Dzień drugi
Trzy dni temu zastanawiałem się nad tym, czy zdążę uruchomić delphi pod wine i wyklikać jakiś programik na jutrzejsze zajęcia, ile czasu zajmie mi wydanie nowego llh i ile z tego czasu powinienem poświęcić na dokończenie mojej strony, która była mi potrzebna w celu omówienia pewnego nowego ficzera automatyki ftpowej.
Fajnie było sobie tak siedzieć w domu i się zastanawiać.
Bo wiecie, dom to takie magiczne miejsce, gdzie sporo rzeczy robi się samo. Można zostawić nieumyte garki, licząc na to, że za jakiś czas już będą umyte. Nie trzeba się zajmować kostką toaletową, bo ona się sama wymieni. Pranie i prasowanie też się samo robi. A i przy sprzątaniu mniej roboty, bo kurze się same ścierają.
Teraz siedzę sam w mieszkaniu. Już nie jest magiczne. Jeśli wieczorem nie umyję talerzy, to będą one nieumyte i jutro, i pojutrze i za tydzień też. Przedmioty już się same nie przemieszczają, nic się samo nie robi. Za to otacza mnie masa rzeczy, które już do niczego nie służą. Są martwe. Powinienem je wyrzucić, tylko kurz zbierają.
Olek jeszcze przez dwie godziny posiedzi u dziadków. A w poniedziałek weźmie go ojciec. Ja zaraz idę na wykład. Na wykładzie będę miał się na czym skupić. Bo wiecie, dawno temu, gdy miałem dom, mogłem w nim po prostu siedzieć i zastanawiać się nad różnymi rzeczami. Teraz gdy nic nie robię, to myślę o czymś, o czym jeszcze nie potrafię myśleć z suchymi oczami. Może kiedyś.

03 XI 2005 o 19:23:42
Trzymaj sie!
03 XI 2005 o 21:59:24
Choć moja mama jest juz niby zdrowa, po 2 operacjach serca, znów jej nie ma. Jest w Niemczech, w pracy. Jestem od Ciebie 4 lata młodsza. Rachunki, urzędy, naczynia, zakupy, sprzątanie ... równie nagle jak Tobie zwaliło mi się to wszystko na głowę. Wiem jednak, że mama wróci, wierzę w to mocno, choć w każdej chwili może dostać zawału, bo choroba tkwi w niej nadal. I nie mogę sobie wyobrazić jak bardzo kiedyś chciałam być sama. Teraz mam wspaniałego chłopaka. Codziennie trzyma mnie też szkoła. Kiedyś gdy moja mama lezała w szpitalu i ciagle tylko spała i było bardzo źle, ja ciągle miałam nadzieję. Miej ją również. I jeszcze. Ostatnio nauczyłam się czegoś ciekawego na polskim : " jeśli przyjmujemy od Boga dobro, to dlaczego nie mielibyśmy przyjmować zła? - powiedział to Hiob, mysle ze ma racje...ale to bardzo trudne. Jestem z Tobą.
03 XI 2005 o 23:51:33
Witaj Mariuszu
Trafiłem tu zupełnie przypadkowo.. Zwyczajnie sprawdzałem co tam harnir z Crystalem robi i z jego blogu trafiłem na inny blog a z tamtego na ten. Trochę nawet nie wiem od czego zacząć... Nie chcę pisać w stylu "trzymaj się", "dasz radę", "jakoś to będzie". Będąc na Twoim miejscu i czytając takie "dobre rady" zwyczajnie czułbym się... spławiany i niezrozumiany. Ale chyba lepsze już takie "trzymaj się" od pustej łazienki, w której miałbyś siedzieć zamknięty między własnym laptopem, wspomnieniem tego, co było i czego już nie będzie jak wcześniej i tą okropną niepewnością - tego, co będzie jutro i w której to pustej łazience nie byłoby nikogo, kto powiedziałby do Ciebie "trzymaj się.. dasz radę". Najgorsza chyba jest samotność.
Szkło - czytając to, co napisałeś o tym "kloszu" miałem uczucie, że czytam własne myśli. Trudno jest mi cokolwiek napisać - mój klosz nie pękł jeszcze aż tak bardzo. Ktoś napisał w komentarzach, że Twoja mama bardzo Cię teraz potrzebuje. Myślę, że tak samo jak ona Ciebie, Ty potrzebujesz jej - tego, abyś mógł się do niej przytulić i nie bać się zapłakać... bez laptopa i pustej łazienki. Skrywając gdzieś w głęboko w sobie ten ból, który czujesz, możesz doprowadzić do tego, że nie będziesz mógł go później z siebie uwolnić. I ten ból, choć skrzętnie przez Ciebie ukryty, będzie cały czas w Tobie tkwił a Ty sam będziesz bał się go uwolnić i staniesz się jego niewolnikiem. Nigdy nie zamykaj się więc sam ze swoim laptopem w pustej łazience. Jak tylko masz możliwość, idź do swojej mamy i nie obawiaj się jej przytulić i nie obawiaj się okazać jej tego, co czujesz, tego jak bardzo chciałbyś aby ona wróciła i tego, jak bardzo Cię boli świadomość, że bardzo ważna osoba w Twoim życiu właśnie przemija. A Twój brat Olek? On też bardzo Cię teraz potrzebuje - tego abyś go przytulił i zwyczajnie pokazał, że Ciebie też bardzo boli to wszystko. Nie bój się okazać mu tego, co czujesz - chowając przed nim swoje uczucia, sprawisz, ze on sam postąpi tak samo i też zacznie dusić w sobie swój ból. Nie pozwól mu się zamknąć w jego własnej łazience - bądź przy nim i daj mu do zrozumienia, że nadal jesteście rodziną... która się kocha.
Nigdy nie myślałem, że pierwszą dłuższą wiadomość do Ciebie napiszę w takiej sytuacji i o takiej treści. Dotychczas sporadycznie wymienialiśmy maile w ramach 7th... najczęściej o treści: "dodane do krótkich". Co prawda zawsze chciałem napisać dłuższego maila... dowiedzieć się o Tobie i o honey'u coś więcej (podziwiałem Was za 7th)... ale zawsze dochodziłem do wniosku, że pewnie zawracałbym Wam tylko głowę i nigdy nic nie napisałem.
Jest mi naprawdę bardzo przykro i chciałbym móc Ci jakoś pomóc... choć wiem, że właściwie nic nie mogę zrobić..
Pozdrawiam
daniel cegielka
04 XI 2005 o 15:13:53
Sprzątanie - mega-problem.