Dzień sto siedemnasty

Mam kaca. Nie podoba mi się, że mam kaca i mam nadzieję, że kac nie utrzymuje się więcej, jak 24 godziny (przynajmniej w moim przypadku). W skrócie wnioski: nie, nie jestem w stanie pić piwa, jest na to po prostu zbyt obrzydliwe. To już sobie wolę powolutku sączyć wódkę z kieliszka (co nawiasem mówiąc czyniłem). Jest smaczniejsza. Poza tym upicie się jest całkiem fajne, (głównie ze względu na to, że ma się niepowtarzalną okazję pobawić się własnym błędnikiem), acz pod kilkoma warunkami (na przykład, że jak człowiek się robi śpiący, to po prostu idzie spać, a nie użera się z towarzyszami niedoli) i z uwzględnieniem tego, że te fajne kawałki przeplatają się z niefajnymi (vide w/w kac). Ogólnie rzecz biorąc raz na ruski rok można się upić, acz to li tylko z ważnych powodów towarzyskich. W innym przypadku jest to po prostu koncertowa strata czasu (zwłaszcza, że następny dzień też w znacznej mierze idzie do kosza).

(Tłumaczenie z mmazurowego na nasze dla ewentualnych pldziarzy: powyższy akapit oznacza, że nie dam się spić na następnym zlocie. I możecie to sobie wygrawerować na czołach :)

Ale prawdę mówiąc, to ja nie o piciu chciałem pisać. Raczej o tym, co się zdarzyło w ciągu ostatnich kilku miesięcy (i co zaskutkowało m.in. moim wczorajszym powrotem do domu o piątej nad ranem; oczywiście łaziłem zygzakiem).

Parę tygodni po śmierci matki uświadomiłem sobie, że siedzę sam w czterech ścianach, wybitnie mi to uczucie nie odpowiada, a nie mam żadnego punktu zaczepienia, żeby coś z tym zrobić. Od tego czasu starałem się zbierać różne kawałki wiedzy o życiu, do jakich udało mi się dotrzeć i sklejać je w jakąś sensowną całość. Niektórzy przez całe życie nie są w stanie zrozumieć, czego tak naprawdę chcą (i czego powinni chcieć), do innych dociera to dopiero wiele lat po hucznym weselu, zaraz przed znacznie mniej hucznym rozwodem, a ja po tych kilku miesiącach nadstawiania uszu i analizowania, chyba wreszcie mniej więcej wiem jak to powinno dalej wyglądać.

Nie, nie powiem wam do czego doszedłem, dwudziestolatek rozprawiający o tym, jak należy żyć, byłby widokiem dosyć grotestkowym. W jakim stopniu mam rację zweryfikują następne lata[1], na razie ważne jest to, że przestałem się już poruszać na ślepo -- mam przed sobą konkretny cel i mniej więcej wiem jak go osiągnąć, teraz muszę już tylko dopracowywać... ekhem... szczegóły implementacji. Mam ten swój punkt zaczepienia.

[1] I jak już będę stary i mądry, to może wtedy coś o tych swoich pomysłach napiszę. Przy odrobinie szczęścia będę już wtedy pisał na joggerze2 :)

P.S.
A właściwie to są dwie rzeczy, o których chciałbym wspomnieć.

Wielokrotnie przez te miesiące miałem ochotę napisać tutaj o swoim życiu prywatnym, o tym, że czegoś nie rozumiem, że coś jest nie tak, że nie wiem jak dany problem ugryźć, etc., etc. Za każdym razem stwierdzałem, że to nie powinno być miejsce na takie zwierzenia, bo życie prywatne ma to do siebie, że jest... no cóż... prywatne.

Teraz znam już lepszy powód, niż 'taki ekshibicjonizm jakoś mi nie pasuje'. Za każdym razem, gdy będziecie mieli ochotę podzielić się swoimi prywatnymi sprawami z grupą właściwie nie znanych wam bliżej osób, zastanówcie się dlaczego nie macie kogoś z krwi i kości, z którym o tych sprawach nie pogadacie.

A jak już się zastanowicie, to pierwszym waszym zajęciem powinno być poszukanie takiego kogoś.

I na koniec chyba najważniejsza rada -- źle jest tylko czasami, dlatego najważniejszy w życiu jest optymizm.

  1. 1. mrman

    wreszcie przemyślany wpis, mający pointę, wstęp, rozwinięcie i zakończenie. i dający się przeczytać mimo późnej pory ;)

  2. 2. undefine

    Na kacu to każdy "wiecej nie pije" ;)

    Przynajmniej będzie dwóch absynentów na PLD LD ;)

  3. 3. Jajcus

    No właśnie, dawno tutaj nie było niczego co by się dało czytać ;-)
    A co do pisania o życiu prywantym... czasem właśnie dobrze się jest nim podzielić z kimś, kto nie jest częścią tego prywatnego życia. Dlatego niektórzy wyżalają się barmanowi, a inni piszą na blogach...

  4. 4. axquan

    Nic dodać, nic ująć. A ty mówiłeś, że nie jesteś geekiem ;) Chociaż to pewnie bardziej rozpowszechniony problem, ale z resztą populacji mam mniejszy kontakt.

  5. 5. Revolt

    Tak wiec wlasnie... Przez jakis czas myslalem, ze taki ekschibicjonizm to jakiś sposób, ale cóż, niewiele to dało, poza paroma słowami pocieszenia. Człowiek z krwi i kości z którym mżna podzielić się różnymi prywatnymi sprzawami, 'wypłakać mu się' nie ma nawet porównania z czymkolwiek w sieci.
    Optymizm ? O tak. Kiedyś byłem cholernym pesymistą, strasznie się przez to męczyłem. Od pewnego czasu jest inaczej, wszytko musi się udać, a jak się nie uda trudno, trzeba iść dalej. Trochę szwankuje wiara w siebie, ale cóż, z tym trudno walczyć.

  6. 6. Walczyk

    Wypłakać się komuś... chole**** ciężko znaleźć taką osobę - wiem z doświadczenia - a jeśli już znajdzie się osobę godną zaufania to nie do końca jest sie pewny czy ten ktoś chce słuchać o naszych problemach (sam za tym nie przepadam). Co do upicia się to jeśli jest z kim, dlaczego nie - nawet częściej jeśli przy okazji można się powygłupiać i porobić kilka(set) fotek które może w starości poprawią nam chumor :) A tak na marginesie to czy ten blog zastępuje Ci przyjaciół? czy jest to poprostu forma "rozwoju pisarskiego"

  7. 7. citizen

    Kiedyś był człowiek z Crô-Magnon teraz jest człowiek z sieci. To też jakby nowy gatunek. Tylko on może spojrzeć na Ciebie obiektywnie bo tak naprawdę nic go nie obchodzisz.

  8. 8. mmazur

    Rozwoju pisarskiego po części, a co do zastępowania przyjaciół, to... zależy jak zdefiniujemy. Spraw bardzo osobistych tu nie opisuję, część zostawiam dla siebie, częścią męczę kilku znajomych.

    Tutaj natomiast opisuję to, co wydaje mi się interesujące. Oczywiście zawsze przez pryzmat własnych doświadczeń, ale jakiś czas temu pisałem, że blog jest od tego, żeby przekazywać informacje przez pryzmat autora, a nie bezosobowo jak np. PAP. Wielokrotnie już wypisywałem głupoty, więc jeśli to, co opisuję, dotyczy jakiś osób, które znam bezpośrednio, to staram się pisać tak, żeby nie wskazywać nikogo palcem (i wychodzi mi taka papka, jak poprzedni wpis :).

    A piszę, bo przyzwyczaiłem się do tego, że jest jakaś niewielka grupa ludzi, którzy moje spostrzeżenia mogą też uznać za ciekawe i czasami coś od siebie dodać. Jeśli popatrzyć kilka lat wstecz, to odpowiednikiem okupowanej przeze mnie części blogosfery byłaby jakaś grupka studentów spotykająca się co jakiś czas, by w spokoju poomawiać interesujące ich tematy. Acz o tym chyba też już pisałem :)

  9. 9. Walczyk

    Właśnie dlatego nigdy nie odważyłem się na załorzenie własnego bloga - PAPKA - zawsze mam wrażenie że moje przemyślenia nie są warte uwagi innych ( są tak błache ) albo poprostu wyjdzie z tego dziwny zlepek słów którego nikt nie zrozumie, tj. ludzie nie uchwycą tego co miałem na myśli....

  10. 10. axquan

    Walczyk: a może to nie będzie takie złe. Jeśli wystarczająco wytrwale będziesz czytał przemyślenia innych i starał się poprawić swoje (w sensie przekazu, nie treści, chociaż może to też) _coś_ musi z tego wyjść. Może nie będzie to zmiana wstrząsająca światem w posadach, ale zawsze bliżej doskonałości :) Bo wystawianie swojej opinii na świat często ujawnia słabe strony rozumowania autora, względnie komentarze czytelników naprowadzają go na tor o którym nie miał wcześniej pojęcia. Dokładnie to co napisał mmazur. Choć równie dobrze można poświęcić czas na rozmowy live, tylko, że wtedy nie zawsze udaje się pozbierać myśli w jedną całość i przytoczyć wszystkie argumenty jakie chcieliśmy. Decyzja należy do Ciebie :D

  11. 11. psz

    Spić się może nie dasz, ale czy dasz się namówić na (jedno!) piwo w kawiarni na piętrze? Ja także nie przepadam za piciem, ale piwo czasem rozwiązuje język ;)

  12. 12. mmazur

    Piwo jest kompletnie totalnie niezjadliwe, co żem już napisał. Zazwyczaj opijam się różnymi soczkami, a i wątpię, żebym po jednym piwie miał być jakoś specjalnie gadatliwy, więc zapewne obejdzie się zupełnie bez alkoholu :)

  13. 13. Hawk

    Dobre piwo nie jest zle :) Wodka? Jak najrzadziej. Co do gadatliwosci to spotkalem raz osobe ktora po polowie piwa smacznie spala pod stolem. I to nie jest zart.

  14. 14. Nerf

    Też mam wrażenie, że na kacu MMazur ma lepszy przekaz :).

  15. 15. Creek

    > (...) zastanówcie się dlaczego nie macie kogoś z krwi i kości, z którym o tych sprawach nie pogadacie.

    A ja chciałem powiedzieć, że pytanie „Dlaczego” jest najgłupszym pytaniem jakie można zadać. Bo co z tego, że będziemy wiedzieli czemu jest jak jest i czemu mamy lub nie mam takiej osoby. Odpowiedz na pytanie dlaczego nie jest odpowiedzią na pytanie co zrobić aby tak nie było. Zazwyczaj nawet nie leży blisko...

Adde commentarium: (textile lite)