Szkło
Tak właściwie, to ja jak na razie żyję pod szklanym kloszem i jest mi pod nim całkiem dobrze, poza tym, że nudnawo.
Cytat mojego autorstwa, sprzed roku. Właśnie w związku z owym kloszem często się zastanawiałem co by się mogło stać takiego strasznego, żeby mi ten klosz rozwalić. Różnych opcji było sporo, jedne straszniejsze, inne mniej straszne, ale zawsze doprowadzające mnie do wniosku, że jestem jakiś walnięty, skoro nie mam lepszych rzeczy do zastanawiania się nad.
Prawda jest taka, że osoby nieobecne prawie nigdy nie zaprzątają moich myśli. Nawet jeśli jest to moja matka i brat -- przez dzień czy dwa czasami łapię się na tym, że jest jakoś tak dziwnie w domu, ale później przestaję zwracać na to uwagę. Czy mógłbym wyjechać niewiadomo gdzie i ot tak po prostu zacząć życie? Jak najbardziej i nie sprawiło by mi to jakiegoś większego problemu. I właśnie na tym polega problem. Ja po prostu nie chcę doprowadzić do sytuacji, w której osoby, które widuję prawie cały czas od dwudziestu lat będą dla mnie tylko rzadko oglądanymi twarzami z którymi można zamienić kilka słów o pogodzie z okazji jakiegoś zjazdu rodzinnego (święta).
Znowu cytuję samego siebie. Tym razem cytat sprzed miesiąca. Bo wiecie, ja lubiłem swoje życie. Lubiłem swój dosyć głośny dom.
Wczoraj po dziewiątej wieczorem moja matka dostała wylewu. Lekarzom nie udało się go opanować, krwiak jest na tyle duży, że zablokował funkcje oddechowe. Matka jest na kroplówce i respiratorze. Rodzina nie chciała mi powiedzieć wprost jakie są rokowania, ale nie musieli. Ciało pewnie przeżyje, ale jej już raczej w środku nie będzie.
Mam dwadzieścia lat, studiuję. Nie mogę się sam opiekować pięcioletnim bratem. W poniedziałek zabierze go jego ojciec. Na drugi koniec Polski, do Piły. Zostanę sam w domu, w którym mieszkałem z matką od dwudziestu lat. W którym od pięciu pomagałem wychowywać brata.
I dobrze. Nie będę musiał siedzieć z laptopem zamknięty w łazience. Dławiąc płacz, żeby mnie brat nie usłyszał.
Jeśli to jest jakaś krzywa wersja usamodzielniania się studenta, to ja jej nie chcę. Chcę żeby było wczoraj. Mogę się usamodzielniać choćby na uniwersytecie w Australii. Ale nie w ten sposób.

02 XI 2005 o 17:21:24
Bracie, z Piły (nigdy nie mówiłeś, też chodziłeś na Pola?), współczuje. Ale jeszcze póki masz czas, mimo iż to źle brzmi, pożegnaj się z nią. Być może jej ciało jest pół-martwe, ale zapewniam cię, że podświadomości tak prędko nie straciła, i przyjemnie jej by było usłyszeć twój głos raz jeszcze.
Pozdrawiam, i trzymaj się. Jeśli chcesz to możemy się gdzieś na weekend umówić, na browara :)
02 XI 2005 o 17:22:49
A, i Piła wcale na takim zadupii nie jest, tylko 386km od Wawy, 4h 20m, pospiesznym relacji Lublin-Kostrzyn.
02 XI 2005 o 17:27:45
Współczuję... Nie mogę powiedzieć, że wiem co czujesz, bo tak nie jest... Zresztą cokolwiek bym powiedział zabrzmiałoby głupio...
02 XI 2005 o 17:53:02
Jesteśmy z Tobą mmazur. Cuda czasem się zdarzają, oby dotknęły również Twoją matkę. O 23, również wczoraj zgarneli mi babkę z diagnozą, że może nie przeżyć drogi. Babka nie matka, jednak do refleksji pobudza.
02 XI 2005 o 17:56:50
Ja również szczerze współczuje.
Przykro mi, że tak los się potoczył i, że jestem takim debilem, bo narzekam na swoje życie. Znów wieczór refleksji.
Na prawdę mi przykro i przpraszam za ten nietakt, że ośmieliłem się komentując wyrazić zdanie.
Życzę zdrowia, pocieszenia i wszystkiego dobrego.
02 XI 2005 o 18:41:44
Współczuję ci. Moja mama zmarła jak miałam 17 lat, 13 lat temu i do dziś mi jej brakuje. Pożegnaj się z nią. Powiedz jej, że ją kochasz i płacz jeśli chcesz. Nie można nic poradzić komuś w twojej sytuacji. Mi pomagało mówienie o tym. Ale ty możesz mieć swój sposób.
02 XI 2005 o 18:49:32
Współczuję, jedynie tyle mogę powiedzieć/napisać
02 XI 2005 o 19:25:27
Wiary i nadzieji, by się nie załamać. Wierzymy w Ciebie!
02 XI 2005 o 20:26:53
Są takie chwile kiedy płakać trzeba, ale trzeba też żyć. Teraz twój mały brat będzie Cię potrzebował bardziej niż kiedykolwiek. Utrzymuj z nim kontakt! - dzięki temu nie zatoniecie w oceanie życia.
02 XI 2005 o 20:36:01
Przykro mi, moja babcia jest w podobnej sytuacji, od dawna znajduje się w zakładzie opieki, z powodu afazji nie da się z nią zupełnie porozumieć.
02 XI 2005 o 20:48:42
Trzymaj się MOCNO.
My się kurwa nie damy! ;{
02 XI 2005 o 22:55:47
Cóż. Najciężej jest nam pożegnac bliskich. Pamiętam jak ciezko było mi przekłnąć informację że dziedek jest w szpitalu od tak.. sietam znalazł a potem cóż... Wiadomo nie dał rady. To jest jednakowo ciężkie każdego dnia. Czy to zaraz po czy za 100 lat. Ale cóż "ludzie przychodza i odchodzą" musimy siez tym pogodzić. Ale pamietaj nie wolno tracić nadzieji jeszcze nic nie jest przesądzone - ja już 3 razy się wybierałem na 2 świat.
02 XI 2005 o 23:09:40
Ja, jestem z Tobą. Może tego nie chcesz, ale będę się za nią modlił, chociaż tyle mogę dla was zrobić.
03 XI 2005 o 01:15:35
Przesyłam ciepłe myśli i szczerze współczuję. Trzymaj się!
03 XI 2005 o 06:51:50
Współczuję.
03 XI 2005 o 09:54:29
Wierzę, że jednak wszystko będzie dobrze.
Trzymaj się.
03 XI 2005 o 18:09:58
Wyrazy współczucia. Nie poddawaj się. Jeszcze będzie wiele radosnych chwil w życiu.
03 XI 2005 o 19:33:26
Trzymaj sie i nie trać nadziei.
03 XI 2005 o 21:49:01
Trzymaj sie ...
Są takie chwile w życiu każdego faceta, że musi popłakać ...
04 XI 2005 o 15:42:23
Eee tam. Głowa do góry! I tak za jakiś czas znów się z nią spotkasz ;-)
Szkoda, że pewnie jak sam bym był w takiej sytuacji, to bym sobie tego nie potrafił powiedzieć...
04 XI 2005 o 16:52:22
czasami wydaje nam się, że coś nas wcale nie obchodzi; i nagle okazuje, że jest zupełnie inaczej; tylko dlaczego musimy cierpieć tak bardzo?
04 XI 2005 o 17:02:27
Bądź silny Mariusz. Pomyśl jak Ona by chciała byś się zachował. Wierze, że przetrwasz ciężkie chwile, a nawet z takiego doświadczenia musimy czerpać naukę.
09 XI 2005 o 00:18:32
Życie sprawia paskudne niespodzianki. Gdyby i mnie powalono taką wiadomością, to mógłby być także mój wpis. Tylko zamiast 20 lat, 19. Zamiast Piły, trochę bliżej.
Współczuję. Z całego serca. I zastanawiam się ile moja kopuła wytrzyma.