Końcem na początku

27 XII 2005, 15:01:22

Stosunkowo niedawno wyczytałem coś ciekawego. Otóż większość ludzi, jeśli pisze bądź mówi na jakiś temat, to automatycznie przyjmuje następującą kolejność -- pierw opisać mniej więcej jak przebiegał ich proces myślowy, a później całość zwieńczyć jedynie słusznym wnioskiem ewentualnie okraszonym jakimś komentarzem. Brzmi jak najbardziej naturalnie i logicznie, bo dzięki temu słuchacz/czytelnik może w pełni zrozumieć zasadność wniosku. No i przy okazji możemy się pochwalić jakim to okazałym organem wnioskującym dysponujemy i jak świetnie sprawdza się on w praktyce.

Niestety to, co dla nas, tłumaczących, jest naturalne, wcale takie nie musi być dla odbiorców. Uogólniając, przeciętny odbiorca nie wie do czego zmierzamy, a jego wiedza ogólna o danym zagadnieniu jest zazwyczaj znacznie mniejsza od naszej, skutkiem czego każda dodatkowa informacja, jaką musi on trzymać w głowie w oczekiwaniu na wielki finał, ostatecznie pogarsza jego zrozumienie tematu. Czemu? Bo jak już sprezentujemy mu ten wniosek, to musi sobie teraz zacząć przypominać to wszystko, co do niego mówiliśmy wcześniej i odnosić to do owego wniosku. A zwłaszcza z tym przypominaniem może być ciężko.

A teraz magiczne rozwiązanie (fanfary) -- należy wniosek ogólny pisać najpierw. Choć instynktownie może się to wydawać nienaturalne, to w rzeczywistości ma same zalety. Po pierwsze znacznie zwiększamy szansę, że odbiorca wniosek zapamięta (a właśnie to powinno być naszym nadrzędnym celem, a nie pokazanie światu w jak elegancki sposób potrafimy prowadzić rozumowanie), a jednocześnie ułatwiamy mu zrozumienie tematu, gdyż tym razem będzie w stanie nie tylko śledzić spójność wywodu (czyli w jaki sposób skaczemy po argumentach), ale też wszystko co przekażemy od razu odnosić do ogólnego wniosku. To jest znaczne ułatwienie, gdyż w ten sposób odbiorca może już na początku zdecydować na czym się będzie skupiał i np. odnotowywać sobie w pamięci tylko te argumenty, które w kontekście ogólnym (który tym razem zna i cały czas ma w pamięci) nie trafiły mu do przekonania (a później sklecić soczystego ranta na autora :).

Nawiasem mówiąc ciekawym ile jeszcze tego typu prostych reguł dotyczących przekazywania wiedzy istnieje. Będzie się trzeba zainteresować jakąś (powszechnie polecaną) publikacją na ten temat.

Powyższe miało być tylko wstępem do konkretnego wpisu (oczywiście pisanego z wnioskiem na początku :), ale to poczeka jeszcze trochę do następnego razu.

Święta

22 XII 2005, 02:19:44

Jeśli się nie będę odzywał, to znaczy, że tam, gdzie jadę, nie znalazłem żadnego źródełka z internetem i nie ma co na moją obecność liczyć tak gdzieś do 28-29. Niemniej postaram się tak z dwa razy w ciągu tego tygodnia doczłapać do jakiejś studni z internetem i być z godzinę-dwie online, także jakby było coś ważnego, to można wiadomość zostawić.

A -- i nie będę miał dostępu do maili, także tylko żaba i irc.

Recesja

11 XII 2005, 04:11:22

Przejrzałem główną na trzy dni wstecz (ponad 500 postów). Blogów, które są regularnie i w miarę często uzupełniane, a których przynajmniej 70% jest dla mnie ciekawe znalazłem... pięć. Z tego marcoos-lewak zwinął się w ogóle, patrys-tutajjakieśuszczypliweokreśleniejegodziwnegowyglądu zwinął się z joggera, tristan-neurotyk tylko na wyższy poziom (więc i tak musiałbym go podpiąc pod powiadomienia), a siwa-wredna-jędza i tak już pisze na wyższym poziomie, więc mam ją w powiadomieniach. Z tego zostaje tylko nie-zgoda na którego można liczyć, że raz dziennie cośtam skrobnie.

Zostają ci co piszą albo nieczęsto, albo względnie często, ale niekoniecznie ciekawie (czyli z mojego punktu widzenia tak jakby pisali nieczęsto), albo co ich wolę czytać raz na jakiś czas w większych partiach. Naliczyłem siedmiu. No, powiedzmy, że średnio by doszło do dziesięciu, jakbym jeszcze pomyślał.

Do tego jeszcze dochodzą jakieś przypadkowe teksty, które mi wpadają w oko podczas scrollowania głównej, a których przeważnie i tak w całości nie czytam, tylko przeglądam kilka zdań (ktoś mi względnie niedawno powiedział, że piszę za długie wpisy; z tego punktu widzenia, to rzeczywiście musi być upierdliwe czytanie mnie :). Podliczając, gdzieś w porywach wyjdzie, że z tych 500 przeczytam może 20 (z czego 5 to będzie zgoda).

Buuuuuuuu. Coś mi wygląda na to, że czytanie via główna mogę sobie darować, bo signal to noise ratio spadło poniżej 5%. A co w zamian? Ano nic. Idiotycznie nazwany serwis, który obecnie nie wygląda i robi tylko jedną rzecz, z której i tak nie korzystam. I cholera wie co on docelowo ma robić -- w każdym razie stwierdzenia o 'moderacji' (w świetle mojego poprzedniego wpisu) tak jakby zapowiada, że nie to, co bym chciał, żeby robił.

Jak tak dalej pójdzie, to sam się wyniosę na własną domenę, którą oryginalnie planowałem wykorzystać tylko na rzeczy anglojęzyczne (bo mi się na joggerze podoba), ale coraz bardziej wygląda, że nic mnie tutaj nie trzyma. I właściwie powinienem teraz pogrozić palcem sparrowowi, że taki z niego project leader, jak z koziej dupy klarnet, że doprowadził do takiej degrengolady, ale obiektywnie rzecz biorąc nie jest wykluczone, że to, co dla mnie jest padaniem serwisu, w rzeczywistości można po prostu traktować jako wymianę pokoleń (bo ci, co się wynoszą, albo już wynieśli, są tu przeważnie od dłuższego czasu). Cholera wie, zobaczymy za kolejne dwa lata jak będzie wyglądała wtedy tutejsza 'śmietanka' i czy będzie kogo czytać :)

Ewolucja

10 XII 2005, 22:11:16

Po ostatnich dyskusjach wyszło na to, że więcej osób zastanawia się jak powinien wyglądać niescentralizowany jogger. Ponieważ i mi taka koncepcja po głowie łazi, więc stwierdziłem, że będę ją musiał prędzej, czy później opisać.

Ale zapukał do mnie dzisiaj Patrys z jakimś kawałkiem działającego kodu podpiętego pod strasznie głupią domenę, więc z konieczności jednak prędzej, niż później :)

Da.killa w komentarzach do mojego wpisu wspominał np. o systemie zaproszeń, punktów, etc. Z kolei o ile (nie) rozumiem rozwiązania Patrysa, to ma to być jakiś konfigurowalny przez www czytnik rssów z powiadamianiem na żabę i nieznaną mi poza tym docelową funkcjonalnością. Ktoś inny pewnie miałby jeszcze jakieś inne koncepcje.

I to jest problem, bo jeśli chcemy robić lepszego joggera, to poprzez szeroko pojęte rozszerzanie funkcjonalności, która jest w obecnym, a nie jakieś rewolucje. To, że coś wydaje się autorowi być fajnym pomysłem, wcale nie znaczy, że rzeczywiście takim jest, a proste zerżnięcie rozwiązań z joggera daje przynajmniej tyle, że mamy coś sprawdzonego, co już pokazało, że działa w praktyce.

Czyli teraz (subiektywna) lista ficzerów joggera i dlaczego jest takie ważne, żeby je co najwyżej rozszerzać, a nie zastępować czymś niesprawdzonym.

Primo powiadamianie o nowych notkach i powiadamianie o komentarzach, z czego najważniejsze jest to drugie. Czemu? Bo to pierwsze mam po prostu wrzucając danego bloga do czytnika rss (i osobiście prawie w ogóle z tego na joggerze nie korzystam). W przypadku komentarzy problemy są zasadniczo trzy. Pierwszy to ich śledzenie przez system (to już niech se patrys kombinuje, mi się nie chce :), drugi to nieinformowanie autora o jego własnych komentarzach (zapewne będzie trzeba używać OpenID, czy czegoś takiego), a trzeci to pododawanie na zrzeszone blogi fajki 'śledź ten wątek', żebym nie musiał się specjalnie logować do systemu i wklepywać urla danego wpisu tylko po to, żeby ów wpis śledzić (to się zapewne będzie dało zrobić bez większych problemów, jakimś osobnym przyciskiem, czy też javascriptem).

I secundo -- strona główna i wszystko co się z nią bezpośrednio i pośrednio wiąże. Ja joggera czytam przez główną (modulo jog siwej, która, wredna zołza, niektóre notki daje na wyższych poziomach i przez to musiałem jej jog do śledzonych dodać) i afaik nie tylko ja. A czytam tak dlatego, że (a) tak lubię i (b) pozwala to wyłapywać teksty osób, których całkiem nie śledzę, ale którym zdarza się napisać coś dla mnie ciekawego.

Bo widzicie, jak zauważył mój znajomy, jogger to takie dziwne miejsce, gdzie nawet ludzie o poglądach kompletnie z kosmosu potrafią się wypowiadać pełnymi zdaniami i można z nimi próbować pogadać (i taka rozmowa przynajmniej optycznie wygląda na poprawną). Oznacza to tyle, że joggerowemu systemowi rejestracji udało się osiągnąć coś wręcz niebywałego -- zebrać w jednym miejscu dużo osób, które, choć w większości nie mają nic ciekawego do powiedzenia, potrafią owo nic powiedzieć pełnymi zdaniami i z użyciem całkiem sporej ilości znaków interpunkcyjnych. I dzięki temu, że jogger nie przyciąga kompletnie masowego blogowicza (a właściwie, blogowniczki), strona główna jest czytelna i nadaje się do przeglądania w całości.

Czytelna strona główna ma jeszcze jedną zaletę -- powoduje, że ktoś, kto ma coś ciekawego do powiedzenia, może szybko przejść od zera do bohatera -- właśnie m.in. dlatego, że zawsze jakaś część osób zaglądających na główną, może przyuważyć jakiś nowy, ciekawy wpis i zacząć autora śledzić. Oznacza to też, że prawo zabierania głosu w kwestiach społeczności mają też 'szaraczki' (niekoniecznie oznacza to, że wpis zaowocuje komentarzami, ale faktem jest, że sporo osób go przeczyta i zapozna się ze zdaniem delikwenta). Bo tutaj jak coś napiszesz, to dzięki głównej i poczcie pantoflowej dojdzie to do różnych ludzi, a na takim blog.pl, to pewnie słabe szanse.

I teraz jeśli ktoś przyjdzie i powie, że on ma super pomysł jak rozwiązać kwestię rejestracji na następcy joggera, to ja mu odpowiem, że to bardzo fajnie, ale ja tu mam coś, co się od kilku lat sprawdza i mimo swoich niedoskonałości działa i to działa bardzo dobrze.

Oczywiście nie twierdzę, że nie ma tutaj miejsca na poprawki -- te będą jak najmilej widziane. Zacznijmy od opcji ignorowania danych autorów na głównej. Według mnie ktoś prawie zawsze przynudza -- to sobie go wrzucę do ignorowanych i dzięki temu główna będzie dla mnie jeszcze bardziej przyjazna (a już ustaliliśmy, że czytelna główna jest praktycznie wartością samą w sobie). Autor ignorowanego bloga powinien mieć w opcjach pokazane ile osób go ignoruje -- był by to kolejny sposób samoregulacji społeczności, gdzie śledzenia są wyznacznikiem popularności, a ignorowania byłyby czymś odwrotnym.

No i na fali różnych orkutów, gron i chęci tutejszej arystokracji do lepszego zaznaczenia swojej obecności (no i żeby szaraczki miały jakiś jasny cel przed sobą, którego osiągnięcie byłoby widocznym dla wszystkich wyznacznikiem sukcesu 8), zaszalejmy trochę. Bo czemu by nie zrobić wewnętrznoserwisowych 'gron'. Jedne byłyby na zaproszenia (to te dla spoko ziomali), inne mogłyby być ogólne (to dla tych, którzy czują się samotnie :). Konfigurację głównej możnaby rozszerzyć z prostego ignorowania wybranych autorów na jakieś ciekawe modyfikatory dostępu, gdzie mógłbym sobie poszczególne grona (bądź pojedyńczych autorów) na głównej highlightować, zostawiać bez zmian, bądź ignorować. Ba, mogłyby być grona moderatorskie, które nie zawierałyby postów swoich członków, ale raczej posty rekomendowane przez owych członków (tzn. patrys i riddle zakładają grono moderatorskie 'webmasteryzm' i wrzucają do niego wszystkie zauważone posty o tej tematyce, a ja sobie je z kolei wrzucam do highlightowania na głównej... albo do ignorowanych).

Pozostaje jeszcze synchronizacja z kategoriami na poszczególnych blogach (już chyba tylko obecny jogger nie obsługuje tagowania wpisów :), obowiązkowe eksportowanie jak największej ilości z tych danych, bo przecież mogą się przydać w jakiś zewnętrznych serwisach, a my tu wszyscy Web2.0 no i milion innych rzeczy o których nie pomyślałem. Ale wszystkie bazujące na tym, co już znamy w joggerze i co wszyscy wiemy, że działa (bo jak komuś się wydaje, że wystarczy wuwuowy czytnik rss z powiadamianiem na jabbera, to się zapewne przeliczy).

No i jak już takie rzeczy dłubać, to raczej in english, bo kto wie, może właśnie wymodziłem kolejne delicious :)

Dla rozluźnienia :)

08 XII 2005, 22:21:14
<mmazur> Marcoos się z joggera zwinął.
<fixxxer> też bym się zwinął gdyby nie powiadomienia :)
<mmazur> E, konta to ma sporo osób nic nie piszących :)
<mmazur> Idę go pomęczyć na privie.
<fixxxer> pomęcz, szkoda go w sumie :)
<mmazur> Twierdzi, że mu się znudziło.
<fixxxer> szkoda
<fixxxer> mmazur, czyli nigdzie indziej nie będzie pisał?
<fixxxer> myślałem, że może się przeprowadza tylko
<mmazur> Nigdzie.
<mmazur> Bastard.
<fixxxer> mhm
<mmazur> Już i tak się wypiął na ludzi robiąc dedykowany techblog.
<fixxxer> mmazur, strajkujemy? 8)
<mmazur> Rotfl :)

Ech2

08 XII 2005, 02:34:06

Oczywiście zaraz po wysłaniu poprzedniej notki polazłem na joga sparrowego, przeczytałem ten kawałek o rodzinie i mnie naszły wątpliwości.

Właśnie dlatego staram się unikać pisania takich rzeczy i dlatego przy poprzedniej dyskusji siedziałem cicho -- bo prawda zazwyczaj jest gdzieś po środku i lepiej nie ładować się publicznie ze zbyt jednostronną oceną jakiejś kwestii.

Ładnych kilka miesięcy temu (pół roku może?) czytałem felieton Michnika, w którym opowiadał, jak to uczestniczył w jakiejś nagonce słownej na kogośtam (możliwe, że chodziło o list biskupów polskich do niemieckich w sprawie pojednania) i jak mu później było wstyd. I że od tego czasu nigdy w takich rzeczach nie uczestniczył.

Wtedy mi to utkwiło w pamięci i od tego czasu olałem sporą ilość różnych personalnych flejmów. Ale nie tym razem.

Wpisu nie usunę, gdyż z zasady nigdy tego nie robię -- to co piszę niech świadczy przede wszystkim o mnie.

Ech

08 XII 2005, 02:17:58

Jakiś czas temu przetoczyła się przez joggera fala dyskusji o przyszłości serwisu. Jedni w tych dyskusjach uczestniczyli, inni siedzieli cicho -- ja uważałem, że się zrobiło za dużo szumu i wolałem się nie odzywać. W każdym razie kilka osób (i to nie z łapanki, ale takich, które zapewne wywiązałyby się z obietnic) zaoferowało pomoc w kodowaniu i utrzymaniu serwisu i generalnie były sugestie, żeby joggera bardziej otworzyć, gdyż pozwoliłoby to wreszcie na jakiś sensowny rozwój. Sparrow na to wszystko odpowiedział, że postara się przyłożyć do nowej wersji serwisu i mieć już coś działającego przed końcem roku.

W tym momencie zapewne nie tylko mi zapaliła się w głowie lampka ostrzegawcza -- taka odpowiedź jest jednoznaczna ze stwierdzeniem, że dla sparrowa jest coś ważniejszego niż sam serwis. Czemu? Gdyż jest to jedno z największych skupisk różnej maści informatyków w okolicy i wystarczy całość otworzyć, by ruszyła z kopyta. Tylko trzeba mieć priorytet ustawiony na serwis i ludzi, a nie na coś innego.

Możliwe, że w ówczesnych dyskusjach ktoś ten fakt starał się w jakiś sposób zaznaczyć -- nie wiem, ja ich nie śledziłem zbyt dokładnie. Sam stwierdziłem, że sam bym w joggerze zapewne nie grzebał, więc zasadniczo mi dynda, czy zakoduje to wszystko sam sparrow, czy też ktoś inny [1] i postanowiłem poczekać te kilka miesięcy na joggera2. Przecież sparrow obiecał, a to jego serwis, więc jego prawo do decydowania jak ten kramik pchać do przodu. Byle by jechał.

No i niestety okazało się, że lampka ostrzegawcza miała rację -- sparrow okazał się człowiekiem niepoważnym, który serwis (czyli użytkowników) wcale nie uważa za priorytet.

Mnie nie interesują trzy kropki, cztery kropki, czy też dziesięć kropek. Ba -- mam bardzo bardzo głęboko jak będzie wyglądało nowe logo. Nie mam najmniejszego zamiaru głosować. Jedyne co mnie interesuje, to obietnica, że jogger2 będzie na ukończeniu pod koniec roku. Sparrow złamał nadgarstek? No cóż, zdarza się, możemy poczekać jeszcze dodatkowo z dwa tygodnie. Przeliczył się jeśli chodzi o czasochłonność? Ok, to też się zdarza. Jest sporo losowych przyczyn, dla których można się nie wywiązać z obietnicy i nikt poważny nie będzie miał o to pretensji.

Ale puszczenie focha na jakieś anonimowe dziewczę? No sorry, ja rozumiem, że przedszkolak jak zobaczy jakąś wredną dziewczynę, która mu wlazła do piaskownicy, to może zabrać koparkę i pójść na huśtawki, ale gdzie my do cholery jesteśmy?

Ja nie wiem sparrow, czy ty sobie zdajesz z tego sprawę, ale właśnie pokazałeś środkowy palec całkiem sporej grupie joggerowiczów (a chyba nie muszę wspominać, że jogger nie jest tylko martwym kawałkiem kodu właśnie przez istnienie owych joggerowiczów). Bo coś nam niedawno obiecałeś, pamiętasz?

Wiarygodność to jest coś bardzo przydatnego i praca nad różnymi 'publicznymi' projektami (a w szczególności kierowanie nimi) bardzo tę wiarygodność swoich autorów zwiększa. Ale po takim numerze jakakolwiek wiarygodność sparrowa w moich oczach poszła do /dev/null (już kompletnie abstrahuję od tego, że przyjął na maszynę pieniądze). Tak samo skłonny byłbym oddać jakiś projekt w jego ręce, jak i w, nie przymierzając, kloczkowe.

I jeśli w krótkim czasie czegoś z tym nie zrobi, to tak już zostanie. Wyobrażacie sobie jaka by była reakcja, gdyby np. admini kernel.org nagle stwierdzili, że dostają za dużo hatemaili i oni na razie wstrzymują jakiekolwiek prace nad serwerami -- może wrócą, jak sobie to wszystko przemyślą. Zostaliby chyba zabici kpinami.

(A przypominam, że ręczne kierowanie wszystkim przez sparrowa to jest akurat jeden z gorszych pomysłów na rozwój serwisu.)

[1] Nota bene ja bym się długo nie zastanawiał, gdybym mógł projektowi po prostu szefować i zbierać laury, zamiast zajmować się nudnym kodowaniem czy czymś takim.

Zatrudnię kobietę

03 XII 2005, 21:49:43

Nie musi być piękna, byle by była tania.

W celu? Oczywistym. Potrzebuję, żeby ze mną poszła do sklepu, pooglądała kilka kurtek, porobiła groźne miny, kazała mi przymierzyć dwie, wysłuchała mojego marudzenia, po czym stwierdziła autorytatywnie, że kupujemy tę, bo jestnajlepsza/najlepiejwniejwyglądam/jakikolwiekinnypowód.

Moja obecna kurtka jest taka jakby bardziej wiosenno jesienna, co skutkuje tym, że przez połowę czasu marznę łażąc po dworze. Poprzednią zimę jakoś tak przechodziłem i nic mi nie było, ale starość nie radość, kości nie te i robię się wygodnicki, więc trza wreszcie kupić dedykowaną kurtkę zimową. I bym ją był kupił, gdyby nie to, że jacyś cholerni spiskowcy dostarczyli do sklepu wiele różnych kurtek i żeby jakąś kupić, to musiałbym wybrać. No więc odłożyłem to na później, bo nigdy nie mam cierpliwości do kupowania odzieży.

W ogóle ubrania powinny być niezniszczalne (albo wytrzymujące co najmniej z 10 lat). Jak ktoś takie zacznie sprzedawać, to ja bardzo chętnie kupię. Buty już mam kevlarowe, ale niestety nie całe i też się powoli zużywają :/

« | »