Mały eksperyment

30 XI 2005, 00:10

Idąc dzisiaj na trening wpadłem do dziadków i zważyłem się. Do tego nie zakupiłem butelki wody kryminalnej i podczas oraz po treningu nic nie piłem (podczas i tak nie mogę, bo od ugniatania żołądka wypełnionego wodą mi później soki żołądkowe po całym przełyku latają). Wlekąc się, znaczy, wracając z treningu znowu zajrzałem do dziadków i znowu zawitałem na wadze. Różnica -- 1,5kg. Oczywiście w ciągu kilku minut to nadrobiłem wypijając około 1,5litra wody (co zawsze robię po treningu).

Wnioski? Żadne. Ot ciekawostka :)

Dziiwny jest ten świaaaaaat

28 XI 2005, 22:29

(Ledwie) osiemnastoletnie dziewczę, humanistyczna licealistka, użytkownik PLD. Nie wierzycie? Ja patrzę i dalej nie wierzę. Nie sądzę, żebym był seksistą, po prostu gdzieś musi być jakaś granica :)

Na gospodarstwie

28 XI 2005, 00:13

Prasowanie jest całkiem fajne. Fakt, że po jakimś czasie kręgosłup się buntuje, ale poza tym nie ma co narzekać. Jest to chyba jedyna czynność do tego stopnia nie wymagająca skupienia, że mogę bez problemu przy okazji patrzeć na telewizor (a mi ostatnio szkoda czasu na po prostu oglądanie telewizji). Byle by tylko coś dobrego leciało.

W czym by tu podłubać...

20 XI 2005, 23:46

Przez ostatnie kilka lat robiłem dużo różnych dziwnych rzeczy. Bo wiecie, ja generalnie bardzo pracowity i sumienny jestem...

A takiego wała.

Prawda jest taka, że jeśli ja się za coś brałem, to dlatego, że albo musiałem (jak w przypadku nagłówków albo 7thguarda -- gryzło mnie, że ludzie czekają, więc starałem się streszczać), albo dlatego, że już mi się tak wyjątkowo 'nudziło', że musiałem zacząć coś robić. Niestety ten drugi powód tak jakby zaczyna powoli iść w buraki, co mi się średnio podoba, bo tyle różnych rzeczy chciałbym dokończyć i tyle nowych zacząć. To musiało się prędzej czy później stać (radio zabiera czas, treningi brazylijskiego jiu-jitsu też), ale śmierć matki wszystko w drastyczny sposób przyspieszyła. Chciałem do końca studiów mieć przynajmniej część mocy przerobowych, jakie miałem w liceum (kiedy to w sumie robiłem najwięcej), ale po ostatnich wydarzeniach nie wiem, czy mi się to uda. I to nie tyle jest kwestia wolnego czasu, ile tego, czy po wszystkich tygodniowych zajęciach będę miał jeszcze na tyle ochoty na robienie czegokolwiek, żeby się za owo cokolwiek wziąć (odsyłam do pierwszego zdania tego akapitu -- musi mi się tak 'nudzić', żebym z 'nudów' zaczął coś robić; ja po prostu patentowany leń jestem).

Tak, ja wiem, że właśnie na tym polega życie, ale to miało być inaczej. Do końca studiów powinienem móc jeszcze w miarę spokojnie poświęcać czas temu, co robić lubię, a za kilka lat znaleźć jakiś sposób na przynajmniej częściowe utrzymywanie się z tego. Jeśli teraz wypadnę z obiegu, to za kilka lat będę mógł tylko i wyłącznie zostać jakimś szarym adminem u lokalnego ispa, czy gdzie tam.

W ogóle to wszystko jest na odwrót. W liceum, gdy moja wiedza była jednak dosyć mizerna (przynajmniej z obecnej perspektywy, bo jak na licealistę, to oczywiście nie było tak źle :), to miałem czasu tyyyyle. Teraz, gdy te kilka lat doświadczeń mógłbym wykorzystać do zrobienia czegoś naprawdę dużego (i mam konkretne plany), zamiast tracić czas na jakieś durne bugfiksy, to tego czasu właśnie nie mam (ponownie: nie fizycznie czasu, bo ten by się znalazł, tylko 'czasoochoty').

To samo zresztą z 7thguardem. Honej siedzi gdzieś w Brukseli i zajmuje się karierą zawodową. Ja natomiast po (khm) latach doświadczeń czuję się na tyle pewnie, że mogę pilnować innych redaktorów i przy okazji samemu dalej szlifować własny warsztat pisząc niusy (co przez jakiś okres robiłem). Tylko skąd ja mam na to brać czas! I czemu do jasnej cholery akurat ja mam to robić, a nie jakiś bardziej odpowiedni człek, który nie ma przy okazji kilku technicznych projektów na głowie (tak, wiem, że gdyby nie moja proza, to nikt z was by nawet nie wiedział kim jestem, ale blog to jedno, a prowadzenie serwisu to mocno coś innego). W ogóle co to za pomysł, żeby w dziennikarstwo się przyszły pan mgr inż. informatyki bawił!

A na jutro na laborkę raportu nie napisałem (choć powinienem był go oddać dwa tygodnie temu, czego z oczywistych względów nie zrobiłem). Zrobię na za tydzień (albo i nie). W ciągu ostatnich kilku lat się nauczyłem, że na dłuższą metę nie mam się o naukę co martwić, bo i tak w praktyce nigdy mi nic poważniejszego nie groziło. Acz jeszcze dwa tygodnie temu w moim życiu było też wiele innych pewników.

Poza tym zapomniałem wspomnieć, że w tym tygodniu jeszcze muszę sobie spodnie kupić (bo zaczynam jak lump wyglądać) i przydałoby się też za kurtką rozejrzeć, bo primo tyłek mi w obecnej marznie, a secundo jest już mocno brudna i też w nienajlepszym stanie. Co najmniej powinienem ją wyprać. Tylko ciekawym w czym będę chodził zanim wyschnie. Chyba w szafie jest jeszcze jakaś stara zimowa, byle się nadawała jeszcze do chodzenia..

Do roboty!

20 XI 2005, 19:01

Posprzątać dom, poprać, poprasować, zrobić zakupy, zrobić sobie jedzenie, zjeść, pouczyć się, zrobić raport na laborkę, pójść do radia, pójść na trening, umyć się. To jest niejako minimum, a ja zazwyczaj miałem problemy ze zrobieniem jednej trzeciej z tego. I to będąc poganianym przez matkę. No i nadal mam z wyrobieniem się problemy. Po prostu leń jestem. A ile rzeczy i tak leży odłogiem :/

Acz to i tak lepsze, niż siedzieć i myśleć, bo tego nadal nie jestem w stanie robić.

Nie ma mnie

02 XI 2005, 00:08

Do odwołania mnie nie ma i jest generalnie bezcelowym kierowanie się do mnie z jakimikolwiek sprawami. Jeśli komuś będzie potrzebny dostęp do czegoś, do czego tylko ja mam ów dostęp, to zostawiać msg na jabberze. W innych przypadkach postarajcie sobie radzić sami i nie mailować/jabberować.

Do większości (jeśli nie wszystkich) burdeli th dostęp ma pluto, ma też wjazd na konto ftpowe (poza tym jest sporo ludzi mających roota na ep09). Jeśli idzie o llh, to możecie się zacząć kontaktować z Jeffem Baileyem (jbailey małpa ubuntu kropka com... chyba; jeśli nie, to go wygooglajcie; człek jest z ubuntu), mówił, że będzie grzebał przy updejcie do 2.6.14. Na mnie nie liczyć.

Poczty nie odbieram. Nie wiem jakimi zasobami czasowymi będę dysponował i do czego wrócę, a do czego nie (jeśli w ogóle do czegokolwiek), ale mam nadzieję się dowiedzieć w ciągu kilku dni.

Nie zostawiać komentarzy do notki. Jak będę wiedział co i jak, to sam napiszę.

« prev | next »