Imperium kontratakuje
Siedząc przez święta nad projektem, który deadline ma na zaraz po świętach, nie wiedząc co gdzie i jak, nie mając jak się skontaktować z ludźmi (bo święta), którzy pisali system, którym mam zarządzać, a którzy nie pracują tu już gdzieś tak z pół roku, nie mając żadnej dokumentacji do poczytania, zaczynam marzyć o pracy nad projektem, który jest robiony według jednej z tych metod, których próbują nas (z marnym skutkiem) nauczyć na przedmiocie pod tytułem "Inżynieria oprogramowania". Może te całe java/c# shopy we względnie dużych korporacjach wcale nie są takie złe. Założenia projektowe, dokumentacja, centralne repo z kodem, wiadomo kogo się zapytać o różne rzeczy, stabilna pensja. Tiaaaaa.
I jeszcze jedna obserwacja -- im człowiek ma większe doświadczenie w pisaniu, tym, paradoksalnie, dłużej mu ono zajmuje. Czemu? Ano dlatego, że jeśli już poświęcam czas na napisanie czegoś, to primo chcę, żeby owo pisanie trzymało jakiś poziom techniczny i secundo, żeby odniosło zamierzony skutek.
Poziom techniczny, czyli ogólnie pojęte błędy językowe (znaczy -- ich brak). Niestety z biegiem czasu zaczyna się ich dostrzegać coraz więcej, więc zamiast po prostu pisać, spędza się czas na wyłapywaniu i poprawianiu tych fragmentów tekstu, które mi z jakiegoś powodu nie pasują.
Ale już pal licho formę, super doskonałe to to nigdy nie będzie, wystarczy, że nie będzie kłuło w oczy. Zostaje zasadniczy problem, czyli treści. Skoro coś piszę, to chcę, żeby czytelnik był w stanie prześledzić mój tok rozumowania. Problem polega na tym, że sam zauważam, kiedy zaczynam bełkotać, zamiast pisać jasno. W efekcie jestem w stanie spędzić idiotyczne ilości czasu na przepisywaniu kilku akapitów, aż nie uznam, że jaśniej już nie potrafię.
Prawdę mówiąc zaczynam doceniać sensowność publikowania jakiś dłuższych tekstów w kawałkach. Skoro dopieściłem już pierwszy fragment tekstu, to dlaczego czytelnik ma czekać, aż uporam się z całością -- niech se poczyta to, co już jest. Release early, release often.
(Powyższe przemyślenia po dzisiejszej podróży autobusem, podczas której przez godzinę udało mi się doprowadzić do zadowalającej formy kilka akapitów, natomiast nowej treści nie udało mi się dodać ani krztyny. A czas mi się kończy, bo to jest ten tekst o formalizacji PLD i chciałbym przed wakacjami dostać jakieś opinie prawne na ten temat, gdyż kilka osób się deklarowało, że mają znajomych prawników.)

19 IV 2006 o 14:37:09
Czyli SEI CMM Level 5 w Motoroli?
Słyszałem pochwały tego i wypowiedzi pochodzące od ludzi tam zatrudnionych, że momentami jest to niedowytrzymania.
Ale centralne repozytorium wszystkiego (czyli wiedzy) ma sens, brak tego już raz odczułem na własnej skórze.