Co jakiś czas smęcę tutaj swoje teorie na temat edukacji, informatyzowania młodzieży i takich tam, więc możecie sobie chyba wyobrazić moją radość z faktu, że udało mi się znaleźć obiekt chętny do poddania się paru eksperymentom. Ech, młody, niewinny umysł. Cały mój. Mogę go zmieniać, kształtować, popychać w wybranym przeze mnie kierunku.
Zgnieść na miazgę, gdy tylko przyjdzie mi na to ochota.
Poezja!
Fuj, cały się zaśliniłem. Dobra, wracając do konkretów (ostrzegam, że to są nudy pisane dla samego siebie, żebym mógł później do tego zajrzeć i stwierdzić ile z własnych wniosków udało mi się zapamiętać) -- mój padawan studiuje na kierunku humanistycznym i opanował obsługę komputera w stopniu podstawowym, tzn. potrafi intuicyjnie poruszać się w środowisku graficznym (przyciski, pola tekstowe, okienka i reszta tego kramu), natomiast nie ma żadnego zrozumienia zasad ich działania. Standardowy Użytkownik Komputera.
Zrobienie z kogoś takiego 'informatyka' (tzn. docelowo zawodowego) ma obiektywnie bardzo małe szanse powodzenia, dlatego też skupić się należy na czymś zupełnie innym. Pomijając już fakt, że nie da się z kogoś 'zrobić' 'informatyka'. Można jedynie dojść do takiego poziomu wiedzy i zainteresowania tematem, żeby delikwent czuł chęć dalszego zagłębiania się w szczegóły i co równie ważne -- potrafił sobie sam poradzić (a nawet jeśli nie będzie się dalej interesował, to i tak wyniesiona wiedza pozwoli na znacznie sprawniejsze korzystanie z komputera).
Jakiekolwiek linuksy, programowanie, assemblery i takie tam od razu poszły do kosza. Na studiach to działa tak, że należy wyryć książkę na pamięć, a może coś wam się później z niej przyda w praktyce. W rzeczywistości nikt się tak nie uczy. Człowiek musi pierw dojrzeć potrzebę zrobienia czegoś, po czym zaopatrzyć się w minimalną ilość wiedzy potrzebną do wykonania zadania. Na początku jest to często wiedza bardzo ogólna i mechaniczna, z czasem natomiast zwiększa się ilość detali i widzenie zagadnienia w szerszym kontekście.
Bla, bla, dobra, konkrety -- najważniejszą rzeczą jest uświadomić padawanowi, że komputer to narzędzie służące automatyzacji pracy. Im człowiek lepiej opanuje to narzędzie, tym wydajniej (i możliwe, że bardziej kreatywnie) jest w stanie wykonywać swoją robotę. Czyli -- żadnych rewolucji -- uczymy padawana jak wydajniej korzystać z narzędzi, których już używa oraz uczymy zawsze zastanawiać się nad tym, czy obecny sposób wykonywania danej czynności oby na pewno jest optymalny.
W praktyce przełożyło się to na:
Pisanie bezwrokowe. I tu uwaga -- różne Mistrze Klawiatury i takie tam są przydatne do wyrobienia w sobie 'świadomości' gdzie są poszczególne klawisze. Ale należy jak najszybciej pokazać, że pisanie bezwrokowe wcale nie polega na trzymaniu trzech palców na klawiaturze, podczas gdy czwarty rusza się. W rzeczywistości tak się nie da. W praktyce, zależnie od tego, na co pozwala nam klawiatura, można trzymać wszystkie palce zawsze w powietrzu, można trzymać tylko jeden na klawiszu wyjściowym w celu łatwego powrotu, a resztę trzymać w powietrzu podczas ruchu (tzn. małym chcę coś nacisnąć, to wskazujący zostawiam na 'j', po czym resztę palców odrywam i ruszam całą dłonią by w jak najbardziej naturalny sposób owym małym palcem nacisnąć wybrany klawisz). W odpowiednich przypadkach (np. backspace) za ten 'palec kotwiczący' może robić nawet kciuk pod spacją. Pisząc te słowa w ogóle wszystkie palce mam w powietrzu, a to dlatego, że klawiatura jest na tyle mała, że mogę nie odrywać rąk nadgarstków od podłoża, skutkiem czego dłonie mam zawsze w tej samej pozycji. Konfiguracji jest kilka. (Poza tym zaznaczyć teorię, czyli że pisząc bezwrokowo się nie literuje, tak jak nie literuje się pisząc ręcznie. Jest to czynność bardziej automatyczna i dlatego szybka.)
Podstawowe usprawnienia w pracy z windowsem, czyli "w Wordzie nie pozycjonujemy horyzontalnie przy pomocy spacji", kilka skrótów (winkey+d, alt+f4, alt+tab) i wytłumaczenie, że programy mają pełną dowolność w tym jak wyglądają (mogą pokazywać się na pasku zadań, nie muszą, mogą pokazywać się na tacce, nie muszą, mogą się w ogóle pokazywać, nie muszą) i jak reagują na akcje użytkownika, co w praktyce przydatne jest do zrozumienia dlaczego 95% programów po naciśnięciu krzyżyka się wyłącza, a pozostałe 5% (przeważnie p2p i inne programy mające działać w tle) tylko się minimalizuje do tacki.
No i tutaj mały dziwoląg -- minimalna wiedza praktyczna i teoretyczna potrzebna do zdiagnozowania dlaczego akurat mi nie działa internet (padło połączenie do bramki, co to jest bramka, padło połączenie od bramki do internetu, padły dnsy, co to są dnsy). Wszystko w jak najprostszych słowach oczywiście. I okraszone konkretnymi programami do diagnozy i jak z nich korzystać (ping, ipconfig, co właściwie robi ping). Chyba popełniłem błąd, że sam używałem tych programów, zamiast dać padawanowi klepać komendy. Najprawdopodobniej lepiej by wtedy zapamiętał.
A -- i spostrzeżenie związane z "przecież to się nie da tymi palcami tak manewrować" (nie da, bo się nie manewruje palcami, tylko całą dłonią) -- trzeba jak najszybciej pokonać wbudowany opór, że to jest magia, ja nigdy nie będę w stanie, bo kilkawymyślonychnaprędzcepowodów, etc, etc. Nie ma to jak zobaczyć kogoś, kto po kilku uwagach technicznych odnośnie ruszania dłońmi nagle jest w stanie pisać bezwzrokowo i to z całkiem sensowną prędkością. O, jednak się da.
Na następny raz najprawdopodobniej pójdzie wytłumaczenie sposobów korzystania z internetu (tzn. jakie są najpopularniejsze usługi), umiejętność efektywnego korzystania z tego wszystkiego w celu łatwego i szybkiego znajdowania poszukiwanych informacji i jeśli się zmieści, to podstawy zasad działania internetu (że komputery w sieci mają 'numerki' już wytłumaczyłem, bo inaczej bym nie wytłumaczył o co chodzi z pingowaniem bramki i onetu, teraz trza jeszcze dodać, że każdy taki numerek ma porty i pakiety lecą na porty i takie tam; może nawet dlaczego wcześniej omówiony 'ping' portów nie potrzebuje.