodu, a skończyło na całkiem poważnych 'wyznaniach'. I znowu krótka notka, którą miałem napisać w kilka minut skończyła się na sporym tekście pisanym przez 1,5 godziny (przez co pójdę spać o wpół do czwartej), co zawsze mnie śmieszy w kontekście moich polonistycznych osiągnięć z czasów licealnych. No cóż, dobranoc.

Wujek Dobra Rada radzi: jeśli coś wygląda dokładnie tak jak twoja spalona myszka optyczna i nazywa się Manta 3D Ball Mouse, to przed zakupem sprawdź, czy oby nie jest to przez przypadek zwykła myszka kulkowa z dodaną niebieską diodą, dzięki czemu tak fajnie świeci jak myszka optyczna, na której jest wzorowana.

  1. 1. Patrys

    Najwygodniejsza na świecie myszka do notebooka: http://www.logitech.com/index.cfm/products/details/US/EN,CRID=2142,CONTENTID=10157

    Asus daje ją za darmo do każdego laptoka.

  2. 2. Szafranek

    Jeśli Cię to pocieszy, to pod koniec studiów ma się zupełnie inną perspektywę niż na pierwszych latach. To, czego w ogóle nie bierzesz pod uwagę na początku, nagle okazuje się całkiem nęcącym rozwiązaniem.

    Czy wiesz, jak będzie wyglądać rynek i Twoje zainteresowania za 4 lata? Nie sądzę :). Więc po co martwić się na zapas? Zwłaszcza że, jak sam zauważyłeś, dla zdolnych ludzi z doświadczeniem pracy (również ciekawej!) w branży póki co raczej nie zabraknie.

  3. 3. Bellois

    Aby miec zarowno wolny czas, jak i pieniadze, trzeba wyjsc po za standardowy schemat etatowego pracownika. Dlaczego nie mialbys sam zatrudniac innych? Dlaczego nie stworzyc systemu biznesu, ktory da Ci pieniadze? Wolisz sam byc zatrudniany przez ludzi, ktorzy to zrozumieli, czy zatrudniac tych, ktorzy tkwia w tym wyscigu szczurow?

  4. 4. ajot

    Z tym wolnym czasem w przypadku własnego interesu to bywa różnie. Zwłaszcza w fazie początkowej, która może trwać nawet kilka ładnych lat. A gwarancji sukcesu nie ma nigdy. Ale jak mawiają: kto nie ryzykuje ten...

  5. 5. Jajcus

    ajot: no właśnie trzeba zaryzykować i trochę odpuścić, żeby mieć trochę wolnego czasu. Gdy ktoś chce mieć wszystko w swoich rękach, to ta „faza początkowa” może trwać wieki.

    A co do własnej firmy. To nie dla każdego. Niektórzy są inżynierami i wcale nie mają zamiaru być managerami. Inna odpowiedzialność, inne stresy i po prostu mniejsza (przynajmniej dla niektórych) zabawa. A będą zatrudnionym wcale nie oznacza branie udziału w wyścigu szczurów. Jak ktoś jest dobry i nie ma wygórowanych wymagań (nie liczy na fartune, a chce się w pracy dobrze czuć), to dobrą robotę znajdzie nawet u kogoś innego. Z satysfakcją dla obu stron.

  6. 6. sprae

    We wlasnym interesie wolnego czasu moze nie byc nigdy :) Szczegolnie gdy jest konkurencja, ktora moze nie ma lepszych pomyslow, ale reklame na pewno :). Niektorzy wola sie o to nie martwic, a jedynie zajac tym, co umieja najlepiej. Kwestie finansowe zwalaja na pracodawce, gdyz zwyczajnie nie maja do tego glowy :)

  7. 7. Jajcus

    sprae: dokładnie

  8. 8. Bellois

    No wlasnie. Tu trzeba dwie rzeczy odroznic. Mozna miec biznes i byc w nim zatrudniodnym. Ty wyjezdzasz - biznes sie nie kreci. Ale mozna tez zbudowac system, ktory zarobi na siebie. Prawdziwy biznes jest wtedy, gdy wyjezdzasz np. na rok, a po roku wszystko jeszcze lepiej sie kreci. To sa dwie rozne rzeczy!

    A w ogole polecam ksiazki Roberta Kiyosaki'ego - "Bogaty ojciec, biedny ojciec", oraz "kwadrant przeplywu pieniedzy" - te publikacje potrafia zmienic sposob myslenia o 180 stopni.

  9. 9. mmazur

    Jest spora różnica pomiędzy założeniem firmy i założeniem firmy, która by robiła to, co ja lubię robić (już kompletnie abstrahując od tego, czy lubię zakładać i zarządzać jakąkolwiek firmą). Zwłaszcza jak się mieszka na informatycznym zadupiu.

    Chyba że się człowiek nastawi na szukanie jakiś wspólników, którzy by się tymi nudnymi rzeczami zajęli. O. Tak to jeszcze.

  10. 10. axquan

    Jak wynika z mojego skromnego doświadczenia pracowanie we własnej firmie i dajmy na to "państwowej" wiąże się z dwoma ważnymi rzeczami: zarobkami i pewnością przyszłości. W tej "państwowej" masz dużą pewność przyszłości (przydatne jak masz rodzinę), ale bardziej stabilne zarobki. Natomiast we własnej firmie masz małą pewność przyszłości, ale prawdopodobnie większe zarobki (bo w końcu nie po to zakładasz własną firmę, żeby mniej zarabiać, prawda?). Czyli tak na dobrą sprawę najlepiej byłoby założyć wcześnie własny interes, który potem się ustabilizuje.

    Szkoda tylko, że jesteśmy tak mało mobilni i co tu dużo mówić zbyt leniwi, żeby zwalić na siebie taką odpowiedzialność. Ale przecież nigdy nie wiadomo co będzie, może znajdzie się paru znajomych zakładających firmę z przyszłością.

  11. 11. Hawk

    Z tym wolnym czasem to u wszytkich widzę podobnie. Ileś tam projektów leży rozgrzebanych (z czego kilka można by w zasadzie zamknąć w dwa, trzy wieczory), a nowych projektów ciągle przybywa. Z chęciami do pracy nad tymi projektami to też wiadomo jak jest. Człowiek wraca z roboty późnym popołudniem, zmęczony, zazwyczaj niewyspany i albo kompletnie już mu się nic nie chce, albo nim się obejrzy to usypia przed telewizorem/nad książką/słuchając muzyki...<br/><br/>
    Natomiast co do PLD i okolic, to da się na tym od czasu do czasu zarobić przy okazji różnych wdrożeń. Niestety nie na tyle i nie tak często, żeby się dało z tego życ.

  12. 12. Hawk

    Blah. Znów schrzaniłem br'y (nie mylić z build requires). Idę spać :)

  13. 13. d

    Co do wyjazdów i odłączania się od rodziny i znajomych: Może spróbuj wkrecić się w jakiś program typu Socrates/Erasmus i wymknij się z kraju na 6 miesięcy/rok. Wrócić, raczej wrócisz a będziesz miał pogląd na to, jak _faktycznie_ taka sytuacja wpłynie na Twoje relacja z bliskimi oraz Twoje własne samopoczucie. IMO warto.

  14. 14. bazyl

    Całość interesu jest znacznie bardziej skomplikowana. Opole faktycznie jest miejscem, gdzie kompletnie nic się nie dzieje. Wiem, moja kobieta z tamtąd pochodzi i bywałem tam nader często. Znam też troszkę ludzi z tamtąd.
    W innych miastach polski, nawet jak jest interesująco od strony samej pracy (co samo w sobie zdarza się już rzeczywiście rzadko) to zawsze powstaje jeden poważny problem.
    Wielokrotnie dałem się na tym złapać, że tłumacząc ludziom co to dla mnie jest godziwe życie, dawano mi do zrozumienia, że w tym kraju takie życie prowadzi może 6% ludności Polski, z czego ludzi poniżej 30stki jest może 1% z tych 6ściu. To przeraża. Za granicą jest inaczej, co miałem już jak odczuć pracując dla zagramanicznych firm, jeżdżąc w delegacje itp.
    Wyprowadzając się z domu zobaczyłem jak to jest żyć na własny rachunek i wiem, że się da. Nie koniecznie codziennie widując rodziców. A od czasu do czasu to przecież może Cię być stać na przelot. W sumie zarobione za gramanicą pieniądze lepiej wydawać w Polsze, bo można więcej za nie kupić ;(
    Bez względu jednak co by nie mówić, czy mieszkasz w Opolu, czy innym mieście Polski, jako programista/administrator masz wielkie nic. Chyba, że pracujesz np dla banku.. dużej korporacji itp... Ale tutaj jak się już przekonałem, żeby zarabiać, trzeba się odznaczać wysokim poziomem niekompetencji, a jeśli firma jest niemiecka na ten przykład (jak moja) to z założenia trzeba być niemcem.
    I to jest niestety smutna prawda...

  15. 15. bazyl

    Co zaś do postaci pana Michała Moskala. Jest to postać niezwykła, bardzo skomplikowana i nadwyraz inteligentna. To bez znaczenia, cyz będzie doktorem, czy nie, choć wyobrażając go sobie, nie widzę go jakoś jako mgr'a ;]
    Urodził się geniuszem i na pewno wielu będzie chciało ten fakt wykorzystać. A on da się wykorzystać bo a) będzie mu się to podobało b) będzie miał z tego kupę kasy i c) informatyka znów ruszy naprzód :)
    Kiedy go poznałem i zaczęliśmy razem studiować, wydawał mi się niepozorny. Jednak profesor naszego instytutu powiedział kiedyś zdanie, które do tej pory utkwiło mi w pamięci.
    Było jakieś sympozjum. Przy jednym stoliku siedziało kilka osób z mojego roku, których ogromnie szanuję za ich wiedzę i talent do tego co robią. Tzw. ludzie, którzy urodzili się z klawiaturą. Profesor powiedział wtedy do jakiegoś gostka z MIT: "Look at them and remember those faces. One day all them will be famous. I can even bet on it"
    Co najciekawsze. Miał rację. Bo przecież Nemerle to tylko szczyt góry lodowej, nieprawdaż? :)

Adde commentarium: (textile lite)