Polistudentic sleep patern

20 VI 2006, 00:51:11

Ze względu na sesję i akurat nawał roboty w robocie poprzedni mój tydzień wyglądał tak, że praktykowałem 48io godzinne doby. Tzn. jakieś 36 godzin czuwania i naście snu. I tak trzy razy pod rząd.

O ile pierwszy raz jest ok, acz pod wieczór człowiek jest już trochę zmęczony, o tyle drugi i trzeci (zwłaszcza trzeci) to już tragedia. Fakt, że te kilkanaście godzin snu to nie było maksimum, bo musiałem się budzić gdzieś tak po jedenastu/dwunastu godzinach mimo, że pewnie spokojnie bym spał jeszcze kilka, acz i tak sprawność umysłowa w takiej sytuacji baaaaardzo szybko idzie w buraki. Praktycznie w ogóle nie idzie myśleć, a nawet jak się już człowiek zmusi, to rezultaty są dosyć opłakane. Jakie ja piękne błędy w kodzie robiłem :) I w ogóle jakie ja piękne błędy robiłem. Po trzecim dniu wystarczyło się przespać 15 godzin i nagle świat stał się o wiele prostszy, problemy przestały być nierozwiązywalne, etc, etc.

A, zaznaczam, że ja nie korzystam z używek. Kawy w ogóle nie lubię, a herbaty mi się nie chce parzyć. Hmm. Kiedy ja ostatnio herbatę piłem...

Argh

18 VI 2006, 04:56:01

Ja się kurwa nigdy nie nauczę. Powinienem sobie do kontraktów dopisywać, że za każdym razem, gdy moja na nic nie wpływająca zmiana coś popsuje (co mi nawet do głowy oczywiście nie przyjdzie; jak zwykle), po czym szefowi po raz kolejny będę mówił, że to nie może być wina akurat tego kawałka systemu, to mi będą obcinać wypłatę o 30%. Może to by coś pomogło.

(Nie)duże PLD

16 VI 2006, 00:28:14

Właśnie z okazji jakiejś dyskusji sobie grepłem mój folder z commitami do pld za ostatnie 4 miesiące. Wyszło mi gdzieś koło 110 unikalnych commitujących. Nawet biorąc pod uwagę fakt, że pewnie większość robi nie więcej jak dwa commity na parę tygodni, to i tak jest to jak dla mnie zaskakująco dużo.

Torpedy

14 VI 2006, 22:03:04

Dzisiaj odkryłem, dlaczego w krajach Bliskiego Wschodu kobiety chodzą w tych czarnych wszystko zakrywających jaktosiętamnazywa.

Otóż zostało to wprowadzone z myślą o kierowcach. Pomyślcie o takim statystycznym polskim kierowcy, płci raczej brzydszej. Jedzie sobie taki bidak, a dookoła pełno skąpo odzianych przedstawicielek tej drugiej płci. Jakie on ma szanse? Jeśli to lato się nie skończy bardzo szybko, to w wersji optymistycznej naciągnę sobie coś w karku, a w wersji pesymistycznej spowoduję wypadek. I zapewne nie ja jeden.

A mówię tu tylko o naszym marnym i raczej krótkim lecie. Arabowie to mają znacznie mocniejsze "lato" i to przez cały rok, więc gdyby pozwolili swoim kobietom na chodzenie w stroju dowolnym, to pewnie ilość ofiar śmiertelnych w wypadkach na drogach pobiłaby rekordy światowe. Nie wspominając o milionach mężczyzn uskarżających się na chroniczny ból karku.

Dlatego niniejszym postuluję szybkie zakończenie lata, wprowadzenie obowiązkowych ubiorów na modłę islamską, bądź co najmniej ustawowy zakaz zbliżania się nieodpowiednio ubranych kobiet do jezdni O..

Głosy

14 VI 2006, 04:37:36

OGŁOSZENIE TECHNICZNE: Jeśli ktoś ma patcha na jajko, który pod sysrq dodaje opcje odpalania oom killera na zadaniach odpalonych w ciągu ostatnich pięciu minut + możliwość zamordowania najbardziej cpużernego zadania z odpalonych w ciągu ostatnich pięciu minut, to ja bym prosił o linka, a najlepiej o dorzucenie do domyślnych jajek w PLD. A przynajmniej do jajka desktopowego, zakładając, że w końcu takie mamy (?). KONIEC OGŁOSZENIA.

Istnieje taka irytująca cecha mózgu, polegająca na tym, że uczy on się nowych rzeczy dosyć szybko i zaczyna je filtrować. "Przyzwyczaja się" do nich. Jest to jak najbardziej pożądane w przypadku na przykład takiego tykania zegarka, ale wybitnie upierdliwe jeśli chodzi o słuchanie piosenek.

Zdarzyło się wam, że słysząc po raz pierwszy głos jakiegoś wokalisty/wokalistki, stwierdziliście, że w ich głosie jest "to coś"? Coś innego, powodującego, że gdy śpiewają, to nie jest tak, jakby zwykły człowiek śpiewał. Coś innego, nieuchwytnego.

Ja tak miałem w przypadku Gawlińskiego, tak miałem słuchając po raz pierwszy wokalistki śpiewającej w Extasy autorstwa ATB, takoż było, gdy podczas któregoś odcinka La Femme Nikita puścili Is Jesus Your Pal Emiliany Torrini (którą nawiasem mówiąc można było słyszeć w soundtracku do LOTRa), czy też, w ograniczonym zakresie (bo jednak czegoś mi brakuje w tym głosie), gdy słucham Katie Meluy.

Ale niestety po którymś razie "to coś" po prostu znika. Prawie bezpowrotnie :/ Od czasu do czasu udaje mi się to usłyszeć, ale tym razem bardziej świadomie, po prostu nauczyłem się częściowo rozpoznawać te określone dźwięki w czyimś głosie powodujące, że jest on inny. Ale to już nie to samo :/ Buuuu.

Zmiany

12 VI 2006, 05:19:37

Dzwoni telefon. Moja pierwsza reakcja? Nie chce mi się ruszać z miejsca, żeby sprawdzić kto to. Muszę się zmuszać.

Dzwoni dzwonek do drzwi/domofon. Moja pierwsza reakcja? Nie chce mi się ruszać z miejsca, żeby sprawdzić kto to. Muszę się zmuszać.

Żeby aż tak nie chciało mi się ruszyć tyłka, coby odebrać prosty telefon? Dziwne.

I chyba najdziwniejsze. Dojeżdżam gdzieś samochodem. Wyłączam silnik. Nie wysiadam. Siedzę. W samochodzie jest cicho, ciepło, nie wieje. Patrzę co się dzieje dookoła. Chętnie bym wręcz zamknął oczy. Siedzę tak kilkasiedziąt sekund, czy wręcz kilka minut. Przecież nie mogę tak po prostu siedzieć. Wreszcie zmuszam się do wyjścia.

To na pewno tylko moja senność się włącza. Jest mi miło, ciepło i przytulnie, więc najchętniej bym się zdrzemnął. Tak, to musi być to.

Ja zawsze (?) czytałem i nadal czytam dużo różnych dziwnych rzeczy i w sumie na trwałe mam już zakodowany w głowie obraz statystycznego Kowalskiego, który od X lat robi to co robi tylko dlatego, że codziennie rano udaje mu się do tego zmusić. Oj naczytałem ja się mądrych porad o tym, jak to nie wolno dopuszczać do takich sytuacji. Jak to nie wolno bać się zmian, trzeba nauczyć się wyczuwać rzeczy, które nam nie odpowiadają, i podążać za tymi, do których nas ciągnie.

I było to bardzo logiczne i proste, póki pozostawało teorią. Niestety jest pewien haczyk. Gdy w naszym bezpośrednim otoczeniu są ludzie, którzy od nas czegoś oczekują, to spełnianie tych oczekiwań jest automatyczne. Jasne, może się to nie podobać, można się wkurzać, warczeć i w ogóle, ale na najbardziej podstawowym poziomie nie kwestionuje się tych wymagań [1].

Gdy to bezpośrednie otoczenie znika, wszystko się zmienia. Oczywiście, nadal zostają ludzie, którzy czegoś od nas oczekują (uogólnijmy do rodziny), ale ich już nie ma tu. Są gdzie indziej. Dostosowanie się do ich oczekiwań nie jest automatyczne. Wynika z mojej świadomej decyzji. I to tym bardziej świadomej, że z tyłu głowy mam głosik, że przecież mogę tego nie zrobić. Bo mogę. To jest opcjonalne. W teorii nie muszę tak naprawdę nic (bo nie muszę). W praktyce też (bo nikt mnie nie zmusi). A w praktycznej praktyce (niby nic nie muszę, a jedne rzeczy robię, a innych nie; ot tak po prostu wychodzi)? (Co na przykład powinienem zrobić z obcą inteligencją w moim zlewozmywaku. Niech sobie żyje?)

Dzwoni telefon. Nikt konkretny nie ma dzwonić, więc pewnie babcia z czymś nieistotnym. Powinienem zostawić, niech dzwoni. Nie chce mi się odbierać. Nie muszę odbierać.

W sumie co za problem udać, że mnie nie ma. Albo że jestem w łazience i nie mogę odebrać. Nie chce mi się odbierać.

To pewnie babcia dzwoni. A może wujek, dawno nie dzwonił. Muszę się zmusić.

Ciekawym, czy następnym razem też uda mi się zmusić.

Względnie niedawno zauważyłem, że znowu potrafię bez żadnego problemu cieszyć się brakiem towarzystwa. W sumie zbiegło się to w czasie z nowymi zadaniami w robocie, które zjadają mi sporą ilość godzin. I prawdę mówiąc nawet ją (robotę) lubię...

Pamiętasz te niezliczone ilości tekstów, w których czterdziestoletni Kowalski nagle uświadamia sobie, że nie ma nic poza pracą, której nie lubi już co najmniej od dekady i psem, który i tak woli sąsiada, bo go częściej widuje? Tenże Kowalski, który jeszcze przed chwilą myślał, że jest młody, że przecież ma jeszcze tyle czasu...

Wreszcie znowu potrafię przebywać sam i sprawia mi to przyjemność (no, bez przesadyzmu, po prostu mi to w żaden sposób nie przeszkadza). Gdzieś czytałem, że człowiek dorosły musi to potrafić, musi wiedzieć jak ten czas wykorzystywać do rozwoju samego siebie, ale jednocześnie nie może zapominać o innych ludziach, bo to trochę głupio zrobić z siebie przez przypadek jakiegoś zdziwaczałego odludka.

Odludki są dziwne. Robią jakieś dziwne rzeczy w miejscach publicznych. Nie odpowiadają, udają, że ich nie ma.

Ten tego... :)

Wielokrotnie miałem tu ochotę umieścić pewne rzeczy, ale zawsze udawało mi się powstrzymać (w tym przed publikacją już gotowego tekstu). Ba, ten akapit powstaje w miejsce wyciętych dwóch innych. Przez te 10 miesięcy nauczyłem się, że jest część mnie dostępna publicznie, część mnie dostępna dla znajomych i część mnie, która raczej nigdy nie będzie dostępna dla nikogo. I jakkolwiek co jakiś czas mam ochotę się wygadać (co czasami objawia się sprodukowaniem kilku akapitów), to jednak doszedłem do wniosku, że nie warto. Są sprawy, które powinny zawsze pozostać tylko moje.

(Tylko cholera mam nawyk ich spisywania i później szkoda mi to wysyłać do /dev/null. Chyba zacznę takie rzeczy publikować na wyższych poziomach. Oczywiście nikomu nie dając do nich dostępu :)

[1] Oczywiście tu pomijam sytuacje, gdy się nastolatek był skłócił z rodzinką i mu tak już zostało na następnych X lat, czy coś w ten deseń; mnie to na szczęście ominęło.

« | »